Solutions4ad - Vikings War of Clans

Fantastyka naszym okiem

 

Czy jesteś ciekaw jak zespół Mitycznego Talentu postrzega różne zagadnienia fantastyczne? Interesuje Cię analiza potworów, a może charakterystyka wampirów czy też emocje, które wywołują w nas różni bohaterowie? Jeśli na któreś z pytań odpowiedziałeś twierdząco, to jesteś w dobrym miejscu. W tym dziale znajdziesz wiele ciekawych artykułów pisanych naszą ręką i wyobraźnią.

 

Pokaż # 
Tytuł Odsłony
Ile fikcji jest w science fiction? cz.I 3210
Znaczenie muzyki w filmach 3473
Rycerski ogr i gobliński bankier, czyli o przemianach w fantastyce 3326
Jaką rolę w fantastyce pełnią koty? 4401
Magia bez magii - Dezinformacja 3474
Homoseksualizm w fantastyce 3591
Całkiem niefantastyczne teorie fantastyczne- Teleportacja 3813
Całkiem niefantastyczne teorie fantastyczne- Podróże w czasie 3535
Całkiem niefantastyczne teorie fantastyczne- Kamień Filozoficzny 3667
Magia bez magii - Sugestia 3852

Nowości - Fantastyka naszym okiem

 

Po raz kolejny, na Pyrkonie, miałam możliwość wypróbowania kilkudziesięciu gier indie. Wiele z nich okazało się naprawdę ciekawymi i wartymi uwagi pozycjami.

 

Czym właściwie są gry indie?

 

Są to gry, dawniej komputerowe, dziś tworzone także na konsole czy VR, które tworzy jedna osoba, bądź niewielki zespół pasjonatów i zapalonych programistów. Twórcy ci nie są wspierani finansowo przez wydawców. Choć to ogranicza budżet gry, to daje ogromne pole do popisu w kwestii struktury, wyglądu czy treści gier. Często o takich tytułach dowiadujemy się podczas konwentów czy innych tego typu imprezach, które stanowią idealną okazję do promocji.

 

Co odróżnia gry indie od kasowych tytułów?

 

Główną różnicą jest możliwość nieograniczonego tworzenia, jaką mają autorzy „indyków”. Zespół, tworzący gry dla wydawnictw, jest zmuszony do działania według pewnych planów i norm. Musi robić gry, które będą się sprzedawać, a więc najczęściej w znanym i lubianym przez graczy schemacie.

 

Czy warto grać w gry indie?

 

Jak najbardziej! „Indyki” dają możliwość poznania innego świata gier i oderwania się od kasowych tytułów. Często, niezależni twórcy, robią pozycje na poziomie tych znanych, a niekiedy nawet przewyższające je fabułą, bądź grywalnością.

Gry indie tworzą ludzie z pasją, a nie korporacje. To sprawia, że są one wyjątkowe. Twórcy nie boją się wykorzystywać w nich swojej ogromnej wyobraźni.

Gry indie często są swego rodzaju pionierami i przecierają nowe szlaki w Gamerskim świecie. To sprawia, że rozgrywka staje się bardziej emocjonująca i nieprzewidywalna, a co za tym idzie, również atrakcyjniejsza dla gracza.

Dzisiaj, gdy gry reklamuje się coraz intensywniej, a YouTube dostarcza nam informacji, a także gameplayów, zewsząd jesteśmy zasypywani znanymi tytułami. To sprawia, że szukamy czegoś innego, mniej oklepanego. Dlatego właśnie „indyki” zyskują na sile i coraz więcej osób po nie sięga.

 

Mi udało się przetestować wiele tytułów, a kilka z nich polecam szczególnie, ponieważ zrobiły na mnie spore wrażenie. Oto twórcy, którzy je wykonali: Monster Couch, Doji, Ende Games, Pigmentum Studio, Crimson Pine Games, Deusald Studio, Blue Sunset Games, Artifex Mundi oraz Fat Dog Games. Zachęcam do zajrzenia na ich profile!

 

 

Zajrzyjcie też na stronę Poznańskiej Gildii Graczy, bo robią oni świetną robotę i umożliwiają odkrywanie nowych, ciekawych gier!  

 

 

SlendermanW internecie coraz częściej możemy natknąć się na różnorodne, niepokojące historie, zdjęcia czy filmy, mające do złudzenia przypominać  rzeczywistość. Niekiedy przybierają też postać legend miejskich. Są one tworzone przez wielu użytkowników w celu wystraszenia sieciowych eksploratorów. Nazywa się je Creepypastami lub bardziej żartobliwie- Strasznomakaronami.

Creepypasty mają swoje korzenie już w historiach z dreszczykiem, opowiadanych przy ognisku. Jednak termin ten, po raz pierwszy, użyty został w 2007 roku w serwisie 4chan. Oznacza on „straszną historię, skopiowaną i wklejoną przez użytkowników”. Popularność Strasznomakaronów przybrała na sile w 2010- 2011 roku i wciąż rośnie.

Jedną z najbardziej popularnych Creepypast jest historia o Slender Manie, wysokim mężczyźnie bez twarzy, który chodzi po lesie i porywa dzieci. Swoje podłoże ma ona już w babilońskich, czy germańskich wierzeniach. Istnieje też dużo innych Creepypast, m.in. Jeff the Killer, Red Mist czy Ben Drowned, a dzięki licznym fanom takich opowieści, wciąż powstają nowe.

Dlaczego właściwie owy gatunek zyskał taką popularność? Czy naprawdę lubimy się bać?

Z psychologicznego punktu widzenia, straszne historie mogą pomóc nam oswoić strach. Jak to możliwe? Otóż siedząc wygodnie przed ekranem, w zaciszu własnego domu, wiemy, że nic nam nie grozi. Wiemy też, że film, gra, opowiadanie kiedyś się skończy, a my wrócimy do realnego, dobrze znanego nam świata. To pomaga nam zmniejszyć strach przed tym, na co możemy natknąć się w przyszłości, ponieważ nasz umysł będzie miał już w pamięci „happy end” z ostatniego, takiego spotkania.

Obojętna naszym strachom nie pozostaje także biochemia. Gdy  się boimy, nasz organizm zaczyna produkować adrenalinę. Jest to hormon, który ma na celu pobudzenie nas do ucieczki. Dzięki niemu, nasze naczynia krwionośne rozszerzają się, tak samo jak źrenice. Dostajemy potężny zastrzyk energii, a nasze serce pracuje na najwyższych obrotach. SBungeekutki działania adrenaliny mogą przypominać nieco czynność całkiem niezwiązaną ze strachem, jaką jest seks. Dokładnie! Podczas miłosnych igraszek, nasz organizm produkuje noradrenalinę, która jest bardzo bliska adrenalinie i najczęściej wraz z nią wyrzucana jest podczas stresowych sytuacji. Co ciekawe, seks uwalnia też mnóstwo endorfin, tzw. „hormonów szczęścia”, które nas rozluźniają i wywołują radość.

Przykład biegacza lepiej pokaże, jak dziwne jest zestawienie, tak przeciwnych sobie hormonów. Wyobraźmy sobie olimpijczyka, który przygotowuje się do startu. Jest on spięty i zestresowany.  To jego życiowa szansa. Zaczyna produkować adrenalinę, która dodaje mu energii i pcha do biegu. Po przekroczeniu pewnej granicy wysiłku, do jego organizmu docierają też endorfiny. Takie sytuacje pokazują, jak cienka jest linia oddzielająca nasz biologiczny strach i szczęście.

Nic dziwnego, że wiele osób łaknie mocnych wrażeń w postaci skoku na bungee, ze spadochronem, czy też oglądania horrorów. Dlatego powstaje tak dużo Creepypast. Ludzie chcą się bać, by później odczuć szczęście, ulgę, móc powrócić do normalnego życia. Dlatego też strach jest czasem dobry, ale tylko, gdy dostarczamy go w małych ilościach.

 

 

 

Ku uciesze Makaronomaniaków, poniżej zamieszczam postaci z Creepypast w wersji rysukowej:

 

Creepypasty

 


Wampir Barnabas Wielu z nas zaczytywało się w dziełach Anne Rice, które w ciekawy sposób ukazywały świat wampirów. Większości taki właśnie obraz wampira, jaki serwuje nam autorka, utkwił w głowie jako stereotypowy i najbardziej znany. „Wywiad z wampirem” doczekał się też bardzo popularnej ekranizacji, która przekonała do siebie kolejne tysiące ludzi. Czy aby na pewno tak wygląda wampir? A może jak Dracula jest bezwzględną bestią? Zarówno „Miasteczko Salem” Stephena Kinga czy późniejszy „Zmierzch” Stephenie Meyer, a nawet film Tima Burtona „Mroczne cienie” pokazuje, że wizerunek wampira na przestrzeni lat zmieniał się diametralnie. Jednak w jaki sposób? Czy wampir łagodnieje, a może przeciwnie, staje się coraz groźniejszym potworem?

Zacznijmy od wyglądu wampirów, ponieważ on również, choć pozornie podobny, doczekał się na przełomie lat, widocznych zmian. Postać wampira serwowana nam przez Kinga w „Miasteczku Salem” (1975 r.) jest iście grobowa. Upiory pukające do okien mieszkańców Salem cechuje blade oblicze o matowym spojrzeniu, podkrążone oczy, białe, długie kły oraz ubrania w jakich zostali pogrzebani. Nieco inaczej przedstawia się wygląd wampirów w „Wywiadzie z wampirem” (1976 r.). Choć są nadal blade i posiadające długie kły, to jednak zdecydowanie bardziej eleganckie niż ich poprzednicy. Istoty te wyróżnia zamiłowanie do szykownych strojów, które chętnie noszą, a także niezwykła dbałość o wygląd. Co widać wyraźnie na przykładzie Lestata. „Zmierzch” (2005 r.) zdecydowanie odbiega w opisie wampirów od pierwotnego ich wyglądu. Niewiele jest cech odróżniających je od pozostałych mieszkańców Forks. Ubierają się tak, by wpasować się w tłum, ich cera, choć nieco bledsza, nieszczególnie odbiega kolorem od skóry innych ludzi, kły nie są widoczne. Nie trudno jest pomylić wampira z człowiekiem. Ale czy aby na pewno? Są pewne cechy ukazujące ich wampirzą naturę. Jest to kolor oczu zmieniający się pod wpływem „pożywienia” jakie konsumują, a także niezwykła uroda. Ostatnim dziełem jakiego chcę użyć do porównania jest film „Mroczne cienie” (2012 r.). Charakter komediowy z elementami horroru wymusza na nas podejście do całości z lekkim przymrużeniem oka, jednak postać wampira, choć czasem ukazana w krzywym zwierciadle, posiada typowe dla swego gatunku cechy. Barnabas powraca wyglądem do czasów „Miasteczka Salem”, jest niezwykle blady, chudy, z podkrążonymi oczami. Jednak posiada też cechy bohaterów „Wywiadu…”, jego ubiór, choć początkowo jak „z grobu wyjęty”, szybko staje się szykowny i godny arystokraty.

Ciekawą kwestią jest też zmiana zachowań wampirów. Choć niezmienna jest ich potrzeba picia krwi, to rytuały związane z jej zdobywaniem uległy zróżnicowaniu. Istoty z „Miasteczka Salem” pozyskują ją żerując na dobroci i naiwności ludzi. Pukają do domostw Edward Cullen- mieszkańców miasteczka prosząc o wpuszczenie do środka. Jedynie, gdy zostaną zaproszone mogą wejść, by tam pożywić się krwią niewinnych gospodarzy. Są bezwzględne w swoim działaniu, ponieważ kieruje nimi niepohamowana żądza. W „Wywiadzie…” sprawy nieco się komplikują. Wampiry staranniej wybierają swoje „posiłki”. Nie steruje nimi tylko pragnienie krwi, lecz również chęć doboru odpowiedniej ofiary. A ich polowania nie wymagają zgody osób trzecich, ponieważ są w stanie wejść wszędzie gdzie chcą i złapać kogo chcą. Nierzadko też zapraszają, jak to ma w zwyczaju Lestat, swoje ofiary do domu, by tam, po bliższym poznaniu, móc się nimi „delektować”. Jeśli zwyczaje wampirów tak różnią się w powieściach, które dzieli rok, to jak bardzo odmienne muszą być w „Zmierzchu”? Ogromnie. Członkowie rodziny Cullenów są wampirzymi wegetarianami. Choć to dziwne określenie, to najtrafniej opisuje preferencje żywieniowe  owych wampirów, które zamiast pić krew ludzką, zastępują ją zwierzęcą. Nie każdy wampir w „Zmierzchu” stroni od ludzi, jednak to Cullenowie wiodą prym w tej historii. Nie można by ich nazwać wampirami, gdyby nigdy nie spróbowali ludzkiej krwi. Tak, tak, Cullenowie, też kiedyś zabijali ludzi. Ich przyzwyczajenia zmieniły się dopiero po stworzeniu „rodziny”, która zapragnęła być bardziej ludzka. Od tamtej pory również wygląd  oczu wampirów uległ zmianie. Żywienie się   zwierzęcą posoką zastąpiło kolor czerwony złocistą barwą. Co do samego polowania, odbywa się ono co jakiś czas, w niedostępnym dla ludzi miejscu. Krew, którą Cullenowi zdobywają, wystarcza na dość długi czas. A jak poluje Barnabas z „Mrocznych cieni”? I tutaj znów niespodzianka. Choć postać dość świeża, to jednak wraca do tradycji „Wywiadu z wampirem”. Dobiera ofiary w szczególny sposób i początkowo je poznaje, by następnie bez skrupułów pozbawić krwi, lecz nie zawsze, czasem nie zdąży ich poznać.

Wiemy już jak wyglądały i polowały wampiry na przestrzeni lat, ale ważniejszym pytaniem jest co czuły? Tu również każdy twórca postanowił zróżnicować swoje postaci i nadać im zupełnie odmienne cechy. King w „Miasteczku Salem” zdecydowanie postawił na prostotę. Pozbawił wampiry ludzkich uczuć i stworzył bezlitosne maszyny do zabijania. Czy na pewno? Z tego co czytamy nie potrafią odczuwać miłości, jednak, gdy nie uda im się dostać do domu ofiar na ich twarzach maluje się coś na kształt zawodu i smutku. Czyżby to oznaczało, że czują? Moim zdaniem, te cząstkowe, „ludzkie” emocje mogą być pozostałością po poprzednim życiu wampira lub też złością, która cechuje nie tylko człowieka. Zupełnie inaczej rysują się uczucia, opisanych przez Rice, Lestata i Louisa z „Wywiadu z wampirem”. Jest to kolejny ogromny przeskok w postrzeganiu wampirów, dokonany w zaledwie rok. Zarówno Louis, jak i Lestat, posiadają pełną gamę uczuć nie różniącą się niczym od ludzkiej. Obaj potrafią kochać, zazdrościć, nienawidzić, czuć smutek. Ich emocje jednak tłumione są w obliczu głodu. Przykładem tu może być wizyta Louisa w jednym z domów, w którym zastał martwą kobietę i jej płaczące, zaniedbane dziecko. Początkowo czuł litość i smutek patrząc na taki obrazek, jednak żądza krwi okazała się silniejsza. Niezwykle zauważalnym uczuciem w powieści jest miłość. Louis darzy nią Claudię, wampirzycę, którą uratował od śmierci. Jest to miłość niepoprawna, z ludzkiego punktu widzenia, gdyż cechuje ją pożądanie między dzieckiem a dorosłym. Cały „Wywiad…” naszpikowany jest uczuciami, które ciężko byłoby mi w całości opisać w tym artykule, więc zdecydowałam się ograniczyć je do pobieżnego omówienia. A jakie emocje ukazane są w „Zmierzchu”? Wszystkie. W tej powieści stykamy się zarówno z miłością, przyjaźnią, nadzieją, oddaniem, jak również z nienawiścią, zazdrością i smutkiem. Czy to oznacza, że pod tym względem nie różnią się niczym od ludzi? Nie do końca, ponieważ czasem są bardziej uczuciowe od przeciętnego człowieka. Widać to na przykładzie rodziny Cullenów, która jest związana ze sobą niezwykle silnie. Również związek Belli i Edwarda, cechują intensywne emocje. Co ciekawe mamy tu pierwszą, w dziejach wampirów, tak niewinną i szczerą więź między pijącym krew a człowiekiem, nasyconą również zazdrością o wilkołaka. A jak wyglądają uczucia Barnabasa z „Mrocznych cieni”? Tutaj, ku zaskoczeniu, emocje odczuwane przez wampira bliższe są tym ze „Zmierzchu” niż z wcześniejszych dzieł. Otóż nasz bohater darzy uczuciem pewną kobietę, którą w nieprzyjemnych okolicznościach, za swego człowieczego życia, stracił. Po wielu latach, które spędza zakopany pod ziemią, powraca do świata „żywych”, gdzie poznaje kolejną, bardzo podobną do poprzedniczki, delikatną kobietę, w której się zakochuje. Jak widać potrafi odczuwać miłość, co ciekawe, będąc przy tym nieśmiałym. Nie jest też obojętny na wdzięki kobiece i odczuwa pożądanie. Objawia się ono podczas spotkania z czarownicą. Barnabas, jak widać, odczuwa dużo ludzkich emocji, choć nie zawsze otwarcie je ukazuje.

Ostatnią kwestią, którą chcę się zająć, są słabe punkty, a także niezwykłe moce, które posiadają wampiry. Zacznijmy od tradycyjnych, ukazanych w „Miasteczku Salem”. Jak zdążyli zorientować się bohaterowie owej powieści, na tamtejsze upiory działają konwencjonalne metody, czyli woda święcona, krzyż, czosnek i drewniany kołek wbity w serce. Taka broń na wampiry przewija się w wielu wyobrażeniach o nich. Co najciekawsze, nie wzięła się znikąd, ponieważ w wielu kulturach ludzie wierzyli, że używając owych przedmiotów można pozbyć się nieumarłych. Zaskakujące jest to, że niektóre narody wierzące w wampiry, nadal stosują takie sposoby na walkę z nimi. Wykopując groby, wbijając w pierś kołki i odrąbując głowy umarłym pokonują potwory w jakie zamieniają się wieczorami. Jak widać, King dużo czerpał z obrzędowości zwykłych ludzi tworząc swoje postaci. A jakie moce posiadają owe wampiry? Przede wszystkim są nieśmiertelne, chyba, że została użyta na nich jedna z wyżej wymienionych broni. Potrafią też unosić się w powietrzu. Kolejną ciekawą sprawą jest to, że są istotami Wampiry z nocnymi, co oznacza, że za dnia siedzą uśpione w swoich grobach, bądź kryjówkach, a nocami wychodzą na polowania. Anne Rice trochę wzmacnia swoje wampiry i w „Wywiadzie…” pojawiają się postaci odporne na czosnek i krzyże. Za to dodatkową bronią, na upiory pokroju Louisa i Lestata, jest m.in. ogień i alkohol wymieszany z krwią, którą piją. Również światło słoneczne szkodzi wampirom, dlatego za dnia udają się na spoczynek, a nocą wychodzą, by się pożywić. Głównymi mocami, odróżniającymi ich od poprzedników, są    przede wszystkim siła umysłu, która sprawia, że mają dużo ludzkich cech, wyostrzone zmysły pozwalające usłyszeć i poczuć więcej niż człowiek, a także zwiększona siła umożliwiająca skuteczne polowania. „Zmierzch” znów zaskakuje swoim odejściem od tradycji postrzegania wampirów. Bronią na nie nie jest już ani światło, ani krzyż czy czosnek, nawet woda święcona nie jest specjalnie groźna. By pozbyć się tych istot trzeba użyć ognia i dekapitacji. Za to wyjątkowe moce, które posiadają, są o wiele bogatsze od sposobów walki z nimi. Dlaczego? Otóż nie są już stworzeniami nocnymi, mogą wychodzić na słońce, jednak to nie jest do końca bezpieczne, ale nie dlatego, że mogą spłonąć za sprawą promieni, lecz dlatego, że ich skóra zaczyna świecić niczym milion złotych monet, co może zdemaskować nieludzką naturę. Również szybkości, jaką osiągają podczas polowań czy gry w baseball, może pozazdrościć im niejeden odrzutowiec. Oprócz mocy wspólnych dla całej społeczności wampirów, cechują je też indywidulane umiejętności. Wśród nich pojawia się m.in. czytanie w myślach, przepowiadanie przyszłości czy ogromna siła. Jak widać postaciom ze „Zmierzchu” bliżej do superbohaterów niż bestii. Jak na wampirzy postęp odpowiada Tim Burton? Barnabas z „Mrocznych cieni”, pod tym względem, omija szerokim łukiem rodzinę Cullenów. Nie jest odporny na światło i powraca do tradycji spania w trumnie. Czy jeszcze jakaś broń na niego działa? Tego nie wiemy. A niezwykłe moce? Dar przekonywania i wdzięk, którymi posługuje się w kontaktach z ludźmi.

Jak widać wyraźnie na powyższych przykładach, wampir w kulturze przez wiele lat ewoluował. Łagodniał i nabierał coraz więcej ludzkich cech. Czym jest to spowodowane? Może chęcią oswojenia się ze strachami? Przez wiele lat w kulturze słowiańskiej obraz wampira był świeży i wiarygodny. Co zaskakujące, w Rumunii, ojczyźnie Draculi, a także kilku innych państwach, wierzenia w wampiry nie straciły na sile do dzisiaj. Jednak w znacznie większej części współczesnego świata wiara owa wymarła, a zastąpiła ją wyłącznie służąca rozrywce postać wampira. Dowodzi to temu, że nie tylko wampiry się zmieniają, lecz również nasze preferencje. Wolimy widzieć je w rolach zbliżonych do ludzkich, wampiry kochające, współczujące, łagodne, ale jednak mające super moce i od czasu do czasu pijące krew. Choć ta tendencja jest widoczna, to mimo wszystko zdarzają się obrazy ukazujące te istoty jako krwiożercze bestie, pozbawione uczuć i mordujące bez skrupułów. W jakim kierunku, więc zmierzają wampiry? Trudno powiedzieć, może jak komediowy Barnabas zatoczą koło do tradycji Draculi?

 

W pierwszej części postawiłem tezę, że za określeniem „smok” mogą kryć się różne gatunki zwierząt. Warto w tym miejscu dodać, że o wspomnianych już skrzydlatych wężach w Egipcie piszą nie tylko starożytni historycy. Żyjący w XVI w. włoski botanik Prospero Alpini w swym dziele Historiae „Aegypti naturalis” (1581-1584) wymienia gatunek latających węży. Gatunek ten, wg niego, posiada coś w rodzaju grzywy (mały kawałek skóry na głowie), długi ogon o grubości palca zakończony płatem skóry przypominającym liść, a całkowita długość jednego osobnika mierzy tyle ile gałązka palmy. Alpini był człowiekiem nauki, skończył medycynę i opisał wiele gatunków roślin wcześniej nieznanych europejskim botanikom, latających węży więc raczej nie zmyślił. Wątpliwe też by pisał o czymś jedynie na podstawie historycznych źródeł, zwłaszcza że spędził w Egipcie 3 lata. Najrozsądniejszym wydaje się więc przyjęcie tezy, że na Bliskim Wschodzie jeszcze kilka wieków temu mógł istnieć gatunek węży, które w jakiś sposób były w stanie unosić się w powietrzu, choćby na niewielką wysokość i na krótką chwilę, i tym właśnie był smok w tamtych rejonach.

A co z naszym powszechnie znanym smokiem - majestatycznym stworzeniem o ognistym oddechu? Na jego temat również nie brakuje źródeł.

Powszechnie znana jest legenda o świętym Jerzym, który miał pokonać smoka. Nie każdy jednak wie, że św. Jerzy jest traktowany jako postać historyczna. Żył on w III w., sama legenda pochodzi jednak z XI w., z okresu wypraw krzyżowych. W tym miejscu warto wspomnieć, że smok pojawia się w Biblii kilkanaście razy i tak samo jak wąż jest uosobieniem szatana, prawdopodobnie więc nieprzypadkowo właśnie w takim okresie rozwinęła się historia o pokonaniu smoka przez chrześcijańskiego świętego. Niestety w legendzie nie znajdziemy opisu tego stworzenia.

Opis dostarczy nam natomiast inna święta, żyjąca w XII w. Hildegarda z Bingen - wizjonerka, mistyczka, i uzdrowicielka. Według jej zapisków, smok:

"(...) ma suchą skórę i niezwykłą temperaturę. Jego mięso nie jest we wnętrzu ani trochę ogniste. Za to oddech ma taki ostry, że się na powietrzu rozżarza jak iskra wykrzesana z kamienia. Człowieka bardzo nienawidzi i ma diabelską naturę. Kiedy oddycha jadowitym oddechem, otrząsa się powietrze. Mięso i kości z niego nie nadają się na lekarstwa, tyko sadło. Jak smok wyda ostatnie tchnienie, jego krew wysycha i nie płynie, ale jak zatrzyma w sobie oddech, jego krew wilgnie i płynie, i nie można jej używać do celów leczniczych.”

Z podobnego okresu pochodzi opis francuskiego mnicha i kronikarza Fulko z Chartres:

"Smoki charakteryzują się długimi, wstrętnymi pyskami, ostrymi zębami i ognistym językiem, uszy mają podobne do rogów, kark jest długi a ciało jaszczurcze. Dwie nogi są podobne do orlich pazurów, a skrzydła mają jak nietoperze. Smoki mieszkają w Indiach i w Etiopii, gdzie stale jest lato. Są to największe zwierzęta na świecie." 

Opisy skupiają się na innych cechach, ale pod jednym względem można zauważyć prawdopodobieństwo, „ostry oddech” i „ognisty język” – to już ten smok, którego znamy.

Przenieśmy się teraz o 200 lat w przód, do XIV wieku, kiedy żył Konrad z Megenbergu, którego najsłynniejsze dzieło „Księga przyrody” (1349) dostarcza następującego opisu:

 "Smok jest jednym z największych zwierząt na świecie. To zwierzę nie ma jadu. Gardło ma wąskie, a chodząc wystawia język. Paszczę rozwiera szeroko i wydaje skomlące dźwięki, zębami nie szkodzi. Ale przecież i nieznaczne jego ugryzienie jest szkodliwe. Szkoda jednak nie pochodzi z zębów, ale z tego, że pożera jadowite rzeczy. Smok trzyma się najwięcej w jaskiniowych skałach, szczególnie w ciasnych miejscach między skalnymi ścianami. Robi tak z powodu nadmiernej ciepłoty swojego ciała. Takie miejsca wyszukuje przede wszystkim wtedy, kiedy długo lata po kraju albo kiedy w lecie jest nadmiernie gorąco. W krainach, gdzie żyje, bywa też bardzo gorąco natychmiast po wschodzie słońca. Głosem i krzykiem straszy ludzi. Ludzie nie mogą wytrzymać jego spojrzenia i natychmiast umierają... Jeden rodzaj smoków nie ma nóg i pełza na brzuchu, a inny rodzaj, rzadszy, ma nogi."

Opis ten trochę odbiega od poprzednich i najbardziej kojarzy się z bazyliszkiem, którego w I w. opisywał rzymski historyk Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej” jako węża z jaśniejszą plamą na głowie w kształcie korony, którego spojrzenie rozsadza kamienie i wypala zieleń. W księdze tej były opisane również smoki, który miały być największymi wrogami...słoni.

Koniec średniowiecza nie oznacza końca smoków, nadal znajdujemy wzmianki o nich u takich nowożytnych twórców jak:

- Konrad Gesner (1516-1565) - szwajcarski uczony, który podłożył podwaliny pod nauki przyrodnicze. Był autorem kilku dzieł, w których pisał o smokach, sklasyfikował smoki, podał ich różne opisy i miejsce bytowania, wspominał też o innych potworach, jak bazyliszek oraz siedmiogłowa hydra. Wizerunki i opisy smoków stworzone przez Konrada Gesnera stały się wzorem, na którym bezkrytycznie opierali się późniejsi badacze tematu smoków.

Smok

- Ulisses Aldrovandi (1552-1605) – włoski uczony, przyrodnik, autor „Monstrorum historia” – księgi o potworach.

Smok

 

- Athanasius Kircher - niemiecki teolog, jezuita, wynalazca, konstruktor i medyk. Kircher twierdził, że w świecie podziemnym , w korytarzach wulkanów żyją diabelskie istoty, a wśród nich są też smoki. Wskazywał on też na Alpy jako miejsce ich przebywania. Uważał, że skoro wielu autorów pisało o smokach to należy przyjąć, że one istnieją powoływał się też na autorytet Biblii. Jednym z jego argumentów na rzecz istnienia smoków był rzekomy szkielet jednego z nich znajdujący się wówczas w Rzymie w Muzeum kardynała Franciszka Barberiniego.

Smok

- Edward Topsell - angielski duchowny anglikański i pisarz, jeden z twórców podstaw nauki angielskiej. Jego dziełem jest „The History of four-footed beasts and serpents”, które zostało wydane w 1607 roku i wznowione w 1658 roku. Topsell informuje w nim, że istnieją różne rodzaje smoków na całym świecie, są tu nawet takie informacje, że smoki bardzo lubią jeść sałatę, ale unikają jabłek, ponieważ powodują one rozstrój żołądka.

Smok

 

O smokach wspominali w swych dziełach także m.in. holenderski zoolog Albertus Seba czy Johann Jakob Scheuchzer - szwajcarski przyrodnik, prekursor paleobotaniki, kartograf, lekarz, historyk i matematyk. Opisy znajdziemy też u polskich autorów tego okresu, według Jakuba Hauera „Smokowie rodzą się w Etiopijej, części świata Afryki, którzy są okrutni, jadowici, bystrzy, śmiali i natarczywi; wzrost abo wielkość ich w sobie, gdy jako ma być dorośnie, do podziwienia jest na łokci dwadzieścia, ma na sobie kudły kędzierzawe, żyje ścierwem różnym, gdy im już w którym miejscu nie stanie pożywienia, w dalszy kraj wędrują i pomykają się, dlatego z miejsca na miejsce przez różne wody, rzeki, jeziora płyną, łeb swój do góry jako wąż podniosszy.” Natomiast w pierwszej polskiej powszechnej encyklopedii wydanej w 1745 roku, której autorem jest Benedykt Chmielowski znajdziemy ilustracje takie jak „smoki rysowane z natury” czy „szkielet i rekonstrukcje smoka” jak i obszerne opisy: „SMOK jest także z Wężów rodzaju; gdy Wąż w miejscu ukrytym, wygodnym przez długość lat, do wielkiego przyjdzie wzrostu, nawet i skrzydła mający, nie z piór morę Ptaków, ale z błonek i skóry jak nietoperz. Natale solum daje mu Pliniusz Murzyńską Ziemię. Ex mente Kirchera rodzą się SMOCY jako i inne Monstra z pomieszania nasienia circa coitum. Gdzie Orłów i Sępów wiele, tam mało tych strasznych bestii, Teste Kirchero. DRACO u Greków nazwany od widzenia bystrego i czujnego.”

 Od ok. połowy XVIII wieku upadła wiara w istnienie smoków i zaprzestano o tym pisać w ramach nauk przyrodniczych. Przyczyniła się do tego Wielka Encyklopedia Francuska, w której jasno napisano, że smoki to istoty bajeczne.

O ile w starożytności i średniowieczu opisywano smoki jako coś namacalnego i znanego powszechnie, w nowożytności pisano o nich powołując się na wcześniejsze źródła, brak jednak opisów bezpośrednich spotkań. Czy to oznacza, że we wcześniejszych epokach cechowała ludzi większa wyobraźnia? A może smoki wyginęły pod koniec średniowiecza? Lub stały się bardzo rzadkimi okazami?

Jak podają w swojej książce "The Book of the Dragon" Judy Allen i Jeanne Griffith, jedną z jaskiń niedaleko Rzymu zamieszkiwał w 1691 r. potwór określany jako "skrzydlaty smok", który podobno miało terroryzować okolicznych mieszkańców. W posiadaniu niejakiego Ingegniero Cornelio Meyera zachował się jedyny sporządzony przez niego w tamtym okresie szkic, przedstawiający szkielet owego stworzenia. W 1998 roku John Goertzen zidentyfikował je jako gatunek znany pod nazwą "Scaphognathus Crassirostris", czyli pterozaur z rodziny Rhamphorhynchoidea. „Dokładny opis skóry powyższego zwierzęcia, kształt płatów na głowie, uszy oraz dokładny kształt błony na skrzydłach dowodzi, iż nie mamy tutaj do czynienia z rysunkiem skamieniałości, ale realnymi resztkami ciała po żyjącym w tamtym czasie stworzeniu." Czy to możliwe, że pojedynczy przedstawiciele gatunków uznanych za dawno wymarłe mogli przetrwać? Istnieje jeszcze kilka historii, które mogą popierać tę tezę.

Wspomniany już Athanasius Kircher w 1678 roku w swojej książce „Mundus Subterraneus” opisał dzieje pewnego mężczyzny o imieniu ‘Winkelried’, który miał rzekomo zabić smoka w czasie budowy swojej osady na terenie Szwajcarii. Zamieszczony w książce przez Kircher’a rysunek owego smoka okazał się być tyle przekonujący, że nawet słynny niemiecki paleontolog Peter Wellnhofer opublikował go w swojej książkce „Wielka encyklopedia pterozaurów” z 1993 roku (strona 20), jako najprawdopodobniej bazowaną na przypadkowo odkrytych skamieniałych szczątkach pterozaura z okresu Mezozoiku.

Zachodnioamerykański historyk Mari Sandoz napisał o "latającym wężu", który był widziany nad Missouri przez pasażerów parowca w latach 50-tych XIX wieku. Dekadę później, w latach 60-tych, doniesienia z czasów wojny secesyjnej informowały o zestrzeleniu przez żołnierzy Unii kilku wielkich, nieznanych nauce ptaków, nazywanych przez miejscowych "ptakami gromu" (Thunderbirds). Z tego okresu zachowało się kilka fotografii, przedstawiających żołnierzy z martwym stworzeniem bardzo przypominającym pterodaktyla.

Znaleziony pterodaktyl

W 1923 roku pewien przyrodnik o nazwisku Frank Melland napisał książkę na temat wierzeń i obyczajów plemienia Kaonde zamieszkującego tereny dzisiejszej Zambii. Opisał on w swoim dziele pewne spotykane w tamtym regionie, rzekomo bardzo niebezpieczne zwierzęta, określane mianem 'Kongamato' (zgniatacze łodzi). Według zebranych przez niego relacji i opisów, stworzenia te traktowane są przez lokalne plemiona jako niezwykle uporczywe szkodniki, a opisywane są jako latające stwory bez piór, o gładkiej skórze koloru czarnego lub czerwonego, o rozpiętości skrzydeł 4-7 stóp i posiadające długi dziób pełen ostrych zębów. Według relacji bestie te są podobno niezwykle agresywne, wielokrotnie miały one atakować i wręcz wywracać łódki rybackie pływające po rzekach oraz bagnach w dystrykcie Mwinilunga w zachodniej Zambii, niedaleko granicy Kongo i Angoli. Zdarzały się również rzekomo przypadki pożywiania się przez Kongamato wygrzebywanymi spod ziemi zwłokami zmarłych oraz ataki ludzi, którzy tylko ośmielili się na nie popatrzeć. Członkowie lokalnego plemienia Kaonde, którym przedstawiono książkę z ilustracjami pterozaurów, zgodnie identyfikowali Kongamato jako przedstawiciela gatunku Pterodactylus, żyjącego niegdyś na terenie Europy i Afryki, wymarłego (według oficjalnego stanowiska współczesnej paleontologii) w okresie późnej Jury.

Pterodaktyle

 

W latach 1932-33 miała miejsce ekspedycja do Afryki Zachodniej, wysłana przez British Museum, na której czele stał Ivan Sanderson, znany pisarz i zoolog. W dzienniku wyprawy zanotował on spotkanie z pewnym tajemniczym, niezwykle interesującym stworzeniem, które zaatakowało go wieczorem podczas polowania nad rzeką. Według opisu Sanderson'a napotkane zwierzę było niezwykle agresywne, posiadało "wielkie, czarne, podobne do Draculi skrzydła, wydające dźwięk 'shss-shssing' ", oraz „dużą paszczę najeżoną ostrymi zębami". Podobnych relacji, opisujących spotkania ze zwierzętami przypominającymi pterozaury aż po dziś dzień jest bardzo wiele, z czego najwięcej pochodzi od tubylczych plemion afrykańskich z okolic Zambii, Kenii, Rodezji, Zimbabwe, Angoli, Namibii, Tanzanii oraz Kongo - zarówno z terenów lesistych, jak i pustynnych.

W roku 1956 inżynier J.P.F. Brown twierdził, że widział Kongamato nad jeziorem Bengwelu, niedaleko miasta Fort Rosebery w Zambii (dawnej Północnej Rodezji). Według jego relacji, około godziny 6 wieczorem zauważył przelatujące powoli nad jego głową dwie istoty wyglądające na prehistoryczne, z których każda miała skrzydła o rozpiętości ok. 1 m, długi cienki ogon oraz cienką i wąską głowę, którą Brown przyrównał do wydłużonego psiego pyska. Długość całkowita zwierzęcia wynosiła ok. 1,5 m. Rok po tym wydarzeniu (w 1957 r.), w tym samym regionie, do szpitala w Fort Rosebery trafił pacjent z cieżkimi obrażeniami torsu, który twierdził, iż został zaatakowany przez ogromnego ptaka na bagnach Bengwelu. Pacjent został poproszony o narysowanie zwierzęcia, które spowodowało tak poważne obrażenia. Ku zdziwieniu wszystkich, poszkodowany oddał lekarzom szkic stworzenia o wiele bardziej przypominającego swoją budową pterozaura niż jakikolwiek możliwy do spotkania w tamtym regionie gatunek ptaka. Niestety nie przetrwały do dziś żadne szczegółowe informacje ani też kopie wspomnianego rysunku.

Czy istnieje szansa, że na Ziemi występują nadal lub do niedawna występowały pterodaktyle? Argumentem za może być fakt, że takie rzeczy się zdarzają. 22 grudnia 1938 roku południowo-afrykańskie morze wyrzuciło na brzeg trzonopłetwą latimerię, która rzekomo wymarła mniej więcej w tym samym czasie, co dinozaury. Jak się okazało około 1000 dorosłych osobników latimerii zamieszkuje dziś jaskinie w szelfach Oceanu Indyjskiego.

Latimeria

 

Co do smoków, jedno jest pewne. W ich kwestii nic nie jest oczywiste. Od lat mamy na ich temat więcej pytań niż odpowiedzi i niezależnie od tego, czy faktycznie istniały w takiej formie jaką znamy, a nawet przetrwały do dziś, czy są niewymarłymi dinozaurami lub innymi gatunkami, czy wreszcie nigdy nie istniały i są tylko hybrydą ludzkich doświadczeń i wyobrażeń, prawdopodobnie nie przestaną nigdy istnieć w naszych głowach i rozbudzać naszej wyobraźni.


Kopciusze""Kto z Was będąc dzieckiem nie słuchał czytanych do poduszki „Baśni” braci Grimm? Kto z uśmiechem nie wspomina przygód Czerwonego Kapturka, Śnieżki czy Kopciuszka. Każda z tych baśni, w formie przekazywanej nam w dzieciństwie, miała cudowne zakończenie, w którym sprawiedliwość i dobroć głównych bohaterów zwyciężała każde zło. Nieprzyjemne dla młodego czytelnika fragmenty, takie jak pożarcie przez wilka Kapturka i Babci, czy też siedmiu koźlątek złagodzono, tak by nie napędzić mu zbytnio stracha. Praktycznie w każdej baśni morałem mogłoby być stwierdzenie, że bycie prawym człowiekiem popłaca, bo dobre cechy zwalczą każde zło. Jednak początkowo baśnie braci Grimm wcale nie wyglądały tak kolorowo, a ich przesłanie nie było tak oczywiste. Spróbujmy prześledzić więc ewolucję tak znanych, dziecięcych historii.

Zacznijmy od baśni w dzisiejszym, nieco disney’owskim wydaniu. Jest ono chyba najbardziej popularną formą, którą zna większość z nas. Kopciuszek, który źle traktowany przez macochę i siostry, postanawia odmienić swoje życie i pójść na bal królewski, zostaje odwiedzony przez dobrą wróżkę. Pomaga ona naszej bohaterce przejść niesamowitą przemianę i zagościć na stałe w królewskim zamku i książęcym sercu. Macocha i złe siostry nie doznają żadnej krzywdy, poza urażoną dumą, gdyż Kopciuszek jako dobre dziewczę nie chce się na nich mścić.

Równie kolorowo wyglądają przygody Śnieżki, która choć otruta przez złą wiedźmę zaczarowanym jabłkiem, ocalona zostaje dzięki pocałunkowi księcia. Po tej sytuacji zostaje jego żoną i razem zamieszkują zamek. A co z krasnoludkami, które zaopiekowały się dziewczyną? Zostają one nagrodzone za swą troskliwość i dobroć.

Tak wygląda najdelikatniejsza wersja baśni Grimm. Jednak to nie jest ich oryginalny przekład. Jak zatem wyglądają „Baśnie” braci Grimm w wersji nieco mniej łagodnej, lecz takiej, którą bez problemu odnajdziemy w księgarniach? Na przykładzie „Kopciuszka” postaram się odnaleźć różnice między nimi. To co pierwsze rzuca nam się w oczy to owa dobra wróżka, której w oryginale brak. Jej miejsce zajmuje zmarła matka Kopciuszka, która niejako za pomocą drzewa kontaktuje się z dziewczyną. Kolejną istotną różnicą jest sposób mierzenia szklanego pantofelka przez córki złej macochy. Tu bracia Grimm zafundowali czytelnikom nieco dreszczyku. O ile w wersji, nazwijmy ją disney’owską, książę sam zakładał bucik na stopy panien, a gdy nie pasował, zwyczajnie szedł do kolejnej dziewczyny, o tyle we wcześniejszej wersji przyrodnie siostry mierzyły but w obecności matki. Nie byłoby to niczym niezwykłym, gdyby nie totalny brak czułości z jej strony i namowy do odcięcia sobie kawałka stopy, byleby bucik pasował. O zgrozo, jej córki się na to godziły i z krwawiącą stopą wsiadały na książęcego konia, by za chwilę usłyszeć głos gołąbków: „-Zawracaj koniczka!... Krew płynie z trzewiczka!... Trzewiczek za mały, a prawdziwa narzeczona w domu zostawiona!..” Takie poświęcenie na marne! Jednak, poza „okrojonymi” stopami, sióstr ani macochy nie spotkała większa krzywda.

„Śnieżka”, choć nie do końca zmieniona, różni się nieco od wersji disney’owskiej. Główną różnicą, która dzieli oba przekłady jest zdecydowanie sposób ukazania przebudzenia dziewczyny po zjedzeniu zatrutego jabłka. W tym przypadku to nie pocałunek księcia, lecz zwyczajne wstrząsy w szklanej trumnie sprawiły, że feralny kawałek jabłka opuścił przełyk królewny.Czerwony

Najstarsze przekazy zupełnie odmiennie ukazują tak dobrze nam znane baśni dla dzieci. Przede wszystkim warto zauważyć, że owe historie w żadnym stopniu nie były przeznaczone dla dzieci. Funkcjonowały one jako folkowe opowieści krążące wokół dorosłych podczas ich spotkań przy ognisku czy wspólnych pracach. Ich zadanie porównać można do tak popularnych ostatnio creepypast. Miały one głównie przestraszyć słuchacza ku uciesze opowiadającego, a także wprowadzić element rozrywkowy do niekiedy monotonnych czynności. Samo to może dać nam zarys tego, jak ogromnie musiały różnić się te historie od tak dobrze znanych bajek dziecięcych. Czy pamiętacie sympatycznego Czerwonego Kapturka, który z brzucha wilka zostaje uwolniony przez myśliwego? W tym przypadku historia nieco się różni. Wilk bowiem w brutalny sposób morduje babcię, a następnie karmi wnuczkę jej mięsem i poi krwią. Kolejna scena raczy nas przemocą na tle seksualnym, ponieważ wilk każe Kapturkowi rozebrać się do naga i położyć obok, a następnie go zjada. Jak łatwo się domyślić, próżno tu szukać happy endu.

Co z „Kopciuszkiem”? Historia swą brutalną naturę ujawnia pod koniec, gdy to siostry i macocha zostają pozbawione oczu przez ptaki, niejako nasłane przez księcia. Choć opowieść ma szczęśliwe zakończenie dla  głównej bohaterki, to jednak opowiadanie jej dzieciom nie jest najlepszym pomysłem.

Również opowieść o „Dziewicy Milenie” zaskakuje ogromem przemocy. W wersji nieco łagodniejszej historia rozgrywa się wokół niewinnej Mileny, która przechytrzona przez służkę nie może poślubić księcia. Jednak cała sytuacja wyjaśnia się, służka zostaje wygnana, a Milena szczęśliwie zostaje książęcą małżonką. Nieco inaczej prezentuje się to w wersji folkowej, w której Milena zostaje zaskoczona przez swego ukochanego w dość niecodziennej, choć dla niego oczywistej, sytuacji, gdy to kładzie on na stole młodą kobietę, rozbiera ją, ćwiartuje i zjada. W niektórych przekazach monarcha nie jest nawet człowiekiem, lecz przybiera postać ogra.

Jak widać nie każda opowieść jaką znamy od zawsze brzmi tak samo. Często zupełnie odbiega od przekazu ustnego sprzed lat. Nierzadko emanuje brutalnością na tle fizycznym, psychicznym czy seksualnym. Choć zmienione baśnie brzmią dziś niesamowicie pięknie, to choćby dla własnej wiadomości warto zainteresować się ich przeszłością. Co ciekawe, nie tylko bracia Grimm bazowali na pełnych przemocy historiach. Również w „Śpiącej Królewnie”, czy innych bajkach, spotykamy się z brutalnością. Nierzadko natykamy się na gwałty, kazirodztwa, morderstwa czy kanibalizm. Choć dziś prawie nie ma po nich śladu, może warto czasem zastanowić się nad genezą tego co czytamy? W końcu nie wszystko złoto co się świeci, a nie każda historia piękną była od początku swego istnienia, czyż nie?

 

W fantastyce, od zawsze, przewija się mnóstwo dziwnych stworzeń. Niektóre przypominają ludzi, inne zwierzęta, jeszcze inne nie są podobne do niczego, co chodzi po Ziemi. Zdarzają się stworzenia, które są bardzo sympatyczne, ale też na wskroś złe.

Przekrój istot fantastycznych pod względem zarówno wyglądu, jak i charakteru, jest ogromny. To jednak nie zniechęciło nas do wybrania, spośród prawie czterdziestu postaci, naszego rankingu 10 najlepszych i najciekawszych. Każde z nich ocenialiśmy pod kątem: mocy (zarówno fizycznej, jak i magicznej czy umysłowej), wyglądu oraz charakteru.

Tak właśnie przedstawia się nasze Top 10 fantastycznych stworzeń:

 

1.    Smok

 Smok

 

To niezaprzeczalny zwycięzca naszego rankingu! Zarówno jego siła, jak i wygląd czy charakter zdecydowanie zasłużyły na najwyższe noty. Smoki to bardzo wyraziste mityczne stworzenia, które już od dawna budziły postrach wśród prostych ludzi. Do dziś są one inspiracją dla wielu autorów filmów oraz książek.

Więcej o nich dowiecie się z naszego poprzedniego artykułu: Historia smoków cz.1

 

2.    Nimfa

 Nimfa

 

Nimfy znane były już w starożytności, gdy to miały strzec przyrody, chronić pola i lasy. Niekiedy zdarzało im się uprowadzić jakiegoś młodzieńca. Co jakiś czas stawały się także kochankami bogów greckich. Nie bez powodu stały się uosobieniem płodności. Na naszych terenach z nimfami utożsamić możemy rusałki, które również były strażniczkami natury i przebiegłymi uwodzicielkami.

Nimfy zdobyły nasze serca swoim pięknem i niezwykłym wdziękiem, choć nie są silne, a ich charakter nie jest tak wyrazisty, jak w przypadku smoków, to naszym zdaniem (a także decyzją matematycznych algorytmów) zasługują na drugie miejsce.

 

3.    Tytan

 Tytan

 

Tytani to kolejne mityczne postaci w naszym rankingu. Pochodzą z Grecji, w której to istnieli jeszcze przed bogami. Byli to ogromni i bardzo silni mężczyźni wywodzący się z pokolenia olbrzymów. Wśród tytanów były też kobiety- Tytanidy.

Tytani dostali od nas najwyższe noty za siłę. Ich wygląd i charakter też wypadł nie najgorzej, choć to nieludzka moc przesądziła o trzecim miejscu wśród pozostałych istot fantastycznych.

 

4.    Diabeł

 Diabeł

 

Możecie zastanawiać się, co diabeł robi w naszym rankingu. Mimo, iż na pierwszy rzut oka nie jest bardzo wyróżnioną postacią fantastyczną, to jednak od dawna pojawia się w wielu znanych bestiariuszach na całym świecie. Diabła przedstawia się bardzo różnie, czasem jako człowieka z rogami, czasem człowieka- kozła. Jedno jest pewne, niezależnie od podań, jest on złą postacią wyrządzającą liczne szkody.

Diabeł, za swoją moc, otrzymał od nas największą liczbę punktów. Choć może fizycznie nie jest bardzo silny to liczne sztuczki umysłowe, które stosuje zasługują na taką ocenę. Wygląd i charakter tej postaci także nie wypadają źle.

 

5.    Feniks

 Feniks

 

Tego przepięknego, płonącego ptaka, stanowiącego symbol Słońca i nowego życia nie mogło tu zabraknąć. Feniksy także znamy już od dawna, gdyż przewijały się w wielu mitach. Każdy z przekazów jakie znamy opisywał  te ptaki jako istoty niezwykle urodziwe i majestatyczne.

My też daliśmy im najwyższe noty za wygląd oraz moc. W końcu efektowne stanięcie w płomieniach jest nie lada wyczynem. Słabszą cechą feniksów jest za to charakter, ale czy to ważne przy tak niezwykłej mocy?

 

6.    Sfinks

 Sfinks

 

Egipski król zagadek znany od starożytności. Pół człowiek- pół lew o nieprzeciętnym umyśle, z powodzeniem wykorzystujący zdolności logicznego myślenia. Tak przedstawiała się postać, którą dziś możemy oglądać pod postacią wielkiego posągu wśród piramid.

Za swoją moc manipulacji ludzkimi umysłami, Sfinks otrzymał od nas prawie najwyższą notę. Całkiem nieźle wypadł też jego wygląd i charakter, którego mu zdecydowanie nie brakuje.

 

7.    Dżin

 Dżin

 

Dżiny wywodzą się z wierzeń arabskich, gdzie mają postaci dobrych bądź złych duchów. Można było je więzić w słoikach, butelkach, czy lampach, by nie wyrządzały szkód lub spełniały trzy życzenia. Jednym z najbardziej znanych w popkulturze Dżinów jest ten mieszkający w lampie Alladyna.

Dżiny to postaci o mocnych charakterach, co nierzadko objawiało się w niespełnianiu życzeń tak, jakby chciała tego osoba o nie prosząca. Ciekawego wyglądu i niezwykłej, magicznej mocy również nie możemy im odmówić.

 

8.    Wilkołak

 Wilkołak

 

Wilkołaki to postaci zdecydowanie bliższe nam kulturowo, gdyż ich początki sięgają wierzeń słowiańskich i germańskich. Te wielkie mieszanki człowieka z wilkiem ujawniały się dopiero przy pełni księżyca. Choć wprawny umysł, potrafił dostrzec zmiany w osobie będącej likantropem także za dnia.

Wilkołaki były niezwykle silne, prezentowały się również nieźle, jedynym mankamentem mógł być ich dość słaby charakter. Nic dziwnego, będąc opętanym rządzą krwi ciężko jest zachować trzeźwość umysłu.

 

9.    Czarodziej

 Czarodziej

 

Czarownik, mag, czarnoksiężnik- wszystkie te określenia opisują człowieka parającego się magią i zgłębiającego jej tajniki. Istnieją czarodzieje źli i dobrzy, Ci chcący ulepszyć świat i nim zawładnąć.

Czarodzieje posiadali ogromną moc, nabytą lub wrodzoną, która pozwalała im rzucać potężne zaklęcia bądź sporządzać różnorodne mikstury. Musieli przy tym zachować silny charakter. Często jednak ich wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Nic dziwnego, nie tak łatwo jest dbać o wygląd siedząc w lochach i opanowując magiczne sekrety.

 

10.  Hydra

 Hydra

 

Na końcu naszego rankingu swoje miejsce odnalazła hydra. Była ona, posiadającym wiele głów, wężem wodnym pochodzącym z mitologii greckiej. Jej charakterystyczną cechą była niezwykła żywotność. Nie mógł jej zgładzić pierwszy lepszy wojownik, ponieważ po odcięciu jednej z głów bestii, na jej miejsce wyrastały dwie nowe.

Za tę niezwykłą umiejętność hydra otrzymała od nas maksymalną liczbę punktów. Jej wygląd także oceniliśmy wysoko. Jedynym słabym punktem okazał się charakter, a raczej jego praktyczny brak.

 

 

Mamy nadzieję, że nasz ranking się Wam spodobał. A jak wyglądałby Wasz podział potworów i postaci fantastycznych?