banerro (kopiuj)

Mityczny Talent

szukajka

ADSENSE

Magia bez magii - Dezinformacja

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

dezinformacjaWojna jest częstym motywem w utworach fantasy. Gdy strony konfliktu walczą ze sobą często porównujemy do siebie stan ich wojska, wyposażenia i umiejętności. Następnie jesteśmy zdziwieni obrotem spraw i zastanawiamy się, dlaczego wyżej wymienione czynniki nie decydują o wyniku brutalnych starć.  Z pewnością byłoby prościej skonfrontować je z grą w szachy, gdzie cała plansza oraz figury są odkryte, a liczą się jedynie umiejętności gracza i odpowiednie podejście. Trafniej jednak jest odnieść zbrojne spory do rozgrywki pokera. W sytuacji zakrytych kart pokerzysta stara się przechytrzyć pozostałych uczestników uważnie ich obserwując i starając się jednocześnie zachować nieprzeniknioną twarz. Pomimo różnic w rozdaniu, właśnie ta strategia ma decydujący wpływ na ostateczny rezultat. Czym właściwie ona jest i jaką moc posiada?

Dezinformację najczęściej kojarzymy z oszustwem, jest ona jednak bardziej złożona. Określa się ją jako narzędzie, które ma na celu wywołanie określonych zachowań. Oddziałuje ona na ludzką świadomość, w skutek czego człowiek zaczyna myśleć i pragnąć tak jak sobie tego życzy posługujący się tą techniką. Jej skuteczność możemy zaobserwować w wielu utworach fantasy.

Jak rabuś, gwałciciel i morderca stał się członkiem Kapituły Czarodziejów, w której jego słowo miało decydujące znaczenie? Vilgefortz w „Wiedźminie” przede wszystkim ukrył swoje pochodzenie. Był niezwykle utalentowany i przystojny. Wyrażał się szczerze i przekonująco. Tą postawą przyćmił swoją przeszłość do tego stopnia, że pozostali mieli go za wspaniałego, szlachetnego człowieka. Takich czynów również się dopuścił. Był przywódcą w bitwie pod Sodden, gdzie wykazał się poświęceniem w obronie ludu, a w radzie zawsze popierał działania dążące do pokoju. To wszystko jednak miało tylko ukryć jego prawdziwe oblicze. Vilgefortz pragnął władzy nad wieloma światami, co chciał osiągnąć dzięki Ciri. Gdy jego intencje wyszły na jaw, sytuacja była już beznadziejna. Na powyższym przykładzie widać jak dzięki dezinformacji i nie tylko, ten stosunkowo młody czarodziej manipulował myślami innych. „Saga o Wiedźminie” ukazuje nam wiele innych przykładów takich jak rozpowszechnianie informacji o stworzeniach, które w ukryciu wspomagają bunt elfów, czy o barbarzyńskiej postawie driad. Wywoływały one wrogość w umysłach ludzi i były podstawą dla późniejszych prześladowań.palpatine

„Dobrze, niechże szaleństwo będzie kamuflażem, który skryje nasze zamiary przed oczyma wroga”. Taki kamuflaż jako rodzaj dezinformacji został użyty przez siły dobra pod przewodnictwem Gandalfa we „Władcy Pierścieni”. Sauron oczekiwał próby użycia siły pierścienia przeciw niemu, nawet do „oka” nie przyszła mu myśl, że ów przedmiot zostanie powierzony małemu hobbitowi i wysłany do Mordoru, w ognie Góry Przeznaczenia. Podejrzewał, że drużyna zmierza w kierunku Minas Tirith, skąd wyda mu wojnę z całą mocą pierścienia. Chcąc wyprzedzić swojego przeciwnika, zaatakował pierwszy i zostawił niewielki garnizon strzegący tajemnego przejścia, prowadzącego w głąb jego krainy. Tą drogą przeszli Frodo i Sam, wykonując niebezpieczną misję i ostatecznie pokonując Władcę Ciemności.

Kolejny przykład dezinformacji możemy napotkać  w części z cyklu Gwiezdnych Wojen” pt: „Zemsta Sithów”. Kanclerz Palpatine posądza Zakon Jedi o zamach stanu, usprawiedliwiając tym samym atak na świątynie i późniejsze represje. W opinii publicznej rycerze Jedi z bohaterów jakimi niewątpliwie byli, zmienili się w kryminalistów i wrogów Republiki. Sam Palpatine, pozbywając się swoich odwiecznych przeciwników, bez przeszkód mianuje siebie imperatorem.

Działania przedstawione wyżej dają nam już pojęcie, jaki wpływ potrafi mieć osoba sprawnie posługująca się dezinformacją. Sabotuje ona nasz umysł i programuje myśli. Może nawet dojść do sytuacji, w której okupant zostaje postawiony w pozycji wybawcy narodu. Taką moc z pewnością można porównać do magii najwyższego stopnia.

Nowości - Fantastyka naszym okiem

 

W pierwszej części postawiłem tezę, że za określeniem „smok” mogą kryć się różne gatunki zwierząt. Warto w tym miejscu dodać, że o wspomnianych już skrzydlatych wężach w Egipcie piszą nie tylko starożytni historycy. Żyjący w XVI w. włoski botanik Prospero Alpini w swym dziele Historiae „Aegypti naturalis” (1581-1584) wymienia gatunek latających węży. Gatunek ten, wg niego, posiada coś w rodzaju grzywy (mały kawałek skóry na głowie), długi ogon o grubości palca zakończony płatem skóry przypominającym liść, a całkowita długość jednego osobnika mierzy tyle ile gałązka palmy. Alpini był człowiekiem nauki, skończył medycynę i opisał wiele gatunków roślin wcześniej nieznanych europejskim botanikom, latających węży więc raczej nie zmyślił. Wątpliwe też by pisał o czymś jedynie na podstawie historycznych źródeł, zwłaszcza że spędził w Egipcie 3 lata. Najrozsądniejszym wydaje się więc przyjęcie tezy, że na Bliskim Wschodzie jeszcze kilka wieków temu mógł istnieć gatunek węży, które w jakiś sposób były w stanie unosić się w powietrzu, choćby na niewielką wysokość i na krótką chwilę, i tym właśnie był smok w tamtych rejonach.

A co z naszym powszechnie znanym smokiem - majestatycznym stworzeniem o ognistym oddechu? Na jego temat również nie brakuje źródeł.

Powszechnie znana jest legenda o świętym Jerzym, który miał pokonać smoka. Nie każdy jednak wie, że św. Jerzy jest traktowany jako postać historyczna. Żył on w III w., sama legenda pochodzi jednak z XI w., z okresu wypraw krzyżowych. W tym miejscu warto wspomnieć, że smok pojawia się w Biblii kilkanaście razy i tak samo jak wąż jest uosobieniem szatana, prawdopodobnie więc nieprzypadkowo właśnie w takim okresie rozwinęła się historia o pokonaniu smoka przez chrześcijańskiego świętego. Niestety w legendzie nie znajdziemy opisu tego stworzenia.

Opis dostarczy nam natomiast inna święta, żyjąca w XII w. Hildegarda z Bingen - wizjonerka, mistyczka, i uzdrowicielka. Według jej zapisków, smok:

"(...) ma suchą skórę i niezwykłą temperaturę. Jego mięso nie jest we wnętrzu ani trochę ogniste. Za to oddech ma taki ostry, że się na powietrzu rozżarza jak iskra wykrzesana z kamienia. Człowieka bardzo nienawidzi i ma diabelską naturę. Kiedy oddycha jadowitym oddechem, otrząsa się powietrze. Mięso i kości z niego nie nadają się na lekarstwa, tyko sadło. Jak smok wyda ostatnie tchnienie, jego krew wysycha i nie płynie, ale jak zatrzyma w sobie oddech, jego krew wilgnie i płynie, i nie można jej używać do celów leczniczych.”

Z podobnego okresu pochodzi opis francuskiego mnicha i kronikarza Fulko z Chartres:

"Smoki charakteryzują się długimi, wstrętnymi pyskami, ostrymi zębami i ognistym językiem, uszy mają podobne do rogów, kark jest długi a ciało jaszczurcze. Dwie nogi są podobne do orlich pazurów, a skrzydła mają jak nietoperze. Smoki mieszkają w Indiach i w Etiopii, gdzie stale jest lato. Są to największe zwierzęta na świecie." 

Opisy skupiają się na innych cechach, ale pod jednym względem można zauważyć prawdopodobieństwo, „ostry oddech” i „ognisty język” – to już ten smok, którego znamy.

Przenieśmy się teraz o 200 lat w przód, do XIV wieku, kiedy żył Konrad z Megenbergu, którego najsłynniejsze dzieło „Księga przyrody” (1349) dostarcza następującego opisu:

 "Smok jest jednym z największych zwierząt na świecie. To zwierzę nie ma jadu. Gardło ma wąskie, a chodząc wystawia język. Paszczę rozwiera szeroko i wydaje skomlące dźwięki, zębami nie szkodzi. Ale przecież i nieznaczne jego ugryzienie jest szkodliwe. Szkoda jednak nie pochodzi z zębów, ale z tego, że pożera jadowite rzeczy. Smok trzyma się najwięcej w jaskiniowych skałach, szczególnie w ciasnych miejscach między skalnymi ścianami. Robi tak z powodu nadmiernej ciepłoty swojego ciała. Takie miejsca wyszukuje przede wszystkim wtedy, kiedy długo lata po kraju albo kiedy w lecie jest nadmiernie gorąco. W krainach, gdzie żyje, bywa też bardzo gorąco natychmiast po wschodzie słońca. Głosem i krzykiem straszy ludzi. Ludzie nie mogą wytrzymać jego spojrzenia i natychmiast umierają... Jeden rodzaj smoków nie ma nóg i pełza na brzuchu, a inny rodzaj, rzadszy, ma nogi."

Opis ten trochę odbiega od poprzednich i najbardziej kojarzy się z bazyliszkiem, którego w I w. opisywał rzymski historyk Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej” jako węża z jaśniejszą plamą na głowie w kształcie korony, którego spojrzenie rozsadza kamienie i wypala zieleń. W księdze tej były opisane również smoki, który miały być największymi wrogami...słoni.

Koniec średniowiecza nie oznacza końca smoków, nadal znajdujemy wzmianki o nich u takich nowożytnych twórców jak:

- Konrad Gesner (1516-1565) - szwajcarski uczony, który podłożył podwaliny pod nauki przyrodnicze. Był autorem kilku dzieł, w których pisał o smokach, sklasyfikował smoki, podał ich różne opisy i miejsce bytowania, wspominał też o innych potworach, jak bazyliszek oraz siedmiogłowa hydra. Wizerunki i opisy smoków stworzone przez Konrada Gesnera stały się wzorem, na którym bezkrytycznie opierali się późniejsi badacze tematu smoków.

Smok

- Ulisses Aldrovandi (1552-1605) – włoski uczony, przyrodnik, autor „Monstrorum historia” – księgi o potworach.

Smok

 

- Athanasius Kircher - niemiecki teolog, jezuita, wynalazca, konstruktor i medyk. Kircher twierdził, że w świecie podziemnym , w korytarzach wulkanów żyją diabelskie istoty, a wśród nich są też smoki. Wskazywał on też na Alpy jako miejsce ich przebywania. Uważał, że skoro wielu autorów pisało o smokach to należy przyjąć, że one istnieją powoływał się też na autorytet Biblii. Jednym z jego argumentów na rzecz istnienia smoków był rzekomy szkielet jednego z nich znajdujący się wówczas w Rzymie w Muzeum kardynała Franciszka Barberiniego.

Smok

- Edward Topsell - angielski duchowny anglikański i pisarz, jeden z twórców podstaw nauki angielskiej. Jego dziełem jest „The History of four-footed beasts and serpents”, które zostało wydane w 1607 roku i wznowione w 1658 roku. Topsell informuje w nim, że istnieją różne rodzaje smoków na całym świecie, są tu nawet takie informacje, że smoki bardzo lubią jeść sałatę, ale unikają jabłek, ponieważ powodują one rozstrój żołądka.

Smok

 

O smokach wspominali w swych dziełach także m.in. holenderski zoolog Albertus Seba czy Johann Jakob Scheuchzer - szwajcarski przyrodnik, prekursor paleobotaniki, kartograf, lekarz, historyk i matematyk. Opisy znajdziemy też u polskich autorów tego okresu, według Jakuba Hauera „Smokowie rodzą się w Etiopijej, części świata Afryki, którzy są okrutni, jadowici, bystrzy, śmiali i natarczywi; wzrost abo wielkość ich w sobie, gdy jako ma być dorośnie, do podziwienia jest na łokci dwadzieścia, ma na sobie kudły kędzierzawe, żyje ścierwem różnym, gdy im już w którym miejscu nie stanie pożywienia, w dalszy kraj wędrują i pomykają się, dlatego z miejsca na miejsce przez różne wody, rzeki, jeziora płyną, łeb swój do góry jako wąż podniosszy.” Natomiast w pierwszej polskiej powszechnej encyklopedii wydanej w 1745 roku, której autorem jest Benedykt Chmielowski znajdziemy ilustracje takie jak „smoki rysowane z natury” czy „szkielet i rekonstrukcje smoka” jak i obszerne opisy: „SMOK jest także z Wężów rodzaju; gdy Wąż w miejscu ukrytym, wygodnym przez długość lat, do wielkiego przyjdzie wzrostu, nawet i skrzydła mający, nie z piór morę Ptaków, ale z błonek i skóry jak nietoperz. Natale solum daje mu Pliniusz Murzyńską Ziemię. Ex mente Kirchera rodzą się SMOCY jako i inne Monstra z pomieszania nasienia circa coitum. Gdzie Orłów i Sępów wiele, tam mało tych strasznych bestii, Teste Kirchero. DRACO u Greków nazwany od widzenia bystrego i czujnego.”

 Od ok. połowy XVIII wieku upadła wiara w istnienie smoków i zaprzestano o tym pisać w ramach nauk przyrodniczych. Przyczyniła się do tego Wielka Encyklopedia Francuska, w której jasno napisano, że smoki to istoty bajeczne.

O ile w starożytności i średniowieczu opisywano smoki jako coś namacalnego i znanego powszechnie, w nowożytności pisano o nich powołując się na wcześniejsze źródła, brak jednak opisów bezpośrednich spotkań. Czy to oznacza, że we wcześniejszych epokach cechowała ludzi większa wyobraźnia? A może smoki wyginęły pod koniec średniowiecza? Lub stały się bardzo rzadkimi okazami?

Jak podają w swojej książce "The Book of the Dragon" Judy Allen i Jeanne Griffith, jedną z jaskiń niedaleko Rzymu zamieszkiwał w 1691 r. potwór określany jako "skrzydlaty smok", który podobno miało terroryzować okolicznych mieszkańców. W posiadaniu niejakiego Ingegniero Cornelio Meyera zachował się jedyny sporządzony przez niego w tamtym okresie szkic, przedstawiający szkielet owego stworzenia. W 1998 roku John Goertzen zidentyfikował je jako gatunek znany pod nazwą "Scaphognathus Crassirostris", czyli pterozaur z rodziny Rhamphorhynchoidea. „Dokładny opis skóry powyższego zwierzęcia, kształt płatów na głowie, uszy oraz dokładny kształt błony na skrzydłach dowodzi, iż nie mamy tutaj do czynienia z rysunkiem skamieniałości, ale realnymi resztkami ciała po żyjącym w tamtym czasie stworzeniu." Czy to możliwe, że pojedynczy przedstawiciele gatunków uznanych za dawno wymarłe mogli przetrwać? Istnieje jeszcze kilka historii, które mogą popierać tę tezę.

Wspomniany już Athanasius Kircher w 1678 roku w swojej książce „Mundus Subterraneus” opisał dzieje pewnego mężczyzny o imieniu ‘Winkelried’, który miał rzekomo zabić smoka w czasie budowy swojej osady na terenie Szwajcarii. Zamieszczony w książce przez Kircher’a rysunek owego smoka okazał się być tyle przekonujący, że nawet słynny niemiecki paleontolog Peter Wellnhofer opublikował go w swojej książkce „Wielka encyklopedia pterozaurów” z 1993 roku (strona 20), jako najprawdopodobniej bazowaną na przypadkowo odkrytych skamieniałych szczątkach pterozaura z okresu Mezozoiku.

Zachodnioamerykański historyk Mari Sandoz napisał o "latającym wężu", który był widziany nad Missouri przez pasażerów parowca w latach 50-tych XIX wieku. Dekadę później, w latach 60-tych, doniesienia z czasów wojny secesyjnej informowały o zestrzeleniu przez żołnierzy Unii kilku wielkich, nieznanych nauce ptaków, nazywanych przez miejscowych "ptakami gromu" (Thunderbirds). Z tego okresu zachowało się kilka fotografii, przedstawiających żołnierzy z martwym stworzeniem bardzo przypominającym pterodaktyla.

Znaleziony pterodaktyl

W 1923 roku pewien przyrodnik o nazwisku Frank Melland napisał książkę na temat wierzeń i obyczajów plemienia Kaonde zamieszkującego tereny dzisiejszej Zambii. Opisał on w swoim dziele pewne spotykane w tamtym regionie, rzekomo bardzo niebezpieczne zwierzęta, określane mianem 'Kongamato' (zgniatacze łodzi). Według zebranych przez niego relacji i opisów, stworzenia te traktowane są przez lokalne plemiona jako niezwykle uporczywe szkodniki, a opisywane są jako latające stwory bez piór, o gładkiej skórze koloru czarnego lub czerwonego, o rozpiętości skrzydeł 4-7 stóp i posiadające długi dziób pełen ostrych zębów. Według relacji bestie te są podobno niezwykle agresywne, wielokrotnie miały one atakować i wręcz wywracać łódki rybackie pływające po rzekach oraz bagnach w dystrykcie Mwinilunga w zachodniej Zambii, niedaleko granicy Kongo i Angoli. Zdarzały się również rzekomo przypadki pożywiania się przez Kongamato wygrzebywanymi spod ziemi zwłokami zmarłych oraz ataki ludzi, którzy tylko ośmielili się na nie popatrzeć. Członkowie lokalnego plemienia Kaonde, którym przedstawiono książkę z ilustracjami pterozaurów, zgodnie identyfikowali Kongamato jako przedstawiciela gatunku Pterodactylus, żyjącego niegdyś na terenie Europy i Afryki, wymarłego (według oficjalnego stanowiska współczesnej paleontologii) w okresie późnej Jury.

Pterodaktyle

 

W latach 1932-33 miała miejsce ekspedycja do Afryki Zachodniej, wysłana przez British Museum, na której czele stał Ivan Sanderson, znany pisarz i zoolog. W dzienniku wyprawy zanotował on spotkanie z pewnym tajemniczym, niezwykle interesującym stworzeniem, które zaatakowało go wieczorem podczas polowania nad rzeką. Według opisu Sanderson'a napotkane zwierzę było niezwykle agresywne, posiadało "wielkie, czarne, podobne do Draculi skrzydła, wydające dźwięk 'shss-shssing' ", oraz „dużą paszczę najeżoną ostrymi zębami". Podobnych relacji, opisujących spotkania ze zwierzętami przypominającymi pterozaury aż po dziś dzień jest bardzo wiele, z czego najwięcej pochodzi od tubylczych plemion afrykańskich z okolic Zambii, Kenii, Rodezji, Zimbabwe, Angoli, Namibii, Tanzanii oraz Kongo - zarówno z terenów lesistych, jak i pustynnych.

W roku 1956 inżynier J.P.F. Brown twierdził, że widział Kongamato nad jeziorem Bengwelu, niedaleko miasta Fort Rosebery w Zambii (dawnej Północnej Rodezji). Według jego relacji, około godziny 6 wieczorem zauważył przelatujące powoli nad jego głową dwie istoty wyglądające na prehistoryczne, z których każda miała skrzydła o rozpiętości ok. 1 m, długi cienki ogon oraz cienką i wąską głowę, którą Brown przyrównał do wydłużonego psiego pyska. Długość całkowita zwierzęcia wynosiła ok. 1,5 m. Rok po tym wydarzeniu (w 1957 r.), w tym samym regionie, do szpitala w Fort Rosebery trafił pacjent z cieżkimi obrażeniami torsu, który twierdził, iż został zaatakowany przez ogromnego ptaka na bagnach Bengwelu. Pacjent został poproszony o narysowanie zwierzęcia, które spowodowało tak poważne obrażenia. Ku zdziwieniu wszystkich, poszkodowany oddał lekarzom szkic stworzenia o wiele bardziej przypominającego swoją budową pterozaura niż jakikolwiek możliwy do spotkania w tamtym regionie gatunek ptaka. Niestety nie przetrwały do dziś żadne szczegółowe informacje ani też kopie wspomnianego rysunku.

Czy istnieje szansa, że na Ziemi występują nadal lub do niedawna występowały pterodaktyle? Argumentem za może być fakt, że takie rzeczy się zdarzają. 22 grudnia 1938 roku południowo-afrykańskie morze wyrzuciło na brzeg trzonopłetwą latimerię, która rzekomo wymarła mniej więcej w tym samym czasie, co dinozaury. Jak się okazało około 1000 dorosłych osobników latimerii zamieszkuje dziś jaskinie w szelfach Oceanu Indyjskiego.

Latimeria

 

Co do smoków, jedno jest pewne. W ich kwestii nic nie jest oczywiste. Od lat mamy na ich temat więcej pytań niż odpowiedzi i niezależnie od tego, czy faktycznie istniały w takiej formie jaką znamy, a nawet przetrwały do dziś, czy są niewymarłymi dinozaurami lub innymi gatunkami, czy wreszcie nigdy nie istniały i są tylko hybrydą ludzkich doświadczeń i wyobrażeń, prawdopodobnie nie przestaną nigdy istnieć w naszych głowach i rozbudzać naszej wyobraźni.

dezinformacjaWojna jest częstym motywem w utworach fantasy. Gdy strony konfliktu walczą ze sobą często porównujemy do siebie stan ich wojska, wyposażenia i umiejętności. Następnie jesteśmy zdziwieni obrotem spraw i zastanawiamy się, dlaczego wyżej wymienione czynniki nie decydują o wyniku brutalnych starć.  Z pewnością byłoby prościej skonfrontować je z grą w szachy, gdzie cała plansza oraz figury są odkryte, a liczą się jedynie umiejętności gracza i odpowiednie podejście. Trafniej jednak jest odnieść zbrojne spory do rozgrywki pokera. W sytuacji zakrytych kart pokerzysta stara się przechytrzyć pozostałych uczestników uważnie ich obserwując i starając się jednocześnie zachować nieprzeniknioną twarz. Pomimo różnic w rozdaniu, właśnie ta strategia ma decydujący wpływ na ostateczny rezultat. Czym właściwie ona jest i jaką moc posiada?

Dezinformację najczęściej kojarzymy z oszustwem, jest ona jednak bardziej złożona. Określa się ją jako narzędzie, które ma na celu wywołanie określonych zachowań. Oddziałuje ona na ludzką świadomość, w skutek czego człowiek zaczyna myśleć i pragnąć tak jak sobie tego życzy posługujący się tą techniką. Jej skuteczność możemy zaobserwować w wielu utworach fantasy.

Jak rabuś, gwałciciel i morderca stał się członkiem Kapituły Czarodziejów, w której jego słowo miało decydujące znaczenie? Vilgefortz w „Wiedźminie” przede wszystkim ukrył swoje pochodzenie. Był niezwykle utalentowany i przystojny. Wyrażał się szczerze i przekonująco. Tą postawą przyćmił swoją przeszłość do tego stopnia, że pozostali mieli go za wspaniałego, szlachetnego człowieka. Takich czynów również się dopuścił. Był przywódcą w bitwie pod Sodden, gdzie wykazał się poświęceniem w obronie ludu, a w radzie zawsze popierał działania dążące do pokoju. To wszystko jednak miało tylko ukryć jego prawdziwe oblicze. Vilgefortz pragnął władzy nad wieloma światami, co chciał osiągnąć dzięki Ciri. Gdy jego intencje wyszły na jaw, sytuacja była już beznadziejna. Na powyższym przykładzie widać jak dzięki dezinformacji i nie tylko, ten stosunkowo młody czarodziej manipulował myślami innych. „Saga o Wiedźminie” ukazuje nam wiele innych przykładów takich jak rozpowszechnianie informacji o stworzeniach, które w ukryciu wspomagają bunt elfów, czy o barbarzyńskiej postawie driad. Wywoływały one wrogość w umysłach ludzi i były podstawą dla późniejszych prześladowań.palpatine

„Dobrze, niechże szaleństwo będzie kamuflażem, który skryje nasze zamiary przed oczyma wroga”. Taki kamuflaż jako rodzaj dezinformacji został użyty przez siły dobra pod przewodnictwem Gandalfa we „Władcy Pierścieni”. Sauron oczekiwał próby użycia siły pierścienia przeciw niemu, nawet do „oka” nie przyszła mu myśl, że ów przedmiot zostanie powierzony małemu hobbitowi i wysłany do Mordoru, w ognie Góry Przeznaczenia. Podejrzewał, że drużyna zmierza w kierunku Minas Tirith, skąd wyda mu wojnę z całą mocą pierścienia. Chcąc wyprzedzić swojego przeciwnika, zaatakował pierwszy i zostawił niewielki garnizon strzegący tajemnego przejścia, prowadzącego w głąb jego krainy. Tą drogą przeszli Frodo i Sam, wykonując niebezpieczną misję i ostatecznie pokonując Władcę Ciemności.

Kolejny przykład dezinformacji możemy napotkać  w części z cyklu Gwiezdnych Wojen” pt: „Zemsta Sithów”. Kanclerz Palpatine posądza Zakon Jedi o zamach stanu, usprawiedliwiając tym samym atak na świątynie i późniejsze represje. W opinii publicznej rycerze Jedi z bohaterów jakimi niewątpliwie byli, zmienili się w kryminalistów i wrogów Republiki. Sam Palpatine, pozbywając się swoich odwiecznych przeciwników, bez przeszkód mianuje siebie imperatorem.

Działania przedstawione wyżej dają nam już pojęcie, jaki wpływ potrafi mieć osoba sprawnie posługująca się dezinformacją. Sabotuje ona nasz umysł i programuje myśli. Może nawet dojść do sytuacji, w której okupant zostaje postawiony w pozycji wybawcy narodu. Taką moc z pewnością można porównać do magii najwyższego stopnia.

 

wilkołakOd wieków lesiste tereny Europy stwarzały zagrożenie dla ludzi. Wewnątrz borów czyhały przeróżne niebezpieczeństwa począwszy od drapieżnych zwierząt, przez tajemnicze mary, nieustępliwe wichry, po korzenie drzew pod nogami. Jednym z najgroźniejszych stworzeń, które spędzało chłopom sen z powiek był wilkołak.

 

Ludzie-wilki miały niszczycielską siłę, ostre pazury i ogromne zębiska. Wyostrzone zmysły pomagały im poruszać się w ciemności zwinnie i bezszelestnie, a włochate cielska były odporne na ciosy. Ogarnięte dziką furią brały na cel każdego, nikt bowiem nie stanowił dla nich zagrożenia. Jak więc się przed nimi bronić? Zwykłą bronią nic nie wskóramy, potrzebujemy specjalnych metod, które chciałbym Wam przedstawić zaczynając od, w mojej ocenie, najbardziej skutecznych. Opatrzę je również rysunkami, które w łatwy i przystępny sposób pomogą zrozumieć i przyswoić tę lekcję.

 

1.    Srebro

Użyj srebra lub święconej wody (wersja dla ubogich) , by stworzyć broń o zabójczych dla wilkołaka właściwościach. Wiadome jest, że metal ten ma w sobie moc niszczenia demonicznej tkanki. Najlepiej jest wytopić kulę i wpakować ją zwierzowi prosto w serce. Można oczywiście użyć broni białej, lecz trzeba się wtedy liczyć z możliwością bycia rozszarpanym i pogryzionym.

srebro

2.    Nóż ze stopionego krucyfiksu

Krótka broń o wielkiej sile. Tak jak wyżej należy trafić w serce lub w pysk. Jest to niezwykle trudne i zarazem skuteczne. Minusem jest zasięg ostrza, lecz takim dobrze wyważonym nożem można przecież rzucić.

 krucyfiks

3.    Ogień
Nie ma pewności co do możliwości uśmiercenia bestii ogniem, lecz wilcze futro bardzo dobrze się pali, co w najgorszym razie sprowokuje stwora do ucieczki. Mamy tutaj pole do popisu jeśli chodzi o sposoby podpalenia, wystarczy użyć nieco wyobraźni.

ogien

4.    Rzut widłami
Ciśnij widły między oczy. Muszą być osinowe (to bardzo ważne!). Nie znam skutecznych przypadków użycia drwa przeciw wilkołakowi. Być może to zadanie przerasta niedoświadczonych obrońców.

widły

5.    Magia
Prawdopodobnie skuteczniejsze od powyższego sposobu, jednak prawie niewykonalne ze względu na niedobór czarowników. Odpowiednie zaklęcia mogą uśmiercić potwora, sprowadzić go do ludzkiej postaci, w której łatwiej go zabić, bądź całkiem odczarować, by napić się potem razem w szczęściu i harmonii.

magia

6.    Odrąbanie łap
Szanujący siebie wilkołak nie pozwoli sobie odciąć łapy. Gdyby jednak się to udało efekt jest zdumiewający. Wraca on bowiem na stałe do swojej ludzkiej postaci, lecz niestety bez uciętych kończyn.

łapy

7.    Amulety
Przeróżne świecidełka, kamienie znalezione w górach połączone z liśćmi roślin o odpychającym zapachu powinny odstraszyć stwora.

amulety

8.    Czosnek

Panaceum na wszystkie zagrożenia, zupełnie nieskuteczne przeciw wilkołakowi. Być może zawieszenie kilku główek na drzwiach pozwoli umknąć wilczej furii wywołując w potworze litość i śmiech.

czosnek

 

Jak widać sposobów na pokonanie bądź wystraszenie wilkołaka jest wiele. W sieci można znaleźć ich jeszcze więcej, lecz przed użyciem każdego z nich należy się porządnie zastanowić, bowiem w sytuacji zagrożenia warto jest mieć przy sobie najskuteczniejsze środki.


Wampir Barnabas Wielu z nas zaczytywało się w dziełach Anne Rice, które w ciekawy sposób ukazywały świat wampirów. Większości taki właśnie obraz wampira, jaki serwuje nam autorka, utkwił w głowie jako stereotypowy i najbardziej znany. „Wywiad z wampirem” doczekał się też bardzo popularnej ekranizacji, która przekonała do siebie kolejne tysiące ludzi. Czy aby na pewno tak wygląda wampir? A może jak Dracula jest bezwzględną bestią? Zarówno „Miasteczko Salem” Stephena Kinga czy późniejszy „Zmierzch” Stephenie Meyer, a nawet film Tima Burtona „Mroczne cienie” pokazuje, że wizerunek wampira na przestrzeni lat zmieniał się diametralnie. Jednak w jaki sposób? Czy wampir łagodnieje, a może przeciwnie, staje się coraz groźniejszym potworem?

Zacznijmy od wyglądu wampirów, ponieważ on również, choć pozornie podobny, doczekał się na przełomie lat, widocznych zmian. Postać wampira serwowana nam przez Kinga w „Miasteczku Salem” (1975 r.) jest iście grobowa. Upiory pukające do okien mieszkańców Salem cechuje blade oblicze o matowym spojrzeniu, podkrążone oczy, białe, długie kły oraz ubrania w jakich zostali pogrzebani. Nieco inaczej przedstawia się wygląd wampirów w „Wywiadzie z wampirem” (1976 r.). Choć są nadal blade i posiadające długie kły, to jednak zdecydowanie bardziej eleganckie niż ich poprzednicy. Istoty te wyróżnia zamiłowanie do szykownych strojów, które chętnie noszą, a także niezwykła dbałość o wygląd. Co widać wyraźnie na przykładzie Lestata. „Zmierzch” (2005 r.) zdecydowanie odbiega w opisie wampirów od pierwotnego ich wyglądu. Niewiele jest cech odróżniających je od pozostałych mieszkańców Forks. Ubierają się tak, by wpasować się w tłum, ich cera, choć nieco bledsza, nieszczególnie odbiega kolorem od skóry innych ludzi, kły nie są widoczne. Nie trudno jest pomylić wampira z człowiekiem. Ale czy aby na pewno? Są pewne cechy ukazujące ich wampirzą naturę. Jest to kolor oczu zmieniający się pod wpływem „pożywienia” jakie konsumują, a także niezwykła uroda. Ostatnim dziełem jakiego chcę użyć do porównania jest film „Mroczne cienie” (2012 r.). Charakter komediowy z elementami horroru wymusza na nas podejście do całości z lekkim przymrużeniem oka, jednak postać wampira, choć czasem ukazana w krzywym zwierciadle, posiada typowe dla swego gatunku cechy. Barnabas powraca wyglądem do czasów „Miasteczka Salem”, jest niezwykle blady, chudy, z podkrążonymi oczami. Jednak posiada też cechy bohaterów „Wywiadu…”, jego ubiór, choć początkowo jak „z grobu wyjęty”, szybko staje się szykowny i godny arystokraty.

Ciekawą kwestią jest też zmiana zachowań wampirów. Choć niezmienna jest ich potrzeba picia krwi, to rytuały związane z jej zdobywaniem uległy zróżnicowaniu. Istoty z „Miasteczka Salem” pozyskują ją żerując na dobroci i naiwności ludzi. Pukają do domostw Edward Cullen- mieszkańców miasteczka prosząc o wpuszczenie do środka. Jedynie, gdy zostaną zaproszone mogą wejść, by tam pożywić się krwią niewinnych gospodarzy. Są bezwzględne w swoim działaniu, ponieważ kieruje nimi niepohamowana żądza. W „Wywiadzie…” sprawy nieco się komplikują. Wampiry staranniej wybierają swoje „posiłki”. Nie steruje nimi tylko pragnienie krwi, lecz również chęć doboru odpowiedniej ofiary. A ich polowania nie wymagają zgody osób trzecich, ponieważ są w stanie wejść wszędzie gdzie chcą i złapać kogo chcą. Nierzadko też zapraszają, jak to ma w zwyczaju Lestat, swoje ofiary do domu, by tam, po bliższym poznaniu, móc się nimi „delektować”. Jeśli zwyczaje wampirów tak różnią się w powieściach, które dzieli rok, to jak bardzo odmienne muszą być w „Zmierzchu”? Ogromnie. Członkowie rodziny Cullenów są wampirzymi wegetarianami. Choć to dziwne określenie, to najtrafniej opisuje preferencje żywieniowe  owych wampirów, które zamiast pić krew ludzką, zastępują ją zwierzęcą. Nie każdy wampir w „Zmierzchu” stroni od ludzi, jednak to Cullenowie wiodą prym w tej historii. Nie można by ich nazwać wampirami, gdyby nigdy nie spróbowali ludzkiej krwi. Tak, tak, Cullenowie, też kiedyś zabijali ludzi. Ich przyzwyczajenia zmieniły się dopiero po stworzeniu „rodziny”, która zapragnęła być bardziej ludzka. Od tamtej pory również wygląd  oczu wampirów uległ zmianie. Żywienie się   zwierzęcą posoką zastąpiło kolor czerwony złocistą barwą. Co do samego polowania, odbywa się ono co jakiś czas, w niedostępnym dla ludzi miejscu. Krew, którą Cullenowi zdobywają, wystarcza na dość długi czas. A jak poluje Barnabas z „Mrocznych cieni”? I tutaj znów niespodzianka. Choć postać dość świeża, to jednak wraca do tradycji „Wywiadu z wampirem”. Dobiera ofiary w szczególny sposób i początkowo je poznaje, by następnie bez skrupułów pozbawić krwi, lecz nie zawsze, czasem nie zdąży ich poznać.

Wiemy już jak wyglądały i polowały wampiry na przestrzeni lat, ale ważniejszym pytaniem jest co czuły? Tu również każdy twórca postanowił zróżnicować swoje postaci i nadać im zupełnie odmienne cechy. King w „Miasteczku Salem” zdecydowanie postawił na prostotę. Pozbawił wampiry ludzkich uczuć i stworzył bezlitosne maszyny do zabijania. Czy na pewno? Z tego co czytamy nie potrafią odczuwać miłości, jednak, gdy nie uda im się dostać do domu ofiar na ich twarzach maluje się coś na kształt zawodu i smutku. Czyżby to oznaczało, że czują? Moim zdaniem, te cząstkowe, „ludzkie” emocje mogą być pozostałością po poprzednim życiu wampira lub też złością, która cechuje nie tylko człowieka. Zupełnie inaczej rysują się uczucia, opisanych przez Rice, Lestata i Louisa z „Wywiadu z wampirem”. Jest to kolejny ogromny przeskok w postrzeganiu wampirów, dokonany w zaledwie rok. Zarówno Louis, jak i Lestat, posiadają pełną gamę uczuć nie różniącą się niczym od ludzkiej. Obaj potrafią kochać, zazdrościć, nienawidzić, czuć smutek. Ich emocje jednak tłumione są w obliczu głodu. Przykładem tu może być wizyta Louisa w jednym z domów, w którym zastał martwą kobietę i jej płaczące, zaniedbane dziecko. Początkowo czuł litość i smutek patrząc na taki obrazek, jednak żądza krwi okazała się silniejsza. Niezwykle zauważalnym uczuciem w powieści jest miłość. Louis darzy nią Claudię, wampirzycę, którą uratował od śmierci. Jest to miłość niepoprawna, z ludzkiego punktu widzenia, gdyż cechuje ją pożądanie między dzieckiem a dorosłym. Cały „Wywiad…” naszpikowany jest uczuciami, które ciężko byłoby mi w całości opisać w tym artykule, więc zdecydowałam się ograniczyć je do pobieżnego omówienia. A jakie emocje ukazane są w „Zmierzchu”? Wszystkie. W tej powieści stykamy się zarówno z miłością, przyjaźnią, nadzieją, oddaniem, jak również z nienawiścią, zazdrością i smutkiem. Czy to oznacza, że pod tym względem nie różnią się niczym od ludzi? Nie do końca, ponieważ czasem są bardziej uczuciowe od przeciętnego człowieka. Widać to na przykładzie rodziny Cullenów, która jest związana ze sobą niezwykle silnie. Również związek Belli i Edwarda, cechują intensywne emocje. Co ciekawe mamy tu pierwszą, w dziejach wampirów, tak niewinną i szczerą więź między pijącym krew a człowiekiem, nasyconą również zazdrością o wilkołaka. A jak wyglądają uczucia Barnabasa z „Mrocznych cieni”? Tutaj, ku zaskoczeniu, emocje odczuwane przez wampira bliższe są tym ze „Zmierzchu” niż z wcześniejszych dzieł. Otóż nasz bohater darzy uczuciem pewną kobietę, którą w nieprzyjemnych okolicznościach, za swego człowieczego życia, stracił. Po wielu latach, które spędza zakopany pod ziemią, powraca do świata „żywych”, gdzie poznaje kolejną, bardzo podobną do poprzedniczki, delikatną kobietę, w której się zakochuje. Jak widać potrafi odczuwać miłość, co ciekawe, będąc przy tym nieśmiałym. Nie jest też obojętny na wdzięki kobiece i odczuwa pożądanie. Objawia się ono podczas spotkania z czarownicą. Barnabas, jak widać, odczuwa dużo ludzkich emocji, choć nie zawsze otwarcie je ukazuje.

Ostatnią kwestią, którą chcę się zająć, są słabe punkty, a także niezwykłe moce, które posiadają wampiry. Zacznijmy od tradycyjnych, ukazanych w „Miasteczku Salem”. Jak zdążyli zorientować się bohaterowie owej powieści, na tamtejsze upiory działają konwencjonalne metody, czyli woda święcona, krzyż, czosnek i drewniany kołek wbity w serce. Taka broń na wampiry przewija się w wielu wyobrażeniach o nich. Co najciekawsze, nie wzięła się znikąd, ponieważ w wielu kulturach ludzie wierzyli, że używając owych przedmiotów można pozbyć się nieumarłych. Zaskakujące jest to, że niektóre narody wierzące w wampiry, nadal stosują takie sposoby na walkę z nimi. Wykopując groby, wbijając w pierś kołki i odrąbując głowy umarłym pokonują potwory w jakie zamieniają się wieczorami. Jak widać, King dużo czerpał z obrzędowości zwykłych ludzi tworząc swoje postaci. A jakie moce posiadają owe wampiry? Przede wszystkim są nieśmiertelne, chyba, że została użyta na nich jedna z wyżej wymienionych broni. Potrafią też unosić się w powietrzu. Kolejną ciekawą sprawą jest to, że są istotami Wampiry z nocnymi, co oznacza, że za dnia siedzą uśpione w swoich grobach, bądź kryjówkach, a nocami wychodzą na polowania. Anne Rice trochę wzmacnia swoje wampiry i w „Wywiadzie…” pojawiają się postaci odporne na czosnek i krzyże. Za to dodatkową bronią, na upiory pokroju Louisa i Lestata, jest m.in. ogień i alkohol wymieszany z krwią, którą piją. Również światło słoneczne szkodzi wampirom, dlatego za dnia udają się na spoczynek, a nocą wychodzą, by się pożywić. Głównymi mocami, odróżniającymi ich od poprzedników, są    przede wszystkim siła umysłu, która sprawia, że mają dużo ludzkich cech, wyostrzone zmysły pozwalające usłyszeć i poczuć więcej niż człowiek, a także zwiększona siła umożliwiająca skuteczne polowania. „Zmierzch” znów zaskakuje swoim odejściem od tradycji postrzegania wampirów. Bronią na nie nie jest już ani światło, ani krzyż czy czosnek, nawet woda święcona nie jest specjalnie groźna. By pozbyć się tych istot trzeba użyć ognia i dekapitacji. Za to wyjątkowe moce, które posiadają, są o wiele bogatsze od sposobów walki z nimi. Dlaczego? Otóż nie są już stworzeniami nocnymi, mogą wychodzić na słońce, jednak to nie jest do końca bezpieczne, ale nie dlatego, że mogą spłonąć za sprawą promieni, lecz dlatego, że ich skóra zaczyna świecić niczym milion złotych monet, co może zdemaskować nieludzką naturę. Również szybkości, jaką osiągają podczas polowań czy gry w baseball, może pozazdrościć im niejeden odrzutowiec. Oprócz mocy wspólnych dla całej społeczności wampirów, cechują je też indywidulane umiejętności. Wśród nich pojawia się m.in. czytanie w myślach, przepowiadanie przyszłości czy ogromna siła. Jak widać postaciom ze „Zmierzchu” bliżej do superbohaterów niż bestii. Jak na wampirzy postęp odpowiada Tim Burton? Barnabas z „Mrocznych cieni”, pod tym względem, omija szerokim łukiem rodzinę Cullenów. Nie jest odporny na światło i powraca do tradycji spania w trumnie. Czy jeszcze jakaś broń na niego działa? Tego nie wiemy. A niezwykłe moce? Dar przekonywania i wdzięk, którymi posługuje się w kontaktach z ludźmi.

Jak widać wyraźnie na powyższych przykładach, wampir w kulturze przez wiele lat ewoluował. Łagodniał i nabierał coraz więcej ludzkich cech. Czym jest to spowodowane? Może chęcią oswojenia się ze strachami? Przez wiele lat w kulturze słowiańskiej obraz wampira był świeży i wiarygodny. Co zaskakujące, w Rumunii, ojczyźnie Draculi, a także kilku innych państwach, wierzenia w wampiry nie straciły na sile do dzisiaj. Jednak w znacznie większej części współczesnego świata wiara owa wymarła, a zastąpiła ją wyłącznie służąca rozrywce postać wampira. Dowodzi to temu, że nie tylko wampiry się zmieniają, lecz również nasze preferencje. Wolimy widzieć je w rolach zbliżonych do ludzkich, wampiry kochające, współczujące, łagodne, ale jednak mające super moce i od czasu do czasu pijące krew. Choć ta tendencja jest widoczna, to mimo wszystko zdarzają się obrazy ukazujące te istoty jako krwiożercze bestie, pozbawione uczuć i mordujące bez skrupułów. W jakim kierunku, więc zmierzają wampiry? Trudno powiedzieć, może jak komediowy Barnabas zatoczą koło do tradycji Draculi?

Postanowiłem dzisiaj napisać o czymś, o czym większość z Was już pewnie słyszała, niemniej jednak jest to temat dla fanów szeroko pojętej fantastyki wyjątkowo ciekawy, ponieważ dotyczy dwóch odrębnych zwykle gatunków: fantasy i fantastyki naukowej. Mowa o Legendach Polskich wypuszczanych do sieci przez najpopularniejszy polski serwis aukcyjny - Allegro.

Pierwszy film z serii – Smok miał premierę na Youtube 30 listopada 2015. Kilka dni wcześniej natomiast mieliśmy okazję zapoznać się ze zwiastunem. Przyznam szczerze, że nie od razu kupił mnie ten pomysł i nie bardzo załapałem początkowo o co w tym wszystkim chodzi. No, bo niby mamy Kraków, Kościół Mariacki, w tytule jest smok, a tu zamiast smoka widzimy jakąś wojskową maszynę latającą i przykrego pana, który wygląda jak jeden z naczelnych czarnych charakterów przełomu lat 80. i 90. - Dolph Lundgren. Przechodząc już do samego filmu, stanowi on połączenie starego z nowym. Osią fabuły jest dobrze znana historia smoka wawelskiego opowiedziana w całkowicie nowoczesny sposób, co oznacza tyle, że uświadczymy w filmie m.in. psa-robota, androida i inne wynalazki przyszłości. Historia ma wartkie tempo, jak w rasowym filmie akcji, animacje stoją na wysokim poziomie, a całość okraszona jest lekką dozą humoru i wątkiem romantycznym. 

 

djembed

 

Na drugi ogień, po krótkim odstępie czasu (15 grudnia), poszła legenda o Panu Twardowskim. Film od razu zaczyna się mocnym akcentem – przejażdżka po powierzchni Księżyca w rytm piosenki Wszystko chuj wywołuje niesamowite wrażenie, chyba ze względu na tak frywolne połączenie niedostępnego dla większości kosmosu ze swojskim wulgaryzmem. O ile Smok mi się podobał, tak Twardowsky wbił mnie w fotel. Świetne role Roberta Więckiewicza i Aleksandry Kasprzyk, niesamowite animacje, dobra dawka humoru i znane polskie przeboje sprawiają, że największą wadą filmu jest to, że jest tak krótki.

 

djembed

 

Ku uciesze mojej i innych fanów produkcji, poznaliśmy także dalszą część historii Twardowskiego, na którą jednak musieliśmy poczekać do września niedawno zakończonego roku. Tym razem jednak zamiast 9 minut, dostaliśmy aż 20 (18 nie licząc napisów, po których mamy jeszcze krótką scenę), ze wszystkimi elementami, które tak dobrze sprawdziły się poprzednim razem. Dodatkowo twórcy zaserwowali nam niezły zwrot akcji, a po drodze przedstawili nam trochę swoje uniwersum i  głównego antagonistę - Borutę. Owocem filmu była również nowa wersja piosenki Aleja Gwiazd za którą stoi jeden z najbardziej znanych polskich producentów Matheo i piosenkarka Anna Karwan. Możemy ją usłyszeć w napisach końcowych, po kilku dniach od filmu został również opublikowany teledysk do niej, który przedstawia historię Lucynki granej przez Kasprzyk.

 

djembed

 

djembed

 

Kolejny film – Operacja Bazyliszek pojawił się w listopadzie. Tym razem w rolach głównych dobrze znani Paweł Domagała i Olaf Lubaszenko. Ich postacie wzbudzają sympatię swoją prostolinijnością podczas rozmowy na typowym męskim wypadzie na ryby, suto zakrapianym alkoholem.Poza tym scenariusz przypomina trochę ten ze Smoka, jest wątek miłosny, potwór do pokonania i postać pomysłowego i odważnego Polaka, która zresztą jest chyba głównym elementem łączącym filmy. Miło, kiedy twórcy filmowi dla odmiany chcą żebyśmy, jako naród, byli z siebie dumni. Różnicę stanowi tutaj potwór – bazyliszek jest całkiem prawdziwy. Tradycyjnie już na wysokim poziomie animacja, humor, dialogi... nie za bardzo jest się czego przyczepić. Ah, zapomniałbym o muzyce... tu również standardowo dobrze, Matheo tym razem połączył siły z Andrzejem Donarskim w odświeżonej wersji Mój jest ten kawałek podłogi, co zaowocowało kolejnym teledyskiem, w którym możemy poznać historię postaci Eugeniusza granego przez Lubaszenkę.

 

djembed

 

djembed

 

Póki co, ostatni film z serii to grudniowa Jaga, nawiązująca do historii Baby Jagi. Choć w tej wersji to bynajmniej nie stara, zmarszczona i ohydna czarownica, ale ktoś w rodzaju młodej i pięknej bogini przyrody. Scenę, w której niczym w Matrixie w spowolnionym tempie nokautuje przeciwników, ciężko mi ująć innym słowami niż „wow, niesamowite”. Choć nie zabrakło elementów humorystycznych, tym razem twórcy uderzyli w poważniejsze tony. Dali nam też wyraźne wskazówki, że w następnej części powinna pojawić się postać Peruna, która jest zagrożeniem dla Boruty. Ogólnie powinno dziać się sporo, obyśmy na kolejne legendy nie musieli znów czekać do września. Choć, nawet jeśli, to już i tak mamy sporo. Jaga również doczekała się teledysku i to mrożącego krew w żyłach.

 

djembed

 

djembed

 

W aspekcie marketingowym, Legendy Polskie to świetny przykład budowania marki poprzez opowiadanie historii - storytelling. Natomiast dla zwykłego widza jest to przede wszystkim rozrywka na najwyższym poziomie. Pod każdym filmem odnajdziemy prośby o stworzenie filmu pełnometrażowego i nie ma się co dziwić, twórcy znaleźli idealną receptę na połączenie tradycji z nowoczesnością, dodając do tego szczyptę przaśnego polskiego humoru, a wszystko to zostało "ugotowane" przez czołowe nazwiska polskiej kinematografii. Gdyby pełnoprawny film powstał i choć zbliżył się poziomem do krótkich filmów dotąd stworzonych, byłby produkcją przyćmiewającą większość obrazów powstałych w ciągu całej historii rodzimego kina. Pomijając już świetną fabułę, grę aktorską, dialogi, muzykę i całą resztę, poziom animacji komputerowych i efektów jest czymś, czego w filmach nad Wisłą nigdy nie uświadczyliśmy, dość wspomnieć z jakimi przeciwnikami mierzył się Żebrowski - Geralt w filmie z 2001 roku, o którym zdecydowana większość fanów Wiedźmina wolałaby zapomnieć. A propos, scenarzystą Legend Polskich jest dobrze znany twórca animacji Tomasz Bagiński. Wielu powinno ucieszyć, że jest on w trakcie produkcji... Wiedźmina właśnie.

Osobiście odnoszę wrażenie, że w tych krótkich filmach mamy wszystko to, czego moglibyśmy oczekiwać od filmu o polskim pogromcy potworów, w końcu więc mamy właściwego człowieka na właściwym miejscu. Oczywiście pojawiają się też wątpliwości. Wiedźmin ma zostać zrealizowany z pomocą amerykańskiej wytwórni Sean Daniel Company, odpowiedzialnej za raczej średnio oceniane filmy, jak trzecia część Mumii czy Ben-Hurz 2016 roku. W dodatku do napisania scenariusza została wybrana amerykanka Thania St. John,która do tej pory pisała scenariusza głównie do niespecjalnie ambitnych seriali młodzieżowych, takich jak Buffy: Postrach wampirów czy Roswell: W kręgu tajemnic. Rodzą się obawy, czy film będzie miał odpowiedni klimat, czy nasza chluba narodowa nie zostanie zamerykanizowana i odarta ze swej słowiańskości i wyjątkowego charakteru. Miejmy nadzieję, że pan Bagiński przypilnuje żeby tak się nie stało. Zdarzają się przecież czasem takie przypadki jak Peter Jackson – człowiek, który po kiepskich filmach stworzył jedną z najlepszych trylogii w historii kina. Różnica jest chyba jednak taka, że, jeśli dobrze pamiętam, Jackson był wielkim fanem twórczości Tolkiena, a panią John nie podejrzewam o bycie fanką Sapkowskiego.

Chyba jednak największym problemem tej produkcji jest fakt, że pierwsze informacje o niej pojawiły się już w 2015 roku, data premiery nadal jest ustalona na rok obecny, a tymczasem nie mamy żadnych nowych doniesień, nie wiadomo więc, czy Wiedźmin nie umrze na etapie produkcji. W każdym razie życzę sobie i Wam, żebyśmy dostali świetny film o Wiedźminie i jak najwięcej kolejnych Legend Polskich, a może nawet jakiś pełnometrażowy film? :>

PrzemianaDla wyobraźni nie ma ograniczeń. Potrafimy wyobrazić sobie wszystko... co mieści się w schemacie. Ten z kolei może być narzucony przez inną osobę. Każdy człowiek ma w głowie doskonałe narzędzie, które ograniczamy świadomie lub nie. W fantastyce, czyli gatunku bazującym na wyobraźni, aż roi się od schematów, które z upływem czasu ulegają przeobrażeniom. Dziś mamy coraz większą dowolność. Z poprzednich artykułów znamy złe, krwiożercze wampiry oraz zakochane, ratujące ludziom życie. Plugawe orki i takie, które godność cenią najbardziej. Czy te i inne zmiany pozytywnie wpływają na rozwój świata fantasy?

Ogry są silne, okrutne i głupie. Taki przynajmniej był standard do momentu, kiedy na ekranach kin pojawił się film animowany „Shrek”. Tytułowy bohater w świetnym wykonaniu dokonał przełomu  w postrzeganiu swojego gatunku. Dzisiejsze ogry są silne, dobre, inteligencją dorównują ludziom i mają warstwy. Prawdopodobnie dziwne byłoby wplatanie takich postaci do większości utworów fantastycznych, ale z pewnością jest to miłe urozmaicenie, które poszerza horyzonty. Mamy tu dowód na to, że bestia również może wcielić się w rolę rycerza i nie wywołać przy tym obrzydzenia, lecz sympatię i ciekawość.

Małe, złe gobliny również uległy częściowej przemianie. Pierwotnie prymitywne istoty doznały oświecenia w świecie „Harrego Pottera”. J. K. RoShrekwling opisuje je jako najlepszych bankierów i twórców magicznych przedmiotów. Do tej pory takimi zdolnościami obdarzano głównie krasnoludy, które jednak są bardziej chciwe. Złoto w ich oku błyszczy mocniej, a prawo do własności ma mniejszą wartość. Gobliny zupełnie by ich zdetronizowały, gdyby nie fakt, że pozostały okropnie złośliwe i mają dziwne poglądy. Dla przykładu, sprzedaż swoich wyrobów traktują jako pożyczkę, która wedle ich prawa winna zostać zwrócona. Ciężko jest uznać tę zmianę za dobrą . Z jednej strony odejście od schematu sprawia nowe możliwości, z drugiej jednak obdarzanie ich kompetencjami innych ras tworzy chaos. Krasnolud, gnom, skrzat, kobold i teraz goblin mają już dość wspólnych cech. Na szczęście rzadko pojawiają się w tym samym utworze. Kiedy poczciwe niziołki zaczną wykuwać zbroje?

Wróćmy do wspominanych wcześniej wampirów. Elegancki świat w „Wywiadzie z wampirem” jest ciekawą koncepcją. Wygląd i zachowanie tych istot uległy zmianie na lepsze, nadając całości fascynująco mroczny klimat. Niebezpieczeństwo ukryło się w cieniu tajemniczości i weszło na Goblinwyższy poziom. Takie odejście od wzorca wspaniale się rozwinęło, dzięki czemu do dziś możemy rozkoszować się grozą nowych produkcji. Z kolei pomysł wege- wampirów ze „Zmierzchu” jest zaprzeczeniem horroru i służy tym, którzy poszukują czegoś zupełnie innego. Ta lekka i przyjemna historia zdobyła ogromną popularność, a dla krytyków łagodnych wampirów może mieć charakter komediowy, dlatego zdecydowanie polecam ją wszystkim.

Podobnych przykładów łamania stereotypów jest bardzo wiele. Zmieniają one nasz sposób myślenia i pobudzają wyobraźnie. Nawet jeśli nie wszystkim przypadną do gustu, istnieje szansa, że wejdą na tor, który da początek dla nowej wspaniałej twórczości, rozwijając tym samym świat fantastyki.

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
czwartek, czerwiec 22, 2017