szukajka

Solutions4ad - Vikings War of Clans

Nieumarli a lęk przed śmiercią

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 


ThrillerLęk przed śmiercią towarzyszył człowiekowi od zawsze. Boimy się tego, czego nie znamy, tego, że może nas zabraknąć. Nie ma w tym nic dziwnego, nie dziwnym jest też ożywianie tego lęku, co czyniono już wielokrotnie, stwarzając różne zjawy i bestie. Ze strachu przed śmiercią i pośmiertnym zachowaniem ciała ludzkiego, wymyślono nieumarłych. Przez wiele lat objawiali się w różnych postaciach: zombie, wampirów czy innych upiorów. Znane od wielu lat, dziś tłumnie wbijają się do kultury masowej, zarówno w książkach, grach, serialach, filmach, jak i komiksach.

Jednak spróbujmy przyjrzeć się im z osobna. Na początek poświęćmy chwilę, tak ostatnio osławionym zombie. Dziś zawładnęły głównie Ameryką, co wcale nie jest dziwne, gdyż narodziły się właśnie tam. Swój początek mają w kulcie Voodoo praktykowanym na Haiti i w południowym USA. Wierzono, że kapłani, zwani nougan, mambo lub bokor uśmiercali człowieka, a w kilka dni po pogrzebie nieszczęśnika, potrafili przywrócić go do życia. Może nie całkiem, ponieważ ożywiali jedynie ciało, które zamieszkiwał duch śmierci Guédé. Po co to robili? Takie zombie, a właściwie cadavre, używany był do prac w polu i w gospodarstwie. To dopiero tania siła robocza! Jednakże nie każdy prawie umarły pomocnik służył gospodarzowi po wsze czasy (i to dosłownie), gdyż wystarczyło, by poczuł on smak soli, a natychmiast uświadamiał sobie, że nie żyje i szedł na cmentarz, by się na nim zakopać. Choć brzmi to całkiem zabawnie, należy pamiętać, że zombie, co jak co, ale żywią się mięsem i mózgami.

Jak łatwo się domyślić, alternatywa stania się zombie nie była zbyt kusząca, dlatego też rodzina zmarłego starała się uchronić go przed tym losem przebijając pierś kołkiem lub obcinając ręce i nogi. Sama wizja przemiany w bezmyślne zwłoki powodowała dodatkowy lęk przed śmiercią.Walking Dead

Dzisiaj zombie rozprzestrzeniły się w popkulturze. Już od lat 60-tych natykamy się na filmy o nich. Pierwszym i najpopularniejszym jest „Noc żywych trupów” George’a Romera. Te postaci przewinęły się również w świecie muzyki- tu idealnym przykładem jest teledysk do piosenki „Thriller” Michaela Jacksona. Aktualnie podbijają świat w grze „Dying Light”, czy też w serialu „The walking dead”.

Mówiąc o umarłych, ciężko nie wspomnieć o wampirach. Ich postać wywodzi się m.in. od wierzeń słowiańskich, w których funkcjonowała pod nazwą wąpierza. W przeciwieństwie do zombie, w przemianę wampirów nie mieszano magii. Jak więc powstawały? Są różne teorie. Wierzono, że tworzyły się z niepogrzebanych lub niespalonych zwłok, przez gwałtowną śmierć, przez rzucenie na żywego przekleństwa, a także przez profanację zwłok, czy ugryzienie przez innego wampira. Podejrzewano też, iż nieumarłymi mogły stawać się wiedźmy oraz samobójcy. Jak w przypadku zombie, o spokój duszy i ciała zmarłego zadbać musiała rodzina. Gdy nie wypełniła tego obowiązku, narażona była na dręczenie przez wampira.


Co robimy w ukryciuCiekawym jest, że dawniej ludzie obawiali się zamiany w wampira po śmierci, a w dzisiejszych dziełach, w których upiory te są coraz bardziej spersonifikowane, lęk przed odejściem występuje również w nich samych. Tak, tak, nie dość, że wampiry obawiają się swojej niezbyt przyjemnej śmierci, to na dodatek ludzie chcąc się przed nią uchronić, nierzadko proszą krwiożerczych przyjaciół o możliwość zamiany w ich pobratymców, co miało miejsce chociażby w filmie „Co robimy w ukryciu” Jemaine Clement’a i Taika Waititi. Tak ciekawą przemianę strachu przed śmiercią w dziełach fantasy widać w porównaniu „Miasteczka Salem” Stephena Kinga a „Kronik wampirów” Anne Rice, gdzie wampiry od bezmyślnych istot przeszły do postaci niemal ludzkiej.

Ostatnim działem, w który chcę się zagłębić, jest nekromancja, czyli ożywianie zwłok za pomocą magii. Był to dobry sposób na oswojenie się z tematem śmierci, która to dzięki czarom przestała być nieodwracalna. Zdolność wskrzeszania ciała wymagała potężnej mocy, jaką dysponowali nieliczni. Tego typu magię widać w opowiadaniach „Weźmisz czarno kure…” Andrzeja Pilipiuka, gdzie do życia przywrócony zostaje m.in. Lenin. O ile w tym przypadku kwestia nekromancji przedstawiona została z przymrużeniem oka, to już „Frankenweenie” ukazuje ogromną tęsknotę dziecka za pupilem, która stanowi pobudkę do przekraczania cienkiej granicy między życiem a śmiercią. Owa animacja pokazuje, że ciężko nam się pogodzić nie tylko ze swoją śmiercią, lecz także z odejściem najbliższych.

 

Jak widać, już od dawna człowiek próbował poradzić sobie z lękiem przed śmiercią. Tworzył postaci nieumarłych, którzy jedną nogą znajdowali się w grobie, a drugą wciąż zostawiali na ziemi. Choć obawa wcale się nie zmniejszyła, to jednak łatwiej nam oswoić strach materialny. W końcu prościej bać się tego co znamy, czyż nie?

Komentarze obsługiwane przez CComment

Nowości - Fantastyka naszym okiem

Jedyny PierścieńW fantastyce, od zawsze, pojawiały się różne przedmioty mające zabójcze właściwości. Dzielni wojownicy uzbrojeni są w ostre miecze, zwinne elfy trzymają na ramieniu precyzyjne łuki. Przez ręce, łapy… odnóża fantastycznych osobliwości przewijają się niezliczone rodzaje broni. Jednak, rzeczy te, stworzono z myślą o walce i w takiej postaci funkcjonują również w realnym świecie. Bardzo popularny w fantasy jest także obszerny ekwipunek łowców wampirów. Nikogo nie zaskakują śmiercionośne krzyże, srebrne kule czy osinowe kołki. Podobnie jest w świecie magii, gdzie zniszczenie sieją różdżki. Wielcy magowie rzucają na siebie potężne zaklęcia w celu unicestwienia przeciwnika, a Avada Kedavra przetacza się nad ich głowami.

Co się stanie, gdy tak potężną mocą obdarzy się mniej złowrogie przedmioty? Już Tolkien, ojciec fantastyki, wpadł na pomysł użycia do tego celu Jedynego Pierścienia. Ten mały, niepozorny kawałek metalu ma moc władania wszystkimi pozostałymi, wykutymi przez elfy, a co za tym idzie, daje swojemu panu praktycznie nieograniczoną władzę. Pierścień może między innymi zamienić ludzi w Nazgȗle, czyli tzw. Upiory Pierścienia. Nie da się ukryć, że równa się to utracie normalnego życia.

Kolejnym zabójczym przedmiotem może okazać się rękawica wykuta z miedzi. Panie Black i Claire udowodniły to w serii „Magisterium”. Tytułowa część ubioru posiada moc unicestwienia Makara, mającego za zadanie ochronić ludzi przed Wrogiem Śmierci. W nieodpowiednich rękach staje się więc prawdziwym zagrożeniem dla całej ludzkości.Jumanji

Co się stanie, gdy w nasze ręce wpadnie gra planszowa mająca wpływ na rzeczywistość? To właśnie przytrafia się bohaterom „Jumanji”. Poza wieloma niezwykłymi przygodami, narażeni są także na ogromne ryzyko. Ich życiu wielokrotnie zagraża niebezpieczeństwo. W końcu, spotkanie ze stadem rozwydrzonych małp czy ucieczka przed szaleńcem z bronią, jest nie lada wyzwaniem.

Ciekawym przedmiotem okazuje się być Bagaż ze „Świata Dysku” Terry’ego Pratchett’a, który jest jednocześnie uroczy i wielce niebezpieczny. To właśnie owy urok staje się jego największą bronią, bo któż zechce posądzać o złe zamiary skrzynkę na malutkich nóżkach? Bagaż, jednakże, jest szlachetny, gdyż staje w obronie swego właściciela, pożerając tylko „tych złych”. Jeśli więc nie chce się trafić do drewnianej otchłani, lepiej nie stawać mu na drodze.

Skoro zabójczym przedmiotem może zostać skrzynia, to dlaczego nie stać się nim tron? A dokładnie Żelazny Tron? Fani „Pieśni Lodu i Ognia” zapewne zastanawiają się, co zabójczego jest w siedzisku królów. Wbrew pozorom, nie chodzi mi o ostre miecze, z których został wykonany. Nie mam na myśli również śmierci od otarć, czy siniaków, których nabawić się mogą osoby zasiadające na tym wyjątkowo niewdzięcznym fotelu. Jego mocą jest mieszanie w umysłach kandydatów na króla. Choć owy tron nie wykazuje żadnych magicznych mocy, to potęgę jaką ze sobą niesie, można mierzyć w ilości istnień, które pochłonęła walka o niego. To chyba wystarczająco świadczy o niebezpieczeństwie, tego groźnie wyglądającego, mebla.

Dość śmiało mogę powiedzieć, że najbardziej zabójczym przedmiotem, z którym się spotkałam, a jakiego nie mogło tu zabraknąć, jest Death Note ze znanej mangi. Death Note to dziennik, który za pomocą swej niezwykłej mocy, przyczynia się do śmierci każdej osoby, której imię i nazwisko znajduje się na jego stronach. Zabójczy artefakt stworzył sam Ryuk- jeden z bogów śmierci.

Dziennik Toma Riddle'aIdąc tropem notesów, nie mogę nie wspomnieć o Dzienniku Toma Riddle’a, który uprzykrza życie bohaterom drugiej części Harry’ego Potter’a. Już od początku wydaje się być przedmiotem podejrzanym, gdyż prowadzi dialog z osobą, która akurat z niego korzysta. Niby nic dziwnego, w końcu to świat magii. Jakby nie patrzeć, mapa Huncwotów też dawała odpowiedzi osobom, które na nią trafiły. Jednak jest różnica między żartobliwymi zdaniami, a świadomą rozmową. Dodatkowo, dziennik potrafił zawładnąć umysłem posiadacza i zaprowadzić go wprost w szczęki śmierci… lub Bazyliszka.

Każde dzieło fantasy jest ograniczone jedynie wyobraźnią autora. Dlaczego więc nie uczynić przedmiotów codziennego użytku złowrogimi narzędziami? W końcu miecze, łuki czy różdżki od zawsze przewijały się w dziełach tego typu, a niebezpiecznego Bagażu na stu nóżkach nie spotkamy wszędzie.

OrkŚwiat fantasy jest obfity w przeróżne stworzenia, które są jego kluczowym elementem i w znacznej mierze nadają mu swój niepowtarzalny klimat. Większość z nich posiada charakter zbliżony do człowieka, lecz pewne cechy są mocniej uwydatnione, a inne prawie znikome. Każdy z nas mógłby dobrać sobie fantastycznego przedstawiciela, który reprezentuje swoją naturą podobne wartości. Poświęćmy chwilę istocie, z którą raczej nikt nie chciałby się utożsamiać – czy na pewno tak jest?

Wielu czytało trylogię J. R. R. Tolkien’a pt. „Władca Pierścieni”, a jeszcze więcej oglądało jej ekranizację.  W przedstawionym świecie występuje mnogość potworów walczących w imię zła, a  ze względu na powszechność występowania, na ich czele z pewnością stoi ork. Jest to rasa celowo splugawiona i wyhodowana do niszczycielskich celów, prawdopodobnie z elfów, dawno przed czasem, w którym toczy się akcja. Ciała orków są mocno zdeformowane, skóra prawie każdego koloru tęczy i ogólnie sprawiają wrażenie, jakby się mieli zaraz rozłożyć. Siłą nie dorównują ludziom, a po ich pierwowzorach pozostały jedynie szpiczaste uszy – o ile w ogóle pozostały. Jeśli chodzi o zdolności intelektualne, to są one raczej niewielkie. Tworzą prymitywne szczepy pod przewodnictwem zwykle najgroźniejszych osobników, które walczą między sobą, a jedynym co może ich zjednoczyć jest nienawiść do innych stworzeń zamieszkujących Śródziemie oraz twarda ręka mrocznego władcy. Ich ulubionym zajęciem jest walka, która niestety również nie idzie im zbyt dobrze, gdyż w starciu z ludźmi, elfami lub krasnoludami padają całymi chmarami, a pozbawieni dowództwa szybko pierzchną z pola bitwy. Tolkien prezentuje nam więc orka jako żałosną kreaturę, która jest ucieleśnieniem i wykonawcą większości zła panującego w jego fantastycznym świecie. Czy ten przypuszczalnie najbardziej znany wizerunek przesądza o wszystkim?

Orkowie - Władca Pierścieni

Przyjrzyjmy się teraz jak wygląda sytuacja w fantastycznych światach gier fabularnych. Taką rozgrywkę zwykle zaczynamy od stworzenia własnej postaci i tu – o zgrozo! – wiele tytułów umożliwia nam wybór orka lub jego krzyżówki z człowiekiem, jako rasę naszego bohatera lub frakcji. Czy to oznacza, że wśród szlachetnych elfów, wojowniczych krasnoludów i sprytnych niziołków, twórcy proponują nam taką nikczemną miernotę? Nic bardziej mylnego.

W serii „The Elder Scrolls”, tworzonej przez studio Bethesda Softworks, obraz orka zmienia się diametralnie. Jest on masywnej postury. Pod zielonkawą skórą prężą się silne mięśnie, niczym u barbarzyńców z Cymerii. Tym razem przypomina bardziej solidną skałę niż rozkładające się ciało. Wciąż nie należy do najładniejszych, ale jego wygląd z pewnością się poprawił.  Przedstawiciele tej rasy nie dorównują inteligencją ludziom, jednak potrafią już stworzyć hierarchiczną społeczność z podziałem na funkcje. Ponadto są szanowani za swój fach do rzemiosła, który nie ma sobie równych w świecie Tamriel. Nawiązują życzliwe stosunki z innymi ludami oraz asymilują się we wsiach i większych miastach. Natomiast nie uległo zmianie zamiłowanie orków do walki. Tym razem są świetnymi wojownikami, którzy nader wszystko cenią zasady. Honor, duma i godność są to postawy, do których dąży każdy z nich. Niełatwo też zasłużyć na ich zaufanie, gdyż trzeba odznaczyć się właśnie takimi cechami.

Podobny wizerunek tychOrk - The Elder Scrolls - Skyrim stworzeń spotykamy w  grach takich jak „Warcraft”, „Sacred” i „Gothic”. W każdej z nich orkowie toczą boje z innymi rasami, co czasem jest też motywem przewodnim. Sytuacja jest jednak nieco bardziej skomplikowana niż w dziele Tolkiena. Istnieje zróżnicowanie wewnętrzne, które nie pozwala nam ich określić w całości jako istoty dobre, czy złe. Część cechuje bezwzględna agresja, która wynika z obustronnej nienawiści do różnic rasowych i kulturowych. Innych natomiast odznacza rozwaga i chęć porozumienia. Ci drudzy ostrożnie nawiązują kontakty i stosunki dyplomatyczne.
Tworzą cywilizacje prawie dorównując
e ludzkiej. Technologicznie sprawa wygląda bardzo różnie. O ile w „Sacredzie” orkowie zamieszkują w kilku wioskach i niewielkim mieście, w „Warcrafcie” raczej przemieszczają się całą hordą i zakładają osady w aktualnym miejscu pobytu, tak w „Gothicu” budują miasta i wznoszą świątynie oraz potrafią tworzyć potężne machiny wojenne.

Warto zwrócić uwagę na ich stosunek do natury. Szanują przyrodę, uczą się korzystać z jej siły i czerpią z niej w umiarze, czego nie można powiedzieć o wielu z nas.

Skoro dowiedzieliśmy się już, że te humanoidalne stworzenia stawiają swoje miejsca kultu, to możemy od razu wywnioskować, że mają również własne wierzenia. Przewodnikami duchowymi są szamani, którzy są utalentowani w wielu dziedzinach oraz potrafią władać magią.

Podsumowując, ciężko uznać orka za postać, z którą chcielibyśmy się identyfikować. Wyglądem budzi odrazę i przerażenie. Łatwo wziąć go za prymityw. W większości tworów fantastycznych ma oddźwięk negatywny jako wróg rodzaju ludzkiego. Niełatwo jest dostrzec, że często występuje jako dumny wojownik, z odwagą walczący w imię zasad, które przecież tak cenimy.
Biorąc pod uwagę zarówno zalety jak i wady, czy my sami nie miewamy w życiu momentów, w których zachowujemy się jak ork?


Broń na wampiryReligia jest ważnym elementem życia bardzo dużej części ludzkości. Nic więc dziwnego, że jej motywy zagościły też w fantastyce. Jednak, czy wiązanie świata fantasy z religią jest jedynie sprytną zagrywką marketingową i chęcią umieszczenia w dziełach sprzedającego się tematu? Nic bardziej mylnego! Podstawy powiązań fantastyki z religią sięgają stuleci.

Od wieków, człowiek, nie rozumiejąc otaczających go zjawisk, próbował wyjaśniać sobie ich istnienie tworząc nierealne byty. Tak powstawały różne bestiariusze. Ukazane w nich upiory były niczym innym, jak tylko spersonifikowanymi lękami. W końcu strach, któremu nadamy bardziej znaną formę, łatwiej jest oswoić, jak również zwalczać.

Religia od dawna starała się walczyć ze złem. Szybko więc stała się bronią, nie tylko przeciwko poganom, lecz również wszelakim bestiom. Różnorodne symbole wiary, relikwie czy inkantacje, miały swoje ochronne zastosowanie przy okazji spotkań z wieloma potworami. Najczęściej, z używaniem tej nietypowej broni, mamy do czynienia w kontakcie z wampirami. Są one znane ze swego wstrętu do wszelkich oznak boskości w realnym życiu. Zauważyć to można m.in. w „Miasteczku Salem” S.King’a, gdzie upiory stroniły od krzyża i wody święconej. Wielu słynnych wampirzych poskramiaczy również zaopatrywało się w niebiański asortyment. Przykładem może być Anita Blake z "Cyrku Potępieńców" Laurell K. Hamilton, która, choć na co dzień zajmuje się ożywianiem umarłych, czasem poskramia zbyt energiczne wampiry.

Dobrym przykładem wykorzystania motywów religijnych w fantastyce jest film „Constantine”. Choć sam temat produkcji opiera się w większości na wierze w Boga, to jednak nie da się ukryć, że posiada mnóstwo elementów fantasy. W tym przypadku, także otrzymujemy sporą porcję walki dobra ze złem. Oczywiście, głównemu bohaterowi nie mogło zabraknąć artefaktów: wody święconej, skarabeusza czy smoczego oddechu. Jak widać, dysponuje on arsenałem wielu religii. Constantine używa go do zwalczania nieproszonych demonów, które choć teoretycznie nie zaliczają się do kanonu postaci fantastycznych, to jednak w tym przypadku nimi są.

Jeszcze innym, ciekawym ukazaniem wiary jest umieszczony w „Grze o Tron” kult bóstw przedstawionych w postaci rzeźb w drzewach. Cześć oddają im mieszkańcy północy. RobiąNocna Straż to poprzez modlitwę, czy też różnorodne przyrzeczenia składane w obecności owych drewnianych figur. Za to na wschodzie, w Asshai, religia w wyraźny sposób łączy się z czarną magią. Kultywuje się tam krwawe ofiary i wszelkiego rodzaju klątwy, po to, by bogowie pomagali kapłanom w osiąganiu zamierzonych celów.

Ciekawe jest też zestawienie świata fantastyki z ascetycznym, realnym światem religii. Dopuszczono się go w „Porta Coeli. Bramie światów” Susany Vallejo. Powieść ta zupełnie różni się od dzieł, które wymieniłam powyżej, gdyż klasztory, na których opiera się rzeczywisty świat, nie walczą z fantastycznymi stworami, lecz próbują je ukryć przed ludźmi. A więc, nie ma tu także motywu wykorzystania kościelnych insygniów. Ciekawym jest jednak to, że w pewnym momencie ukazane klasztory nie dość, że akceptują istnienie odrębnego świata i jego stworzeń, to jeszcze starają się go chronić. Z racji odwiecznej walki kościoła z fantastycznymi istotami, jest to dość niespotykana sytuacja.

Jak widać, religie w fantastyce mogą być ukazane na bardzo wiele różnych sposobów. Od typowego wykorzystywania przedmiotów wiary, takich jak krzyże czy woda święcona do walki z potworami, aż po ochronę dziwnych stworzeń. Pomimo częstej krytyki dzieł fantastycznych przez kościoły, nie dało się uniknąć skonfrontowania tak odrębnych, choć w rzeczywistości bliskich sobie dziedzin, w książkach czy filmach fantasy. Takie zestawienie, jak widać, całkiem nieźle się sprawdziło.

 

„Chciałem powiedzieć- wyjaśnił z goryczą Ipslore- że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.

Śmierć zastanowił się przez chwilę.

KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.”

Terry Pratchett- „Czarodzicielstwo”

 

 

  

 

Koty, w przeciwieństwie do innych zwierząt, od dawna cieszyły się sporą popularnością. Ich postaci czczono już w starożytnym Egipcie, gdzie niezwykle silny stał się kult bogini Bastet. Jak wierzono, była ona córką samego boga Słońca- Ra. Składano jej hołdy nie tylko z tego powodu, Bastet pełniła rolę opiekunki kobiet, dbała o płodność, miłość, życie erotyczne w związkach. W starożytności koty darzono ogromnym szacunkiem, chroniono od wszelkiej krzywdy, a po śmierci balsamowano. Za nawet przypadkowe zabicie tego zwierzęcia, winowajcę karano niezwykle surowo, wedle powiedzenia „oko za oko, ząb za ząb”.

Los kotów zupełnie odwrócił się w średniowieczu, gdy to zaczęto postrzegać je jako stworzenia diabelskie. Utożsamiane były z czarownicami. Tępiono je z równą siłą, co parających się magią, dopuszczając się wielu bestialskich praktyk.

  

ConstantineWspółcześnie, w fantastyce, kotom również przypisuje się niezwykłe zdolności. Sądzi się, że jako jedyne potrafią oszukać śmierć, gdyż mają siedem żyć, a także są dobrymi łącznikami między światami.

Wyjątkowe cechy tych zwierząt zauważyć można w filmie „Catwoman”. Wierzenia egipskie odgrywają w nim bardzo ważną rolę. Główna bohaterka otrzymuje dar drugiego życia od, blisko związanej z boginią Bastet, kotki.  Wraz z nim, zyskuje ona prawdziwie mruczkowe umiejętności, takie jak chociażby widzenie w ciemności.

Pozostając przy filmach, idealnym przykładem nadprzyrodzonych kocich mocy jest „Constantine”. Tytułowy bohater używa pupila kobiety, której pomaga rozwikłać niecodzienną zagadkę, by móc z łatwością przedostać się do piekła. Choć brzmi to dziwnie, to podobno koty, na równi z wodą, stanowią swoisty portal między światami. Zabójca demonów z chęcią wykorzystywał to podczas swoich podróży.

Podobnie jak w „Constantine”, w „Koralinie i tajemniczych drzwiach” również pojawia się kot, który z łatwością przemierza wymiary. Potrafi on także mówić, lecz ta umiejętność ujawnia się dopiero po wkroczeniu do świata stworzonego przez „drugą matkę”.

Równie popularny motyw kociej magii pojawia się w książkach. Jednym z przykładów jest „Alicja w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla i uśmiechnięty od ucha do ucha, nieco przerażający kot. Jest on stworzeniem obdarzonym umiejętnościami znikania i pojawiania się niespodziewanie w dowolnym miejscu. Cechą charakterystyczną Kota z Chesire stanowi uśmiech szeroki na całą twa… pyszczek, który długo nie znika, nawet, gdy nie widać reszty ciała. Mruczek, poza ciekawymi przymiotami fizycznymi, dysponuje ogromną mądrością, którą dzieli się z Alicją.Kot z Chesire

Również w „Harrym Potterze” J.K. Rowling pojawia się postać kota, jako zwierzęcia związanego z magią. Jest on nie tylko jednym z kilku milusińskich dopuszczonych do towarzyszenia przyszłym czarodziejom, lecz stanowi również wzór wykorzystywany przy transmutacji. Dobrym przykładem jest tu profesor McGonagall, która do perfekcji opanowała zamianę w owe stworzenie.

Kotów nie mogło zabraknąć w anime. Jednym z nich jest „Soul Eater”, w którym pojawia się postać czarodziejki- kotki, potrafiącej zamienić się w uroczego neko. Zresztą, w serii tej, zwierzęta dość mocno związane są ze sferą czarów. Każdej z wiedźm przypisane jest jedno z nich i każda posiada umiejętność zamiany w swoje zwierzę.

Jak widać, koty od dawna posądzano o posiadanie niezwykłych zdolności. Już od starożytności wiązano je z nadludzkimi mocami. Po dziś dzień, często pojawiają się w filmach i książkach fantasy. Co ciekawe, od dłuższego czasu pełno ich w Internecie. Czy to oznacza, że koty od początku istnienia wcielały w życie plan zawładnięcia światem i systematycznie go realizują?!

 

 

Kot


ThrillerLęk przed śmiercią towarzyszył człowiekowi od zawsze. Boimy się tego, czego nie znamy, tego, że może nas zabraknąć. Nie ma w tym nic dziwnego, nie dziwnym jest też ożywianie tego lęku, co czyniono już wielokrotnie, stwarzając różne zjawy i bestie. Ze strachu przed śmiercią i pośmiertnym zachowaniem ciała ludzkiego, wymyślono nieumarłych. Przez wiele lat objawiali się w różnych postaciach: zombie, wampirów czy innych upiorów. Znane od wielu lat, dziś tłumnie wbijają się do kultury masowej, zarówno w książkach, grach, serialach, filmach, jak i komiksach.

Jednak spróbujmy przyjrzeć się im z osobna. Na początek poświęćmy chwilę, tak ostatnio osławionym zombie. Dziś zawładnęły głównie Ameryką, co wcale nie jest dziwne, gdyż narodziły się właśnie tam. Swój początek mają w kulcie Voodoo praktykowanym na Haiti i w południowym USA. Wierzono, że kapłani, zwani nougan, mambo lub bokor uśmiercali człowieka, a w kilka dni po pogrzebie nieszczęśnika, potrafili przywrócić go do życia. Może nie całkiem, ponieważ ożywiali jedynie ciało, które zamieszkiwał duch śmierci Guédé. Po co to robili? Takie zombie, a właściwie cadavre, używany był do prac w polu i w gospodarstwie. To dopiero tania siła robocza! Jednakże nie każdy prawie umarły pomocnik służył gospodarzowi po wsze czasy (i to dosłownie), gdyż wystarczyło, by poczuł on smak soli, a natychmiast uświadamiał sobie, że nie żyje i szedł na cmentarz, by się na nim zakopać. Choć brzmi to całkiem zabawnie, należy pamiętać, że zombie, co jak co, ale żywią się mięsem i mózgami.

Jak łatwo się domyślić, alternatywa stania się zombie nie była zbyt kusząca, dlatego też rodzina zmarłego starała się uchronić go przed tym losem przebijając pierś kołkiem lub obcinając ręce i nogi. Sama wizja przemiany w bezmyślne zwłoki powodowała dodatkowy lęk przed śmiercią.Walking Dead

Dzisiaj zombie rozprzestrzeniły się w popkulturze. Już od lat 60-tych natykamy się na filmy o nich. Pierwszym i najpopularniejszym jest „Noc żywych trupów” George’a Romera. Te postaci przewinęły się również w świecie muzyki- tu idealnym przykładem jest teledysk do piosenki „Thriller” Michaela Jacksona. Aktualnie podbijają świat w grze „Dying Light”, czy też w serialu „The walking dead”.

Mówiąc o umarłych, ciężko nie wspomnieć o wampirach. Ich postać wywodzi się m.in. od wierzeń słowiańskich, w których funkcjonowała pod nazwą wąpierza. W przeciwieństwie do zombie, w przemianę wampirów nie mieszano magii. Jak więc powstawały? Są różne teorie. Wierzono, że tworzyły się z niepogrzebanych lub niespalonych zwłok, przez gwałtowną śmierć, przez rzucenie na żywego przekleństwa, a także przez profanację zwłok, czy ugryzienie przez innego wampira. Podejrzewano też, iż nieumarłymi mogły stawać się wiedźmy oraz samobójcy. Jak w przypadku zombie, o spokój duszy i ciała zmarłego zadbać musiała rodzina. Gdy nie wypełniła tego obowiązku, narażona była na dręczenie przez wampira.


Co robimy w ukryciuCiekawym jest, że dawniej ludzie obawiali się zamiany w wampira po śmierci, a w dzisiejszych dziełach, w których upiory te są coraz bardziej spersonifikowane, lęk przed odejściem występuje również w nich samych. Tak, tak, nie dość, że wampiry obawiają się swojej niezbyt przyjemnej śmierci, to na dodatek ludzie chcąc się przed nią uchronić, nierzadko proszą krwiożerczych przyjaciół o możliwość zamiany w ich pobratymców, co miało miejsce chociażby w filmie „Co robimy w ukryciu” Jemaine Clement’a i Taika Waititi. Tak ciekawą przemianę strachu przed śmiercią w dziełach fantasy widać w porównaniu „Miasteczka Salem” Stephena Kinga a „Kronik wampirów” Anne Rice, gdzie wampiry od bezmyślnych istot przeszły do postaci niemal ludzkiej.

Ostatnim działem, w który chcę się zagłębić, jest nekromancja, czyli ożywianie zwłok za pomocą magii. Był to dobry sposób na oswojenie się z tematem śmierci, która to dzięki czarom przestała być nieodwracalna. Zdolność wskrzeszania ciała wymagała potężnej mocy, jaką dysponowali nieliczni. Tego typu magię widać w opowiadaniach „Weźmisz czarno kure…” Andrzeja Pilipiuka, gdzie do życia przywrócony zostaje m.in. Lenin. O ile w tym przypadku kwestia nekromancji przedstawiona została z przymrużeniem oka, to już „Frankenweenie” ukazuje ogromną tęsknotę dziecka za pupilem, która stanowi pobudkę do przekraczania cienkiej granicy między życiem a śmiercią. Owa animacja pokazuje, że ciężko nam się pogodzić nie tylko ze swoją śmiercią, lecz także z odejściem najbliższych.

 

Jak widać, już od dawna człowiek próbował poradzić sobie z lękiem przed śmiercią. Tworzył postaci nieumarłych, którzy jedną nogą znajdowali się w grobie, a drugą wciąż zostawiali na ziemi. Choć obawa wcale się nie zmniejszyła, to jednak łatwiej nam oswoić strach materialny. W końcu prościej bać się tego co znamy, czyż nie?

 

 


Kot z Chesire z AlicjąJak często w powieściach czy filmach spotykamy się z motywem przejścia ze świata realnego do bajkowej krainy? Czy te wędrówki są tylko pretekstem do rozwinięcia wątku fantastycznego? A może kryje się za nimi coś innego? Te pytania sprowokowały mnie do zastanowienia się nad sensem ucieczek do świata fantastycznego w utworach fantasy. Postanowiłam wziąć pod pióro cztery dzieła: dobrze znaną „Alicję w krainie czarów” Lewisa Carrolla, „Opowieści z Narnii” C.S. Lewisa, „Piotrusia Pana” J.M. Barriego, a także film animowany reżyserii Tima Burtona- „Koralina i tajemnicze drzwi”.

Na początek zastanówmy się jak wygląda życie bohaterów przed odkryciem przejścia do niezwykłej krainy. Zacznijmy od „Alicji w krainie czarów”, która to jak dowiadujemy się z powieści prowadzi normalne, spokojne i nieco nudne życie dobrze wychowanej dziewczynki. Z powieści wiemy też, że mała odkrywczyni jest dociekliwą osóbką, która w domu rodzinnym dowiaduje się wielu rzeczy o świecie, choć nie zawsze właściwie je interpretuje. Wiadomym jest również, iż jest pilną uczennicą, której nie straszne są nawet najdłuższe deklamacje. Jak kwestia przeszłości ma się u czwórki bohaterów „Opowieści z Narnii”? Zupełnie inaczej. Świat realny, w którym żyją: Zuzanna, Piotr, Edmund i Łucja wypełnia strach przed trwającą wojną i ryzyko utraty najbliższych. Dzieci, chronione przez mamę, trafiają z bombardowanego Londynu na wieś, do domu pewnego Profesora. Choć boją się, próbują prowadzić spokojne, pełne zabawy i radości życie. Chwile tęsknoty nie do końca im to jednak umożliwiają. A co z Piotrusiem Panem? Jak wygląda jego życie przed wędrówką do świata fantastycznego? Otóż nasz bohater będąc jeszcze niemowlęciem, jak opowiada „dzień po narodzinach”, ucieka z domu rodzinnego, by zamieszkać wśród wróżek. Niewiele więc możemy dowiedzieć się o jego życiu w realnym świecie. Jest jeszcze jedna postać, którą według mnie warto tutaj przytoczyć- Koralinę, bohaterkę animacji Tima Burtona. Koralina jest żywiołowym dzieckiem mieszkającym z rodzicami- ogrodnikami, którzy z ogrodem mają wspólnego tyle co świnie z lataniem. Z filmu dowiadujemy się, że nasi ogrodnicy są strasznymi pracoholikami (zajętymi pisaniem o ogrodach) nie mającymi czasu dla swej jedynej córki. Ta chcąc zwrócić uwagę najbliższych dopuszcza się różnych psot, łącznie z nieumyślnym poparzeniem dłoni. Warto też wiedzieć, że miejscem, w jakim po raz pierwszy spotykamy się z dziewczynką, jest dom świeżo zamCoralina z ieszkany przez Koralinę i jej opiekunów. Bohaterka postawiona jest w patowej sytuacji: nie ma przyjaciół, otaczają ją bardzo „specyficzni” sąsiedzi, a rodzice od rana do wieczora nie spuszczają wzroku z ekranu komputera. Jedyną osobą, z którą czasem rozmawia jest Wybie- chłopiec w jej wieku mieszkający nieopodal.

Znamy już zarys życia codziennego bohaterów, jednak co tak naprawdę skłania ich do podróży w świat fantastyki? A może jest to zwykły przypadek? Na pewno przypadkiem nie jest wędrówka Alicji. Dziewczynka kierowana ciekawością i chęcią przeżycia przygody z pełną premedytacją wyrusza w pogoń za Białym Królikiem. Nie ma znaczenia dokąd trafi, ważniejsze, że jest to ciekawsze od marudzenia przy czytającej „nudną książkę” siostrze. Pchana żądzą rozrywki Ala trafia do króliczej nory, którą spada godzinami, by ostatecznie dotrzeć do Krainy Czarów. Przypadkiem poniekąd było za to odkrycie Narnii przez rodzeństwo. Jako pierwsza do równoległego świata wędruje Łucja, która podczas zabawy w chowanego ukrywa się w szafie- tajemnym przejściu. Dziewczynka informuje resztę o swojej przygodzie, lecz stąpający twardo po ziemi bracia i siostra nie chcą uwierzyć w istnienie baśniowej krainy. Jako drugi trafia do niej Edmund, który wodzony chęcią odkrycia tajemnicy udaje się za Łucją. Pozostała dwójka niedowiarków, wraz z naszymi odkrywcami, wpada do Narnii przypadkiem, podczas ucieczki przed gospodynią. Jak więc widać, tylko jednym z dzieci kieruje ciekawość, reszta odkrywa fantastyczny świat zupełnie przez przypadek. A jak podróż wygląda u Piotrusia Pana? Jest dość krótka, ponieważ chłopiec z pełną świadomością wybiera się do Nibylandii, która prawdopodobnie istnieje tylko w jego wyobraźni. To niechęć do dorastania i stania się mężczyzną kieruje go do świata wróżek. Ucieka przed tym co nieuniknione tworząc swoją przestrzeń. Czymże w takim razie sugeruje się Koralina wybierając  fantastyczną krainę? Cóż, w jej przypadku jest to dość oczywiste, brak zainteresowania ze strony rodziców popycha dziewPiotruś Pan w Nibylandiiczynkę ku niewielkim drzwiom prowadzącym do drugiego domu. Tęsknota za uwagą otoczenia, za zabawą i możliwością bycia dzieckiem w pełnym tego słowa znaczeniu wpływa widocznie na decyzje bohaterki, która decyduje się żyć w obu światach równocześnie.

Każde z czterech fantastycznych miejsc ukazanych w owych dziełach jest zupełnie różne. Krainę Czarów, w której znalazła się Alicja wypełnia mnóstwo osobliwości: Kapelusznik, Kot z Cheshire czy dziecko-prosię. To właśnie one budują niecodzienny klimat tego miejsca. Gdyby nie ukazanie mieszkańców, Kraina Czarów niewiele różniłaby się od zwykłego miasteczka. Postaci te cechuje niezwykłe przerysowanie, każdy z przymiotów, którymi się odznaczają jest zwielokrotniony, tak więc kot potrafiący się uśmiechać ma uśmiech większy niż cała głowa, kucharka, która do każdej z potraw dodaje za dużo pieprzu robi to w taki sposób, że przyprawa unosi się chmurami po całym domu, a despotyczna Królowa każe obcinać głowy wszystkim i wszystkiemu co stanie przed nią. Również sytuacje, z którymi spotyka się Alicja podczas pobytu w Krainie Czarów są tak nierealne, że dziwnym jest jej stosunek do nich. Dziewczynka przyjmuje do wiadomości istnienie cudów z niebywałą nonszalancją. Także mieszkańcy niespecjalnie przejmują się obecnością gościa ze świata na górze. Zupełnie inna jest  Narnia stworzona przez C.S. Lewisa. Kiedy zderzamy się z nią po raz pierwszy, wita nas pokrywą śniegu, uczuciem lęku wyłaniającym się z każdego zakamarka i stworzeniami, choć fantastycznymi, to jednak bardzo ludzkimi. Krainą włada Biała Czarownica, która, gdyby nie posiadała magicznych mocy, mogłaby być uznana za zwykłego, może lekko sfiksowanego na punkcie władzy człowieka. Również Aslan: ogromny, władczy lew, czy mówiąca rodzina bobrów, posiadają dużo cech człowieczych. Może dlatego bardzo szybko stają się bliskie dzieciom, które spotykają je podczas swej wędrówki. A jak wygląda Nibylandia? Jest to bajeczna kraina rojąca się od wróżek i piratów. Idealnie pasuje do wyobrażeń dziecięcych. Piotruś Pan, który dowodzi na niej grupce Zaginionych Chłopców jest niejako stróżem wyspy chroniącym wróżki i dzieci przed złymi piratami. Cóż więc dziwnego, że nie chce opuszczać miejsca, w którym może na zawsze pozostać młody, a do tego podziwiany dzięki swojej odwadze? Świat Koraliny różni się wyraźnie od wyobrażenia Piotrusia Pana. Fantastyczną krainą, do której ucieka, jest drugi dom w równoległym wymiarze. Za każdyŁucja przed szafą prowadzącą do Narniim razem kiedy wędruje do niego, a robi to codziennie, czekają na nią „drudzy” rodzice z mnóstwem prezentów i smakołyków. Dziewczynka odnajduje u nich to czego nie dostaje od prawdziwych rodziców: mnóstwo uwagi i ciepła. Świat ten jednak jest bardzo abstrakcyjny. Każdy jego mieszkaniec zamiast oczu ma guziki i sterowany jest przez pajęczycę polującą na dzieci. Brzmi przerażająco? Nie dla Koraliny, która przez większość czasu nie dostrzega dziwnych zachowań i wyglądu owych postaci.

Wydawać by się mogło, że fantastyczne krainy, do których trafiają bohaterowie, są miejscami o wiele lepszymi niż realny świat. Ale czy postanawiają oni w nich pozostać? Nie zawsze. Tak jest w przypadku Alicji, której czarodziejska kraina przestaje się podobać. Dziewczynka po pewnym czasie  nie czuje się dobrze pośród tak odmiennych od niej stworzeń. A sąd, przed którym ją postawiono, wzmaga chęć powrotu. Wtedy Alicja po prostu się budzi i znajduje w realnym świecie. Tak, tak, Kraina Czarów jest tylko (lecz czy aby na pewno?) snem. Koralina również dostrzega, że świat, który ją tak pochłania nie jest idealny. Jej sytuacja okazuje się być o wiele bardziej drastyczna niż Alicji. Dlaczego? Otóż otrzymuje ultimatum, jeśli chce żyć w takich „świetnych” warunkach u drugiej rodziny musi dać sobie przyszyć guziki na miejsce oczu. Wtedy rozumie, że coś jest nie w porządku. Wiele niefortunnych zdarzeń, w tym spotkanie duszyczek uwięzionych dzieci czy porwanie prawdziwych rodziców utwierdza ją w przekonaniu, że pora zerwać z fantastycznym światem raz na zawsze. Koralina pokonuje więc złą pajęczycę, uwalnia rodziców i dzieci i powraca do prawdziwego domu. Jednak nie każdy bohater chce powrotu do domu. Tu przykładem jest czwórka rodzeństwa wędrującego po Narnii. Edmundowi, Łucji, Zuzannie i Piotrowi całkiem nieźle powodzi się w owej krainie. Dzięki odwadze i waleczności, jaką wykazują podczas walki ze złą królową, zostają obdarzeni koroną, a ich dni mijają na władaniu i zabawach. Mija wiele lat, a bohaterowie zapominają o świecie z jakiego pochodzą. Przypadek sprawia, że na nowo odkrywają starą szafę z jakiej przeszli do Narnii i wracają do domu Profesora. Jak się okazuje, powracają do czasu sprzed uwolnienia swego królestwa, czyli do dzieciństwa. Wtedy stają przed pytaniem, w którym świecie żyć. A co z Piotrusiem Panem? Czy powrócił z Nibylandii? Nie, chłopiec pozostał w krainie ze swojej wyobraźni. Lęk przed dorastaniem nie pozwolił mu opuścić miejsca, w którym mógł być taki jaki chciał, mimo że to mogło wiązać się z utratą wielu perspektyw z życia mężczyzny.

 

Jak widać wędrówkiDwa światy do świata fantastycznego mogą wyglądać różnie, raz są przypadkowe, innym razem zaplanowane. Również krainy, do których podążają bohaterowie mają odmienny wygląd. Niekiedy wyglądają jak kopia naszego świata, czasem są zupełnie abstrakcyjne. A postaci je zamieszkujące? Są tak różne jak różni są ludzie na Ziemi. Jednak jest jedna cecha łącząca podróże do owych krain- chęć ucieczki. Można uciekać przed wojną, brakiem uwagi, dorosłością i odpowiedzialnością, a niekiedy nawet przed nudą. Niezależnie od powodu, kraina, do której zmierzamy staje się naszą oazą. Zdarza się, że zamiast nas chronić daje nam lekcję życia, tak jak Koralinie i jej rodzicom, którzy zaczynają cieszyć się swoją obecnością. Są przypadki, kiedy chroni nas i pozwala zapomnieć o lęku jak w przypadku dzieci z Narnii. A niekiedy zagarnia nas tak bardzo, że nie chcemy się uwolnić, tu przykładem doskonałym jest Piotruś Pan. Niezależnie od naszych lęków, smutków czy radości, każdy z nas ma swój świat, do którego czasem zdarza mu się uciekać od codzienności. Bo wszyscy potrzebują raz na jakiś czas pobujać w obłokach i odpłynąć do świata fantastycznego, nieprawda?

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
środa, wrzesień 19, 2018