banerro (kopiuj)

Mityczny Talent

szukajka

ADSENSE

Całkiem niefantastyczne teorie fantastyczne- Podróże w czasie

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 


Powrót do przyszłościKto z nas nie chciał, choć raz w życiu, przenieść się w czasie? Niekiedy po to, by przeżyć jakąś chwilę jeszcze raz, czasem, by naprawić popełniony błąd, a może ujrzeć swoją przyszłość. Mimo, iż pragnienie to nie jest dla człowieka niczym obcym, to jednak takie podróże wydają się nam na tyle abstrakcyjne, że umiejscawiamy je jedynie w powieściach czy filmach science fiction. Czy słusznie?

Już od dawna wiemy, że czas nie jest wartością do końca mierzalną, gdyż w zależności od materii i energii płynie w różny sposób. Jest za to elastyczny i nieuchwytny, co udowodnić próbował, już w IV wieku, św. Augustyn z Hippony. Przypuszczenia te potwierdził ostatecznie Albert Einstein poprzez teorię względności. On też pierwszy użył określenia „czasoprzestrzeni”. Dzisiejsi naukowcy badający ten temat nie wykluczają możliwości przemieszczania się w czasie, lecz, jak twierdzą, jest ona aktualnie niemożliwa do realizacji pod względem technicznym, ponieważ masa człowieka jest za duża. Jednak, mimo tej teorii, zdarzały się przypadki prawdopodobnego podróżowania w czasie.

Rudolph Fentz był jednym z bardziej znanych „podróżników”. Wspomnienia o nim pochodzą z 1950 r., z Nowego Jorku. To właśnie tego roku, jak podawali świadkowie, dziwnie ubrany Rudolph krzycząc coś wbiegł wprost pod jadącą taksówkę. Znalezione przy mężczyźnie dokumenty datowane były na XIX w., choć ich stan zupełnie na to nie wskazywał. Policji udało się odnaleźć jego synową, która twierdziła, że Rudolph zaginął 80 lat wcześniej w niewiadomych okolicznościach. Jak się okazało, adres zamieszkania, który podała kobieta, zgadzał się z tym znalezionym w dokumentach.

Choć przypadek ten wydaje się nad wyraz nierealny, nie jest wcale odosobniony. Być może bardziej znany stał się John Titor, który zasłynął w 2000 roku na forum internetowym. Twierdził, że pochodzi z przyszłości i cofnął się w czasie, by zapobiec kolejnej wojnie. Miał tego dokonać przenosząc jeden z  komputerów IBM do swoich lat. W internetowej społeczności funkcjonował przez rok, by następnie, po oznajmieniu swojego powrotu do przyszłości, zniknąć bez śladu. Jedynym, na co natknęli się poszukujący go, była firma na nazwisko Titor, posiadająca zaledwie skrytkę pocztową.Zmieniacz czasu

Te i inne opowieści o podróżnikach w czasie zainspirowały wielu autorów fantastycznych i science fiction. Najlepszym przykładem jest film „Powrót do przyszłości” Roberta Zemechisa z 1985 r., w którym to amerykański nastolatek, za namową szalonego naukowca, testuje wehikuł czasu i wraz z doktorem przenosi się do przeszłości. Film ten zyskał na tyle dużą popularność, że powstały kolejne jego części.

Również Andrzej Pilipiuk w powieści „Operacja Dzień Wskrzeszenia” użył motywu podróży w czasie jako tematu przewodniego. Tym razem jest ona użyta w wyższym celu. Bohaterowie powieści muszą odwrócić losy świata spustoszonego przez wojnę atomową. W tym celu udają się do przeszłości, by tam unieszkodliwić Pawła Citko, prezydenta odpowiedzialnego za marny los całej Ziemi. Właściwie chcą zapobiec narodzinom Pawła, pozbawiając jego ojca możliwości płodzenia dzieci.

W „Harrym Potterze” również pojawia się możliwość podróży w czasie, a dzieje się to za sprawą magicznej, niepozornej klepsydry- zmieniacza czasu, który przenosi osobę korzystającą z jego mocy, do odpowiedniego dnia, a nawet chwili. Przy korzystaniu z niej istnieje ryzyko zdemaskowania przez „siebie z przeszłości”, co doprowadzić może do nieodwracalnych zmian w historii.

 Opowieść wigilijnaCzy pamiętacie może jedną z lektur, opowiadającą o skąpcu nienawidzącym świąt? Tak, chodzi mi o „Opowieść Wigilijną”, w której motyw podróży w czasie pojawia się, choć nie jest ukazany tak, jak w innych dziełach. Tutaj, Ebenezer Scrooge doświadcza możliwości ujrzenia swojej przeszłości i przyszłości dzięki duchom świąt. Podróże te mają na celu ukazanie błędów popełnianych przez mężczyznę i wzbudzenie w nim chęci poprawy.

Jak widać, podróże w czasie, wehikuły i chęć ujrzenia tego, co było lub będzie, natchnęła wielu twórców do stworzenia dzieł o tej tematyce. Choć, póki co, przewija się w książkach i w kinie, to możliwe, iż kiedyś takie podróżowanie stanie się dla nas codziennością. Jednak, wiedząc jak ryzykownym by to było, czy na pewno chcielibyśmy skakać w czasie?

Nowości - Fantastyka naszym okiem

 

wilkołakOd wieków lesiste tereny Europy stwarzały zagrożenie dla ludzi. Wewnątrz borów czyhały przeróżne niebezpieczeństwa począwszy od drapieżnych zwierząt, przez tajemnicze mary, nieustępliwe wichry, po korzenie drzew pod nogami. Jednym z najgroźniejszych stworzeń, które spędzało chłopom sen z powiek był wilkołak.

 

Ludzie-wilki miały niszczycielską siłę, ostre pazury i ogromne zębiska. Wyostrzone zmysły pomagały im poruszać się w ciemności zwinnie i bezszelestnie, a włochate cielska były odporne na ciosy. Ogarnięte dziką furią brały na cel każdego, nikt bowiem nie stanowił dla nich zagrożenia. Jak więc się przed nimi bronić? Zwykłą bronią nic nie wskóramy, potrzebujemy specjalnych metod, które chciałbym Wam przedstawić zaczynając od, w mojej ocenie, najbardziej skutecznych. Opatrzę je również rysunkami, które w łatwy i przystępny sposób pomogą zrozumieć i przyswoić tę lekcję.

 

1.    Srebro

Użyj srebra lub święconej wody (wersja dla ubogich) , by stworzyć broń o zabójczych dla wilkołaka właściwościach. Wiadome jest, że metal ten ma w sobie moc niszczenia demonicznej tkanki. Najlepiej jest wytopić kulę i wpakować ją zwierzowi prosto w serce. Można oczywiście użyć broni białej, lecz trzeba się wtedy liczyć z możliwością bycia rozszarpanym i pogryzionym.

srebro

2.    Nóż ze stopionego krucyfiksu

Krótka broń o wielkiej sile. Tak jak wyżej należy trafić w serce lub w pysk. Jest to niezwykle trudne i zarazem skuteczne. Minusem jest zasięg ostrza, lecz takim dobrze wyważonym nożem można przecież rzucić.

 krucyfiks

3.    Ogień
Nie ma pewności co do możliwości uśmiercenia bestii ogniem, lecz wilcze futro bardzo dobrze się pali, co w najgorszym razie sprowokuje stwora do ucieczki. Mamy tutaj pole do popisu jeśli chodzi o sposoby podpalenia, wystarczy użyć nieco wyobraźni.

ogien

4.    Rzut widłami
Ciśnij widły między oczy. Muszą być osinowe (to bardzo ważne!). Nie znam skutecznych przypadków użycia drwa przeciw wilkołakowi. Być może to zadanie przerasta niedoświadczonych obrońców.

widły

5.    Magia
Prawdopodobnie skuteczniejsze od powyższego sposobu, jednak prawie niewykonalne ze względu na niedobór czarowników. Odpowiednie zaklęcia mogą uśmiercić potwora, sprowadzić go do ludzkiej postaci, w której łatwiej go zabić, bądź całkiem odczarować, by napić się potem razem w szczęściu i harmonii.

magia

6.    Odrąbanie łap
Szanujący siebie wilkołak nie pozwoli sobie odciąć łapy. Gdyby jednak się to udało efekt jest zdumiewający. Wraca on bowiem na stałe do swojej ludzkiej postaci, lecz niestety bez uciętych kończyn.

łapy

7.    Amulety
Przeróżne świecidełka, kamienie znalezione w górach połączone z liśćmi roślin o odpychającym zapachu powinny odstraszyć stwora.

amulety

8.    Czosnek

Panaceum na wszystkie zagrożenia, zupełnie nieskuteczne przeciw wilkołakowi. Być może zawieszenie kilku główek na drzwiach pozwoli umknąć wilczej furii wywołując w potworze litość i śmiech.

czosnek

 

Jak widać sposobów na pokonanie bądź wystraszenie wilkołaka jest wiele. W sieci można znaleźć ich jeszcze więcej, lecz przed użyciem każdego z nich należy się porządnie zastanowić, bowiem w sytuacji zagrożenia warto jest mieć przy sobie najskuteczniejsze środki.

Jak zapewne wiecie, Ziemia w 70 % składa się z wody. Otaczają nas morza i oceany, z których zaledwie 5 % zostało zbadane. To oznacza, że w głębinach mogą kryć się stworzenia o jakich nam się nie śniło. Powstało wiele legend i teorii na temat Nessie zamieszkującego szkockie jezioro, ogromnego Krakena, czy też Lewiatana. Jednak o nich wiemy już dość dużo. O wielu innych istotach nie mamy pojęcia lub nasza wiedza jest niewielka. Postanowiłam wybrać spośród wodnych stworów dziesięć mniej znanych i bliżej je przedstawić.


Kelpie

      Kelpie- to, pochodzący z wierzeń Celtów, wodny koń pojawiający się w rzekach i jeziorach . Jak głoszą podania, przybiera on formę łagodnego konia, który diametralnie zmienia swój charakter, gdy ktoś go dosiądzie. Porywa on jeźdźca i topi w głębinach zbiornika wodnego. Zdarzają się też przyjazne odmiany, które ostrzegają przed nadchodzącymi burzami. Kelpie, w wierzeniach szkockich, przedstawiany jest też jako człowiek o niebieskiej skórze, który wznieca sztormy, straszy konie i krzyżuje szlaki żeglarzom.

 Umibozu

Umibōzu- stwór z japońskich legend, który, w zależności od przekazu, ma ciało dobrze znanego żółwiaka chińskiego lub czarnego, wielkiego potwora. W pierwszej postaci jest niegroźny, a wręcz bojaźliwy. Jako olbrzym wyrządza zaś duże szkody, m.in. przewraca statki, gdy tylko ktoś na niego spojrzy lub wypowie jego imię. Czasem Umibōzu rzuca się na ludzi i pokrywa ich czarną mazią lub porywa dzieci i topi je w głębinach.

 Nahuelito

Nahuelito- to potwór z Patagońskiego jeziora, który zadziwiająco przypomina Nessie. Ukazywany jest jako wielki wąż lub żyjący miliardy lat temu Plezjozaur. Pierwsze doniesienia o tym stworzeniu pochodzą z lat 20-tych dwudziestego wieku. Z czasem zaczęło pojawiać się coraz więcej zdjęć , na których rzekomo można zauważyć stwora. Nie wiadomo jednak, czy jak w przypadku potwora z Loch Ness, dowody te nie są zwykłą ściemą.

 Makara

Makara- jest to stworzenie z paszczą krokodyla i ogonem ryby lub też pół słoń- pół ryba, wywodzący się z mitologii indyjskiej. Często symbolizuje hinduskie bóstwa wodne. Jak głoszą podania, może mieć od dwóch do czterech łap.

 Ninki Nanka

Ninki Nanka- to stwór wprost z zachodniej Afryki. Według podań ma on postać gada z długim ciałem, najprawdopodobniej przypominającego smoka. Do tego jest bardzo niebezpieczny i porywa niegrzeczne dzieci.  Historie o nim nie zostały nigdzie zapisane, lecz do dziś przekazywane są w tradycji ustnej między ludnością zachodnioafrykańską.

 Mussie

Mussie- kolejny potwór z jeziora, tym razem kanadyjskiego. Według opisów może on pochodzić od morsa lub jakiejś ryby. Jeszcze inne źródła mówią o jego podobieństwie do znanego już Nessie, z niewielką różnicą w postaci trzeciego oka i ostrzejszych zębów. Jak twierdzą niektórzy, może być to pojedynczy przedstawiciel starego gatunku, który jakimś cudem przetrwał wiele lat. Wzmianki o nim pojawiły się już w 1916 roku w opowiadanych anegdotkach.

 Ningen

Ningen- jest to stwór badany przez japońskich kryptozoologów. Według doniesień przypomina połączenie człowieka z wielorybem. Jest biały i długi na 20-30 metrów. Obserwowany był w okolicach Antarktydy. Podejrzewa się, że Ningen może być  humanoidem, który przenosząc się z lądu do wody, przystosował się do życia w niej. Może coś w tym jest, skoro nawet rząd japoński postanowił zająć się tą sprawą.

 Bunyip

Bunyip- stworzenie to wywodzi się z wierzeń australijskich Aborygenów i zazwyczaj ukazywane jest w postaci zwierzęcia z ogonem konia oraz płetwami i zębami morsa. Jak głoszą legendy, Bunyipy zamieszkują rzeki i bagna, przeraźliwie wyją i... żywią się głównie kobietami. Kreatury te przewijają się w relacjach podróżników już od XIX wieku. Mimo wielu doniesień, naukowcy próbują racjonalnie wytłumaczyć owe sygnały i tak oto przypisują je różnym rybom, gadom, a nawet ludzkiej psychice.

 Mamlambo

Mamlambo- jest to dość dziwne stworzenie z południowoafrykańskich wierzeń. Jak podają źródła, ma ono mieć rzekomo 20 metrów długości, ciało ryby, głowę konia, szyję węża i krótkie nóżki. Jakby absurdalnego wyglądu było mało, w nocy świeci na zielono. Dodatkowo zjada ludzkie twarze i wysysa mózgi. Czyżby był wodnym zombie?

 Pinatubo

Pinatubo- doniesienia o nim pochodzą z Filipin, gdzie to widywany jest przez lud Aeta. Potwór ma podobno ogromne rozmiary i przypomina mieszankę rekina z sumem. Przez coraz to nowsze wzmianki o nim, panika wśród ludności narosła do tego stopnia, że zbadanie sprawy zlecono specjalnej ekipie.

 

Jak widać, legend i relacji o morskich stworach jest bardzo dużo. Spora część z nich jest zapewne wynikiem bujnej wyobraźni lub chwytem marketingowym mającym ściągnąć turystów, lecz w każdej opowieści jest ziarnko prawdy. Kto wie, może rzeczywiście zamieszkują one wody Ziemi. A może w głębinach kryją się jeszcze dziwniejsze potwory, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić?

   

Jakub WędrowyczW Polsce, od kilku dobrych lat, przygody Jakuba Wędrowycza cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Na półkach księgarni zobaczyć można całą serię książek, a także notesy Wędrowycza, czy inne gadżety. W bibliotekach ciężko znaleźć interesującą nas część z Jakubowej kroniki, gdyż fani Pilipiuka łapią je jak świeże bułeczki. Dlaczego tak się dzieje? Co właściwie wyróżnia Wędrowycza pośród innych, serwowanych przez polskich czy zagranicznych autorów, bohaterów fantastycznych?

Na  początek warto wspomnieć, że A. Pilipiuk jest jednym z nielicznych polskich autorów fantasy, którzy cieszą się aż taką popularnością. Samo to sprawia, że chętniej zwracamy uwagę na jego książki. Jednak nie tylko popularność pisarza, lecz również powołany przez niego do życia Wędrowycz, powoduje, że tak chętnie czytamy jego twórczość.

Jakub nie jest bohaterem fantastycznym jakich wielu. Posiada kilka niezwykłych zdolności, którymi nie chwali się specjalnie przed światem, lecz nawet zmarli (a może szczególnie zmarli) o nim słyszeli. To właśnie sprawia, że staje się on atrakcyjną dla czytelnika postacią. Dodatkowo, istotną kwestią jest to, iż nasz bohater mieszka na polskiej wsi i jest stuprocentowym Polakiem, co pozwala nam bardziej się z nim utożsamić. Kolejną ważną cechą Wędrowycza jest jego „swojska” osobowość. To swój chłop, z którym można pogadać, usiąść do kieliszka (co jest wręcz wskazane!) czy zabić parę potworów. To kolejne rzeczy zmniejszające dystans między czytelnikiem, a bohaterem książek.

Jakub, jak już delikatnie napomknęłam, jest miłośnikiem wysokoprocentowych trunków. W ramach ciągłego rozwoju i zgłębiania swych pasji, sam również produkuje owe napoje, a dokładnie bimber o śmiertelnym, dla przeciętnego wyjadacza chleba, stężeniu alkoholu. Jak na prawdziwego bimbrownika przystało, Wędrowycz nie poda niesprawdzonego trunku gościom, więc każdy z nich skrupulatnie kosztuje (czasem aż do ostatniej kropli… tak dla pewności). Często pomagają mu w tym dobrzy przyjaciele, w końcu co trzy głowy to nie jedna.

Poza wyjątkowo odporną na procenty głową, nasz bohater dysponuje także inną fantastyczną zdolnością, a jest nią umiejętność skutecznego zwalczania potworów. Jak zwykł się mianować Wędrowycz, jest on egzorcystą amatorem. Jest to nad wyraz skromne określenie dla człowieka, któremu udało się pokonać setki wampirów, zombie i innej „paranormalnej gadziny”. Skromność też zdecydowanie odróżnia Jakuba od pozostałych bohaterów fantasy, co otwiera jego świat przed czytelnikiem.

Egzorcysta, choć stara się nie mieszać w konflikty bezpośrednio go nie dotyczące, potrafi wplątać się w różne afery. Jego butność i bezczelność, a także ogromna energia, jaką dysponuje mimo podeszłego wieku, zdecydowanie nie pomagają mu w takich sytuacjach. O dziwo, zawsze udaje mu się wymigać od nawet największych kłopotów, a widok służb mundurowych stał się dla niego chlebem powszednim.

Jakub otwarcie przyznaje, że nie czyta książek. Uważa je za zło konieczne i sięga do nich tylko, gdy potrzebuje czaru czy innego skutecznego sposobu na bestię, z którą nie potrafi sobie poradzić. Mimo swej niechęci do słowa pisanego, Wędrowycz jest niezwykle inteligentnym człowiekiem, a wiedzą potrafi przerosnąć niejednego studenta. Jego znajomość wielu zagadnień bierze się z niezliczonej ilości doświadczeń, z jakimi dane mu było zmierzyć się w ciągu swojego, nie tak krótkiego, życia. W oczach czytelnika, poza mianem pijaka, egzorcysty amatora czy bimbrownika, zyskuje też określenie mędrca z dużym doświadczeniem i, chcąc nie chcąc, mądrością.

Wydaje mi się, że dość solidne, choć nieliczne, argumenty przytoczone powyżej, skutecznie odpowiadają na pytanie o popularność Wędrowycza. Pomimo szczytnego miejsca wśród bohaterów dzieł fantastycznych jakie zajmuje, Jakub nie jest tak wyidealizowany, a wręcz przeciwnie, jest nieco „oswojony”, co sprawia, że łatwiej, o zgrozo, utożsamiamy się z nim. A więc, jeśli jeszcze nie sięgnęliście po przygody egzorcysty opisane przez Andrzeja Pilipiuka, mam nadzieję, że po tym artykule, postanowicie zapoznać się z nimi!

 

 

SlendermanW internecie coraz częściej możemy natknąć się na różnorodne, niepokojące historie, zdjęcia czy filmy, mające do złudzenia przypominać  rzeczywistość. Niekiedy przybierają też postać legend miejskich. Są one tworzone przez wielu użytkowników w celu wystraszenia sieciowych eksploratorów. Nazywa się je Creepypastami lub bardziej żartobliwie- Strasznomakaronami.

Creepypasty mają swoje korzenie już w historiach z dreszczykiem, opowiadanych przy ognisku. Jednak termin ten, po raz pierwszy, użyty został w 2007 roku w serwisie 4chan. Oznacza on „straszną historię, skopiowaną i wklejoną przez użytkowników”. Popularność Strasznomakaronów przybrała na sile w 2010- 2011 roku i wciąż rośnie.

Jedną z najbardziej popularnych Creepypast jest historia o Slender Manie, wysokim mężczyźnie bez twarzy, który chodzi po lesie i porywa dzieci. Swoje podłoże ma ona już w babilońskich, czy germańskich wierzeniach. Istnieje też dużo innych Creepypast, m.in. Jeff the Killer, Red Mist czy Ben Drowned, a dzięki licznym fanom takich opowieści, wciąż powstają nowe.

Dlaczego właściwie owy gatunek zyskał taką popularność? Czy naprawdę lubimy się bać?

Z psychologicznego punktu widzenia, straszne historie mogą pomóc nam oswoić strach. Jak to możliwe? Otóż siedząc wygodnie przed ekranem, w zaciszu własnego domu, wiemy, że nic nam nie grozi. Wiemy też, że film, gra, opowiadanie kiedyś się skończy, a my wrócimy do realnego, dobrze znanego nam świata. To pomaga nam zmniejszyć strach przed tym, na co możemy natknąć się w przyszłości, ponieważ nasz umysł będzie miał już w pamięci „happy end” z ostatniego, takiego spotkania.

Obojętna naszym strachom nie pozostaje także biochemia. Gdy  się boimy, nasz organizm zaczyna produkować adrenalinę. Jest to hormon, który ma na celu pobudzenie nas do ucieczki. Dzięki niemu, nasze naczynia krwionośne rozszerzają się, tak samo jak źrenice. Dostajemy potężny zastrzyk energii, a nasze serce pracuje na najwyższych obrotach. SBungeekutki działania adrenaliny mogą przypominać nieco czynność całkiem niezwiązaną ze strachem, jaką jest seks. Dokładnie! Podczas miłosnych igraszek, nasz organizm produkuje noradrenalinę, która jest bardzo bliska adrenalinie i najczęściej wraz z nią wyrzucana jest podczas stresowych sytuacji. Co ciekawe, seks uwalnia też mnóstwo endorfin, tzw. „hormonów szczęścia”, które nas rozluźniają i wywołują radość.

Przykład biegacza lepiej pokaże, jak dziwne jest zestawienie, tak przeciwnych sobie hormonów. Wyobraźmy sobie olimpijczyka, który przygotowuje się do startu. Jest on spięty i zestresowany.  To jego życiowa szansa. Zaczyna produkować adrenalinę, która dodaje mu energii i pcha do biegu. Po przekroczeniu pewnej granicy wysiłku, do jego organizmu docierają też endorfiny. Takie sytuacje pokazują, jak cienka jest linia oddzielająca nasz biologiczny strach i szczęście.

Nic dziwnego, że wiele osób łaknie mocnych wrażeń w postaci skoku na bungee, ze spadochronem, czy też oglądania horrorów. Dlatego powstaje tak dużo Creepypast. Ludzie chcą się bać, by później odczuć szczęście, ulgę, móc powrócić do normalnego życia. Dlatego też strach jest czasem dobry, ale tylko, gdy dostarczamy go w małych ilościach.

 

 

 

Ku uciesze Makaronomaniaków, poniżej zamieszczam postaci z Creepypast w wersji rysukowej:

 

Creepypasty

 


Czysta KrewHomoseksualizm jest ostatnio dość popularnym tematem, goszczącym zarówno w polityce, życiu społecznym, jak i show biznesie. Owo zagadnienie nie mogło ominąć też sfer, takich jak kultura i sztuka. Również w dziełach fantastycznych natykamy się na nawiązania do homoseksualizmu. Co ciekawe, przybierają one różnoraki wydźwięk, w zależności od charakteru danej książki czy filmu.

Na początek pochylmy się nad dziełami, w których motyw homoseksualizmu ukazano w sposób bardzo poważny, niekiedy dramatyczny. Najczęściej, tego typu przedstawienie tematu, występuje w utworach o wampirach. Dobrym przykładem jest tu seria „Kronik wampirów” Anne Rice. Już w „Wywiadzie z wampirem” natykamy się na, jeszcze nie tak dosadnie ukazane, ciągoty Lestata w stosunku do młodych dziewcząt, jak i chłopców. Takie preferencje seksualne wiązały się w oczywisty sposób z rządzą krwi, a każde spotkanie kończyło się ucztowaniem na ofierze. Jednak zainteresowanie tą samą płcią, dużo wyraźniejsze staje się w „Wampirze Armandzie”, gdzie tytułowy bohater zdecydowanie gustuje w młodych mężczyznach. Zarówno w kwestiach fizycznych, jak i „gastronomicznych”.

W serialu „Czysta krew” motyw homoseksualizmu, choć poboczny, odgrywa znaczącą rolę w całej fabule. Najbardziej wyraźny jest on pomiędzy królem Missisipi- Russellem a Talbotem, który jest jego kochankiem. Obaj wampirzy dżentelmeni są do siebie niezwykle przywiązani, choć dopuszczają wzajemną zdradę. W przypadku króla jest ona skierowana również w stronę przeciwnej płci. Russell i Talbot nie traktują się jedynie jako maszyny do zaspokajania potrzeb seksualnych, lecz darzą się dużym uczuciem. Przekonujemy się o tym po ataku na królewskiego kochanka. Władca przysięga wtedy zemstę na napastniku, który odebrał mu tak zaufaną osobę.Gwiezdne jaja

Zupełnie inaczej do tematu seksualności podeszli twórcy filmu animowanego „Roman Barbarzyńca”. Obśmiane w nim są zachowania zarówno hetero, jak i homoseksualistów. W animacji umieszczono postać Lamerasa, który jest niezwykle zniewieściałym elfem. Jego pociąg do tej samej płci ukazano wyraźnie podczas spotkania z tytułowym Romanem, gdy to używa dwuznacznym sformułowań. Takżepod koniec filmu Lameras potwierdza swoje seksualne preferencje masując jednego z barbarzyńców w  zbyt intymny sposób. Tak jak wspominałam, również postaci bardziej przychylne przeciwnej płci, pokazano w krzywym zwierciadle, czego najlepszym przykładem jest wioska pełna niewyżytych erotycznie Amazonek.

Kolejnym filmem, który na wszelakiej seksualności nie zostawia suchej nitki, są „Gwiezdne jaja- Zemsta Świrów”. Akcja produkcji rozpoczyna się w odległej galaktyce, gdzie na pokładzie Apolla podróżuje zespół nieco kontrowersyjnych postaci: Pana Ćmoka, Dzidzi i Lameraskapitana Kirxa wraz z załogą. Bardzo kobiece zachowania kapitana i jego pomocników widoczne są już od początku filmu. Między bohaterami widać też sporą zażyłość, szczególnie pomiędzy Ćmoczkiem a Kirxem. Przewijają się również aluzje odnoszące się do seksualności głównych postaci, m.in. gatunek, do jakiego należy Pan Ćmok, a jakim jest Gejzerella, a także scena, w której Rock (taksówkarz) pokazuje mu swoją zabawkę rozpoczynając dość dwuznaczny dialog, okraszony sugestywnym obrazkiem. W przeciwieństwie do wesołej drużyny, Rock jest stuprocentowym samcem Alfa, co również zostaje wyśmiane w filmie.

W fantastyce, temat homoseksualizmu, jak widać, ukazany jest zazwyczaj bardzo poważnie lub prześmiewczo. Złoty środek znaleźli Japończycy, którzy ukazują temat ten z większym dystansem. Zresztą, jest on w Japonii szeroko rozwinięty, o czym świadczy ogromna ilość anime i mang z motywem homoseksualizmu. Dorobiły się one nawet osobnych kategorii: Yuri- lesbijskie anime lub manga, a Yaoi- gejowskie. W randze animacji japońskich zajmują dość wysokie miejsca, gdyż temat związków jednopłciowych nie jest tam niczym niezwykłym, a mieszkańcy podchodzą do niego raczej na luzie. W przeciwieństwie do stron zachodnich, gdzie nie jest to motyw tak popularny w fantastyce. Choć widoczne są duże zmiany w sposobie i ilości nawiązań do odmiennych seksualności w różnych dziełach, to daleko nam do japońskich produkcji.

 

Catwoman

„Chciałem powiedzieć- wyjaśnił z goryczą Ipslore- że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.

Śmierć zastanowił się przez chwilę.

KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.”

Terry Pratchett- „Czarodzicielstwo”

 

 

  

 

Koty, w przeciwieństwie do innych zwierząt, od dawna cieszyły się sporą popularnością. Ich postaci czczono już w starożytnym Egipcie, gdzie niezwykle silny stał się kult bogini Bastet. Jak wierzono, była ona córką samego boga Słońca- Ra. Składano jej hołdy nie tylko z tego powodu, Bastet pełniła rolę opiekunki kobiet, dbała o płodność, miłość, życie erotyczne w związkach. W starożytności koty darzono ogromnym szacunkiem, chroniono od wszelkiej krzywdy, a po śmierci balsamowano. Za nawet przypadkowe zabicie tego zwierzęcia, winowajcę karano niezwykle surowo, wedle powiedzenia „oko za oko, ząb za ząb”.

Los kotów zupełnie odwrócił się w średniowieczu, gdy to zaczęto postrzegać je jako stworzenia diabelskie. Utożsamiane były z czarownicami. Tępiono je z równą siłą, co parających się magią, dopuszczając się wielu bestialskich praktyk.

  

ConstantineWspółcześnie, w fantastyce, kotom również przypisuje się niezwykłe zdolności. Sądzi się, że jako jedyne potrafią oszukać śmierć, gdyż mają siedem żyć, a także są dobrymi łącznikami między światami.

Wyjątkowe cechy tych zwierząt zauważyć można w filmie „Catwoman”. Wierzenia egipskie odgrywają w nim bardzo ważną rolę. Główna bohaterka otrzymuje dar drugiego życia od, blisko związanej z boginią Bastet, kotki.  Wraz z nim, zyskuje ona prawdziwie mruczkowe umiejętności, takie jak chociażby widzenie w ciemności.

Pozostając przy filmach, idealnym przykładem nadprzyrodzonych kocich mocy jest „Constantine”. Tytułowy bohater używa pupila kobiety, której pomaga rozwikłać niecodzienną zagadkę, by móc z łatwością przedostać się do piekła. Choć brzmi to dziwnie, to podobno koty, na równi z wodą, stanowią swoisty portal między światami. Zabójca demonów z chęcią wykorzystywał to podczas swoich podróży.

Podobnie jak w „Constantine”, w „Koralinie i tajemniczych drzwiach” również pojawia się kot, który z łatwością przemierza wymiary. Potrafi on także mówić, lecz ta umiejętność ujawnia się dopiero po wkroczeniu do świata stworzonego przez „drugą matkę”.

Równie popularny motyw kociej magii pojawia się w książkach. Jednym z przykładów jest „Alicja w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla i uśmiechnięty od ucha do ucha, nieco Kot z Chesireprzerażający kot. Jest on stworzeniem obdarzonym umiejętnościami znikania i pojawiania się niespodziewanie w dowolnym miejscu. Cechą charakterystyczną Kota z Chesire stanowi uśmiech szeroki na całą twa… pyszczek, który długo nie znika, nawet, gdy nie widać reszty ciała. Mruczek, poza ciekawymi przymiotami fizycznymi, dysponuje ogromną mądrością, którą dzieli się z Alicją.

Również w „Harrym Potterze” J.K. Rowling pojawia się postać kota, jako zwierzęcia związanego z magią. Jest on nie tylko jednym z kilku milusińskich dopuszczonych do towarzyszenia przyszłym czarodziejom, lecz stanowi również wzór wykorzystywany przy transmutacji. Dobrym przykładem jest tu profesor McGonagall, która do perfekcji opanowała zamianę w owe stworzenie.

Kotów nie mogło zabraknąć w anime. Jednym z nich jest „Soul Eater”, w którym pojawia się postać czarodziejki- kotki, potrafiącej zamienić się w uroczego neko. Zresztą, w serii tej, zwierzęta dość mocno związane są ze sferą czarów. Każdej z wiedźm przypisane jest jedno z nich i każda posiada umiejętność zamiany w swoje zwierzę.

Jak widać, koty od dawna posądzano o posiadanie niezwykłych zdolności. Już od starożytności wiązano je z nadludzkimi mocami. Po dziś dzień, często pojawiają się w filmach i książkach fantasy. Co ciekawe, od dłuższego czasu pełno ich w Internecie. Czy to oznacza, że koty od początku istnienia wcielały w życie plan zawładnięcia światem i systematycznie go realizują?!

 

 

Kot

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
wtorek, wrzesień 26, 2017