banerro (kopiuj)

Mityczny Talent

szukajka

ADSENSE

Motyw błędnego ognika w dziełach fantasy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 


Merida Waleczna i błędny ognikBłędne ogniki znane były w różnych kulturach od wieków. Bardzo często wierzono, że strzegą ukrytych skarbów, wskazują zagubionym wędrowcom właściwą drogę lub przeciwnie, gubią ścieżki spacerującym po lesie ludziom. W wierzeniach Słowian pojawiają się one jako dusze chłopców i dziewczynek z nieprawego łoża, które zaklęte zostały w ognie, co miało zniechęcać pary do rozwiązłego życia. Gdzie najczęściej je widywano? Wszędzie tam, gdzie było wilgotno- na mokradłach, bagnach, w okolicy jezior czy też w lasach. Dziś spotykamy się z nimi głównie w dziełach fantastycznych, które chętnie czerpią z dawnych wierzeń.

Ogniki pojawiają się we „Władcy Pierścieni: Dwie Wieże” J.R.R. Tolkiena, kiedy to natykają się na nie Frodo i Samwise wędrujący wraz z Gollumem po Martwych Bagnach. Nazywane są „świecami umarłych”, ponieważ znajdują się w miejscu pełnym martwych ciał. „Świece” te zwodzą wędrowców, by sięgnęli zwłok leżących w wodzie, a tym samym podzielili ich los.

Motyw ogników pojawia się również w bajkowej „Meridzie Walecznej”. Główna bohaterka natyka się na nie podczas wędrówki po lesie. Prowadzą ją do domu czarownicy, która niejako spełniając prośbę dziewczyny, zamienia jej matkę w niedźwiedzicę. W tym przypadku trudniej niż we „Władcy Pierścieni” stwierdzić czy ich rola była negatywna czy pozytywna, bo spełniły życzenie Meridy prowadząc ją do miejsca przeznaczenia, jednocześnie sprowadzając na nią kłopoty. Same ogniki też nie wyglądają mrocznie, raczej intrygująco.

Ich postaci bardzo często pojawiają się w grach komputerowych. Doskonałym przykładem jest chociażby „Wiedźmin”, który garściami czerpie ze słowiańskiej kultury. Tu motyw błędnych ogników pojawia się zarówno w grach, jak i książkach. Dla łowcy zjaw nie są one niczym niezwykłym, ot często obserwowanym na bagnach zjawiskiem.

Istoty te znalazły swoje miejsce także w grach przeglądarkowych, takich jak: „Margonem”, „Taern” czy „Drakensang”, w grach karcianych- „Slavika. Równonoc”, czy RPG, np. „Marant”.

Postać błędnego ognika, co ciekawe, przewinęła się również w jednej z krótkometrażowych animacji z serii „Auta”, w której to Złomek nastraszony przez kolegów ucieka przed nieprawdziwą zjawą. Jednak nie to w całej historii jest kluczowe, lecz opis ognika. Jak dowiadujemy się, nie jest on wcale sympatyczny, a wręcz przeciwnie- zły i żądny olejów silnikowych!Martwe Bagna-

Jak widać, błędne ogniki zagrzały sobie miejsce w dziełach fantasy, zarówno w filmach, jak i grach, a nawet książkach. Ich wydźwięk, w większości sytuacji, ma charakter czysto fantastyczny. Jednak w każdej bajce jest ziarno prawdy. W przypadku ogników jest to worek ziarna, ponieważ widywano je naprawdę. Tak, tak, były to światła występujące w przyrodzie na porządku dziennym. Powstawały wskutek samozapłonu gazów wydobywających się z gnijących już szczątków roślin, a także zwierząt. Niekiedy ognikami nazywano też latające w ciemności świetliki, u których występuje zjawisko bioluminescencji.

Fantastyczne czy zupełnie prawdziwe, jakby nie patrzeć, błędne ogniki pojawiają się w wielu formach fantastyki, co dowodzi, że nawet dość odległe wierzenia znajdują nadal swoje miejsce we współczesnej twórczości. A czasem warto zagłębić się w ich źródła, bo mogą nas nie raz zaskoczyć!

Nowości - Fantastyka naszym okiem


HoverboardScience fiction od zawsze ukazywało nam alternatywny, najczęściej futurystyczny świat, w którym aż roiło się od niezwykłych wynalazków. Latające pojazdy, machiny przenoszące w czasie, czy wielofunkcyjne roboty, to tylko niektóre z gadżetów przewijających się przez ten gatunek filmów i książek. We wcześniejszych artykułach opisałam fenomen wehikułu czasu i teleportacji, więc teraz skupię się na innych, przyszłościowych patentach.

Większość z Was pewnie kojarzy filmy z serii „Powrotu do przyszłości” Roberta Zemeckisa. Zeszłego roku, dokładnie 21 października, miało miejsce dość znaczące dla fanów owego sci-fi wydarzenie. Tego dnia bowiem, Marty i Doc znaleźli się w przyszłości. Nie sposób nie zauważyć, że świat pokazany w filmie zdecydowanie odbiegał od tego, którego doświadczamy na własnej skórze.

Choć od 1989 roku technologia zrobiła ogromne postępy, to nadal na ulicach nie spotkamy tak promowanych w filmie Hoverboard’ów. Czy jednak nie poczyniono prób ich wykonania?

Dla wielbicieli „Powrotu do przyszłości” mam bardzo dobrą wiadomość. W sierpniu 2015 r., firma Lexus ukazała światu swoje dzieło rodem z fikcji naukowej. Jest nim lewitująca na 4 cm deska bambusowa z wbudowanymi magnesami i nadprzewodnikami, które dzięki ogromnemu chłodzeniu za pomocą ciekłego azotu są w stanie pokonać grawitację. Jednakże nie jest to możliwe bez specjalnego, magnetycznego podłoża. Mimo, iż deska nie pozwala, póki co, na jazdę po ulicach, a sam Lexus stworzył dopiero jej prototyp, to niezaprzeczalnie jest to olbrzymi ukłon w stronę jeszcze większego rozwoju technologii.Powrót do przyszłości

Pozostańmy przy temacie latania. W „Powrocie do przyszłości”, jak również w wielu innych dziełach science fiction, pojawiają się latające samochody i podobne im maszyny. Napędzane paliwem rakietowym, czy kosmiczną energią, cudeńka potrafiły „jeździć” po niebie, niczym po asfalcie.

Dziś motoryzacja rozwinęła się na tyle, że mamy samochody elektryczne, ułatwiające nam jazdę w każdej możliwej sytuacji, a nawet potrafiące pływać- amfibie. A jak wygląda sprawa podniebnych podróży? Całkiem nieźle, bo choć nie mamy latających aut, to powstają projekty takowych. Jednym z nich jest Helimac, który miałby zostać stworzony w Polsce. Swym wyglądem przypominać ma nieco gokarta z wiatrakami, które tak naprawdę są silnikami mającymi umożliwić maszynie wzbicie się w przestworza.

 A.I. Sztuczna inteligencjaOdnośnie maszyn, dość znaczącą kwestię stanowią roboty, które wyglądem przypominają, niemalże w stu procentach, człowieka. Takie wynalazki pojawiają się m.in. w książce „Hurysy z katalogu” Edwarda Guziakiewicza, czy w filmie „A.I. Sztuczna inteligencja” Stevena Spielberga. W obu przypadkach, roboty miały  głównie zabawiać ludzi i dotrzymywać im towarzystwa. Ukazane w dziełach „żywe maszyny” miały być zaprogramowane na uczucia, lecz same ich nie odczuwać.

Czy w dzisiejszych czasach, stworzenie ludzkiego robota jest możliwe? Jak najbardziej! Co więcej, od dobrych kilku, a nawet kilkunastu lat konstruowane są takie maszyny. W badaniach nad humanoidalnymi robotami przoduje Japonia. To w niej powstają, zarówno ukierunkowane na odpowiednie odwzorowanie motoryki ciała, jak i mimiki twarzy, dzieła technologiczne. W tej dziedzinie najbardziej rozwinięte okazują się firmy: Kawada, Toyota i Honda, których roboty niebezpiecznie przypominają ludzi. Znaczna część z nich ukierunkowana jest tak, jak filmowe i książkowe maszyny, na towarzyszenie i pomoc ludziom w domowych warunkach.

 

Jednak, czy możliwa jest też przewijająca się często w science fiction wizja opanowania przez sztuczną inteligencję świata? Nie wiadomo, w końcu technologia z każdym dniem szybciej galopuje do przodu, tworząc coraz to sprytniejsze gadżety.

 

Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądają takie humanoidalne roboty, koniecznie zobaczcie Robo- Einsteina o bardzo rozwiniętej mimice:

 

djembed

 

   

Jakub WędrowyczW Polsce, od kilku dobrych lat, przygody Jakuba Wędrowycza cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Na półkach księgarni zobaczyć można całą serię książek, a także notesy Wędrowycza, czy inne gadżety. W bibliotekach ciężko znaleźć interesującą nas część z Jakubowej kroniki, gdyż fani Pilipiuka łapią je jak świeże bułeczki. Dlaczego tak się dzieje? Co właściwie wyróżnia Wędrowycza pośród innych, serwowanych przez polskich czy zagranicznych autorów, bohaterów fantastycznych?

Na  początek warto wspomnieć, że A. Pilipiuk jest jednym z nielicznych polskich autorów fantasy, którzy cieszą się aż taką popularnością. Samo to sprawia, że chętniej zwracamy uwagę na jego książki. Jednak nie tylko popularność pisarza, lecz również powołany przez niego do życia Wędrowycz, powoduje, że tak chętnie czytamy jego twórczość.

Jakub nie jest bohaterem fantastycznym jakich wielu. Posiada kilka niezwykłych zdolności, którymi nie chwali się specjalnie przed światem, lecz nawet zmarli (a może szczególnie zmarli) o nim słyszeli. To właśnie sprawia, że staje się on atrakcyjną dla czytelnika postacią. Dodatkowo, istotną kwestią jest to, iż nasz bohater mieszka na polskiej wsi i jest stuprocentowym Polakiem, co pozwala nam bardziej się z nim utożsamić. Kolejną ważną cechą Wędrowycza jest jego „swojska” osobowość. To swój chłop, z którym można pogadać, usiąść do kieliszka (co jest wręcz wskazane!) czy zabić parę potworów. To kolejne rzeczy zmniejszające dystans między czytelnikiem, a bohaterem książek.

Jakub, jak już delikatnie napomknęłam, jest miłośnikiem wysokoprocentowych trunków. W ramach ciągłego rozwoju i zgłębiania swych pasji, sam również produkuje owe napoje, a dokładnie bimber o śmiertelnym, dla przeciętnego wyjadacza chleba, stężeniu alkoholu. Jak na prawdziwego bimbrownika przystało, Wędrowycz nie poda niesprawdzonego trunku gościom, więc każdy z nich skrupulatnie kosztuje (czasem aż do ostatniej kropli… tak dla pewności). Często pomagają mu w tym dobrzy przyjaciele, w końcu co trzy głowy to nie jedna.

Poza wyjątkowo odporną na procenty głową, nasz bohater dysponuje także inną fantastyczną zdolnością, a jest nią umiejętność skutecznego zwalczania potworów. Jak zwykł się mianować Wędrowycz, jest on egzorcystą amatorem. Jest to nad wyraz skromne określenie dla człowieka, któremu udało się pokonać setki wampirów, zombie i innej „paranormalnej gadziny”. Skromność też zdecydowanie odróżnia Jakuba od pozostałych bohaterów fantasy, co otwiera jego świat przed czytelnikiem.

Egzorcysta, choć stara się nie mieszać w konflikty bezpośrednio go nie dotyczące, potrafi wplątać się w różne afery. Jego butność i bezczelność, a także ogromna energia, jaką dysponuje mimo podeszłego wieku, zdecydowanie nie pomagają mu w takich sytuacjach. O dziwo, zawsze udaje mu się wymigać od nawet największych kłopotów, a widok służb mundurowych stał się dla niego chlebem powszednim.

Jakub otwarcie przyznaje, że nie czyta książek. Uważa je za zło konieczne i sięga do nich tylko, gdy potrzebuje czaru czy innego skutecznego sposobu na bestię, z którą nie potrafi sobie poradzić. Mimo swej niechęci do słowa pisanego, Wędrowycz jest niezwykle inteligentnym człowiekiem, a wiedzą potrafi przerosnąć niejednego studenta. Jego znajomość wielu zagadnień bierze się z niezliczonej ilości doświadczeń, z jakimi dane mu było zmierzyć się w ciągu swojego, nie tak krótkiego, życia. W oczach czytelnika, poza mianem pijaka, egzorcysty amatora czy bimbrownika, zyskuje też określenie mędrca z dużym doświadczeniem i, chcąc nie chcąc, mądrością.

Wydaje mi się, że dość solidne, choć nieliczne, argumenty przytoczone powyżej, skutecznie odpowiadają na pytanie o popularność Wędrowycza. Pomimo szczytnego miejsca wśród bohaterów dzieł fantastycznych jakie zajmuje, Jakub nie jest tak wyidealizowany, a wręcz przeciwnie, jest nieco „oswojony”, co sprawia, że łatwiej, o zgrozo, utożsamiamy się z nim. A więc, jeśli jeszcze nie sięgnęliście po przygody egzorcysty opisane przez Andrzeja Pilipiuka, mam nadzieję, że po tym artykule, postanowicie zapoznać się z nimi!

   

 

Syriusz Black- piesMotyw zamiany w zwierzę przewija się w wielu filmach, książkach czy grach fantasy. Jest on ukazany na różne sposoby, zamiana może być bardziej czy mniej kontrolowana, pożądana bądź nie. Również przyczyny stania się osobą zdolną do zmiany kształtu mogą być rozmaite. Postanowiłam jednak pochylić się nad pytaniem, moim zdaniem, dość istotnym przy tym temacie, a mianowicie czy takie zmiany w zwierze są darem czy raczej przekleństwem? Tym razem na warsztat rzuciłam: serię książek „Animorphs” K. A. Applegate, „Harrego Pottera i więźnia Azkabanu” J. K. Rowling, „W niewoli zmysłów” Nalini Singh, a także serial „Czysta krew”.

Po książki z serii „Animorphs” sięgnęłam będąc jeszcze dzieckiem i już wtedy zainteresował mnie ukazany w nich temat morfowania. Bohaterowie powieści swoje niezwykłe moce zyskali od obcego, który przybył na Ziemię w celu ochrony jej przed wrogimi cywilizacjami. To historia dość odbiegająca od większości wyobrażeń o zmieniających się w zwierzęta, jednak na pewno wnosząca dużo świeżości do tej dziedziny. Główni bohaterowie to grupka młodych ludzi, którzy niejako wbrew sobie zostają obarczeni odpowiedzialnością za losy Ziemi. Zostają wciągnięci w kosmiczny spisek, a swoje nabyte zdolności muszą wykorzystać do obrony ludzi. W tym przypadku na pytanie, czy są one darem czy przekleństwem bohaterów, nie trudno odpowiedzieć, ponieważ kilka niewielkich korzyści, jakimi były np. posmakowanie lotu ptaka, czy doznanie siły tygrysa, nie przyćmi ogromnej odpowiedzialności rzuconej na tak młode osoby. Zamiana w zwierzęta była bardzo ryzykowna, wystarczyło zapomnieć się w obcym ciele i stawało się nim na zawsze. Co ze zwierzęcymi odczuciami? Dopóki było się ptakiem, koniem czy psem, były one całkiem przyjemne, lecz gdy sytuacja wymagała przeobrażenia się np. w jaszczurkę, uwięziony w owym ciele człowiek mógł nie zgadzać się na pożeranie much, na które jaszczurka z ogromną przyjemnością polowała. Dlaczego w takim razie nie mógł jej powstrzymać? Tutaj mamy kolejną wadę morfowania. Amator nie był w stanie od początku przemiany w pełni kontrolować swojej przeobrażonej postaci. Jego umysłem władała osoba i zwierzę, każde ze swoimi uczuciami, instynktami, lękami i przyzwyczajeniami. To tylko kilka argumentów, abstrahując oczywiście od głównej historii, w której bohaterowie narażeni są na śmierć w obronie ludzkości, świadczących o tym, że w serii „Animorphs” przemiana w zwierzę to zdecydowanie bardziej przekleństwo niż dar.

U J.K. Rowling z motywem zmiennokształtności stykamy się w trzeciej części, jaką jest „Harry Potter i Więzień Azkabanu”, gdzie poznajemy Syriusza Blacka. Jest on jednym ze zmiennokształtnych, tak jak i Glizdogon, czy zmarły James Potter. Grupka bohaterów, już za czasów szkolnych posiadła umiejętność przeobrażania się w zwierzęta. W przeciwieństwie do Animorphsów nie otrzymali od nikogo owej zdolności, lecz sami się jej nauczyli. Samo to, że musieli się jej nauczyć, świadczy o tym, że nie mogła być to niechciana umiejętność. Zdecydowanym jej plusem była możliwość zamiany w zwierzę na bardzo długi czas, bez praktycznie żadnych konsekwencji, tu idealnym przykładem jest Glizdogon żyjący w ciele szczura kilkanaście lat. Animagowie, bo tak nazywano czarodziejów potrafiących przybierać inne formy, zmieniali się przeważnie w jedno, wybrane przez siebie zwierzę. Ich wybór był w pełni świadomy, decydowali się na postać, której rzeczywiście potrzebowali, która mogła przynieść im jakieś korzyści. Bo któż będzie zwracał uwagę na animaga w postaci psa, który w ten sposób może chronić swoją rodzinę? A kto ośmieli się podejrzewać przyjaciela rodziny, jakim jest szczur, o posiadanie ludzkiego ciała i przybranie postaci zwierzęAnimorphscia tylko po to, by móc uciec przed zemstą? Raczej niewielu. To dowodzi, że zmiennokształtność, w tym przypadku, jest darem, choć ciężko mówić tu o darze, ponieważ umiejętność ta jest całkowicie wyuczona.

Nalini Singh zabiera nas w podróż do świata przyszłości, w której zmiennokształtni żyją na równi z Psi (rasa nadludzi wyszkolona niczym maszyny do wykonywania powierzonych celów). Sama powieść „W niewoli zmysłów” nie należy do literatury, którą mogłabym polecić fanom fantastyki, gdyż jej tematyka bliższa jest romansowi. Skupmy się jednak na samych zmiennokształtnych, których cechuje niezwykła żywiołowość. Zwierzęta, w które się zmieniają nie opuszczają ich nawet w ludzkiej postaci, są jakby ich wewnętrznym głosem. Często kierują nimi w sytuacjach pełnych emocji, zważając na tematykę książki, widać to szczególnie, gdy zmienni są podekscytowani płcią przeciwną. Umiejętność przemiany nie jest niczym wyuczonym, gdyż obdarzone nią osoby po prostu się takimi rodzą. Przez „siedzące w nich” zwierzęta są bardziej wrażliwe na bodźce, emocje, są także bardziej rodzinne i czułe. W tym przypadku nie bardzo mogę przytoczyć jakiekolwiek wady bycia zmiennokształtnym, więc zdecydowanie jest to dar.

Obraz zmieniających postaci w serialu „Czysta krew” przywołam jako ostatni, ponieważ tu sytuacja nieco się komplikuje. Osoby zdolne do wcielania się w inne postaci mogą przybrać kształt dowolnego zwierzęcia, które widziały. Teoretycznie, umiejętność zmiany jest niezwykłym przeżyciem, pozwala wyzwolić pokłady energii, daje poczucie wolności, umożliwia zapomnienie o negatywnych przeżyciach. Wydawać by się mogło, że nie ma w tym nic złego. To nie do końca prawda. Zmiennokształtność, gdy nie jest poznana przez osobę nią obdarzoną może stać się prawdziwym problemem i przyczyną niezrozumienia otoczenia i własnej osoby, jak to się stało z Samem Merlotte’em, który poznał siebie będąc nastolatkiem nie mającym oparcia w bliskich. Kolejnym ryzykiem jakie niesie ze sobą zamiana w zwierzę jest możliwość wykorzystania tego przez inne osoby dla własnych celów, o czym przekonał się Tommy, będący źródłem zysków dla swoich rodziców wysyłających go na walki psów. Jak widać życie zmiennych nie było tak proste. Dochodzi tu również aspekt przybrania ciała innego człowieka, jednak możliwy był on jedynie w przypadku morderstwa drugiej osoby. Wiązał się on z ogromnym bólem osoby, która się zmieniała i nie był do końca kontrolowany. Wydaje mi się, że w tej sytuacji zmiennokształtność ciężko określić jako dar czy przekleństwo.

 

Podsumowując, jak widać ile książek, filmów czy seriali, tyle opisów zmian w zwierzęta. W wielu sytuacjach charakter tej umiejętności jest z góry bardziej czy mniej dobry dla osoby nią obdarzonej, jednak zdarzają się i takie, gdy ma ona tyle samo wad, ile zalet. Właśnie z tego powodu ciężko mi jednoznacznie określić czy zmiennokształtność jest darem czy przekleństwem. Pozostawiam to więc do samodzielnej oceny każdego z Was.


Legolas- Od dawna, w różnych kulturach, natykamy się na postaci zwane elfami. Pojawiają się w wielu filmach, książkach, bajkach dla dzieci. Każde z tych dzieł przedstawia je na swój sposób, jednak jest jedna cecha, która łączy wszystkie efly- spiczaste uszy. Zapytana o wyznaczniki ich wyglądu osoba na pewno wymieni uszy jako pierwszy bądź jeden z pierwszych. Rzecz komplikuje się nieco, gdy przychodzi nam zmierzyć się z ich charakterem. Tu dowolność jest ogromna. Jednak spróbuję sprawdzić czy elfy to bardziej dzielni wojownicy czy może uroczy pomocnicy. Porównam ze sobą: „Władcę Pierścieni” w wersji filmowej, serial „Czysta Krew”, film familijny „Elf” oraz „Romana Barbarzyńcę”- niestandardowy film animowany.

Kto z Was nie zaczął kojarzyć elfów z „Władcą Pierścieni” po jego hucznym pojawieniu się w kinach? Legolas podbijający serca swą niezwykłą odwagą i walecznością zdecydowanie pozwolił elfom zasłynąć w pozytywny sposób. Jako jeden z członków Drużyny Pierścienia wykazał się niespotykaną u tolkienowskich elfów tolerancją dla innych ras zamieszkujących owy świat. Ich odwieczny spór z krasnoludami nie przeszkodził mu w walce u boku Gimli’ego. Inaczej było z innymi elfami, które, zamknięte w sobie, żyły w niechęci do pozostałych ras. Dominowało w nich pragnienie ochrony swojego gatunku za wszelką cenę. Były przy tym niezwykle honorowe. Mimo że własne dobro było dla nich najważniejsze, respektowały obyczaje pozostałych ras.  Niechętnie wdawały się w relacje z innymi, co ułatwiał im zdecydowanie ich własny język jakim się posługiwali. Choć wydawać by się mogło, że Legolas jest tak odmienny od swych pobratymców, to jednak niewątpliwie łączył ich kunszt walki, w której posługiwali się łukami. Zwinność i gracja jaką prezentowały elfy, pozwalała nacieszyć nawet najbardziej wybredne oko.

Zupełnie inaczej wyglądają elfy w filmie familijnym „Elf”, w którym to ukazane są od strony pomocników św. Mikołaja. Jest to ich druga, najbardziej znana odsłona. Mimo iż cały film skupia się na człowieku, który myśli, że jest elfem, bo od małego był tak wychowywany, to jednak spróbuję skupić się na autentycznych postaciach pomocników Mikołaja. Są one uroczymi, niezwykle pracowitymi postaciami, które to przez cały rok dzielnie pomagają Świętemu przygotować się do tak wielkiego wydarzenia, jakim jest Boże Narodzenie. Praktycznie nie mają wad, ani słabości. Bo czyż tak idealne stworzenia mogą mieć wady? Chyba jedynym ich potknięciem, w całym filmie, było nie do końca miłe potraktowanie głównego bohatera, który swoim tempem pracy i zwinnością nieco odstawał od reszty. Jednak był to niewielki, niechlubny epizod, który został wybaczony elfikom. Również samym wyglądem znacznie odbiegają od postaci Tolkiena. Elfy z „Władcy Pierścieni” są wzrostu ludzi, są smukłe i posiadają atletyczne ciała, natomiast pomocnicy Mikołaja są niżsi od dorosłego człowieka, nie są tak smukli, co może być zasługą siedzącego trybu życia (całodzienne skręcanie zabawek i pakowanie prezentów ogranicza znacznie czas na ćwiczenia), a także braku walki, bo po co elfowi bożonarodzeniowemu umiejętność władania łukiem?

Kolejną odsłonę elfów ukazuje serial „Czysta Krew”. Istoty tam ukazane są pozornie rajskimi, żyjącymi w utopii postaciami, jednak skrywają swą demoniczną naturę. Co ciekawe, elfy w serialu są praktycznie tym samym co wróżki. Natykamy się na nie przez główną bohaterkę- Sookie, która jak się okazuje, również jest elfem. Trafia ona do krainy zamieszkanej przez przedstawicieli swojej rasy, która znajduje się w innym wymiarze. Spotkane tam istoty są piękne, żyjące w symbiozie z ludźmi, roztaczające wokół siebie aurę miłości i zrozumienia. Żyją w otoczeniu natury, kąpią się w jeziorze i jedzą dość niezwykły owoc podsuwany im przez rządzącą elfkę. Jak się okazuje, to on jest główną przyczyną postrzegania owego świata jako raju, gdyż nie jest niczym innym jak narkotykiem, mającym na celu omamić kosztujących go i sprawić, by czas w ich odczuciu znacząco zwolnił. Wracając jednak do elfów, są one obdarzone niezwykłymi mocami, takimi jak czytanie w myślach ludzi, zmiennokształtnych czy wilkołaków (wyjątek stanowią wampiry), a także umiejętność władania światłem, którym są w stanie ciskać w napastnika. Różnią się przez to zdecydowanie od elfów z „Władcy Pierścieni" czy pomocników św. Mikołaja. Nie można zapomnieć także o ich drugiej naturze ukazanej w „Czystej Krwi”. Elfy potrafią zmienić się w demony, z urodziwych istot przeobrażają się w brzydkie stwory. Tak dzieje się, gdy królowa, której są podwładni ukazuje swe prawdziwe, niezbyt dobre oblicze. Nie oznacza to jednak, że pod jej wpływem wszystkie elfy stają się tak samo złe. Kolejną ważną cechą, wyróżniającą je zdecydowanie spomiędzy innych przekazów o elfach, jest brak spiczastych uszu, tak charakterystycznych dla owej rasy. To może skłaniać do przypisania ich bardziej do kręgu wróżek niż elfów.

Postanowiłam sprawdzić również, choć nieco żartobliwie, jakie są elfy w filmie animowanym- „Roman Barbarzyńca”. Na wstępie chcę zauważyć, że niewybredne żarty i cięty humor ukazany w animacji, zdecydowanie wyklucza ją z kręgu nadających się dla młodszych widzów. Co też waży na samym odbiorze, jak również ukazaniu postaci elfa Lamerasa, gdyż nie ma on zupełnie nic wspólnego z sympatyczną postacią z familijnego „Elfa”. Jak więc jest przedstawiony? Z wyglądu niewiele różni się od tolkienowskich elfów, jest smukły, ma spiczaste uszy, włada łukiem. Za to charakterem odbiega zupełnie od dotąd omówionych postaci. Jest ogromnie zniewieściały, nieco strachliwy. Lameras posiada całą gamę erotycznych aluzji, którą zarzuca towarzyszy tej samej płci.Lameras- Zdecydowanie nie może być postawiony za przykład idealnego elfa i taki właśnie miał być zamiar twórców animacji.

Jak widać elfy mogą być tak różne jak różna jest wyobraźnia twórców dzieł, w jakich się pojawiają. Są cechy, które towarzyszą im prawie zawsze, m.in. charakterystyczne uszy czy umiejętność władania łukiem, jednak nawet one bywają pomijane bądź zmieniane. W związku z tym, ciężko jest jednoznacznie określić czy elfy są sympatycznymi istotkami czy dzielnymi wojami, ponieważ zależy to od sytuacji i charakteru dzieła w jakim są ukazywane. Jednak na dzień dzisiejszy są one chyba bardziej postrzegane jako walcząca, zwinna rasa, do czego w ogromnej mierze przyczynił się Tolkien. Również w naszej kulturze możemy spotkać się z elfami, co udowodnił nam Andrzej Sapkowski w „Wiedźminie”. Podsumowując, określenie charakteru elfów pozostawię Waszej własnej ocenie, w moim odczuciu będą jednak, mimo wszystko, trochę bardziej wojownikami niż pomocnikami Mikołaja.

 


Alicja w krainie czarówPewnie wiele razy w życiu spotkaliście się ze stwierdzeniem, że powinno się rozwijać  swoją wyobraźnię. Sposoby na to nie są wielką tajemnicą: czytanie książek, w tym  fantasy, które wprowadzają wasz umysł na najwyższe obroty, rozwiązywanie zagadek  logicznych, pisanie opowiadań, wymyślanie komiksów, gier, jak również słuchanie  muzyki, sprawia, że wizualizujemy sobie wiele miejsc,    sytuacji, obrazów. Rozwijanie  wyobraźni wcale nie wymaga od nas wielkich  przygotowań, żadnego nakładu pieniędzy,  nawet nie potrzebujemy do tego  specjalnie wyznaczonego czasu, bo do świata wyobraźni  można przenieść się w  czasie jazdy autobusem, podczas sprzątania czy przed snem. Jak  widać rozwijanie  wyobraźni wcale nie jest trudne, lecz po co właściwie ją rozwijać? Do  czego nam  się przydaje?

Jak większość dzieciaków, przygodę z tworzeniem świata wewnętrznego zaczęłam dość wcześnie, bo już w wieku kilku lat bawiłam się w wymyślanie różnych przygód jakie przeżywam ja, moje lalki, misie, czy koledzy i koleżanki. Całkiem szybko zaczęłam też czytać i niemal natychmiast stałam się molem książkowym. Potrafiłam spędzać godziny na siedzeniu w szafie z lampką i książką w ręce (niech rzuci kamieniem ten, kto nie miał swoich dziwnych przyzwyczajeń). Wcielałam się w postaci z powieści, które chłonęłam, widziałam świat ich oczyma, nawet długo po przeczytaniu lektury. To wszystko było dla mnie tak naturalne, że niespecjalnie zastanawiałam się nad korzyściami jakie może przynieść mi bujna wyobraźnia. Jednak po wielu latach i skończonych szkołach zaczęłam szukać swojego miejsca na ziemi. Pewnie zastanawiacie się co do tego ma wyobraźnia? Bardzo dużo!

Wielu pracodawców wymaga od swoich pracowników kreatywności, a czym ona właściwie jest? Niczym innym jak tylko wcielaniem w życie swoich pomysłów, które biorą się z wyobraźni. Bogaty umysł może pomóc Ci osiągnąć zamierzone cele. W końcu to osoby kreatywne częściej awansują na wyższe stanowiska, bo są one w stanie wnieść do firmy więcej niż pochłonięty życiem codziennym, niezbyt pomysłowy pracownik. To one będą przekraczać ramy przyzwyczajenia i wyglądać w przyszłość, w taką przyszłość jaka ich zdaniem może okazać się lepsza.

 A co w momencie, gdy korporacyjne życie, nawet z możliwością rozwoju, nie jest naszym marzeniem? Tutaj wyobraźnia jest niezastąpiona! Czy wyobrażacie sobie, by Microsoft, Apple, Facebook, nawet przydrożna restauracja czy sklep pani Jadzi, powstały bez jej udziału? Założyciele każdej z tych firm czy działalności musieli na początku wykazać się kreatywnością, by zdecydować czym będą się zajmować, na jakich zasadach będą działać, do jakich klientów kierują swoje usługi, a nawet jak ustawią swój towar czy nazwą działalność. Choć może się to wydawać abstrakcyjne, to nasz bogaty umysł jest napędem każdej z tych rzeczy. Możecie pomyśleć, że przecież nie ma osoby, która nie jest w stanie otworzyć warzywniaka. To prawda, każdy może to zrobić, ale tylko człowiek kreatywny będzie w stanie utrzymać się na rynku. Tylko osoba z pomysłem zachęci swoich klientów do kupna akurat u niej. Wiadomym jest, że Apple czy Facebook wymagały większej wyobraźni, bo już samo odkrycie potencjału w takiej działalności jest nie lada wyzwaniem. A co z Wami czytelnicy? Pomyślicie sobie, w porządku, nie mam ochoty otwierać sklepu, a drugiego Facebooka nie będę zakładać, więc co mogę zrobić? Tu z pomocą przybywa nie kto inny, jak własna wyobraźnia! Zastanówcie się co lubicie robić, jakie są wasze pasje, zainteresowania. To na nich budujcie swoją przyszłość! Przecież nie ma nic piękniejszego od robienia w życiu tego co kochamy! Wystarczy odrobina pomysłowości.

Jak wiadomo bogata wyobraźnia wpływa też na humanistyczną stronę naszego życia. Pisarz bez wyobraźni byłby nijaki, a wręcz niezdolny do stworzenia jakiegokolwiek dzieła. Spróbujcie wyobrazić sobie (oto wasze ćwiczenie na kreatywność) Tolkiena, który nie rozwijał nigdy umysłu, pomyślcie, że tak ogromny talent mógłby być zmarnowany na rzecz np. podrzędnego poradnika o ogrodnictwie, który jakby nie patrzeć wymaga dużo mniej wyobraźni. Sam warsztat, jakim jest pisanie, da się wyćwiczyć, lecz pisanie kreatywne i ciekawe wymaga naszego wkładu. Tak samo jest z tworzeniem muzyki, scenariuszy do filmów czy spektakli, nawet z rysowaniem. Wszystkie artystyczne działy wymagają od autora ogromnych pokładów kreatywności. Co dziwne, wyobraźnia ma też wielkie znaczenie w naukach ścisłych. Jako osoba zawsze podzielona pomiędzy humanizm, nauki ścisłe, a artystyczne nie dostrzegałam jak dużą rolę rozwój umysłu odgrywa w każdej z tych dziedzin. Łącząc wszystko w jedną całość jest mi łatwiej przyswajać wiedzę z każdej po trochę. Jednak udało mi się spotkać osobę, która mając problem z matematyką, uświadomiła mi, jak ogromną mocą włada nasz mózg. Nie mając nigdy większych problemów z liczbami, nie zastanawiałam się jak postrzegam działania na nich. Rozmowa z ową osobą pomogła mi zrozumieć, że zawsze widziałam je oczami wyobraźni, przenosiłam matematykę z kartki do umysłu. U niej natomiast wytworzyła się bariera nie pozwalająca zobaczyć liczb. To może oznaczać, że bogata wyobraźnia, lecz rozwijana na wielu płaszczyznach, co jest niezwykle ważne, pozwala nam łatwiej funkcjonować w codziennym życiu.

Zalet rozwiniętej wyobraźni jest o wiele więcej, lecz na tych kilku najważniejszych poprzestanę. Resztę z nich pozostawię Waszej własnej wyobraźni . A kończąc chciałabym Was zachęcić do nawet najmniejszego wysiłku włożonego w kształtowanie kreatywności i rozwoju umysłu. Kilka stron książki dziennie, wizualizacja fantastycznego świata, opis niezwykłego wydarzenia czy miejsca, a nawet muzyka instrumentalna, pozwala w znaczny sposób pobudzić pracę umysłu, która jak widać potrzebna jest nam nawet na co dzień. A co najważniejsze, świat osób posiadających bogatą wyobraźnię jest bardziej kolorowy i ciekawy. W końcu wyobraźnia pobudza w nas też ciekawość do poznawania nowych rzeczy, miejsc czy ludzi.


dezinformacjaWojna jest częstym motywem w utworach fantasy. Gdy strony konfliktu walczą ze sobą często porównujemy do siebie stan ich wojska, wyposażenia i umiejętności. Następnie jesteśmy zdziwieni obrotem spraw i zastanawiamy się, dlaczego wyżej wymienione czynniki nie decydują o wyniku brutalnych starć.  Z pewnością byłoby prościej skonfrontować je z grą w szachy, gdzie cała plansza oraz figury są odkryte, a liczą się jedynie umiejętności gracza i odpowiednie podejście. Trafniej jednak jest odnieść zbrojne spory do rozgrywki pokera. W sytuacji zakrytych kart pokerzysta stara się przechytrzyć pozostałych uczestników uważnie ich obserwując i starając się jednocześnie zachować nieprzeniknioną twarz. Pomimo różnic w rozdaniu, właśnie ta strategia ma decydujący wpływ na ostateczny rezultat. Czym właściwie ona jest i jaką moc posiada?

Dezinformację najczęściej kojarzymy z oszustwem, jest ona jednak bardziej złożona. Określa się ją jako narzędzie, które ma na celu wywołanie określonych zachowań. Oddziałuje ona na ludzką świadomość, w skutek czego człowiek zaczyna myśleć i pragnąć tak jak sobie tego życzy posługujący się tą techniką. Jej skuteczność możemy zaobserwować w wielu utworach fantasy.

Jak rabuś, gwałciciel i morderca stał się członkiem Kapituły Czarodziejów, w której jego słowo miało decydujące znaczenie? Vilgefortz w „Wiedźminie” przede wszystkim ukrył swoje pochodzenie. Był niezwykle utalentowany i przystojny. Wyrażał się szczerze i przekonująco. Tą postawą przyćmił swoją przeszłość do tego stopnia, że pozostali mieli go za wspaniałego, szlachetnego człowieka. Takich czynów również się dopuścił. Był przywódcą w bitwie pod Sodden, gdzie wykazał się poświęceniem w obronie ludu, a w radzie zawsze popierał działania dążące do pokoju. To wszystko jednak miało tylko ukryć jego prawdziwe oblicze. Vilgefortz pragnął władzy nad wieloma światami, co chciał osiągnąć dzięki Ciri. Gdy jego intencje wyszły na jaw, sytuacja była już beznadziejna. Na powyższym przykładzie widać jak dzięki dezinformacji i nie tylko, ten stosunkowo młody czarodziej manipulował myślami innych. „Saga o Wiedźminie” ukazuje nam wiele innych przykładów takich jak rozpowszechnianie informacji o stworzeniach, które w ukryciu wspomagają bunt elfów, czy o barbarzyńskiej postawie driad. Wywoływały one wrogość w umysłach ludzi i były podstawą dla późniejszych prześladowań.palpatine

„Dobrze, niechże szaleństwo będzie kamuflażem, który skryje nasze zamiary przed oczyma wroga”. Taki kamuflaż jako rodzaj dezinformacji został użyty przez siły dobra pod przewodnictwem Gandalfa we „Władcy Pierścieni”. Sauron oczekiwał próby użycia siły pierścienia przeciw niemu, nawet do „oka” nie przyszła mu myśl, że ów przedmiot zostanie powierzony małemu hobbitowi i wysłany do Mordoru, w ognie Góry Przeznaczenia. Podejrzewał, że drużyna zmierza w kierunku Minas Tirith, skąd wyda mu wojnę z całą mocą pierścienia. Chcąc wyprzedzić swojego przeciwnika, zaatakował pierwszy i zostawił niewielki garnizon strzegący tajemnego przejścia, prowadzącego w głąb jego krainy. Tą drogą przeszli Frodo i Sam, wykonując niebezpieczną misję i ostatecznie pokonując Władcę Ciemności.

Kolejny przykład dezinformacji możemy napotkać  w części z cyklu Gwiezdnych Wojen” pt: „Zemsta Sithów”. Kanclerz Palpatine posądza Zakon Jedi o zamach stanu, usprawiedliwiając tym samym atak na świątynie i późniejsze represje. W opinii publicznej rycerze Jedi z bohaterów jakimi niewątpliwie byli, zmienili się w kryminalistów i wrogów Republiki. Sam Palpatine, pozbywając się swoich odwiecznych przeciwników, bez przeszkód mianuje siebie imperatorem.

Działania przedstawione wyżej dają nam już pojęcie, jaki wpływ potrafi mieć osoba sprawnie posługująca się dezinformacją. Sabotuje ona nasz umysł i programuje myśli. Może nawet dojść do sytuacji, w której okupant zostaje postawiony w pozycji wybawcy narodu. Taką moc z pewnością można porównać do magii najwyższego stopnia.

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
czwartek, czerwiec 22, 2017