szukajka

Solutions4ad - Vikings War of Clans

Za co kochamy nie-superbohaterów?

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

                                                                  Deadpool

 

Superbohaterowie, mityczne postaci o nadludzkiej sile, niezwykłych umiejętnościach, herosi w obcisłych strojach i pelerynach… To oni, zaczynając od kultowego Supermana, podbijali nasze serca. Jako dzieciaki pragnęliśmy być jak oni- dzielni, silni, niepokonani. Komiksy i filmy, przez dziesięciolecia, dostarczały nam coraz więcej nadludzi do podziwiania. Spiderman, Kapitan Ameryka, Batman czy Wonder Woman, to ledwie kilka przykładów. Tę idyllę przerwało pojawienie się nie-superbohaterów, którzy szturmem zagarnęli sporo uwagi fanów bohaterskiego kina. Kim są i za co tak ich pokochaliśmy? Pod ostrzał weźmy trzy filmy: „Hancock”, „Deadpool” i „Logan: Wolverine”. Czy jest coś co łączy wszystkich trzech bohaterów? Jest! I to niejedno.

Po pierwsze, ciężko wprost powiedzieć czy są oni dobrzy czy źli. Hancock ratuje świat, pomaga ludziom, lecz robi to tak nieudolnie, że stwarza więcej szkód niż powinien. Jego celem nie jest niszczenie budynków czy wprowadzanie chaosu, jednak nie do końca potrafi sobie z tym poradzić. Za to Deadpool działa głównie z prywatnych pobudek. Chce osiągnąć swoje cele, a to, że przyczynia się tym do walki z przestępczością, jest tylko skutkiem ubocznym. Logan to trochę inny przypadek. Dawniej był szanowanym bohaterem, lecz zobojętniał, zapragnął prowadzić zwyczajne życie. Przez to, długo broni się przed podjęciem jakiegokolwiek wysiłku w stronę ratowania ludzi. A przecież superbohaterowie powinni reagować od razu, nie zważając na własne pobudki.

Bohaterowie, których podsuwają nam twórcy komiksowi starają się działać zgodnie z prawem, nierzadko współpracując ze służbami państwowymi. Wydają się być odzwierciedleniem obywateli idealnych, w przeciwieństwie do nie-superbohaterów, którzy są niepokorni i wyjęci spod prawa. Hancock jest tu idealnym przykładem, ponieważ sąd ściga go za liczne szkody, które spowodował. Ten nic nie robi sobie z kary, która nad nim ciąży. A Deadpool? Jego niewyparzony język i osobliwy styl życia zdecydowanie nie należą do cech idealnego obywatela. Również inni herosi, których zadaniem jest utrzymywanie porządku, za nim nie przepadają. Logan także jest ścigany, ale przez korporację, która pragnie pozbyć się superbohaterów. Choć ten, w teorii nie zawinił, chcąc nie chcąc, musi kryć się ze swoimi mocami.

Kolejną cechą nie-superbohaterów jest samotne życie. Działanie nie w grupie, lecz na własną rękę. Deadpool, po eksperymentach, które sprawiły, że jest prawie niezniszczalny, zaczął prowadzić życie samotnika. Jego jedynym celem stała się zemsta, jaką skrupulatnie, krok po kroku, przeprowadza. Hancock mieszka sam, w przyczepie na uboczu. Nie ma rodziny ani bliższej osoby, z którą wspólnie mógłby ratować świat. Logan, choć utrzymuje kontakt z dwoma mutantami, działa samotnie. Jako jedyny z trójki, stara się wieść normalne życie i dopasować do otaczającego go świata.

Najważniejszą kwestią jest to, że żaden z trójki nie-superbohaterów nie jest idealny. Wszyscy oni mają swoje wady i przywary. Deadpool jest chamski, niepoprawny politycznie i samolubny. Logan jest za to zgorzkniały i pozbawiony ambicji. Z chęcią sięga po alkohol. Stara się być twardy, choć nie zawsze mu się to udaje. Hancock ma ogromny problem z alkoholem, jest impulsywny i czasem zachowuje się prostacko.

Te wszystkie cechy łączą wymienionych nie-superbohaterów i składają się na swoisty archetyp. Pokazują one także, za co lubimy te postaci. Przede wszystkim za bycie nieidealnymi i bardziej realnymi. Dlaczego tak jest? Bo nie ma ludzi bez wad i w stu procentach dobrych, a dzięki temu łatwiej możemy utożsamić się z Deadpoolem niż Supermanem. To nie-superbohaterowie są odbiciem nas samych i dzięki ich historiom wiemy, że choć nie mamy peleryny i spodni z latekstu, możemy dokonywać bohaterskich czynów.

Komentarze obsługiwane przez CComment

Nowości - Fantastyka naszym okiem


Merida Waleczna i błędny ognikBłędne ogniki znane były w różnych kulturach od wieków. Bardzo często wierzono, że strzegą ukrytych skarbów, wskazują zagubionym wędrowcom właściwą drogę lub przeciwnie, gubią ścieżki spacerującym po lesie ludziom. W wierzeniach Słowian pojawiają się one jako dusze chłopców i dziewczynek z nieprawego łoża, które zaklęte zostały w ognie, co miało zniechęcać pary do rozwiązłego życia. Gdzie najczęściej je widywano? Wszędzie tam, gdzie było wilgotno- na mokradłach, bagnach, w okolicy jezior czy też w lasach. Dziś spotykamy się z nimi głównie w dziełach fantastycznych, które chętnie czerpią z dawnych wierzeń.

Ogniki pojawiają się we „Władcy Pierścieni: Dwie Wieże” J.R.R. Tolkiena, kiedy to natykają się na nie Frodo i Samwise wędrujący wraz z Gollumem po Martwych Bagnach. Nazywane są „świecami umarłych”, ponieważ znajdują się w miejscu pełnym martwych ciał. „Świece” te zwodzą wędrowców, by sięgnęli zwłok leżących w wodzie, a tym samym podzielili ich los.

Motyw ogników pojawia się również w bajkowej „Meridzie Walecznej”. Główna bohaterka natyka się na nie podczas wędrówki po lesie. Prowadzą ją do domu czarownicy, która niejako spełniając prośbę dziewczyny, zamienia jej matkę w niedźwiedzicę. W tym przypadku trudniej niż we „Władcy Pierścieni” stwierdzić czy ich rola była negatywna czy pozytywna, bo spełniły życzenie Meridy prowadząc ją do miejsca przeznaczenia, jednocześnie sprowadzając na nią kłopoty. Same ogniki też nie wyglądają mrocznie, raczej intrygująco.

Ich postaci bardzo często pojawiają się w grach komputerowych. Doskonałym przykładem jest chociażby „Wiedźmin”, który garściami czerpie ze słowiańskiej kultury. Tu motyw błędnych ogników pojawia się zarówno w grach, jak i książkach. Dla łowcy zjaw nie są one niczym niezwykłym, ot często obserwowanym na bagnach zjawiskiem.

Istoty te znalazły swoje miejsce także w grach przeglądarkowych, takich jak: „Margonem”, „Taern” czy „Drakensang”, w grach karcianych- „Slavika. Równonoc”, czy RPG, np. „Marant”.

Postać błędnego ognika, co ciekawe, przewinęła się również w jednej z krótkometrażowych animacji z serii „Auta”, w której to Złomek nastraszony przez kolegów ucieka przed nieprawdziwą zjawą. Jednak nie to w całej historii jest kluczowe, lecz opis ognika. Jak dowiadujemy się, nie jest on wcale sympatyczny, a wręcz przeciwnie- zły i żądny olejów silnikowych!Martwe Bagna-

Jak widać, błędne ogniki zagrzały sobie miejsce w dziełach fantasy, zarówno w filmach, jak i grach, a nawet książkach. Ich wydźwięk, w większości sytuacji, ma charakter czysto fantastyczny. Jednak w każdej bajce jest ziarno prawdy. W przypadku ogników jest to worek ziarna, ponieważ widywano je naprawdę. Tak, tak, były to światła występujące w przyrodzie na porządku dziennym. Powstawały wskutek samozapłonu gazów wydobywających się z gnijących już szczątków roślin, a także zwierząt. Niekiedy ognikami nazywano też latające w ciemności świetliki, u których występuje zjawisko bioluminescencji.

Fantastyczne czy zupełnie prawdziwe, jakby nie patrzeć, błędne ogniki pojawiają się w wielu formach fantastyki, co dowodzi, że nawet dość odległe wierzenia znajdują nadal swoje miejsce we współczesnej twórczości. A czasem warto zagłębić się w ich źródła, bo mogą nas nie raz zaskoczyć!

 

Prawie każdy z nas będąc dzieckiem oglądał filmy animowane, które wyprodukował Disney lub Pixar. Jednak wtedy rzadko zauważaliśmy ciekawostki, które zostawiali w nich twórcy. Zaglądając po latach do ulubionych bajek, wpadłam na trop kilku sprytnie zakamuflowanych niespodzianek, o których Wam opowiem. Pod lupę wezmę filmy: „Toy Story”, „Potwory i Spółka”, „Uniwersytet Potworny”, „Auta” i „Dzwonnik z Notre Dame”.

Na pierwszy ogień pójdzie kod, który przewija się w wielu bajkach Pixar’a, czyli A-113. Nie jest już tajemnicą, że stanowi on nazwę pracowni animacji w The California Institute of Arts. To właśnie na tym uniwersytecie kształcili się m.in. pracownicy Pixar. Umieszczanie, więc kodu A-113 w filmach jest swoistym puszczeniem oczka kolegom z branży. Możemy go znaleźć na drzwiach Sali uniwersytetu w drugiej części „Potworów i Spółki”, na rejestracji samochodu mamy Andy’ego w „Toy Story”, czy na pędzącym pociągu w „Autach”.

 

        Samochód  

 

A-113

 

Twórcy bajek nie stronią też od powielania i mieszania w produkcjach postaci. Może ma to na celu połączenie ich w większe uniwersum, a może jest nieznaczącą niespodzianką dla dociekliwych? Takie przerzucenie postaci ma miejsce w „Potworach i Spółce”, gdzie w pokoju Boo znajduje się Kowbojka z „Toy Story” i rybka Nemo z „Gdzie jest Nemo?”. Za to w „Toy Story”, na ścianie pokoju Andy’ego możemy zauważyć zegar z Myszką Mickey. Także w „Dzwonniku z Notre Dame” jedna z rzeźb bardzo przypomina Zeusa z „Herculesa”.

 

Kowbojka         Nemo w

 

Zegar z Myszką Mickey         Dzwonnik z Notre Dame

 

Nie można nie wspomnieć o innych, ciekawych Easter Egg’ach ukrytych w filmach animowanych. „Toy Story” może pochwalić się całkiem sporą kolekcją poukrywanych przekazów. Jednym z nich jest piosenka, którą możemy usłyszeć w scenie przeprowadzki rodziny Andy’ego do nowego domu. Melodią rozbrzmiewającą w samochodzie jest „Hakuna Matata”, czyli hit z „Króla Lwa”.

Easter Egg’iem łączącym „Toy Story” z „Autami” jest firma Dinoco. W „Toy Story” nazwano tak sieć stacji paliwowych, z których korzysta mama Andy’ego. W „Autach” natomiast jest to, rozchwytywany przez mistrzów toru, sponsor.

 

Dinoco         Dinoco

 

Jeśli o „Autach” mowa, kto wytrwał do napisów końcowych, mógł zobaczyć ciekawy zabieg, jakim upamiętniono Joe Ranft’a. Jest nim kino, na ekranie którego pojawiły się filmy „Dawno temu w trawie”, „Potwory i Spółka” oraz „Toy Story” w wersji samochodowej.

 

Dawno temu w trawie          Potwory i spółka

 

Toy Story

 

Po zrobieniu przygotowań do artykułu, mogę także obalić jeden z dość popularnych mitów dotyczących „Potworów i Spółki”. Rzekomo na ścianie w pokoju Boo miał wisieć dość dwuznaczny rysunek przedstawiający mamę i wujka Rogera. W filmie jednak nie znalazłam żadnej sceny, która go ukazuje, więc jest to prawdopodobnie jeden z żartów internetowych śmieszków.

 

Rysunek


JumperCzy zastanawiałeś się kiedyś, jak świetnie byłoby móc w jednej chwili być w Ameryce, a za parę minut zwiedzać Japonię? Brzmi niewykonalnie, prawda? Jednak taką możliwość otwiera przed nami teleportacja, która przewija się w niejednym fantasy.

Dobrym przykładem umieszczenia tego motywu w powieściach może być „Harry Potter”. W Hogwarcie istnieją bowiem trzy metody teleportacji. Jedną z nich jest używanie „świstoklika”, którym może stać się dowolny, specjalnie zaczarowany przedmiot. Kolejnym sposobem jest przemieszczanie się przy pomocy proszku Fiuu, wrzucanego do kominka. Najbardziej tradycyjną teleportacją, jest  przemieszczanie się przy użyciu woli i intensywnym skupieniu się na miejscu docelowym. Tę sztukę pojęli jedynie najbardziej doświadczeni czarodzieje.

Motyw teleportacji przewija się także w „Arivaldzie z Wybrzeża” Jacka Piekary. Tutaj główny bohater przemieszcza się między wymiarami wbrew swej woli. Trzy, uwięzione w pięknym zamku, księżniczki wysyłają mu wiadomość przenoszącą go do ich siedziby, z której nie ma wyjścia. Odwrócić sytuację mogą jedynie biegli w trudniejszych czarach magowie.

Kolejną powieścią, gdzie teleportację ukazano w bardzo ciekawy sposób, jest "Porta Coeli. Brama Światów." Susany Vallejo. Główni bohaterowie: Bernardo i Yebra odkrywają przed nami możliwości międzywymiarowej wędrówki. Dzięki niezwykłej księdze otwierają przejście do innego świata, który przedstawiony jest niczym raj. Samo przekroczenie bramy jest niezwykle niebezpieczne i bolesne. Ową "bramę" stanowi bowiem masa wirów powietrznych, które wciągają wędrowców w sam środek żywiołu i niemalże rozrywając ich ciała przerzucają na drugą stronę. Tylko osoby zdolne poddać się tej sile, bezpiecznie przekraczają granicę.

Teleportacja stała się tematem filmu „Jumper” Douga Limana, w którym to bohaterowie posiadają umiejętność przeskakiwania ogromnych odległości. Nastolatek, będący główną postacią, wykorzystuje tę niezwykłą zdolność do odnalezienia zabójcy swojego ojca. Tak, jak w przypadku „Harrego Pottera”, tu również teleportacja wykorzystywana jest przeważnie w dobrym celu.

Jednak, czy w realnym świecie, możliwe jest teleportowanie się? I tak i nie, ponieważ udowodniono już, że wykonalna jest teleportacja informacji zmienionej przez teleporter w strumień światła. Za to przesyłanie w inne miejsce materii nie jest wykonalne ze względu na inwazyjność tej metody. Niestety, to co dostajemy po przesłaniu przez machinę, nie jest oryginalnym produktem, lecz jego idealną kopią. Wysłana przez nią materia zostałaby zniszczona, by w odwzorowanej formie trafić w inne miejsce.

Badania nad teleportacją prowadzono już od dawna. Najbardziej znany eksperyment został przeprowadzony w 1943 r. przez Marynarkę Stanów Zjednoczonych i miał dowieść  prawdziwość teorii Alberta Einsteina, mówiącej o istnieniu jednobiegunowego pola magnetycznego. Miało to umożliwić odchylenie promieni świetlnych w celu zakamuflowaniaProszek Fiuu- statków. Sam eksperyment zakończył się dość niespodziewanie, gdyż, jak podają świadkowie, poddany próbie statek zniknął we mgle i rzekomo uległ teleportacji.

Od jakiegoś czasu, po Internecie krąży filmik z kamery przemysłowej w Chinach, ukazujący niezwykłą scenę teleportacji rowerzysty narażonego na zderzenie z ciężarówką. W teleportacji pomaga mu postać kobiety obdarzonej tą niezwykłą umiejętnością. Niektórzy podejrzewają ją o bycie aniołem. Ciężko powiedzieć ile jest w tym prawdy, w końcu żyjemy w czasach Photoshopa i rozwiniętej obróbki filmowej.

Jak widać teleportacja, spotykana do tej pory jedynie w dziełach science fiction, bądź fantastycznych, powoli wkracza do naszego świata. Choć na razie naukowcom udało się przesłać tylko (lub aż) informację, to przy dzisiejszym, ogromnym postępie technicznym, może okazać się, że lada dzień sami będziemy mogli przemieszczać się między najodleglejszymi zakątkami globu w zaledwie kilka sekund.

 

 

A oto link do filmiku, o którym wspomniałam w artykule: Teleportacja w Chinach


Wampir Barnabas Wielu z nas zaczytywało się w dziełach Anne Rice, które w ciekawy sposób ukazywały świat wampirów. Większości taki właśnie obraz wampira, jaki serwuje nam autorka, utkwił w głowie jako stereotypowy i najbardziej znany. „Wywiad z wampirem” doczekał się też bardzo popularnej ekranizacji, która przekonała do siebie kolejne tysiące ludzi. Czy aby na pewno tak wygląda wampir? A może jak Dracula jest bezwzględną bestią? Zarówno „Miasteczko Salem” Stephena Kinga czy późniejszy „Zmierzch” Stephenie Meyer, a nawet film Tima Burtona „Mroczne cienie” pokazuje, że wizerunek wampira na przestrzeni lat zmieniał się diametralnie. Jednak w jaki sposób? Czy wampir łagodnieje, a może przeciwnie, staje się coraz groźniejszym potworem?

Zacznijmy od wyglądu wampirów, ponieważ on również, choć pozornie podobny, doczekał się na przełomie lat, widocznych zmian. Postać wampira serwowana nam przez Kinga w „Miasteczku Salem” (1975 r.) jest iście grobowa. Upiory pukające do okien mieszkańców Salem cechuje blade oblicze o matowym spojrzeniu, podkrążone oczy, białe, długie kły oraz ubrania w jakich zostali pogrzebani. Nieco inaczej przedstawia się wygląd wampirów w „Wywiadzie z wampirem” (1976 r.). Choć są nadal blade i posiadające długie kły, to jednak zdecydowanie bardziej eleganckie niż ich poprzednicy. Istoty te wyróżnia zamiłowanie do szykownych strojów, które chętnie noszą, a także niezwykła dbałość o wygląd. Co widać wyraźnie na przykładzie Lestata. „Zmierzch” (2005 r.) zdecydowanie odbiega w opisie wampirów od pierwotnego ich wyglądu. Niewiele jest cech odróżniających je od pozostałych mieszkańców Forks. Ubierają się tak, by wpasować się w tłum, ich cera, choć nieco bledsza, nieszczególnie odbiega kolorem od skóry innych ludzi, kły nie są widoczne. Nie trudno jest pomylić wampira z człowiekiem. Ale czy aby na pewno? Są pewne cechy ukazujące ich wampirzą naturę. Jest to kolor oczu zmieniający się pod wpływem „pożywienia” jakie konsumują, a także niezwykła uroda. Ostatnim dziełem jakiego chcę użyć do porównania jest film „Mroczne cienie” (2012 r.). Charakter komediowy z elementami horroru wymusza na nas podejście do całości z lekkim przymrużeniem oka, jednak postać wampira, choć czasem ukazana w krzywym zwierciadle, posiada typowe dla swego gatunku cechy. Barnabas powraca wyglądem do czasów „Miasteczka Salem”, jest niezwykle blady, chudy, z podkrążonymi oczami. Jednak posiada też cechy bohaterów „Wywiadu…”, jego ubiór, choć początkowo jak „z grobu wyjęty”, szybko staje się szykowny i godny arystokraty.

Ciekawą kwestią jest też zmiana zachowań wampirów. Choć niezmienna jest ich potrzeba picia krwi, to rytuały związane z jej zdobywaniem uległy zróżnicowaniu. Istoty z „Miasteczka Salem” pozyskują ją żerując na dobroci i naiwności ludzi. Pukają do domostw Edward Cullen- mieszkańców miasteczka prosząc o wpuszczenie do środka. Jedynie, gdy zostaną zaproszone mogą wejść, by tam pożywić się krwią niewinnych gospodarzy. Są bezwzględne w swoim działaniu, ponieważ kieruje nimi niepohamowana żądza. W „Wywiadzie…” sprawy nieco się komplikują. Wampiry staranniej wybierają swoje „posiłki”. Nie steruje nimi tylko pragnienie krwi, lecz również chęć doboru odpowiedniej ofiary. A ich polowania nie wymagają zgody osób trzecich, ponieważ są w stanie wejść wszędzie gdzie chcą i złapać kogo chcą. Nierzadko też zapraszają, jak to ma w zwyczaju Lestat, swoje ofiary do domu, by tam, po bliższym poznaniu, móc się nimi „delektować”. Jeśli zwyczaje wampirów tak różnią się w powieściach, które dzieli rok, to jak bardzo odmienne muszą być w „Zmierzchu”? Ogromnie. Członkowie rodziny Cullenów są wampirzymi wegetarianami. Choć to dziwne określenie, to najtrafniej opisuje preferencje żywieniowe  owych wampirów, które zamiast pić krew ludzką, zastępują ją zwierzęcą. Nie każdy wampir w „Zmierzchu” stroni od ludzi, jednak to Cullenowie wiodą prym w tej historii. Nie można by ich nazwać wampirami, gdyby nigdy nie spróbowali ludzkiej krwi. Tak, tak, Cullenowie, też kiedyś zabijali ludzi. Ich przyzwyczajenia zmieniły się dopiero po stworzeniu „rodziny”, która zapragnęła być bardziej ludzka. Od tamtej pory również wygląd  oczu wampirów uległ zmianie. Żywienie się   zwierzęcą posoką zastąpiło kolor czerwony złocistą barwą. Co do samego polowania, odbywa się ono co jakiś czas, w niedostępnym dla ludzi miejscu. Krew, którą Cullenowi zdobywają, wystarcza na dość długi czas. A jak poluje Barnabas z „Mrocznych cieni”? I tutaj znów niespodzianka. Choć postać dość świeża, to jednak wraca do tradycji „Wywiadu z wampirem”. Dobiera ofiary w szczególny sposób i początkowo je poznaje, by następnie bez skrupułów pozbawić krwi, lecz nie zawsze, czasem nie zdąży ich poznać.

Wiemy już jak wyglądały i polowały wampiry na przestrzeni lat, ale ważniejszym pytaniem jest co czuły? Tu również każdy twórca postanowił zróżnicować swoje postaci i nadać im zupełnie odmienne cechy. King w „Miasteczku Salem” zdecydowanie postawił na prostotę. Pozbawił wampiry ludzkich uczuć i stworzył bezlitosne maszyny do zabijania. Czy na pewno? Z tego co czytamy nie potrafią odczuwać miłości, jednak, gdy nie uda im się dostać do domu ofiar na ich twarzach maluje się coś na kształt zawodu i smutku. Czyżby to oznaczało, że czują? Moim zdaniem, te cząstkowe, „ludzkie” emocje mogą być pozostałością po poprzednim życiu wampira lub też złością, która cechuje nie tylko człowieka. Zupełnie inaczej rysują się uczucia, opisanych przez Rice, Lestata i Louisa z „Wywiadu z wampirem”. Jest to kolejny ogromny przeskok w postrzeganiu wampirów, dokonany w zaledwie rok. Zarówno Louis, jak i Lestat, posiadają pełną gamę uczuć nie różniącą się niczym od ludzkiej. Obaj potrafią kochać, zazdrościć, nienawidzić, czuć smutek. Ich emocje jednak tłumione są w obliczu głodu. Przykładem tu może być wizyta Louisa w jednym z domów, w którym zastał martwą kobietę i jej płaczące, zaniedbane dziecko. Początkowo czuł litość i smutek patrząc na taki obrazek, jednak żądza krwi okazała się silniejsza. Niezwykle zauważalnym uczuciem w powieści jest miłość. Louis darzy nią Claudię, wampirzycę, którą uratował od śmierci. Jest to miłość niepoprawna, z ludzkiego punktu widzenia, gdyż cechuje ją pożądanie między dzieckiem a dorosłym. Cały „Wywiad…” naszpikowany jest uczuciami, które ciężko byłoby mi w całości opisać w tym artykule, więc zdecydowałam się ograniczyć je do pobieżnego omówienia. A jakie emocje ukazane są w „Zmierzchu”? Wszystkie. W tej powieści stykamy się zarówno z miłością, przyjaźnią, nadzieją, oddaniem, jak również z nienawiścią, zazdrością i smutkiem. Czy to oznacza, że pod tym względem nie różnią się niczym od ludzi? Nie do końca, ponieważ czasem są bardziej uczuciowe od przeciętnego człowieka. Widać to na przykładzie rodziny Cullenów, która jest związana ze sobą niezwykle silnie. Również związek Belli i Edwarda, cechują intensywne emocje. Co ciekawe mamy tu pierwszą, w dziejach wampirów, tak niewinną i szczerą więź między pijącym krew a człowiekiem, nasyconą również zazdrością o wilkołaka. A jak wyglądają uczucia Barnabasa z „Mrocznych cieni”? Tutaj, ku zaskoczeniu, emocje odczuwane przez wampira bliższe są tym ze „Zmierzchu” niż z wcześniejszych dzieł. Otóż nasz bohater darzy uczuciem pewną kobietę, którą w nieprzyjemnych okolicznościach, za swego człowieczego życia, stracił. Po wielu latach, które spędza zakopany pod ziemią, powraca do świata „żywych”, gdzie poznaje kolejną, bardzo podobną do poprzedniczki, delikatną kobietę, w której się zakochuje. Jak widać potrafi odczuwać miłość, co ciekawe, będąc przy tym nieśmiałym. Nie jest też obojętny na wdzięki kobiece i odczuwa pożądanie. Objawia się ono podczas spotkania z czarownicą. Barnabas, jak widać, odczuwa dużo ludzkich emocji, choć nie zawsze otwarcie je ukazuje.

Ostatnią kwestią, którą chcę się zająć, są słabe punkty, a także niezwykłe moce, które posiadają wampiry. Zacznijmy od tradycyjnych, ukazanych w „Miasteczku Salem”. Jak zdążyli zorientować się bohaterowie owej powieści, na tamtejsze upiory działają konwencjonalne metody, czyli woda święcona, krzyż, czosnek i drewniany kołek wbity w serce. Taka broń na wampiry przewija się w wielu wyobrażeniach o nich. Co najciekawsze, nie wzięła się znikąd, ponieważ w wielu kulturach ludzie wierzyli, że używając owych przedmiotów można pozbyć się nieumarłych. Zaskakujące jest to, że niektóre narody wierzące w wampiry, nadal stosują takie sposoby na walkę z nimi. Wykopując groby, wbijając w pierś kołki i odrąbując głowy umarłym pokonują potwory w jakie zamieniają się wieczorami. Jak widać, King dużo czerpał z obrzędowości zwykłych ludzi tworząc swoje postaci. A jakie moce posiadają owe wampiry? Przede wszystkim są nieśmiertelne, chyba, że została użyta na nich jedna z wyżej wymienionych broni. Potrafią też unosić się w powietrzu. Kolejną ciekawą sprawą jest to, że są istotami Wampiry z nocnymi, co oznacza, że za dnia siedzą uśpione w swoich grobach, bądź kryjówkach, a nocami wychodzą na polowania. Anne Rice trochę wzmacnia swoje wampiry i w „Wywiadzie…” pojawiają się postaci odporne na czosnek i krzyże. Za to dodatkową bronią, na upiory pokroju Louisa i Lestata, jest m.in. ogień i alkohol wymieszany z krwią, którą piją. Również światło słoneczne szkodzi wampirom, dlatego za dnia udają się na spoczynek, a nocą wychodzą, by się pożywić. Głównymi mocami, odróżniającymi ich od poprzedników, są    przede wszystkim siła umysłu, która sprawia, że mają dużo ludzkich cech, wyostrzone zmysły pozwalające usłyszeć i poczuć więcej niż człowiek, a także zwiększona siła umożliwiająca skuteczne polowania. „Zmierzch” znów zaskakuje swoim odejściem od tradycji postrzegania wampirów. Bronią na nie nie jest już ani światło, ani krzyż czy czosnek, nawet woda święcona nie jest specjalnie groźna. By pozbyć się tych istot trzeba użyć ognia i dekapitacji. Za to wyjątkowe moce, które posiadają, są o wiele bogatsze od sposobów walki z nimi. Dlaczego? Otóż nie są już stworzeniami nocnymi, mogą wychodzić na słońce, jednak to nie jest do końca bezpieczne, ale nie dlatego, że mogą spłonąć za sprawą promieni, lecz dlatego, że ich skóra zaczyna świecić niczym milion złotych monet, co może zdemaskować nieludzką naturę. Również szybkości, jaką osiągają podczas polowań czy gry w baseball, może pozazdrościć im niejeden odrzutowiec. Oprócz mocy wspólnych dla całej społeczności wampirów, cechują je też indywidulane umiejętności. Wśród nich pojawia się m.in. czytanie w myślach, przepowiadanie przyszłości czy ogromna siła. Jak widać postaciom ze „Zmierzchu” bliżej do superbohaterów niż bestii. Jak na wampirzy postęp odpowiada Tim Burton? Barnabas z „Mrocznych cieni”, pod tym względem, omija szerokim łukiem rodzinę Cullenów. Nie jest odporny na światło i powraca do tradycji spania w trumnie. Czy jeszcze jakaś broń na niego działa? Tego nie wiemy. A niezwykłe moce? Dar przekonywania i wdzięk, którymi posługuje się w kontaktach z ludźmi.

Jak widać wyraźnie na powyższych przykładach, wampir w kulturze przez wiele lat ewoluował. Łagodniał i nabierał coraz więcej ludzkich cech. Czym jest to spowodowane? Może chęcią oswojenia się ze strachami? Przez wiele lat w kulturze słowiańskiej obraz wampira był świeży i wiarygodny. Co zaskakujące, w Rumunii, ojczyźnie Draculi, a także kilku innych państwach, wierzenia w wampiry nie straciły na sile do dzisiaj. Jednak w znacznie większej części współczesnego świata wiara owa wymarła, a zastąpiła ją wyłącznie służąca rozrywce postać wampira. Dowodzi to temu, że nie tylko wampiry się zmieniają, lecz również nasze preferencje. Wolimy widzieć je w rolach zbliżonych do ludzkich, wampiry kochające, współczujące, łagodne, ale jednak mające super moce i od czasu do czasu pijące krew. Choć ta tendencja jest widoczna, to mimo wszystko zdarzają się obrazy ukazujące te istoty jako krwiożercze bestie, pozbawione uczuć i mordujące bez skrupułów. W jakim kierunku, więc zmierzają wampiry? Trudno powiedzieć, może jak komediowy Barnabas zatoczą koło do tradycji Draculi?


Wampiry i wilkołaki bardzo często razem pojawiają się w różnych dziełach literackich, filmowych, w grach czy generalnie rozumianej popkulturze. Czy to tylko wymysł autorów? Może łączenie ich we wspólnym motywie jest na tyle chwytliwym tematem, że warto to robić? A może związek między wampirem a wilkołakiem jest głębiej zakorzeniony?

Już w XIX- wiecznym „Draculi” Brama Stokera, mamy ukazaną niezwykłą zależność pomiędzy wampirem a wilkami. Dracula posiada moc pozwalającą mu panować nad tymi zwierzętami. Na jego wezwanie stają się agresywne i gotowe do obrony terytorium. Ta nadludzka umiejętność, sprawia, że zwierzęta tak dzikie dają się okiełznać.

Również w dzisiejszych dziełach mamy do czynienia z zetknięciem obu istot. Dobrze znany w popkulturze „Zmierzch” S. Meyer pokazuje dzielące je cechy. Początkowo obie rasy są do siebie wrogo nastawione i żyją w wieloletnim konflikcie. W tym przypadku żadna z nich nie posiada władzy nad drugą, jak miało to miejsce w „Draculi”. Podobnie jest w kinowej serii „Underworld”, w której to lykanie i wampiry od setek lat prowadzą ze sobą wojnę. Wilkołaki są ukazane w niej jako bezmyślne, dzikie bestie. To wampiry są istotami rozumnymi i sprytnymi, co sprawia, że zyskują w oczach widza.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w serialu „Czysta krew”, gdzie nie mamy podziału na dobre i złe postaci. Wszystkie charakteryzuje dualizm cech, co sprawia, że ciężko nam przywiązać się do jednej, konkretnej rasy. Co ważne, wampiry i wilkołaki nie mają między sobą większych konfliktów (poza nieciekawą sytuacją z wilkołakami- nazistami), choć specjalną sympatią też do siebie nie pałają.

Jak widać owe postaci występują razem w wielu dziełach. Początkowo żyją w zgodzie, z czasem jednak autorzy widocznie oddalają je od siebie i zamieniają we wrogów. Czy aby na pewno relacje wilkołaków i wampirów są tak płytkie jak przedstawia nam to współczesna popkultura?

Cofnijmy się o kilkaset lat i zajrzyjmy do przekazów europejskiej kultury. Wampiry znane były od dawna, szczególnie na terenach bałkańskich i słowiańskich. To tam, tak naprawdę, zrodziły się legendy i podania o tych krwiożerczych istotach. W epilogu książki „Królowa Cieni” Marcusa Sedgwicka, natykamy się na ówczesne określenia wampirów. Poza tak oczywistymi jak „nosferatu” czy „krvoijac”, pojawiają się również takie jak „vrykolak”, „varcolac”, czy też „wilkołak”. Myślę, że nieprzypadkowym jest nazwanie wampira wilkołakiem, gdyż dawniej istoty te postrzegano jako jednego upiora. Może przyczyniło się do tego ich nocne życie, a może dość paskudny wygląd? Wampiry i wilkołaki były, w owych przekazach, zezwierzęcone i niemal pozbawione cech ludzkich. Co ważne polowały też na ludzi, a jaki to przestraszony, uciekający człowiek były w stanie odróżnić wilkołaka od wampira?

 

Jak widać oba stworzenia mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. Choć korzenie, z których wyrosły, w popkulturze, już dawno zostały zatracone, to warto czasem sięgnąć do starych przekazów i zagłębić się w genezę potworów, które dziś podbijają ekrany kin. Możemy być zdziwieni tym, jak mało o nich wiemy, choć wyrosły z naszej kultury.

Legendarny smokLegendy, mity i podania stanowią ogromną część dziedzictwa każdej kultury. Są źródłem wiedzy o człowieku z przeszłości, a także podwaliną i inspiracją dla człowieka współczesnego. Dziś, w czasach niesamowitego rozwoju nauki, techniki i ogólnie cywilizacji, coraz mniej jest dla nich miejsca. Człowiek, przekonany że wszystko można wyjaśnić logicznie, wymyśla legendarne stworzenia i historie już wyłącznie dla rozrywki. Dawniej powody ich wymyślania były różnorakie. Służyły one przede wszystkim wytłumaczeniu niezrozumiałych zjawisk, ale pełniły też np. funkcję wychowawczą (z resztą do dziś rodzice niejednokrotnie opowiadają swym dzieciom straszne historie aby wymusić na nich konkretne zachowanie), często były też wykorzystywane dla własnych celów, dla osiągnięcia korzyści majątkowych, pozbycia się kogoś niewygodnego, czy dla uniknięcia odpowiedzialności za własne czyny. Niezależnie od powodów, potwory towarzyszą ludziom od wieków i z pewnością sporo racji ma Geralt Sapkowskiego, który stwierdza, że „ludzie lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Gdy piją na umór, oszukują, kradną, leją żonę lejcami, morzą głodem babkę staruszkę, tłuką siekierą schwytanego w paści lisa (...), lubią myśleć, że jednak potworniejsza od nich jest mora wchodząca do chat o brzasku. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć”.

Pojawia się jednak pytanie, czy aby na pewno wszystkie potwory są jedynie wynikiem wybujałej wyobraźni prostego niewykształconego ludu? Stare przysłowie mówi, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Czy możemy więc przyjąć, że niektóre legendarne stworzenia faktycznie żyły obok człowieka, choć nie pozostawiły po sobie jednoznacznego, potwierdzonego przez badaczy dowodu na ich istnienie? Jest jedna szczególna postać, która każe nam zastanowić się nad odpowiedzią na to pytanie, postać wybijająca się ponad pozostałe, od wieków zaprzątająca umysły ludzi i rozbudzająca wyobraźnię, postać która pojawia się jednocześnie w wielu niezależnych od siebie kulturach – smok.

Mitologia mezopotamska, perska, egipska, żydowska, grecka, nordycka, słowiańska, bałtyjska, germańska, anglosaska, chińska, japońska, wedyjska...wszystkie posiadają swoje smoki. Pierwsze wzmianki o nich pojawiły się już ok. III tysiąclecia p.n.e.. Od początku były one powiązane ze sprawami boskimi.Indie- smok

Bardzo ważną kwestią jest jednak fakt, że przez wieki smok był określany jako „skrzydlaty wąż” i czasem trudno rozdzielić starożytne mityczne smoki i węże, a te drugie pojawiają się w postaci bóstw uczestniczących w tworzeniu świata m.in. u Summerów, Azteków, Majów, Indian czy Aborygenów. Historycznie więc występują nie tylko jako stworzenia nacechowane negatywnie, choć "zły PR" towarzyszy wężom od bardzo dawna, wizerunki złych węży można znaleźć już na egipskich naczyniach z IV tysiąclecia p.n.e. Wróćmy jednak do smoków i przyjrzyjmy się stworzeniom, które były określane nazwami dziś tłumaczonymi właśnie jako "smok".

Za moment powstania Wed - świętych ksiąg hinduizmu, przyjmuje się początek II tysiąclecia p.n.e. W bogatych księgach (ich objętość jest 6 razy większa niż Biblii) świat istot nadprzyrodzonych jest bardzo rozbudowany,  na jego szczycie stoją Dewy – bogowie, zaś ich głównymi przeciwnikami są Asurowie – demony, pierwotnie dobre duchy/bogowie, które świadomie wybrały zło. Prawdopodobnie najsilniejszym z nich jest Wrytra, pojawiający się
 w najważniejszym micie Rygwedy[1] o uwolnieniu wód i światła. Wrytra ma postać gigantycznego węża lub smoka. Według legendy miał ukraść chmury deszczowe zatrzymując rozwój wszechświata. Ostatecznie zabija go król bogów – Indra. Domniemuje się, że wszelkie praindoeuropejskie legendy o smokach zawdzięczają swoje istnienie właśnie Wrytrze.

W babilońskim eposie Enuma Elisz (datowanym na koniec II tysiąclecia p.n.e.) na temat początków świata i człowieka, smoki zostają powołane do życia aby pomóc pramatce Tiamat w walce z bogami pierwszego pokolenia, którzy zabili praojca Apsu: „dostarczyła im broni, jakiej nie ma równej: zrodziła wielkie smoki Z ostremi zębami, z pazurami nie oszczędzającemi nikogo. Jadem, jako krwią, wypełniła ich ciało. Straszne potwory przyodziała w grozę, zaopatrzyła je w blask, zrobiła je podobnemi do bogów. Kto na nie spojrzy, Smok mezopotamskiginie od strachu, -Ich ciało podnosi się nie odwraca się ich pierś”. Oprócz tego sama Tiamat na podobiznach była przedstawiana pod postacią smoka.

Muszhuszu natomiast, wąż-smok, miał być pupilem kilku mezopotamskich bogów, doczekał się także swych podobizn na bramie Isztar w Babilonie. 

U starożytnych Egipcjan wąż-smok Apopis (opisany podczas II tysiąclecia p.n.e.) jest ucieleśnieniem złych mocy, odwiecznym wrogiem Re, który co dnia próbuje powstrzymać wędrówkę słońca, mimo że nigdy mu się to nie udaje.

Skrzydlate węże pojawiają się w starożytnym Egipcie nie tylko w mitologii czy w sztuce, zdają się być częścią tamtejszej fauny, co znajduje odzwierciedlenie w źródłach historiograficznych. Herodot, przebywający w Egipcie w połowie V w p.n.e., napisał w Dziejach: „W okolicy Teb znajdują się święte węże, zupełnie nieszkodliwe dla ludzi. Są one niedużej wielkości i mają dwa rogi, które im wyrastają ze szczytu głowy. Gdy zdechną, grzebie się je w świątyni Zeusa; temu bowiem bogu mają być poświęcone.

Jest w Arabii miejscowość, leżąca mniej więcej naprzeciw miasta Buto, do której sam się udałem, aby zasięgnąć wiadomości o uskrzydlonych wężach. Przybywszy tam, ujrzałem kości węży i kręgosłupy w ilości niemożliwej do opisania; leżały tam kupy kręgosłupów, jedne większe, drugie mniejsze, inne jeszcze mniejsze, a było ich mnóstwo. MiejscowośćSmok- wąż Apopis, gdziSmok- wąż Egipskie te kręgosłupy były zsypane, taki ma wygląd: z przełęczy górskiej jest dostęp do wielkiej równiny, która przylega do Równiny Egipskiej. Otóż jest podanie, że z wiosną skrzydlate węże przylatują z Arabii do Egiptu, a ptaki ibisy zachodzą im drogę u wejścia do tego kraju i nie przepuszczają węży, tylko je zadziobują”.

Podobny opis tych stworzeń można znaleźć także u żydowskiego historyka Józefa Flawiusza: "Tymczasem Mojżesz, zanim wrogowie dowiedzieli się o jego wyprawie, powiódł wojsko do walki, wybrawszy drogę nie przez rzekę, ale przez ląd. Podczas tej przeprawy wspaniale okazał swoją roztropność. Droga bowiem była niezmiernie trudna z powodu mnóstwa wężów, od których roją się owe miejsca; a są tam takie węże, jakich nigdzie więcej nie można spotkać, niezwykłe siłą, złośliwością i przedziwnym wyglądem; niektóre z nich mają nawet skrzydła, tak że mogą nacierać na ludzi wynurzając się z kryjówek w ziemi, albo niespodziewanie spadając na nich z przestworzy. Aby przeprowadzić wojsko bezpiecznie i bez szkody, Mojżesz wynalazł taki oto sposób, wielce przemyślny: kazał upleść z kory papirusowej kosze na kształt skrzyń i nieść je napełnione ibisami. Ten ptak jest wielkim nieprzyjacielem wężów. Na widok ibisa wąż rzuca się do ucieczki, a wtedy ibis chwyta go jak jeleń i połyka”.

Wciąż jednak jesteśmy dalecy od wizerunku smoka jaki wszyscy znamy. Być może mowa tu o dwóch a nawet większej ilości różnych gatunków.

 


[1] Rygwenda - jeden ze zbiorów Wed, najstarszy zabytek literacki indoaryjski

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
środa, październik 17, 2018