szukajka

Solutions4ad - Vikings War of Clans

Prawdziwe oblicze "Baśni" Braci Grimm

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 


Kopciusze""Kto z Was będąc dzieckiem nie słuchał czytanych do poduszki „Baśni” braci Grimm? Kto z uśmiechem nie wspomina przygód Czerwonego Kapturka, Śnieżki czy Kopciuszka. Każda z tych baśni, w formie przekazywanej nam w dzieciństwie, miała cudowne zakończenie, w którym sprawiedliwość i dobroć głównych bohaterów zwyciężała każde zło. Nieprzyjemne dla młodego czytelnika fragmenty, takie jak pożarcie przez wilka Kapturka i Babci, czy też siedmiu koźlątek złagodzono, tak by nie napędzić mu zbytnio stracha. Praktycznie w każdej baśni morałem mogłoby być stwierdzenie, że bycie prawym człowiekiem popłaca, bo dobre cechy zwalczą każde zło. Jednak początkowo baśnie braci Grimm wcale nie wyglądały tak kolorowo, a ich przesłanie nie było tak oczywiste. Spróbujmy prześledzić więc ewolucję tak znanych, dziecięcych historii.

Zacznijmy od baśni w dzisiejszym, nieco disney’owskim wydaniu. Jest ono chyba najbardziej popularną formą, którą zna większość z nas. Kopciuszek, który źle traktowany przez macochę i siostry, postanawia odmienić swoje życie i pójść na bal królewski, zostaje odwiedzony przez dobrą wróżkę. Pomaga ona naszej bohaterce przejść niesamowitą przemianę i zagościć na stałe w królewskim zamku i książęcym sercu. Macocha i złe siostry nie doznają żadnej krzywdy, poza urażoną dumą, gdyż Kopciuszek jako dobre dziewczę nie chce się na nich mścić.

Równie kolorowo wyglądają przygody Śnieżki, która choć otruta przez złą wiedźmę zaczarowanym jabłkiem, ocalona zostaje dzięki pocałunkowi księcia. Po tej sytuacji zostaje jego żoną i razem zamieszkują zamek. A co z krasnoludkami, które zaopiekowały się dziewczyną? Zostają one nagrodzone za swą troskliwość i dobroć.

Tak wygląda najdelikatniejsza wersja baśni Grimm. Jednak to nie jest ich oryginalny przekład. Jak zatem wyglądają „Baśnie” braci Grimm w wersji nieco mniej łagodnej, lecz takiej, którą bez problemu odnajdziemy w księgarniach? Na przykładzie „Kopciuszka” postaram się odnaleźć różnice między nimi. To co pierwsze rzuca nam się w oczy to owa dobra wróżka, której w oryginale brak. Jej miejsce zajmuje zmarła matka Kopciuszka, która niejako za pomocą drzewa kontaktuje się z dziewczyną. Kolejną istotną różnicą jest sposób mierzenia szklanego pantofelka przez córki złej macochy. Tu bracia Grimm zafundowali czytelnikom nieco dreszczyku. O ile w wersji, nazwijmy ją disney’owską, książę sam zakładał bucik na stopy panien, a gdy nie pasował, zwyczajnie szedł do kolejnej dziewczyny, o tyle we wcześniejszej wersji przyrodnie siostry mierzyły but w obecności matki. Nie byłoby to niczym niezwykłym, gdyby nie totalny brak czułości z jej strony i namowy do odcięcia sobie kawałka stopy, byleby bucik pasował. O zgrozo, jej córki się na to godziły i z krwawiącą stopą wsiadały na książęcego konia, by za chwilę usłyszeć głos gołąbków: „-Zawracaj koniczka!... Krew płynie z trzewiczka!... Trzewiczek za mały, a prawdziwa narzeczona w domu zostawiona!..” Takie poświęcenie na marne! Jednak, poza „okrojonymi” stopami, sióstr ani macochy nie spotkała większa krzywda.

„Śnieżka”, choć nie do końca zmieniona, różni się nieco od wersji disney’owskiej. Główną różnicą, która dzieli oba przekłady jest zdecydowanie sposób ukazania przebudzenia dziewczyny po zjedzeniu zatrutego jabłka. W tym przypadku to nie pocałunek księcia, lecz zwyczajne wstrząsy w szklanej trumnie sprawiły, że feralny kawałek jabłka opuścił przełyk królewny.Czerwony

Najstarsze przekazy zupełnie odmiennie ukazują tak dobrze nam znane baśni dla dzieci. Przede wszystkim warto zauważyć, że owe historie w żadnym stopniu nie były przeznaczone dla dzieci. Funkcjonowały one jako folkowe opowieści krążące wokół dorosłych podczas ich spotkań przy ognisku czy wspólnych pracach. Ich zadanie porównać można do tak popularnych ostatnio creepypast. Miały one głównie przestraszyć słuchacza ku uciesze opowiadającego, a także wprowadzić element rozrywkowy do niekiedy monotonnych czynności. Samo to może dać nam zarys tego, jak ogromnie musiały różnić się te historie od tak dobrze znanych bajek dziecięcych. Czy pamiętacie sympatycznego Czerwonego Kapturka, który z brzucha wilka zostaje uwolniony przez myśliwego? W tym przypadku historia nieco się różni. Wilk bowiem w brutalny sposób morduje babcię, a następnie karmi wnuczkę jej mięsem i poi krwią. Kolejna scena raczy nas przemocą na tle seksualnym, ponieważ wilk każe Kapturkowi rozebrać się do naga i położyć obok, a następnie go zjada. Jak łatwo się domyślić, próżno tu szukać happy endu.

Co z „Kopciuszkiem”? Historia swą brutalną naturę ujawnia pod koniec, gdy to siostry i macocha zostają pozbawione oczu przez ptaki, niejako nasłane przez księcia. Choć opowieść ma szczęśliwe zakończenie dla  głównej bohaterki, to jednak opowiadanie jej dzieciom nie jest najlepszym pomysłem.

Również opowieść o „Dziewicy Milenie” zaskakuje ogromem przemocy. W wersji nieco łagodniejszej historia rozgrywa się wokół niewinnej Mileny, która przechytrzona przez służkę nie może poślubić księcia. Jednak cała sytuacja wyjaśnia się, służka zostaje wygnana, a Milena szczęśliwie zostaje książęcą małżonką. Nieco inaczej prezentuje się to w wersji folkowej, w której Milena zostaje zaskoczona przez swego ukochanego w dość niecodziennej, choć dla niego oczywistej, sytuacji, gdy to kładzie on na stole młodą kobietę, rozbiera ją, ćwiartuje i zjada. W niektórych przekazach monarcha nie jest nawet człowiekiem, lecz przybiera postać ogra.

Jak widać nie każda opowieść jaką znamy od zawsze brzmi tak samo. Często zupełnie odbiega od przekazu ustnego sprzed lat. Nierzadko emanuje brutalnością na tle fizycznym, psychicznym czy seksualnym. Choć zmienione baśnie brzmią dziś niesamowicie pięknie, to choćby dla własnej wiadomości warto zainteresować się ich przeszłością. Co ciekawe, nie tylko bracia Grimm bazowali na pełnych przemocy historiach. Również w „Śpiącej Królewnie”, czy innych bajkach, spotykamy się z brutalnością. Nierzadko natykamy się na gwałty, kazirodztwa, morderstwa czy kanibalizm. Choć dziś prawie nie ma po nich śladu, może warto czasem zastanowić się nad genezą tego co czytamy? W końcu nie wszystko złoto co się świeci, a nie każda historia piękną była od początku swego istnienia, czyż nie?

Komentarze obsługiwane przez CComment

Nowości - Fantastyka naszym okiem


JumperCzy zastanawiałeś się kiedyś, jak świetnie byłoby móc w jednej chwili być w Ameryce, a za parę minut zwiedzać Japonię? Brzmi niewykonalnie, prawda? Jednak taką możliwość otwiera przed nami teleportacja, która przewija się w niejednym fantasy.

Dobrym przykładem umieszczenia tego motywu w powieściach może być „Harry Potter”. W Hogwarcie istnieją bowiem trzy metody teleportacji. Jedną z nich jest używanie „świstoklika”, którym może stać się dowolny, specjalnie zaczarowany przedmiot. Kolejnym sposobem jest przemieszczanie się przy pomocy proszku Fiuu, wrzucanego do kominka. Najbardziej tradycyjną teleportacją, jest  przemieszczanie się przy użyciu woli i intensywnym skupieniu się na miejscu docelowym. Tę sztukę pojęli jedynie najbardziej doświadczeni czarodzieje.

Motyw teleportacji przewija się także w „Arivaldzie z Wybrzeża” Jacka Piekary. Tutaj główny bohater przemieszcza się między wymiarami wbrew swej woli. Trzy, uwięzione w pięknym zamku, księżniczki wysyłają mu wiadomość przenoszącą go do ich siedziby, z której nie ma wyjścia. Odwrócić sytuację mogą jedynie biegli w trudniejszych czarach magowie.

Kolejną powieścią, gdzie teleportację ukazano w bardzo ciekawy sposób, jest "Porta Coeli. Brama Światów." Susany Vallejo. Główni bohaterowie: Bernardo i Yebra odkrywają przed nami możliwości międzywymiarowej wędrówki. Dzięki niezwykłej księdze otwierają przejście do innego świata, który przedstawiony jest niczym raj. Samo przekroczenie bramy jest niezwykle niebezpieczne i bolesne. Ową "bramę" stanowi bowiem masa wirów powietrznych, które wciągają wędrowców w sam środek żywiołu i niemalże rozrywając ich ciała przerzucają na drugą stronę. Tylko osoby zdolne poddać się tej sile, bezpiecznie przekraczają granicę.

Teleportacja stała się tematem filmu „Jumper” Douga Limana, w którym to bohaterowie posiadają umiejętność przeskakiwania ogromnych odległości. Nastolatek, będący główną postacią, wykorzystuje tę niezwykłą zdolność do odnalezienia zabójcy swojego ojca. Tak, jak w przypadku „Harrego Pottera”, tu również teleportacja wykorzystywana jest przeważnie w dobrym celu.

Jednak, czy w realnym świecie, możliwe jest teleportowanie się? I tak i nie, ponieważ udowodniono już, że wykonalna jest teleportacja informacji zmienionej przez teleporter w strumień światła. Za to przesyłanie w inne miejsce materii nie jest wykonalne ze względu na inwazyjność tej metody. Niestety, to co dostajemy po przesłaniu przez machinę, nie jest oryginalnym produktem, lecz jego idealną kopią. Wysłana przez nią materia zostałaby zniszczona, by w odwzorowanej formie trafić w inne miejsce.

Badania nad teleportacją prowadzono już od dawna. Najbardziej znany eksperyment został przeprowadzony w 1943 r. przez Marynarkę Stanów Zjednoczonych i miał dowieść  prawdziwość teorii Alberta Einsteina, mówiącej o istnieniu jednobiegunowego pola magnetycznego. Miało to umożliwić odchylenie promieni świetlnych w celu zakamuflowaniaProszek Fiuu- statków. Sam eksperyment zakończył się dość niespodziewanie, gdyż, jak podają świadkowie, poddany próbie statek zniknął we mgle i rzekomo uległ teleportacji.

Od jakiegoś czasu, po Internecie krąży filmik z kamery przemysłowej w Chinach, ukazujący niezwykłą scenę teleportacji rowerzysty narażonego na zderzenie z ciężarówką. W teleportacji pomaga mu postać kobiety obdarzonej tą niezwykłą umiejętnością. Niektórzy podejrzewają ją o bycie aniołem. Ciężko powiedzieć ile jest w tym prawdy, w końcu żyjemy w czasach Photoshopa i rozwiniętej obróbki filmowej.

Jak widać teleportacja, spotykana do tej pory jedynie w dziełach science fiction, bądź fantastycznych, powoli wkracza do naszego świata. Choć na razie naukowcom udało się przesłać tylko (lub aż) informację, to przy dzisiejszym, ogromnym postępie technicznym, może okazać się, że lada dzień sami będziemy mogli przemieszczać się między najodleglejszymi zakątkami globu w zaledwie kilka sekund.

 

 

A oto link do filmiku, o którym wspomniałam w artykule: Teleportacja w Chinach

Postanowiłem dzisiaj napisać o czymś, o czym większość z Was już pewnie słyszała, niemniej jednak jest to temat dla fanów szeroko pojętej fantastyki wyjątkowo ciekawy, ponieważ dotyczy dwóch odrębnych zwykle gatunków: fantasy i fantastyki naukowej. Mowa o Legendach Polskich wypuszczanych do sieci przez najpopularniejszy polski serwis aukcyjny - Allegro.

Pierwszy film z serii – Smok miał premierę na Youtube 30 listopada 2015. Kilka dni wcześniej natomiast mieliśmy okazję zapoznać się ze zwiastunem. Przyznam szczerze, że nie od razu kupił mnie ten pomysł i nie bardzo załapałem początkowo o co w tym wszystkim chodzi. No, bo niby mamy Kraków, Kościół Mariacki, w tytule jest smok, a tu zamiast smoka widzimy jakąś wojskową maszynę latającą i przykrego pana, który wygląda jak jeden z naczelnych czarnych charakterów przełomu lat 80. i 90. - Dolph Lundgren. Przechodząc już do samego filmu, stanowi on połączenie starego z nowym. Osią fabuły jest dobrze znana historia smoka wawelskiego opowiedziana w całkowicie nowoczesny sposób, co oznacza tyle, że uświadczymy w filmie m.in. psa-robota, androida i inne wynalazki przyszłości. Historia ma wartkie tempo, jak w rasowym filmie akcji, animacje stoją na wysokim poziomie, a całość okraszona jest lekką dozą humoru i wątkiem romantycznym. 

 

djembed

 

Na drugi ogień, po krótkim odstępie czasu (15 grudnia), poszła legenda o Panu Twardowskim. Film od razu zaczyna się mocnym akcentem – przejażdżka po powierzchni Księżyca w rytm piosenki Wszystko chuj wywołuje niesamowite wrażenie, chyba ze względu na tak frywolne połączenie niedostępnego dla większości kosmosu ze swojskim wulgaryzmem. O ile Smok mi się podobał, tak Twardowsky wbił mnie w fotel. Świetne role Roberta Więckiewicza i Aleksandry Kasprzyk, niesamowite animacje, dobra dawka humoru i znane polskie przeboje sprawiają, że największą wadą filmu jest to, że jest tak krótki.

 

djembed

 

Ku uciesze mojej i innych fanów produkcji, poznaliśmy także dalszą część historii Twardowskiego, na którą jednak musieliśmy poczekać do września niedawno zakończonego roku. Tym razem jednak zamiast 9 minut, dostaliśmy aż 20 (18 nie licząc napisów, po których mamy jeszcze krótką scenę), ze wszystkimi elementami, które tak dobrze sprawdziły się poprzednim razem. Dodatkowo twórcy zaserwowali nam niezły zwrot akcji, a po drodze przedstawili nam trochę swoje uniwersum i  głównego antagonistę - Borutę. Owocem filmu była również nowa wersja piosenki Aleja Gwiazd za którą stoi jeden z najbardziej znanych polskich producentów Matheo i piosenkarka Anna Karwan. Możemy ją usłyszeć w napisach końcowych, po kilku dniach od filmu został również opublikowany teledysk do niej, który przedstawia historię Lucynki granej przez Kasprzyk.

 

djembed

 

djembed

 

Kolejny film – Operacja Bazyliszek pojawił się w listopadzie. Tym razem w rolach głównych dobrze znani Paweł Domagała i Olaf Lubaszenko. Ich postacie wzbudzają sympatię swoją prostolinijnością podczas rozmowy na typowym męskim wypadzie na ryby, suto zakrapianym alkoholem.Poza tym scenariusz przypomina trochę ten ze Smoka, jest wątek miłosny, potwór do pokonania i postać pomysłowego i odważnego Polaka, która zresztą jest chyba głównym elementem łączącym filmy. Miło, kiedy twórcy filmowi dla odmiany chcą żebyśmy, jako naród, byli z siebie dumni. Różnicę stanowi tutaj potwór – bazyliszek jest całkiem prawdziwy. Tradycyjnie już na wysokim poziomie animacja, humor, dialogi... nie za bardzo jest się czego przyczepić. Ah, zapomniałbym o muzyce... tu również standardowo dobrze, Matheo tym razem połączył siły z Andrzejem Donarskim w odświeżonej wersji Mój jest ten kawałek podłogi, co zaowocowało kolejnym teledyskiem, w którym możemy poznać historię postaci Eugeniusza granego przez Lubaszenkę.

 

djembed

 

djembed

 

Póki co, ostatni film z serii to grudniowa Jaga, nawiązująca do historii Baby Jagi. Choć w tej wersji to bynajmniej nie stara, zmarszczona i ohydna czarownica, ale ktoś w rodzaju młodej i pięknej bogini przyrody. Scenę, w której niczym w Matrixie w spowolnionym tempie nokautuje przeciwników, ciężko mi ująć innym słowami niż „wow, niesamowite”. Choć nie zabrakło elementów humorystycznych, tym razem twórcy uderzyli w poważniejsze tony. Dali nam też wyraźne wskazówki, że w następnej części powinna pojawić się postać Peruna, która jest zagrożeniem dla Boruty. Ogólnie powinno dziać się sporo, obyśmy na kolejne legendy nie musieli znów czekać do września. Choć, nawet jeśli, to już i tak mamy sporo. Jaga również doczekała się teledysku i to mrożącego krew w żyłach.

 

djembed

 

djembed

 

W aspekcie marketingowym, Legendy Polskie to świetny przykład budowania marki poprzez opowiadanie historii - storytelling. Natomiast dla zwykłego widza jest to przede wszystkim rozrywka na najwyższym poziomie. Pod każdym filmem odnajdziemy prośby o stworzenie filmu pełnometrażowego i nie ma się co dziwić, twórcy znaleźli idealną receptę na połączenie tradycji z nowoczesnością, dodając do tego szczyptę przaśnego polskiego humoru, a wszystko to zostało "ugotowane" przez czołowe nazwiska polskiej kinematografii. Gdyby pełnoprawny film powstał i choć zbliżył się poziomem do krótkich filmów dotąd stworzonych, byłby produkcją przyćmiewającą większość obrazów powstałych w ciągu całej historii rodzimego kina. Pomijając już świetną fabułę, grę aktorską, dialogi, muzykę i całą resztę, poziom animacji komputerowych i efektów jest czymś, czego w filmach nad Wisłą nigdy nie uświadczyliśmy, dość wspomnieć z jakimi przeciwnikami mierzył się Żebrowski - Geralt w filmie z 2001 roku, o którym zdecydowana większość fanów Wiedźmina wolałaby zapomnieć. A propos, scenarzystą Legend Polskich jest dobrze znany twórca animacji Tomasz Bagiński. Wielu powinno ucieszyć, że jest on w trakcie produkcji... Wiedźmina właśnie.

Osobiście odnoszę wrażenie, że w tych krótkich filmach mamy wszystko to, czego moglibyśmy oczekiwać od filmu o polskim pogromcy potworów, w końcu więc mamy właściwego człowieka na właściwym miejscu. Oczywiście pojawiają się też wątpliwości. Wiedźmin ma zostać zrealizowany z pomocą amerykańskiej wytwórni Sean Daniel Company, odpowiedzialnej za raczej średnio oceniane filmy, jak trzecia część Mumii czy Ben-Hurz 2016 roku. W dodatku do napisania scenariusza została wybrana amerykanka Thania St. John,która do tej pory pisała scenariusza głównie do niespecjalnie ambitnych seriali młodzieżowych, takich jak Buffy: Postrach wampirów czy Roswell: W kręgu tajemnic. Rodzą się obawy, czy film będzie miał odpowiedni klimat, czy nasza chluba narodowa nie zostanie zamerykanizowana i odarta ze swej słowiańskości i wyjątkowego charakteru. Miejmy nadzieję, że pan Bagiński przypilnuje żeby tak się nie stało. Zdarzają się przecież czasem takie przypadki jak Peter Jackson – człowiek, który po kiepskich filmach stworzył jedną z najlepszych trylogii w historii kina. Różnica jest chyba jednak taka, że, jeśli dobrze pamiętam, Jackson był wielkim fanem twórczości Tolkiena, a panią John nie podejrzewam o bycie fanką Sapkowskiego.

Chyba jednak największym problemem tej produkcji jest fakt, że pierwsze informacje o niej pojawiły się już w 2015 roku, data premiery nadal jest ustalona na rok obecny, a tymczasem nie mamy żadnych nowych doniesień, nie wiadomo więc, czy Wiedźmin nie umrze na etapie produkcji. W każdym razie życzę sobie i Wam, żebyśmy dostali świetny film o Wiedźminie i jak najwięcej kolejnych Legend Polskich, a może nawet jakiś pełnometrażowy film? :>

PrzemianaDla wyobraźni nie ma ograniczeń. Potrafimy wyobrazić sobie wszystko... co mieści się w schemacie. Ten z kolei może być narzucony przez inną osobę. Każdy człowiek ma w głowie doskonałe narzędzie, które ograniczamy świadomie lub nie. W fantastyce, czyli gatunku bazującym na wyobraźni, aż roi się od schematów, które z upływem czasu ulegają przeobrażeniom. Dziś mamy coraz większą dowolność. Z poprzednich artykułów znamy złe, krwiożercze wampiry oraz zakochane, ratujące ludziom życie. Plugawe orki i takie, które godność cenią najbardziej. Czy te i inne zmiany pozytywnie wpływają na rozwój świata fantasy?

Ogry są silne, okrutne i głupie. Taki przynajmniej był standard do momentu, kiedy na ekranach kin pojawił się film animowany „Shrek”. Tytułowy bohater w świetnym wykonaniu dokonał przełomu  w postrzeganiu swojego gatunku. Dzisiejsze ogry są silne, dobre, inteligencją dorównują ludziom i mają warstwy. Prawdopodobnie dziwne byłoby wplatanie takich postaci do większości utworów fantastycznych, ale z pewnością jest to miłe urozmaicenie, które poszerza horyzonty. Mamy tu dowód na to, że bestia również może wcielić się w rolę rycerza i nie wywołać przy tym obrzydzenia, lecz sympatię i ciekawość.

Małe, złe gobliny również uległy częściowej przemianie. Pierwotnie prymitywne istoty doznały oświecenia w świecie „Harrego Pottera”. J. K. RoShrekwling opisuje je jako najlepszych bankierów i twórców magicznych przedmiotów. Do tej pory takimi zdolnościami obdarzano głównie krasnoludy, które jednak są bardziej chciwe. Złoto w ich oku błyszczy mocniej, a prawo do własności ma mniejszą wartość. Gobliny zupełnie by ich zdetronizowały, gdyby nie fakt, że pozostały okropnie złośliwe i mają dziwne poglądy. Dla przykładu, sprzedaż swoich wyrobów traktują jako pożyczkę, która wedle ich prawa winna zostać zwrócona. Ciężko jest uznać tę zmianę za dobrą . Z jednej strony odejście od schematu sprawia nowe możliwości, z drugiej jednak obdarzanie ich kompetencjami innych ras tworzy chaos. Krasnolud, gnom, skrzat, kobold i teraz goblin mają już dość wspólnych cech. Na szczęście rzadko pojawiają się w tym samym utworze. Kiedy poczciwe niziołki zaczną wykuwać zbroje?

Wróćmy do wspominanych wcześniej wampirów. Elegancki świat w „Wywiadzie z wampirem” jest ciekawą koncepcją. Wygląd i zachowanie tych istot uległy zmianie na lepsze, nadając całości fascynująco mroczny klimat. Niebezpieczeństwo ukryło się w cieniu tajemniczości i weszło na Goblinwyższy poziom. Takie odejście od wzorca wspaniale się rozwinęło, dzięki czemu do dziś możemy rozkoszować się grozą nowych produkcji. Z kolei pomysł wege- wampirów ze „Zmierzchu” jest zaprzeczeniem horroru i służy tym, którzy poszukują czegoś zupełnie innego. Ta lekka i przyjemna historia zdobyła ogromną popularność, a dla krytyków łagodnych wampirów może mieć charakter komediowy, dlatego zdecydowanie polecam ją wszystkim.

Podobnych przykładów łamania stereotypów jest bardzo wiele. Zmieniają one nasz sposób myślenia i pobudzają wyobraźnie. Nawet jeśli nie wszystkim przypadną do gustu, istnieje szansa, że wejdą na tor, który da początek dla nowej wspaniałej twórczości, rozwijając tym samym świat fantastyki.

Legendarny smokLegendy, mity i podania stanowią ogromną część dziedzictwa każdej kultury. Są źródłem wiedzy o człowieku z przeszłości, a także podwaliną i inspiracją dla człowieka współczesnego. Dziś, w czasach niesamowitego rozwoju nauki, techniki i ogólnie cywilizacji, coraz mniej jest dla nich miejsca. Człowiek, przekonany że wszystko można wyjaśnić logicznie, wymyśla legendarne stworzenia i historie już wyłącznie dla rozrywki. Dawniej powody ich wymyślania były różnorakie. Służyły one przede wszystkim wytłumaczeniu niezrozumiałych zjawisk, ale pełniły też np. funkcję wychowawczą (z resztą do dziś rodzice niejednokrotnie opowiadają swym dzieciom straszne historie aby wymusić na nich konkretne zachowanie), często były też wykorzystywane dla własnych celów, dla osiągnięcia korzyści majątkowych, pozbycia się kogoś niewygodnego, czy dla uniknięcia odpowiedzialności za własne czyny. Niezależnie od powodów, potwory towarzyszą ludziom od wieków i z pewnością sporo racji ma Geralt Sapkowskiego, który stwierdza, że „ludzie lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Gdy piją na umór, oszukują, kradną, leją żonę lejcami, morzą głodem babkę staruszkę, tłuką siekierą schwytanego w paści lisa (...), lubią myśleć, że jednak potworniejsza od nich jest mora wchodząca do chat o brzasku. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć”.

Pojawia się jednak pytanie, czy aby na pewno wszystkie potwory są jedynie wynikiem wybujałej wyobraźni prostego niewykształconego ludu? Stare przysłowie mówi, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Czy możemy więc przyjąć, że niektóre legendarne stworzenia faktycznie żyły obok człowieka, choć nie pozostawiły po sobie jednoznacznego, potwierdzonego przez badaczy dowodu na ich istnienie? Jest jedna szczególna postać, która każe nam zastanowić się nad odpowiedzią na to pytanie, postać wybijająca się ponad pozostałe, od wieków zaprzątająca umysły ludzi i rozbudzająca wyobraźnię, postać która pojawia się jednocześnie w wielu niezależnych od siebie kulturach – smok.

Mitologia mezopotamska, perska, egipska, żydowska, grecka, nordycka, słowiańska, bałtyjska, germańska, anglosaska, chińska, japońska, wedyjska...wszystkie posiadają swoje smoki. Pierwsze wzmianki o nich pojawiły się już ok. III tysiąclecia p.n.e.. Od początku były one powiązane ze sprawami boskimi.Indie- smok

Bardzo ważną kwestią jest jednak fakt, że przez wieki smok był określany jako „skrzydlaty wąż” i czasem trudno rozdzielić starożytne mityczne smoki i węże, a te drugie pojawiają się w postaci bóstw uczestniczących w tworzeniu świata m.in. u Summerów, Azteków, Majów, Indian czy Aborygenów. Historycznie więc występują nie tylko jako stworzenia nacechowane negatywnie, choć "zły PR" towarzyszy wężom od bardzo dawna, wizerunki złych węży można znaleźć już na egipskich naczyniach z IV tysiąclecia p.n.e. Wróćmy jednak do smoków i przyjrzyjmy się stworzeniom, które były określane nazwami dziś tłumaczonymi właśnie jako "smok".

Za moment powstania Wed - świętych ksiąg hinduizmu, przyjmuje się początek II tysiąclecia p.n.e. W bogatych księgach (ich objętość jest 6 razy większa niż Biblii) świat istot nadprzyrodzonych jest bardzo rozbudowany,  na jego szczycie stoją Dewy – bogowie, zaś ich głównymi przeciwnikami są Asurowie – demony, pierwotnie dobre duchy/bogowie, które świadomie wybrały zło. Prawdopodobnie najsilniejszym z nich jest Wrytra, pojawiający się
 w najważniejszym micie Rygwedy[1] o uwolnieniu wód i światła. Wrytra ma postać gigantycznego węża lub smoka. Według legendy miał ukraść chmury deszczowe zatrzymując rozwój wszechświata. Ostatecznie zabija go król bogów – Indra. Domniemuje się, że wszelkie praindoeuropejskie legendy o smokach zawdzięczają swoje istnienie właśnie Wrytrze.

W babilońskim eposie Enuma Elisz (datowanym na koniec II tysiąclecia p.n.e.) na temat początków świata i człowieka, smoki zostają powołane do życia aby pomóc pramatce Tiamat w walce z bogami pierwszego pokolenia, którzy zabili praojca Apsu: „dostarczyła im broni, jakiej nie ma równej: zrodziła wielkie smoki Z ostremi zębami, z pazurami nie oszczędzającemi nikogo. Jadem, jako krwią, wypełniła ich ciało. Straszne potwory przyodziała w grozę, zaopatrzyła je w blask, zrobiła je podobnemi do bogów. Kto na nie spojrzy, Smok mezopotamskiginie od strachu, -Ich ciało podnosi się nie odwraca się ich pierś”. Oprócz tego sama Tiamat na podobiznach była przedstawiana pod postacią smoka.

Muszhuszu natomiast, wąż-smok, miał być pupilem kilku mezopotamskich bogów, doczekał się także swych podobizn na bramie Isztar w Babilonie. 

U starożytnych Egipcjan wąż-smok Apopis (opisany podczas II tysiąclecia p.n.e.) jest ucieleśnieniem złych mocy, odwiecznym wrogiem Re, który co dnia próbuje powstrzymać wędrówkę słońca, mimo że nigdy mu się to nie udaje.

Skrzydlate węże pojawiają się w starożytnym Egipcie nie tylko w mitologii czy w sztuce, zdają się być częścią tamtejszej fauny, co znajduje odzwierciedlenie w źródłach historiograficznych. Herodot, przebywający w Egipcie w połowie V w p.n.e., napisał w Dziejach: „W okolicy Teb znajdują się święte węże, zupełnie nieszkodliwe dla ludzi. Są one niedużej wielkości i mają dwa rogi, które im wyrastają ze szczytu głowy. Gdy zdechną, grzebie się je w świątyni Zeusa; temu bowiem bogu mają być poświęcone.

Jest w Arabii miejscowość, leżąca mniej więcej naprzeciw miasta Buto, do której sam się udałem, aby zasięgnąć wiadomości o uskrzydlonych wężach. Przybywszy tam, ujrzałem kości węży i kręgosłupy w ilości niemożliwej do opisania; leżały tam kupy kręgosłupów, jedne większe, drugie mniejsze, inne jeszcze mniejsze, a było ich mnóstwo. MiejscowośćSmok- wąż Apopis, gdziSmok- wąż Egipskie te kręgosłupy były zsypane, taki ma wygląd: z przełęczy górskiej jest dostęp do wielkiej równiny, która przylega do Równiny Egipskiej. Otóż jest podanie, że z wiosną skrzydlate węże przylatują z Arabii do Egiptu, a ptaki ibisy zachodzą im drogę u wejścia do tego kraju i nie przepuszczają węży, tylko je zadziobują”.

Podobny opis tych stworzeń można znaleźć także u żydowskiego historyka Józefa Flawiusza: "Tymczasem Mojżesz, zanim wrogowie dowiedzieli się o jego wyprawie, powiódł wojsko do walki, wybrawszy drogę nie przez rzekę, ale przez ląd. Podczas tej przeprawy wspaniale okazał swoją roztropność. Droga bowiem była niezmiernie trudna z powodu mnóstwa wężów, od których roją się owe miejsca; a są tam takie węże, jakich nigdzie więcej nie można spotkać, niezwykłe siłą, złośliwością i przedziwnym wyglądem; niektóre z nich mają nawet skrzydła, tak że mogą nacierać na ludzi wynurzając się z kryjówek w ziemi, albo niespodziewanie spadając na nich z przestworzy. Aby przeprowadzić wojsko bezpiecznie i bez szkody, Mojżesz wynalazł taki oto sposób, wielce przemyślny: kazał upleść z kory papirusowej kosze na kształt skrzyń i nieść je napełnione ibisami. Ten ptak jest wielkim nieprzyjacielem wężów. Na widok ibisa wąż rzuca się do ucieczki, a wtedy ibis chwyta go jak jeleń i połyka”.

Wciąż jednak jesteśmy dalecy od wizerunku smoka jaki wszyscy znamy. Być może mowa tu o dwóch a nawet większej ilości różnych gatunków.

 


[1] Rygwenda - jeden ze zbiorów Wed, najstarszy zabytek literacki indoaryjski


Merida Waleczna i błędny ognikBłędne ogniki znane były w różnych kulturach od wieków. Bardzo często wierzono, że strzegą ukrytych skarbów, wskazują zagubionym wędrowcom właściwą drogę lub przeciwnie, gubią ścieżki spacerującym po lesie ludziom. W wierzeniach Słowian pojawiają się one jako dusze chłopców i dziewczynek z nieprawego łoża, które zaklęte zostały w ognie, co miało zniechęcać pary do rozwiązłego życia. Gdzie najczęściej je widywano? Wszędzie tam, gdzie było wilgotno- na mokradłach, bagnach, w okolicy jezior czy też w lasach. Dziś spotykamy się z nimi głównie w dziełach fantastycznych, które chętnie czerpią z dawnych wierzeń.

Ogniki pojawiają się we „Władcy Pierścieni: Dwie Wieże” J.R.R. Tolkiena, kiedy to natykają się na nie Frodo i Samwise wędrujący wraz z Gollumem po Martwych Bagnach. Nazywane są „świecami umarłych”, ponieważ znajdują się w miejscu pełnym martwych ciał. „Świece” te zwodzą wędrowców, by sięgnęli zwłok leżących w wodzie, a tym samym podzielili ich los.

Motyw ogników pojawia się również w bajkowej „Meridzie Walecznej”. Główna bohaterka natyka się na nie podczas wędrówki po lesie. Prowadzą ją do domu czarownicy, która niejako spełniając prośbę dziewczyny, zamienia jej matkę w niedźwiedzicę. W tym przypadku trudniej niż we „Władcy Pierścieni” stwierdzić czy ich rola była negatywna czy pozytywna, bo spełniły życzenie Meridy prowadząc ją do miejsca przeznaczenia, jednocześnie sprowadzając na nią kłopoty. Same ogniki też nie wyglądają mrocznie, raczej intrygująco.

Ich postaci bardzo często pojawiają się w grach komputerowych. Doskonałym przykładem jest chociażby „Wiedźmin”, który garściami czerpie ze słowiańskiej kultury. Tu motyw błędnych ogników pojawia się zarówno w grach, jak i książkach. Dla łowcy zjaw nie są one niczym niezwykłym, ot często obserwowanym na bagnach zjawiskiem.

Istoty te znalazły swoje miejsce także w grach przeglądarkowych, takich jak: „Margonem”, „Taern” czy „Drakensang”, w grach karcianych- „Slavika. Równonoc”, czy RPG, np. „Marant”.

Postać błędnego ognika, co ciekawe, przewinęła się również w jednej z krótkometrażowych animacji z serii „Auta”, w której to Złomek nastraszony przez kolegów ucieka przed nieprawdziwą zjawą. Jednak nie to w całej historii jest kluczowe, lecz opis ognika. Jak dowiadujemy się, nie jest on wcale sympatyczny, a wręcz przeciwnie- zły i żądny olejów silnikowych!Martwe Bagna-

Jak widać, błędne ogniki zagrzały sobie miejsce w dziełach fantasy, zarówno w filmach, jak i grach, a nawet książkach. Ich wydźwięk, w większości sytuacji, ma charakter czysto fantastyczny. Jednak w każdej bajce jest ziarno prawdy. W przypadku ogników jest to worek ziarna, ponieważ widywano je naprawdę. Tak, tak, były to światła występujące w przyrodzie na porządku dziennym. Powstawały wskutek samozapłonu gazów wydobywających się z gnijących już szczątków roślin, a także zwierząt. Niekiedy ognikami nazywano też latające w ciemności świetliki, u których występuje zjawisko bioluminescencji.

Fantastyczne czy zupełnie prawdziwe, jakby nie patrzeć, błędne ogniki pojawiają się w wielu formach fantastyki, co dowodzi, że nawet dość odległe wierzenia znajdują nadal swoje miejsce we współczesnej twórczości. A czasem warto zagłębić się w ich źródła, bo mogą nas nie raz zaskoczyć!

 

Jakiś czas temu na naszym portalu pojawiło się top 10 postaci fantastycznych, gdzie na podium pojawiły się istoty obdarzone nieskazitelnym pięknem, nadzwyczajnym intelektem i niespotykaną siłą. Niestety jak to bywa w tego typu klasyfikacjach, zabrakło stworzeń, które nie posiadają tychże cech, a potrafią być równie interesujące. Ten ranking powstał z myślą właśnie o tych niegrzeszących urodą.

 

10. Troll

troll

Nasze top 10 otwiera wielki i brzydki troll. Ten humanoidalny potwór pochodzi z mitologii nordyckiej. Ma twardą skórę z mnóstwem wrzodów i zgrubień. Chodzi zgarbiony, a z jego barków wyrasta zdeformowana głowa. Warto również dodać, że obrzydliwie śmierdzi. Trolle hobbystycznie wyżerają bydło z należących do ludzi pastwisk. Szczególnie narażone są na to owieczki pasące się na górskich halach.

 

9. Ghul

ghul

Na dziewiątym miejscu mamy najsławniejszego fantastycznego trupojada na świecie. Wywodzi się on z wierzeń arabskich, lecz na dobre przyjął się również na naszych polskich cmentarzach. Jest podobnie zdeformowany i garbaty jak jego poprzednik. Często przedstawia się go również jako kosmatego. Ma obleśną szczękę z ostrymi zębami i długi język do wylizywania szpiku. Przyjemniaczek na co dzień ucztuje wśród ludzkich zwłok.

 

8. Gremlin

gremlin

Ten mały potworek wygląda jak obrzydliwa wersja skrzata. Ma łuskowate, zrogowaciałe ciało oraz nieproporcjonalnie dużą głowę, z której wyrastają jeszcze większe, błoniaste uszy. W filmowej wersji dużo się uśmiecha, ale raczej nie dodaje mu to uroku.

 

7. Charybda

charybda

Mityczna córka Gai i Posejdona. Naraziła się Zeusowi, przez co ten zmienił ją w morskiego potwora. Niestety od tej pory raczej nie miewa zbyt wielu adoratorów, a nawet jeśliby się jakiś trafił, to skończyłby prawdopodobnie w jej brzuszku. Charybda w większości znajduje się pod wodą, więc jej dokładny opis jest raczej skąpy. Podobno ma płetwy na rękach i nogach. Pewne jest natomiast, że tworzy potężny wir, po środku którego wystaje jej okropna szczęka. Przypomina to trochę Sarlacca z Gwiezdnych Wojen.

 

6. Zombie

zombie

Co tu dużo mówić? Zombie jaki jest, wszyscy wiedzą. Gnijące kawałki ciała, które walają się po ziemi, nie przypominają raczej nic przyjemnego. Tym co nie każdy może wiedzieć jest to, że ten umarlak wywodzi się z religii voodoo. To pasuje do pierwszej fantastycznej wersji, jakoby zombie miał ożywiać mag znający się w sztuce nekromancji. W dzisiejszych czasach dominuje raczej wariant, w którym zombie powstają z ludzi zarażonych jakimś nieznanym wirusem. Występują głównie w światach postapokaliptycznych.

 

5. Cyklop

cyklop

Cyklop niewiele różni się od ludzi. Właściwie tylko jedna sprawa rzuca nam się w oczy… Jest ona jednak na tyle poważna, że nie mogliśmy przejść obok niej obojętnie. Jednooki nie należy do piękności, a pochodzi on z mitologii greckiej.

 

4. Ćmuch

ćmuch

Jeżeli ropucha jest synonimem brzydoty, to czym będzie ćmuch? Ten przerośnięty płaz jest wśród żab mniej więcej tym, czym wśród ludzi jest troll. Nic więc dziwnego, że okupuje tak wysokie miejsce w naszym rankingu. Pochodzi z bestiariusza słowiańskiego.

 

3. Zmora

zmora

Na trzecim miejscu podium w tych zawodach stanęła zmora. Ta wysuszona kobieca postać jest uosobieniem ludzkich lęków i chyba nikt nie chciałby jej spotkać. Również jest przykładem z naszych rodzimych wierzeń

 

2. Poroniec

poroniec

Z jakiegoś powodu to właśnie istoty ze słowiańskich wierzeń okupują najwyższe miejsca w naszym rankingu. Poroniec jest dokładnie tym, na co wskazuje jego nazwa. Nienarodzone i przedwcześnie zmarłe dzieci, które stają się demonami, to jeden z najbardziej strasznych widoków, który potrafimy sobie wyobrazić. Ciężko tu mówić o jakimkolwiek pięknie.

 

1. Strzyga

strzyga

Nadszedł czas na naszą miss. Przepis na pierwsze miejsce jest prosty. Najpierw połączmy ze sobą ghula i trolla.  Potem dodajmy do tego głowę alliena. Nie możemy zapomnieć, że nasza postać jest kobietą. Posadźmy więc na tej głowie busz wysuszonych kłaków. Na koniec, żeby nie było zbyt miło, zaopatrzmy naszą postać w apetyt wampira. Strzyga jest już gotowa i lepiej jest nie znaleźć się w jej towarzystwie.

 

Tak właśnie według nas plasuje się top 10 najbrzydszych postaci fantastycznych. Podczas tworzenia tego rankingu zdania były bardzo podzielone. Znacznie łatwiej jest oceniać te lepsze cechy. Okazuje się, że o ile pojęcie piękna jest dla wszystkich mniej więcej podobne, tak pojęcie brzydoty ma już znacznie większy rozstrzał. Ciężko to jednak zauważyć dopóki samemu się nie spróbuje.

A jakie stworzenie jest najbrzydsze według Was? Czy będzie to któreś z wymienionych powyżej, czy może zupełnie inne? Napiszcie w komentarzu poniżej lub na facebook'u!

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
środa, wrzesień 19, 2018