banerro (kopiuj)

Mityczny Talent

szukajka

ADSENSE

Zabójcze przedmioty w fantastyce

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Jedyny PierścieńW fantastyce, od zawsze, pojawiały się różne przedmioty mające zabójcze właściwości. Dzielni wojownicy uzbrojeni są w ostre miecze, zwinne elfy trzymają na ramieniu precyzyjne łuki. Przez ręce, łapy… odnóża fantastycznych osobliwości przewijają się niezliczone rodzaje broni. Jednak, rzeczy te, stworzono z myślą o walce i w takiej postaci funkcjonują również w realnym świecie. Bardzo popularny w fantasy jest także obszerny ekwipunek łowców wampirów. Nikogo nie zaskakują śmiercionośne krzyże, srebrne kule czy osinowe kołki. Podobnie jest w świecie magii, gdzie zniszczenie sieją różdżki. Wielcy magowie rzucają na siebie potężne zaklęcia w celu unicestwienia przeciwnika, a Avada Kedavra przetacza się nad ich głowami.

Co się stanie, gdy tak potężną mocą obdarzy się mniej złowrogie przedmioty? Już Tolkien, ojciec fantastyki, wpadł na pomysł użycia do tego celu Jedynego Pierścienia. Ten mały, niepozorny kawałek metalu ma moc władania wszystkimi pozostałymi, wykutymi przez elfy, a co za tym idzie, daje swojemu panu praktycznie nieograniczoną władzę. Pierścień może między innymi zamienić ludzi w Nazgȗle, czyli tzw. Upiory Pierścienia. Nie da się ukryć, że równa się to utracie normalnego życia.

Kolejnym zabójczym przedmiotem może okazać się rękawica wykuta z miedzi. Panie Black i Claire udowodniły to w serii „Magisterium”. Tytułowa część ubioru posiada moc unicestwienia Makara, mającego za zadanie ochronić ludzi przed Wrogiem Śmierci. W nieodpowiednich rękach staje się więc prawdziwym zagrożeniem dla całej ludzkości.Jumanji

Co się stanie, gdy w nasze ręce wpadnie gra planszowa mająca wpływ na rzeczywistość? To właśnie przytrafia się bohaterom „Jumanji”. Poza wieloma niezwykłymi przygodami, narażeni są także na ogromne ryzyko. Ich życiu wielokrotnie zagraża niebezpieczeństwo. W końcu, spotkanie ze stadem rozwydrzonych małp czy ucieczka przed szaleńcem z bronią, jest nie lada wyzwaniem.

Ciekawym przedmiotem okazuje się być Bagaż ze „Świata Dysku” Terry’ego Pratchett’a, który jest jednocześnie uroczy i wielce niebezpieczny. To właśnie owy urok staje się jego największą bronią, bo któż zechce posądzać o złe zamiary skrzynkę na malutkich nóżkach? Bagaż, jednakże, jest szlachetny, gdyż staje w obronie swego właściciela, pożerając tylko „tych złych”. Jeśli więc nie chce się trafić do drewnianej otchłani, lepiej nie stawać mu na drodze.

Skoro zabójczym przedmiotem może zostać skrzynia, to dlaczego nie stać się nim tron? A dokładnie Żelazny Tron? Fani „Pieśni Lodu i Ognia” zapewne zastanawiają się, co zabójczego jest w siedzisku królów. Wbrew pozorom, nie chodzi mi o ostre miecze, z których został wykonany. Nie mam na myśli również śmierci od otarć, czy siniaków, których nabawić się mogą osoby zasiadające na tym wyjątkowo niewdzięcznym fotelu. Jego mocą jest mieszanie w umysłach kandydatów na króla. Choć owy tron nie wykazuje żadnych magicznych mocy, to potęgę jaką ze sobą niesie, można mierzyć w ilości istnień, które pochłonęła walka o niego. To chyba wystarczająco świadczy o niebezpieczeństwie, tego groźnie wyglądającego, mebla.

Dość śmiało mogę powiedzieć, że najbardziej zabójczym przedmiotem, z którym się spotkałam, a jakiego nie mogło tu zabraknąć, jest Death Note ze znanej mangi. Death Note to dziennik, który za pomocą swej niezwykłej mocy, przyczynia się do śmierci każdej osoby, której imię i nazwisko znajduje się na jego stronach. Zabójczy artefakt stworzył sam Ryuk- jeden z bogów śmierci.

Dziennik Toma Riddle'aIdąc tropem notesów, nie mogę nie wspomnieć o Dzienniku Toma Riddle’a, który uprzykrza życie bohaterom drugiej części Harry’ego Potter’a. Już od początku wydaje się być przedmiotem podejrzanym, gdyż prowadzi dialog z osobą, która akurat z niego korzysta. Niby nic dziwnego, w końcu to świat magii. Jakby nie patrzeć, mapa Huncwotów też dawała odpowiedzi osobom, które na nią trafiły. Jednak jest różnica między żartobliwymi zdaniami, a świadomą rozmową. Dodatkowo, dziennik potrafił zawładnąć umysłem posiadacza i zaprowadzić go wprost w szczęki śmierci… lub Bazyliszka.

Każde dzieło fantasy jest ograniczone jedynie wyobraźnią autora. Dlaczego więc nie uczynić przedmiotów codziennego użytku złowrogimi narzędziami? W końcu miecze, łuki czy różdżki od zawsze przewijały się w dziełach tego typu, a niebezpiecznego Bagażu na stu nóżkach nie spotkamy wszędzie.

Nowości - Fantastyka naszym okiem


WiedźminOd wielu lat kultura masowa zalewa nas postaciami wampirów, wilkołaków, zombie czy elfów. Pojawiają się one zarówno w literaturze, filmach, jak i grach. W większości reprezentują wierzenia i opowieści krajów zachodnich. Zapełniają strony baśni celtyckich, nordyckich, germańskich, lecz także Słowianie posiadają wiele, od niedawna powracających do łask, bestii i zjaw godnych naszej uwagi. Choć przez dziesięciolecia próbowano o nich zapomnieć, bo wiązały się z wiarą pogańską, to jednak dziś bogunki, rusałki, kikimory, biesy i płanetnicy coraz częściej znajdują swoje miejsce w kulturze popularnej.

Chyba najbardziej znanym, nie tylko w Polsce, lecz na całym świecie, dziełem poruszającym tematykę słowiańskich postaci jest „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego. Za książką, która okazała się świetną porcją fantastyki w rodzimym klimacie, poszedł serial, cykl gier, a także film, który niestety nie był w stanie dorównać pozostałym pozycjom. Dzięki Sapkowskiemu przenosimy się do czasów dawnych Słowian, gdy to Geralt wędrując po wioskach poluje na potwory.

Wspomniałam już o grze stworzonej na podstawie „Wiedźmina”, jednak nie jest ona jedyną, powstałą na bazie słowiańskich wierzeń. „Słowianie Nawija” to internetowe MMORPG oparte na bogatej w demony krainie naszych przodków. Powstało też coś dla fanów spotkań towarzyskich- „Slavika” to karcianka, która z  łatwością przenosi wyobraźnię uczestników do świata Południc, Wiedźm i Płanetników. Ze względu na szatę graficzną, jak i historię wojowników i upiorów toczących ze sobą boje, zasługuje na polecenie fanom gier i wszystkim miłośnikom fantastyki.

Kolejnym sposobem na przekazanie podań słowiańskich w popkulturze, stała się muzyka. Istnieje sporo zespołów, które zarówno tekstem,  jak i Donatan melodią wracają do kultury bliskiego nam ludu, a jest wśród nich, m.in. zespół Jar. Posiadające wiele odwołań do zjaw i bestii, choć mocniejsze brzmienia, tworzy Żywiołak. Również Lao Che, który tworzy muzykę alternatywną, całą płytę „Gusła” wypełnił upiorami nadbałtyckimi. W kontekście wierzeń słowiańskich w popkulturze, ciężko nie wspomnieć o Donatanie, mającym na swym koncie płytę „Równonoc”. Tu zdecydowanie warte obejrzenia są teledyski, które owiane są nawiązaniami do zjaw. W samej muzyce, choć zdecydowanie odnosi się ona do współczesności, pojawiają się wzmianki o demonach słowiańskich.

Powracając na chwilę do książek, warta uwagi jest powieść „Królowa Cieni” Marcusa Sedgwicka, w której, mimo iż nie w samej historii, lecz w epilogu, pojawia się nawiązanie do pochodzenia wampira.

Zaciekawiła mnie również pozycja polskich reżyserów: Kornela Danielewicza i Kamila Bernatka, którzy są w trakcie tworzenia horroru „Odludzie” mającego opierać się m.in. na wierze w demony słowiańskie.

Jak widać, coraz częściej można spotkać się z powrotami do dawnych obyczajów i religii Słowian promowanych w popkulturze. Dzięki takiej popularyzacji możemy przypomnieć sobie o naszej dawnej demonologii, która wcale nie była gorsza od zombie czy elfów dostarczanych nam w dziełach zachodnich. Warto czasem sięgnąć po rodzime historie, bo „cudze chwalimy,a swego nie znamy”.

OrkŚwiat fantasy jest obfity w przeróżne stworzenia, które są jego kluczowym elementem i w znacznej mierze nadają mu swój niepowtarzalny klimat. Większość z nich posiada charakter zbliżony do człowieka, lecz pewne cechy są mocniej uwydatnione, a inne prawie znikome. Każdy z nas mógłby dobrać sobie fantastycznego przedstawiciela, który reprezentuje swoją naturą podobne wartości. Poświęćmy chwilę istocie, z którą raczej nikt nie chciałby się utożsamiać – czy na pewno tak jest?

Wielu czytało trylogię J. R. R. Tolkien’a pt. „Władca Pierścieni”, a jeszcze więcej oglądało jej ekranizację.  W przedstawionym świecie występuje mnogość potworów walczących w imię zła, a  ze względu na powszechność występowania, na ich czele z pewnością stoi ork. Jest to rasa celowo splugawiona i wyhodowana do niszczycielskich celów, prawdopodobnie z elfów, dawno przed czasem, w którym toczy się akcja. Ciała orków są mocno zdeformowane, skóra prawie każdego koloru tęczy i ogólnie sprawiają wrażenie, jakby się mieli zaraz rozłożyć. Siłą nie dorównują ludziom, a po ich pierwowzorach pozostały jedynie szpiczaste uszy – o ile w ogóle pozostały. Jeśli chodzi o zdolności intelektualne, to są one raczej niewielkie. Tworzą prymitywne szczepy pod przewodnictwem zwykle najgroźniejszych osobników, które walczą między sobą, a jedynym co może ich zjednoczyć jest nienawiść do innych stworzeń zamieszkujących Śródziemie oraz twarda ręka mrocznego władcy. Ich ulubionym zajęciem jest walka, która niestety również nie idzie im zbyt dobrze, gdyż w starciu z ludźmi, elfami lub krasnoludami padają całymi chmarami, a pozbawieni dowództwa szybko pierzchną z pola bitwy. Tolkien prezentuje nam więc orka jako żałosną kreaturę, która jest ucieleśnieniem i wykonawcą większości zła panującego w jego fantastycznym świecie. Czy ten przypuszczalnie najbardziej znany wizerunek przesądza o wszystkim?

Orkowie - Władca Pierścieni

Przyjrzyjmy się teraz jak wygląda sytuacja w fantastycznych światach gier fabularnych. Taką rozgrywkę zwykle zaczynamy od stworzenia własnej postaci i tu – o zgrozo! – wiele tytułów umożliwia nam wybór orka lub jego krzyżówki z człowiekiem, jako rasę naszego bohatera lub frakcji. Czy to oznacza, że wśród szlachetnych elfów, wojowniczych krasnoludów i sprytnych niziołków, twórcy proponują nam taką nikczemną miernotę? Nic bardziej mylnego.

W serii „The Elder Scrolls”, tworzonej przez studio Bethesda Softworks, obraz orka zmienia się diametralnie. Jest on masywnej postury. Pod zielonkawą skórą prężą się silne mięśnie, niczym u barbarzyńców z Cymerii. Tym razem przypomina bardziej solidną skałę niż rozkładające się ciało. Wciąż nie należy do najładniejszych, ale jego wygląd z pewnością się poprawił.  Przedstawiciele tej rasy nie dorównują inteligencją ludziom, jednak potrafią już stworzyć hierarchiczną społeczność z podziałem na funkcje. Ponadto są szanowani za swój fach do rzemiosła, który nie ma sobie równych w świecie Tamriel. Nawiązują życzliwe stosunki z innymi ludami oraz asymilują się we wsiach i większych miastach. Natomiast nie uległo zmianie zamiłowanie orków do walki. Tym razem są świetnymi wojownikami, którzy nader wszystko cenią zasady. Honor, duma i godność są to postawy, do których dąży każdy z nich. Niełatwo też zasłużyć na ich zaufanie, gdyż trzeba odznaczyć się właśnie takimi cechami.

Podobny wizerunek tychOrk - The Elder Scrolls - Skyrim stworzeń spotykamy w  grach takich jak „Warcraft”, „Sacred” i „Gothic”. W każdej z nich orkowie toczą boje z innymi rasami, co czasem jest też motywem przewodnim. Sytuacja jest jednak nieco bardziej skomplikowana niż w dziele Tolkiena. Istnieje zróżnicowanie wewnętrzne, które nie pozwala nam ich określić w całości jako istoty dobre, czy złe. Część cechuje bezwzględna agresja, która wynika z obustronnej nienawiści do różnic rasowych i kulturowych. Innych natomiast odznacza rozwaga i chęć porozumienia. Ci drudzy ostrożnie nawiązują kontakty i stosunki dyplomatyczne.
Tworzą cywilizacje prawie dorównując
e ludzkiej. Technologicznie sprawa wygląda bardzo różnie. O ile w „Sacredzie” orkowie zamieszkują w kilku wioskach i niewielkim mieście, w „Warcrafcie” raczej przemieszczają się całą hordą i zakładają osady w aktualnym miejscu pobytu, tak w „Gothicu” budują miasta i wznoszą świątynie oraz potrafią tworzyć potężne machiny wojenne.

Warto zwrócić uwagę na ich stosunek do natury. Szanują przyrodę, uczą się korzystać z jej siły i czerpią z niej w umiarze, czego nie można powiedzieć o wielu z nas.

Skoro dowiedzieliśmy się już, że te humanoidalne stworzenia stawiają swoje miejsca kultu, to możemy od razu wywnioskować, że mają również własne wierzenia. Przewodnikami duchowymi są szamani, którzy są utalentowani w wielu dziedzinach oraz potrafią władać magią.

Podsumowując, ciężko uznać orka za postać, z którą chcielibyśmy się identyfikować. Wyglądem budzi odrazę i przerażenie. Łatwo wziąć go za prymityw. W większości tworów fantastycznych ma oddźwięk negatywny jako wróg rodzaju ludzkiego. Niełatwo jest dostrzec, że często występuje jako dumny wojownik, z odwagą walczący w imię zasad, które przecież tak cenimy.
Biorąc pod uwagę zarówno zalety jak i wady, czy my sami nie miewamy w życiu momentów, w których zachowujemy się jak ork?


Muzyka filmowaMuzyka towarzyszy człowiekowi od tysiącleci. Poznano ją już w prehistorii, choć wtedy nie brzmiała jak dzisiejsze hity, nie przypominała nawet folku. Tworzona była wtedy  w oparciu o odgłosy otaczającej przyrody. To ludzka ciekawość i chęć tworzenia, objawiająca się również poprzez malowidła naścienne czy gliniane naczynia, sprawiła, że człowiek próbował naśladować dźwięki przeróżnych zwierząt czy zjawisk atmosferycznych. Początkowo, jedynym instrumentem, jaki wykorzystywali pierwotni ludzie, były struny głosowe. Dopiero na przestrzeni lat i wieków zaczęto konstruować pierwsze, prymitywne narzędzia muzyczne. Od antyku, ta dziedzina sztuki zaczęła nabierać rozmachu i z każdą epoką rozwijała się coraz bardziej. Dziś robiona jest na wiele różnych sposobów: z wykorzystaniem instrumentów, komputerów, głosu, a nawet naczyń. Jednym słowem, stanowi mieszankę wszystkich, wykorzystywanych wcześniej metod wydobycia dźwięku.

Z biegiem lat zaczęto łączyć różne gałęzie sztuki tworząc animacje i filmy. Nie mogło zabraknąć w nich muzyki, która pojawiała się już przy kinie niemym. Nie była ona, tak jak teraz, spojona z filmem, lecz grana na żywo podczas seansu. Wtedy stanowiła uzupełnienie, pozbawionego dialogów, materiału filmowego.

Z czasem, muzyka wykorzystywana w filmach, zaczęła nabierać też innego znaczenia. Do dziś jej ważną funkcją jest rysowanie tła danej produkcji. Co to oznacza? Nic innego, jak to, że muzyka pozwala nam przenieść się do czasów, w jakich dzieje się akcja. Pokazuje również charakter miejsca, w jakim rozgrywa się film. Tak więc, podczas sceny na cmentarzu, naMuzycy egipscy którym grasuje horda upiorów, nie usłyszymy melodii rodem z „Dumy i uprzedzenia”. Chyba, że zamysłem autora było szokowanie odbiorcy, czy stworzenie groteski.

Muzyka filmowa ma też inne, chyba najważniejsze zadanie, jakim jest wywoływanie w widzach określonych emocji. Zdawać by się mogło, iż scena śmierci jednego z „dobrych” bohaterów już sama w sobie wywoła smutek, jednak odpowiednio dobrana melodia pozwala poczuć się wciągniętym w emocjonalny dół po jego stracie. Niezwykle wdzięcznym przykładem gry na emocjach są wszelakie horrory. W większości przypadków, dreszczowiec oglądany bez dźwięku traci swoją moc straszenia widza. W horrorach muzyka buduje napięcie. Jest ona puszczana w momentach, które same w sobie nie wywołują niepokoju, by przygotować odbiorcę i zwiększyć stopniowo jego lęk, tak aby akcja kulminacyjna okazała się najbardziej przerażającym, filmowym przeżyciem. Również w produkcjach fantasy muzyka jest Wiolonczelistkatematem bardzo znaczącym. Czy pamiętacie sceny walki we „Władcy Pierścieni”? Otrzymujemy w nich dawki melodii mających obudzić w nas ducha walki, sprawić, byśmy zechcieli znaleźć się na polu bitwy pośród drużyny Gandalfa.

Niekiedy muzyka w filmie ma służyć uzupełnieniu niezbyt porywającego fragmentu. Tak więc, podczas spaceru, przygotowań do pracy, czy rutyny dnia codziennego naszego bohatera, w której nie pojawiają się żadne dialogi, usłyszymy odpowiedni utwór. Pozwala on gładko przemknąć przez mniej fascynującą, aczkolwiek ważną pod względem opisu miejsca akcji, czy życia bohatera scenę.

Wydaje mi się, że coraz częściej muzyka filmowa ma też inne, bardziej „przyziemne” zadanie. W czasach, kiedy nasze mózgi, z każdej strony, bombardowane są ogromem bodźców, ciężko skupić się na jednym elemencie. Coraz trudniej jest skierować myśli na czysty obraz. Muzyka ma nas utrzymać przy dziele filmowym i sprawić, byśmy nie znudzili się brakiem wielu, przyciągających naszą uwagę impulsów.

 

Muzyka filmowa od początku swojego istnienia ma ogromny popyt. Nic dziwnego, że rodzi się tak wielu jej twórców, jak chociażby Danny Elfman czy Hans Zimmer. Z każdą kolejną produkcją rozwija się ona ogromnie, a dzięki swojemu niemałemu znaczeniu w przemyśle filmowym, możemy być pewni, że nie przestanie być jedną z muzycznych kategorii. Warto więc wiedzieć jak działa na nas- widzów.

 

 

 

Na koniec chciałabym polecić Wam również autora tworzącego muzykę z gatunku fantasy, który jest mniej znany, lecz na pewno warty uwagi:

 

 djembed

 

 

 


Powrót do przyszłościKto z nas nie chciał, choć raz w życiu, przenieść się w czasie? Niekiedy po to, by przeżyć jakąś chwilę jeszcze raz, czasem, by naprawić popełniony błąd, a może ujrzeć swoją przyszłość. Mimo, iż pragnienie to nie jest dla człowieka niczym obcym, to jednak takie podróże wydają się nam na tyle abstrakcyjne, że umiejscawiamy je jedynie w powieściach czy filmach science fiction. Czy słusznie?

Już od dawna wiemy, że czas nie jest wartością do końca mierzalną, gdyż w zależności od materii i energii płynie w różny sposób. Jest za to elastyczny i nieuchwytny, co udowodnić próbował, już w IV wieku, św. Augustyn z Hippony. Przypuszczenia te potwierdził ostatecznie Albert Einstein poprzez teorię względności. On też pierwszy użył określenia „czasoprzestrzeni”. Dzisiejsi naukowcy badający ten temat nie wykluczają możliwości przemieszczania się w czasie, lecz, jak twierdzą, jest ona aktualnie niemożliwa do realizacji pod względem technicznym, ponieważ masa człowieka jest za duża. Jednak, mimo tej teorii, zdarzały się przypadki prawdopodobnego podróżowania w czasie.

Rudolph Fentz był jednym z bardziej znanych „podróżników”. Wspomnienia o nim pochodzą z 1950 r., z Nowego Jorku. To właśnie tego roku, jak podawali świadkowie, dziwnie ubrany Rudolph krzycząc coś wbiegł wprost pod jadącą taksówkę. Znalezione przy mężczyźnie dokumenty datowane były na XIX w., choć ich stan zupełnie na to nie wskazywał. Policji udało się odnaleźć jego synową, która twierdziła, że Rudolph zaginął 80 lat wcześniej w niewiadomych okolicznościach. Jak się okazało, adres zamieszkania, który podała kobieta, zgadzał się z tym znalezionym w dokumentach.

Choć przypadek ten wydaje się nad wyraz nierealny, nie jest wcale odosobniony. Być może bardziej znany stał się John Titor, który zasłynął w 2000 roku na forum internetowym. Twierdził, że pochodzi z przyszłości i cofnął się w czasie, by zapobiec kolejnej wojnie. Miał tego dokonać przenosząc jeden z  komputerów IBM do swoich lat. W internetowej społeczności funkcjonował przez rok, by następnie, po oznajmieniu swojego powrotu do przyszłości, zniknąć bez śladu. Jedynym, na co natknęli się poszukujący go, była firma na nazwisko Titor, posiadająca zaledwie skrytkę pocztową.Zmieniacz czasu

Te i inne opowieści o podróżnikach w czasie zainspirowały wielu autorów fantastycznych i science fiction. Najlepszym przykładem jest film „Powrót do przyszłości” Roberta Zemechisa z 1985 r., w którym to amerykański nastolatek, za namową szalonego naukowca, testuje wehikuł czasu i wraz z doktorem przenosi się do przeszłości. Film ten zyskał na tyle dużą popularność, że powstały kolejne jego części.

Również Andrzej Pilipiuk w powieści „Operacja Dzień Wskrzeszenia” użył motywu podróży w czasie jako tematu przewodniego. Tym razem jest ona użyta w wyższym celu. Bohaterowie powieści muszą odwrócić losy świata spustoszonego przez wojnę atomową. W tym celu udają się do przeszłości, by tam unieszkodliwić Pawła Citko, prezydenta odpowiedzialnego za marny los całej Ziemi. Właściwie chcą zapobiec narodzinom Pawła, pozbawiając jego ojca możliwości płodzenia dzieci.

W „Harrym Potterze” również pojawia się możliwość podróży w czasie, a dzieje się to za sprawą magicznej, niepozornej klepsydry- zmieniacza czasu, który przenosi osobę korzystającą z jego mocy, do odpowiedniego dnia, a nawet chwili. Przy korzystaniu z niej istnieje ryzyko zdemaskowania przez „siebie z przeszłości”, co doprowadzić może do nieodwracalnych zmian w historii.

 Opowieść wigilijnaCzy pamiętacie może jedną z lektur, opowiadającą o skąpcu nienawidzącym świąt? Tak, chodzi mi o „Opowieść Wigilijną”, w której motyw podróży w czasie pojawia się, choć nie jest ukazany tak, jak w innych dziełach. Tutaj, Ebenezer Scrooge doświadcza możliwości ujrzenia swojej przeszłości i przyszłości dzięki duchom świąt. Podróże te mają na celu ukazanie błędów popełnianych przez mężczyznę i wzbudzenie w nim chęci poprawy.

Jak widać, podróże w czasie, wehikuły i chęć ujrzenia tego, co było lub będzie, natchnęła wielu twórców do stworzenia dzieł o tej tematyce. Choć, póki co, przewija się w książkach i w kinie, to możliwe, iż kiedyś takie podróżowanie stanie się dla nas codziennością. Jednak, wiedząc jak ryzykownym by to było, czy na pewno chcielibyśmy skakać w czasie?

WestworldSztuczna inteligencja – temat rzeka. Nad możliwością jej stworzenia ludzkość myśli od dawna, i choć rozważania te zaczęły najbardziej nabierać tempa w miarę rozwoju komputerów, nie oznacza to, że nie chodziły ludziom po głowach już wcześniej. Najlepszym tego przykładem niech będzie fakt, że tak powszechnie znane dziś określenie jak robot po raz pierwszy pojawiło się w dramacie R.U.R. (dzieło warte przeczytania, niestety, z nieznanych mi przyczyn, nie doczekało się polskiego wydania), napisanym przez czeskiego pisarza Karela Čapka w 1920 roku, czyli 16 lat przed tym, zanim Alan Turing wymyślił swoją maszynę Turinga, która stała się swego rodzaju pierwowzorem dla komputera.

Robot Čapka nie był jednak tym, co obecnie rozumiemy zwykle pod tym pojęciem, czyli maszyną zbudowaną z mechanicznych elementów, a organizmem żywym wytworzonym w laboratorium na podstawie wieloletnich badań nad innymi żywymi organizmami. W skrócie, historia dramatu przedstawia się następująco: naukowiec Rossum planuje stworzyć idealną kopię człowieka, po to żeby udowodnić, że nie ma boga, jednak „człowiek”, którego tworzy po latach badań, po kilku dniach umiera. Wtedy do akcji wkracza bratanek naukowca, który postanawia stworzyć maszyny pracujące – roboty, o mimimalnych potrzebach, wyposażone wyłącznie w elementy niezbędne do funkcjonowania. Te są wkrótce produkowane na masową skalę, doprowadzają do obfitości wszystkich dóbr i zastępują ludzi w każdej czynności. Tu jednak kończy się sielanka, bezproduktywni ludzie tracą możliwość rozmnażania się, pewien doktor wyposaża roboty w świadomość, a te uznają, że ludzie są bezużyteczni i należy ich eksterminować.

Widzimy więc, że czeski pisarz miał prawie 100 lat temu takie same obawy, jakie my mamy dzisiaj – że jeśli wyposażymy maszyny wydajniejsze od nas w świadomość, mogą one uznać nas za zbędny gatunek. „Człowiek – według Čapka – nie jest w stanie ani przewidzieć skutków swojej ingerencji w dzieło natury, ani też opanować jej rezultatów“. O ile jednak kilkadziesiąt lat temu były to rozważanie przede wszystkim dla twórców fantastyki naukowej (kolejny dobry przykład to Prawa robotów Asimova z 1942 roku), to dzisiaj tą kwestiąHotel obsługiwany przez maszyny zajmują się ludzie nauki i techniki. Wystarczy wymienić takie nazwiska jak Stephen Hawking, Elon Musk, czy Bill Gates żeby wiedzieć, że sprawa nie jest błaha. Ci dwaj pierwsi współuczestniczyli niedawno w tworzeniu 23 Zasad z Asimolar, które mają przygotować ludzkość na nadejście superinteligencji, czyli inteligencji znacznie przewyższającej najlepsze ludzkie umysły. Rodzi się pytanie, czy pojawienie się takowej jest faktycznie tylko kwestią czasu?

Wyścig w kierunku superinteligencji już się rozpoczął i uczestniczą w nim wszystkie czołowe światowe korporacje. Wiemy, że komputery potrafią już dziś przewyższyć nas w niektórych zadaniach logicznych, takich chociażby jak liczenie, gra w szachy czy Scrabble. Są w swych działaniach szybsze i dokładniejsze i w wielu czynnościach są w stanie nas zastąpić. Co rusz dochodzą do nas ze świata doniesienia o postępującej robotyzacji, w Japonii funkcjonuje już np. hotel obsługiwany przez maszyny. Wielu uważa, że świat, w którym większość pracy wykonują roboty, to kwestia kilkudziesięciu lat. Bill Gates np. jest zdania, że dla nas zostaną praktycznie tylko zawody wymagające ludzkiej empatii, a społeczeństwo powinno się utrzymywać m.in. dzięki opodatkowaniu pracy robotów. Innym, coraz częściej wymienianym, przyszłościowym źródłem utrzymania jest dochód gwarantowany, który dostawać miałby każdy. Wspomniany już wcześniej Musk uważa natomiast, że rozwiązaniem tego problemu jest cyborgizacja społeczeństwa, dzięki której mielibyśmy dotrzymać maszynom kroku.

Czy faktycznie za naszego życia doczekamy się świata, w którym nie trzeba pracować? Czy już za chwilę maszyny Transcendencjaprzegonią nas intelektualnie? Ciężko wyrokować, a jeszcze ciężej przewidywać, jak, jako ludzkość, zareagowalibyśmy na takie zmiany.


Nie wiem czy roboty kiedykolwiek osiągną naszą wszechstronność, ale nie muszą tego robić, by zastąpić nas w pracy. W końcu nie potrzebujemy, aby robot-taksówkarz potrafił też zrobić kanapkę. Na pocieszenie można powiedzieć, że już w erze rewolucji przemysłowej ludzie bali się, że zastąpią ich maszyny. Myślę też, że droga do superinteligencji jest jeszcze daleka, choć oczywiście mogę się mylić. W kwestii ewentualnych przeszkód możemy wiele dowiedzieć się z książki Kwintet w Cambridge, napisanej w wymyślonym przez autora gatunku – scientific fiction. To strawna popularnonaukowa pozycja, w której podczas wyimaginowanego spotkania w Cambridge w 1949 roku o wątpliwościach dotyczących myślącej maszyny rozmawiają ówczesne tuzy nauki.


Jedno jest pewne – jeśli superinteligencja się kiedyś narodzi, będzie to koniec świata, który znamy. Możliwe, że staniemy przed dylematami, przed którymi obecnie stają bohaterowie filmów i seriali: czy mamy moralne prawo wykorzystywać inteligentne maszyny zgodnie z własnym uznaniem? (Westworld, Humans) Czy możemy zaufać sztucznej inteligencji do złudzenia przypominającej człowieka? (Ex machina) Czy jesteśmy w stanie odgadnąć zamiary czegoś, co przewyższa nas inteligencją i czy ważniejszy jest postęp, czy niezależność? (Transcendencja

Szczególnie dwa ostatnie z wymienionych tytułów są według mnie warte uwagi. Mam nadzieję, że czeka nas jeszcze wiele lat oglądania ciekawych produkcji o tej tematyce, zanim sami będziemy musieli zmierzyć się z podobnymi problemami.

 

Bardzo często, kiedy myślimy o fantastyce, przed oczami stają nam półki pełne książek, sceny z kultowych filmów czy też gry wideo. Fantastyka nie ogranicza się jednak tylko do powieści i ruchomych obrazów. Nurt ten zaobserwować można także na nieruchomym obrazie- w malarstwie, fotografii czy grafice.

Choć fantastyka nie kojarzy się jednoznacznie z malarstwem, to jej elementy możemy zauważyć już w obrazach o tematyce mitologicznej. Pierwsze z nich powstawały w okresie antycznym. Na płótnach często pojawiały się wtedy Amory, Pegaz i wszelkie mitologiczne istoty.

 

       Kupidyn;                              

          Kupidyn z obrazu "Porwanie Heleny" Guido Reni          "Meduza z odciętą głową przez Perseusza" Edward Burne-Jones

                                                  

Przez lata motywy te powielano dorzucając do puli coraz nowsze stworzenia, m.in. smoki, które często przewijały się na obrazach wraz ze świętymi.

 

                                             Miniatura z żywota św. Klemensa

              "Św. Jerzy zabijający smoka" Juliusz Kossak                                     Miniatura z żywota św. Klemensa

 

Z czasem malarze zaczęli tworzyć na płótnach całe fantastyczne pejzaże, nie ograniczając się tylko do jednego elementu. Taki artystą był chociażby Grek- Tilemachos Pilitsidis, znany jako Telemach.

 

           Pejzaż Telemach                          

 

Mówiąc o malarstwie fantastycznym nie można nie wymienić , chyba najważniejszego twórcy tego gatunku- Zdzisława Beksińskiego. Każdy obraz osadzony jest w wyobrażonym świecie artysty, oderwanym znacznie od rzeczywistości. Jego dzieła emanują niepokojem, co widać szczególnie na twórczości z lat 60-tych, 70-tych. Beksiński skupiał się wtedy na postaciach.

 

        Zdzisław Beksiński                    Zdzisław Beksiński

 

Fantastyka bardzo mocno osadziła się w grafice komputerowej. Głównie za sprawą gier elektronicznych, które pod względem obrazu dopracowuje się, z każdym nowym tytułem, coraz bardziej.

Nie zapominajmy jednak, że grafika to nie tylko gry, lecz chociażby oprawy książek, które rozwijały się jeszcze dużo przed twórczością komputerową jaką znamy dziś. Jednym z artystów rysujących okładki był Frank Frazetta. Tworzył on ilustracje do Conana Barbarzyńcy.

 

                                        

                 "Conan the Barbarian" Frank Frazetta                                             "Sorcerer" Frank Frazetta

 

Bardzo popularne są także grafiki Josh’a Kirby ilustrującego „Świat Dysku” Terry’ego Pratchetta.

 

             

                     Okładka książki "Kosiarz" T. Pratchett'a                                         Okładka książki "Maskarada" T. Pratchett'a

 

Książki ilustrował również Michael Whelan. Spod jego ręki wyszło ponad 350 okładek.

 

                              

                            "Eric Demonslayer"                                                                        "Dragonsbane"

 

Nie można zapominać o twórcach grafik do gier bez prądu. Jednym z nich był Larry Elmore, ilustrator kultowej gry fabularnej Dungeons & Dragons.

 

                                  

                            "Crimson Dawn"                                                                                       "Castle of Deception"

 

Kolejnym autorem obrazów do gier, m.in. karcianki „Magic: The Gathering”, był Donato Giancola.

 

                        

                                      "Eowyn and the Lord of the Nazgul"

 

Fantastyka znalazła swoje miejsce także w rozległej dziedzinie, jaką jest fotografia. Wielu artystów postanowiło uciec w świat wyobraźni.

Przykładem takiej fotografki może być Annie Leibovitz, która stworzyła serię zdjęć opartą na Disney’owskich postaciach.

 

      Annie Leibovitz          

 

Na uwagę zasługują również fotografie Kirsty Mitchell, która wykonała kilka ciekawych, fantastycznych albumów, m.in. Wonderland.

 

                Kirsty Mitchell

 

Jak widać, fantastyka rozpowszechniła się nie tylko w świecie książek czy filmu. Bardzo dużo jej śladów znaleźć można również w innych dziedzinach sztuki. Nic dziwnego, w końcu mianem fantastyki określić można wszystko, co powstało w naszej wyobraźni i nie ma zbyt dosłownego odzwierciedlenia w świecie realnym.

 

 

 

Zachęcam Was również do zajrzenia na moją stronę- Fantimage, na której znajdziecie fotografie opierające się głównie na słowiańskich wierzeniach. Nie brakuje tam zjaw i fantastycznych postaci J

 

 Przyłożnik               Kania

 

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
czwartek, czerwiec 22, 2017