szukajka

ADSENSE

Motyw błędnego ognika w dziełach fantasy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 


Merida Waleczna i błędny ognikBłędne ogniki znane były w różnych kulturach od wieków. Bardzo często wierzono, że strzegą ukrytych skarbów, wskazują zagubionym wędrowcom właściwą drogę lub przeciwnie, gubią ścieżki spacerującym po lesie ludziom. W wierzeniach Słowian pojawiają się one jako dusze chłopców i dziewczynek z nieprawego łoża, które zaklęte zostały w ognie, co miało zniechęcać pary do rozwiązłego życia. Gdzie najczęściej je widywano? Wszędzie tam, gdzie było wilgotno- na mokradłach, bagnach, w okolicy jezior czy też w lasach. Dziś spotykamy się z nimi głównie w dziełach fantastycznych, które chętnie czerpią z dawnych wierzeń.

Ogniki pojawiają się we „Władcy Pierścieni: Dwie Wieże” J.R.R. Tolkiena, kiedy to natykają się na nie Frodo i Samwise wędrujący wraz z Gollumem po Martwych Bagnach. Nazywane są „świecami umarłych”, ponieważ znajdują się w miejscu pełnym martwych ciał. „Świece” te zwodzą wędrowców, by sięgnęli zwłok leżących w wodzie, a tym samym podzielili ich los.

Motyw ogników pojawia się również w bajkowej „Meridzie Walecznej”. Główna bohaterka natyka się na nie podczas wędrówki po lesie. Prowadzą ją do domu czarownicy, która niejako spełniając prośbę dziewczyny, zamienia jej matkę w niedźwiedzicę. W tym przypadku trudniej niż we „Władcy Pierścieni” stwierdzić czy ich rola była negatywna czy pozytywna, bo spełniły życzenie Meridy prowadząc ją do miejsca przeznaczenia, jednocześnie sprowadzając na nią kłopoty. Same ogniki też nie wyglądają mrocznie, raczej intrygująco.

Ich postaci bardzo często pojawiają się w grach komputerowych. Doskonałym przykładem jest chociażby „Wiedźmin”, który garściami czerpie ze słowiańskiej kultury. Tu motyw błędnych ogników pojawia się zarówno w grach, jak i książkach. Dla łowcy zjaw nie są one niczym niezwykłym, ot często obserwowanym na bagnach zjawiskiem.

Istoty te znalazły swoje miejsce także w grach przeglądarkowych, takich jak: „Margonem”, „Taern” czy „Drakensang”, w grach karcianych- „Slavika. Równonoc”, czy RPG, np. „Marant”.

Postać błędnego ognika, co ciekawe, przewinęła się również w jednej z krótkometrażowych animacji z serii „Auta”, w której to Złomek nastraszony przez kolegów ucieka przed nieprawdziwą zjawą. Jednak nie to w całej historii jest kluczowe, lecz opis ognika. Jak dowiadujemy się, nie jest on wcale sympatyczny, a wręcz przeciwnie- zły i żądny olejów silnikowych!Martwe Bagna-

Jak widać, błędne ogniki zagrzały sobie miejsce w dziełach fantasy, zarówno w filmach, jak i grach, a nawet książkach. Ich wydźwięk, w większości sytuacji, ma charakter czysto fantastyczny. Jednak w każdej bajce jest ziarno prawdy. W przypadku ogników jest to worek ziarna, ponieważ widywano je naprawdę. Tak, tak, były to światła występujące w przyrodzie na porządku dziennym. Powstawały wskutek samozapłonu gazów wydobywających się z gnijących już szczątków roślin, a także zwierząt. Niekiedy ognikami nazywano też latające w ciemności świetliki, u których występuje zjawisko bioluminescencji.

Fantastyczne czy zupełnie prawdziwe, jakby nie patrzeć, błędne ogniki pojawiają się w wielu formach fantastyki, co dowodzi, że nawet dość odległe wierzenia znajdują nadal swoje miejsce we współczesnej twórczości. A czasem warto zagłębić się w ich źródła, bo mogą nas nie raz zaskoczyć!

Nowości - Fantastyka naszym okiem

Postanowiłem dzisiaj napisać o czymś, o czym większość z Was już pewnie słyszała, niemniej jednak jest to temat dla fanów szeroko pojętej fantastyki wyjątkowo ciekawy, ponieważ dotyczy dwóch odrębnych zwykle gatunków: fantasy i fantastyki naukowej. Mowa o Legendach Polskich wypuszczanych do sieci przez najpopularniejszy polski serwis aukcyjny - Allegro.

Pierwszy film z serii – Smok miał premierę na Youtube 30 listopada 2015. Kilka dni wcześniej natomiast mieliśmy okazję zapoznać się ze zwiastunem. Przyznam szczerze, że nie od razu kupił mnie ten pomysł i nie bardzo załapałem początkowo o co w tym wszystkim chodzi. No, bo niby mamy Kraków, Kościół Mariacki, w tytule jest smok, a tu zamiast smoka widzimy jakąś wojskową maszynę latającą i przykrego pana, który wygląda jak jeden z naczelnych czarnych charakterów przełomu lat 80. i 90. - Dolph Lundgren. Przechodząc już do samego filmu, stanowi on połączenie starego z nowym. Osią fabuły jest dobrze znana historia smoka wawelskiego opowiedziana w całkowicie nowoczesny sposób, co oznacza tyle, że uświadczymy w filmie m.in. psa-robota, androida i inne wynalazki przyszłości. Historia ma wartkie tempo, jak w rasowym filmie akcji, animacje stoją na wysokim poziomie, a całość okraszona jest lekką dozą humoru i wątkiem romantycznym. 

 

djembed

 

Na drugi ogień, po krótkim odstępie czasu (15 grudnia), poszła legenda o Panu Twardowskim. Film od razu zaczyna się mocnym akcentem – przejażdżka po powierzchni Księżyca w rytm piosenki Wszystko chuj wywołuje niesamowite wrażenie, chyba ze względu na tak frywolne połączenie niedostępnego dla większości kosmosu ze swojskim wulgaryzmem. O ile Smok mi się podobał, tak Twardowsky wbił mnie w fotel. Świetne role Roberta Więckiewicza i Aleksandry Kasprzyk, niesamowite animacje, dobra dawka humoru i znane polskie przeboje sprawiają, że największą wadą filmu jest to, że jest tak krótki.

 

djembed

 

Ku uciesze mojej i innych fanów produkcji, poznaliśmy także dalszą część historii Twardowskiego, na którą jednak musieliśmy poczekać do września niedawno zakończonego roku. Tym razem jednak zamiast 9 minut, dostaliśmy aż 20 (18 nie licząc napisów, po których mamy jeszcze krótką scenę), ze wszystkimi elementami, które tak dobrze sprawdziły się poprzednim razem. Dodatkowo twórcy zaserwowali nam niezły zwrot akcji, a po drodze przedstawili nam trochę swoje uniwersum i  głównego antagonistę - Borutę. Owocem filmu była również nowa wersja piosenki Aleja Gwiazd za którą stoi jeden z najbardziej znanych polskich producentów Matheo i piosenkarka Anna Karwan. Możemy ją usłyszeć w napisach końcowych, po kilku dniach od filmu został również opublikowany teledysk do niej, który przedstawia historię Lucynki granej przez Kasprzyk.

 

djembed

 

djembed

 

Kolejny film – Operacja Bazyliszek pojawił się w listopadzie. Tym razem w rolach głównych dobrze znani Paweł Domagała i Olaf Lubaszenko. Ich postacie wzbudzają sympatię swoją prostolinijnością podczas rozmowy na typowym męskim wypadzie na ryby, suto zakrapianym alkoholem.Poza tym scenariusz przypomina trochę ten ze Smoka, jest wątek miłosny, potwór do pokonania i postać pomysłowego i odważnego Polaka, która zresztą jest chyba głównym elementem łączącym filmy. Miło, kiedy twórcy filmowi dla odmiany chcą żebyśmy, jako naród, byli z siebie dumni. Różnicę stanowi tutaj potwór – bazyliszek jest całkiem prawdziwy. Tradycyjnie już na wysokim poziomie animacja, humor, dialogi... nie za bardzo jest się czego przyczepić. Ah, zapomniałbym o muzyce... tu również standardowo dobrze, Matheo tym razem połączył siły z Andrzejem Donarskim w odświeżonej wersji Mój jest ten kawałek podłogi, co zaowocowało kolejnym teledyskiem, w którym możemy poznać historię postaci Eugeniusza granego przez Lubaszenkę.

 

djembed

 

djembed

 

Póki co, ostatni film z serii to grudniowa Jaga, nawiązująca do historii Baby Jagi. Choć w tej wersji to bynajmniej nie stara, zmarszczona i ohydna czarownica, ale ktoś w rodzaju młodej i pięknej bogini przyrody. Scenę, w której niczym w Matrixie w spowolnionym tempie nokautuje przeciwników, ciężko mi ująć innym słowami niż „wow, niesamowite”. Choć nie zabrakło elementów humorystycznych, tym razem twórcy uderzyli w poważniejsze tony. Dali nam też wyraźne wskazówki, że w następnej części powinna pojawić się postać Peruna, która jest zagrożeniem dla Boruty. Ogólnie powinno dziać się sporo, obyśmy na kolejne legendy nie musieli znów czekać do września. Choć, nawet jeśli, to już i tak mamy sporo. Jaga również doczekała się teledysku i to mrożącego krew w żyłach.

 

djembed

 

djembed

 

W aspekcie marketingowym, Legendy Polskie to świetny przykład budowania marki poprzez opowiadanie historii - storytelling. Natomiast dla zwykłego widza jest to przede wszystkim rozrywka na najwyższym poziomie. Pod każdym filmem odnajdziemy prośby o stworzenie filmu pełnometrażowego i nie ma się co dziwić, twórcy znaleźli idealną receptę na połączenie tradycji z nowoczesnością, dodając do tego szczyptę przaśnego polskiego humoru, a wszystko to zostało "ugotowane" przez czołowe nazwiska polskiej kinematografii. Gdyby pełnoprawny film powstał i choć zbliżył się poziomem do krótkich filmów dotąd stworzonych, byłby produkcją przyćmiewającą większość obrazów powstałych w ciągu całej historii rodzimego kina. Pomijając już świetną fabułę, grę aktorską, dialogi, muzykę i całą resztę, poziom animacji komputerowych i efektów jest czymś, czego w filmach nad Wisłą nigdy nie uświadczyliśmy, dość wspomnieć z jakimi przeciwnikami mierzył się Żebrowski - Geralt w filmie z 2001 roku, o którym zdecydowana większość fanów Wiedźmina wolałaby zapomnieć. A propos, scenarzystą Legend Polskich jest dobrze znany twórca animacji Tomasz Bagiński. Wielu powinno ucieszyć, że jest on w trakcie produkcji... Wiedźmina właśnie.

Osobiście odnoszę wrażenie, że w tych krótkich filmach mamy wszystko to, czego moglibyśmy oczekiwać od filmu o polskim pogromcy potworów, w końcu więc mamy właściwego człowieka na właściwym miejscu. Oczywiście pojawiają się też wątpliwości. Wiedźmin ma zostać zrealizowany z pomocą amerykańskiej wytwórni Sean Daniel Company, odpowiedzialnej za raczej średnio oceniane filmy, jak trzecia część Mumii czy Ben-Hurz 2016 roku. W dodatku do napisania scenariusza została wybrana amerykanka Thania St. John,która do tej pory pisała scenariusza głównie do niespecjalnie ambitnych seriali młodzieżowych, takich jak Buffy: Postrach wampirów czy Roswell: W kręgu tajemnic. Rodzą się obawy, czy film będzie miał odpowiedni klimat, czy nasza chluba narodowa nie zostanie zamerykanizowana i odarta ze swej słowiańskości i wyjątkowego charakteru. Miejmy nadzieję, że pan Bagiński przypilnuje żeby tak się nie stało. Zdarzają się przecież czasem takie przypadki jak Peter Jackson – człowiek, który po kiepskich filmach stworzył jedną z najlepszych trylogii w historii kina. Różnica jest chyba jednak taka, że, jeśli dobrze pamiętam, Jackson był wielkim fanem twórczości Tolkiena, a panią John nie podejrzewam o bycie fanką Sapkowskiego.

Chyba jednak największym problemem tej produkcji jest fakt, że pierwsze informacje o niej pojawiły się już w 2015 roku, data premiery nadal jest ustalona na rok obecny, a tymczasem nie mamy żadnych nowych doniesień, nie wiadomo więc, czy Wiedźmin nie umrze na etapie produkcji. W każdym razie życzę sobie i Wam, żebyśmy dostali świetny film o Wiedźminie i jak najwięcej kolejnych Legend Polskich, a może nawet jakiś pełnometrażowy film? :>

 

Myśląc o magii, wyobrażBalrogamy sobie efektowne zaklęcia, rytuały i inkantacje. W fantastyce potężni czarodzieje miotają kule ognia, przyzywają wichry i błyskawice niczym słowiański Perun. Nasze uwielbienie do tej niezrozumiałej potęgi sprawia, że na tym koncentrujemy naszą uwagę. Z pewnością wzbudzają tym szacunek i strach wśród pozostałych bohaterów, ale czy jest to ich jedyny arsenał?

Najpierw przyjrzyjmy się krótko archetypowi maga, dokładnie samemu jego powstawaniu. Większość znanych nam z powieści czarowników musiało przejść długotrwałe szkolenie. Następnie przez kolejne lata ćwiczyli oni swoje talenty, żeby opanować je do perfekcji. Właściwie nigdy nie kończyli oni swojej nauki. Tutaj widzimy ich klucz do sukcesu. Ciągły trening umysłu doprowadził do sytuacji, w której stali się na tyle błyskotliwi, że sama magia przestała być im niezbędna i zaczęli ją wykorzystywać jedynie doraźnie. Później właśnie to, oraz sławetne czyny stanowiły o ich statusie.

Jedną z umiejętności, którą czarodzieje opanowali do perfekcji, jest posługiwanie się sugestią. Poprzez dobrze skonstruowany przekaz wywierają oni wpływ na swojego rozmówcę, który zaczyna się zachowywać tak jak to przewidzieli i tak jak sobie tego życzyli. Jest to bardzo podstępny proces. Odbiorca sugestii, nawet spodziewając się jej, nie zawsze jest w stanie ją odeprzeć, bądź nawet zauważyć tę drobną myśl, która utkwiła w nim po wysłuchaniu słów maga. Działa ona zarówno na przyjaciół jak i wrogów. Oczywiście, żeby dokonać skutecznego wpływu, nie trzeba nawet wymawiać słów. Mogą być to gesty, postawa ciała, czy rozsiana plotka. To ostatnie jest niezwykle niebezpieczne, gdyż zasłyszane pośrednio przez człowieka z tłumu, ukrywa prawdziwego nadawcę. Wskażmy kilka przykładów zastosowania tej techniki w utworach literackich.koń-trojański

Jak to się stało, że mały Hobbit z Shire zwany Frodo Baggins został bohaterem, po wypełnieniu niezwykle trudnej, graniczącej z niemożliwością misji? Był strachliwy i z pewnością nie wyruszyłby na tę wyprawę, gdyby nie Gandalf. Ten zauważył jego ukrytą odwagę i zdolność do poświęcenia. Poprzez swoją postawę zaszczepił we Frodzie obowiązek wypełnienia zadania. Na pewno ważna była tu informacja, którą udzielił Hobbitowi mówiąc o jego niezwykłej odporności na działanie pierścienia. Wynikiem tych działań i późniejszych wydarzeń było zgłoszenie się Froda do niebezpiecznej misji. Nie wiemy czy Gandalf zrobił to celowo, lecz z pewnością się tego spodziewał i uznał za najlepsze rozwiązanie. Jak wiemy kierował on później walką ludów sprzymierzonych przeciwko Mordorowi. Poruszał wszystkich do działania swymi słowami, niezwykle rzadko czarował. Stary czarodziej wykorzystywał wiele technik różnych od sugestii, o których opowiemy innym razem.

Z dzieła mistrza gatunku, wróćmy się do chyba najbardziej klasycznego utworu wszechczasów – Iliady. Czy koń trojański zostałby wciągnięty w obręb murów miasta, gdyby nie użyto sugestii? Ta wyrażała się w spaleniu obozu i odpłynięciu Greków. Wskutek tych niewielu informacji koń został przetransportowany do cytadeli jako dar dla bogini Ateny. Byli oczywiście przeciwnicy tego czynu, którzy wietrzyli spisek. Wkrótce schwytano szpiega Achajów i przepytano go. Ten jednak pouczony wcześniej przez Odyseusza, powiedział o utracie względów wspomnianej bogini i zbudowaniu daru w celu przebłagania jej, a sam koń rzekomo miał być taki wielki, żeby Trojanie nie mogli przenieść go do miasta. Kolejna sugestia przesądziła sprawę i na to liczyli Grecy.

Podobne rozwiązanie znalazł mag Arivald, chcąc uchronić Wybrzeże przed napadem piratów. Wystawił on na wybrzeżu kukły, które imitowały żołnierzy. W ten sposób bandyci zwyczajnie przestraszyli się i zrezygnowali z ataku. Było to proste i przebiegłe. Wymagało przeanalizowania stosunków między piratami, a magiem Vargalerem, który uczestniczył wraz z nimi w ataku.

Oczywiście sugestihousea nie jest domeną tylko uzdolnionych magicznie jak można zauważyć w przypadku historii Troi. Tę metodę wykorzystywano w zamierzchłych czasach i wykorzystuje się do dziś we wszystkich kręgach społecznych. Często używamy jej nieświadomie, nie tylko bardzo dosadnie ziewając, lecz również podczas rozmowy. Są też tacy, którzy specjalizują się w używaniu technik umysłowych. O ile zmieniające się obrazki po prawej nie przeszkadzały Ci wcześniej w czytaniu, to myślę, że teraz już będą. Gdzie powędrował twój wzrok? Ja z pewnością nie jestem biegły w tej technice, lecz bez wątpienia czarodzieje i mędrcy są jej mistrzami, dlatego będziemy również omawiać używane przez nich techniki inne od sugestii.

Miłego ziewania!

 

 

SlendermanW internecie coraz częściej możemy natknąć się na różnorodne, niepokojące historie, zdjęcia czy filmy, mające do złudzenia przypominać  rzeczywistość. Niekiedy przybierają też postać legend miejskich. Są one tworzone przez wielu użytkowników w celu wystraszenia sieciowych eksploratorów. Nazywa się je Creepypastami lub bardziej żartobliwie- Strasznomakaronami.

Creepypasty mają swoje korzenie już w historiach z dreszczykiem, opowiadanych przy ognisku. Jednak termin ten, po raz pierwszy, użyty został w 2007 roku w serwisie 4chan. Oznacza on „straszną historię, skopiowaną i wklejoną przez użytkowników”. Popularność Strasznomakaronów przybrała na sile w 2010- 2011 roku i wciąż rośnie.

Jedną z najbardziej popularnych Creepypast jest historia o Slender Manie, wysokim mężczyźnie bez twarzy, który chodzi po lesie i porywa dzieci. Swoje podłoże ma ona już w babilońskich, czy germańskich wierzeniach. Istnieje też dużo innych Creepypast, m.in. Jeff the Killer, Red Mist czy Ben Drowned, a dzięki licznym fanom takich opowieści, wciąż powstają nowe.

Dlaczego właściwie owy gatunek zyskał taką popularność? Czy naprawdę lubimy się bać?

Z psychologicznego punktu widzenia, straszne historie mogą pomóc nam oswoić strach. Jak to możliwe? Otóż siedząc wygodnie przed ekranem, w zaciszu własnego domu, wiemy, że nic nam nie grozi. Wiemy też, że film, gra, opowiadanie kiedyś się skończy, a my wrócimy do realnego, dobrze znanego nam świata. To pomaga nam zmniejszyć strach przed tym, na co możemy natknąć się w przyszłości, ponieważ nasz umysł będzie miał już w pamięci „happy end” z ostatniego, takiego spotkania.

Obojętna naszym strachom nie pozostaje także biochemia. Gdy  się boimy, nasz organizm zaczyna produkować adrenalinę. Jest to hormon, który ma na celu pobudzenie nas do ucieczki. Dzięki niemu, nasze naczynia krwionośne rozszerzają się, tak samo jak źrenice. Dostajemy potężny zastrzyk energii, a nasze serce pracuje na najwyższych obrotach. SBungeekutki działania adrenaliny mogą przypominać nieco czynność całkiem niezwiązaną ze strachem, jaką jest seks. Dokładnie! Podczas miłosnych igraszek, nasz organizm produkuje noradrenalinę, która jest bardzo bliska adrenalinie i najczęściej wraz z nią wyrzucana jest podczas stresowych sytuacji. Co ciekawe, seks uwalnia też mnóstwo endorfin, tzw. „hormonów szczęścia”, które nas rozluźniają i wywołują radość.

Przykład biegacza lepiej pokaże, jak dziwne jest zestawienie, tak przeciwnych sobie hormonów. Wyobraźmy sobie olimpijczyka, który przygotowuje się do startu. Jest on spięty i zestresowany.  To jego życiowa szansa. Zaczyna produkować adrenalinę, która dodaje mu energii i pcha do biegu. Po przekroczeniu pewnej granicy wysiłku, do jego organizmu docierają też endorfiny. Takie sytuacje pokazują, jak cienka jest linia oddzielająca nasz biologiczny strach i szczęście.

Nic dziwnego, że wiele osób łaknie mocnych wrażeń w postaci skoku na bungee, ze spadochronem, czy też oglądania horrorów. Dlatego powstaje tak dużo Creepypast. Ludzie chcą się bać, by później odczuć szczęście, ulgę, móc powrócić do normalnego życia. Dlatego też strach jest czasem dobry, ale tylko, gdy dostarczamy go w małych ilościach.

 

 

 

Ku uciesze Makaronomaniaków, poniżej zamieszczam postaci z Creepypast w wersji rysukowej:

 

Creepypasty

 

 

Bardzo często, kiedy myślimy o fantastyce, przed oczami stają nam półki pełne książek, sceny z kultowych filmów czy też gry wideo. Fantastyka nie ogranicza się jednak tylko do powieści i ruchomych obrazów. Nurt ten zaobserwować można także na nieruchomym obrazie- w malarstwie, fotografii czy grafice.

Choć fantastyka nie kojarzy się jednoznacznie z malarstwem, to jej elementy możemy zauważyć już w obrazach o tematyce mitologicznej. Pierwsze z nich powstawały w okresie antycznym. Na płótnach często pojawiały się wtedy Amory, Pegaz i wszelkie mitologiczne istoty.

 

       Kupidyn;                              

          Kupidyn z obrazu "Porwanie Heleny" Guido Reni          "Meduza z odciętą głową przez Perseusza" Edward Burne-Jones

                                                  

Przez lata motywy te powielano dorzucając do puli coraz nowsze stworzenia, m.in. smoki, które często przewijały się na obrazach wraz ze świętymi.

 

                                             Miniatura z żywota św. Klemensa

              "Św. Jerzy zabijający smoka" Juliusz Kossak                                     Miniatura z żywota św. Klemensa

 

Z czasem malarze zaczęli tworzyć na płótnach całe fantastyczne pejzaże, nie ograniczając się tylko do jednego elementu. Taki artystą był chociażby Grek- Tilemachos Pilitsidis, znany jako Telemach.

 

           Pejzaż Telemach                          

 

Mówiąc o malarstwie fantastycznym nie można nie wymienić , chyba najważniejszego twórcy tego gatunku- Zdzisława Beksińskiego. Każdy obraz osadzony jest w wyobrażonym świecie artysty, oderwanym znacznie od rzeczywistości. Jego dzieła emanują niepokojem, co widać szczególnie na twórczości z lat 60-tych, 70-tych. Beksiński skupiał się wtedy na postaciach.

 

        Zdzisław Beksiński                    Zdzisław Beksiński

 

Fantastyka bardzo mocno osadziła się w grafice komputerowej. Głównie za sprawą gier elektronicznych, które pod względem obrazu dopracowuje się, z każdym nowym tytułem, coraz bardziej.

Nie zapominajmy jednak, że grafika to nie tylko gry, lecz chociażby oprawy książek, które rozwijały się jeszcze dużo przed twórczością komputerową jaką znamy dziś. Jednym z artystów rysujących okładki był Frank Frazetta. Tworzył on ilustracje do Conana Barbarzyńcy.

 

                                        

                 "Conan the Barbarian" Frank Frazetta                                             "Sorcerer" Frank Frazetta

 

Bardzo popularne są także grafiki Josh’a Kirby ilustrującego „Świat Dysku” Terry’ego Pratchetta.

 

             

                     Okładka książki "Kosiarz" T. Pratchett'a                                         Okładka książki "Maskarada" T. Pratchett'a

 

Książki ilustrował również Michael Whelan. Spod jego ręki wyszło ponad 350 okładek.

 

                              

                            "Eric Demonslayer"                                                                        "Dragonsbane"

 

Nie można zapominać o twórcach grafik do gier bez prądu. Jednym z nich był Larry Elmore, ilustrator kultowej gry fabularnej Dungeons & Dragons.

 

                                  

                            "Crimson Dawn"                                                                                       "Castle of Deception"

 

Kolejnym autorem obrazów do gier, m.in. karcianki „Magic: The Gathering”, był Donato Giancola.

 

                        

                                      "Eowyn and the Lord of the Nazgul"

 

Fantastyka znalazła swoje miejsce także w rozległej dziedzinie, jaką jest fotografia. Wielu artystów postanowiło uciec w świat wyobraźni.

Przykładem takiej fotografki może być Annie Leibovitz, która stworzyła serię zdjęć opartą na Disney’owskich postaciach.

 

      Annie Leibovitz          

 

Na uwagę zasługują również fotografie Kirsty Mitchell, która wykonała kilka ciekawych, fantastycznych albumów, m.in. Wonderland.

 

                Kirsty Mitchell

 

Jak widać, fantastyka rozpowszechniła się nie tylko w świecie książek czy filmu. Bardzo dużo jej śladów znaleźć można również w innych dziedzinach sztuki. Nic dziwnego, w końcu mianem fantastyki określić można wszystko, co powstało w naszej wyobraźni i nie ma zbyt dosłownego odzwierciedlenia w świecie realnym.

 

 

 

Zachęcam Was również do zajrzenia na moją stronę- Fantimage, na której znajdziecie fotografie opierające się głównie na słowiańskich wierzeniach. Nie brakuje tam zjaw i fantastycznych postaci J

 

 Przyłożnik               Kania

 

W poprzedniej części artykułu omówiłam już maszyny latające oraz humanoidalne roboty, jednak science fiction otwiera przed nami dużo więcej technicznych, przyszłościowych furtek, na które warto zwrócić uwagę.
MatrixPochylmy się na chwilę nad tematem ludzi w technologii i zastanówmy nad kwestią połączenia umysłu z siecią. Motyw ten jest dość często spotykany w dziełach z zakresu fantastyki naukowej. Bardzo widoczny jest m.in. w filmie „Matrix” Andy’ego i Lany Wachowskich oraz w „Avatarze” Jamesa Camerona. W obu przypadkach, bohaterowie za pomocą połączeń mózgu z komputerem przenoszą się do innego świata, gdzie mają do wykonania powierzone im misje.

Coraz bliższa staje się także możliwość łączenia umysłu z siecią w realnym życiu. Póki co, naukowcy udostępnili do użytku okulary Google, które łącząc się z Internetem pozwalają robić zdjęcia, wyszukiwać potrzebne dane, a nawet odsłuchiwać dźwięk bez użycia słuchawek. Odbiór informacji ma umożliwić zainstalowany w okularach ekran wyświetlający. Bez wątpliwości tworząc je wzorowano się nieco na gadżetach tajnych agentów.

Technologia stworzyła również sporych rozmiarów gogle mogące przenieść nas do wirtualnej rzeczywistości. Tym wynalazkiem jest Oculus, szczególnie popularny wśród graczy, którzy dzięki niemu są w stanie poczuć grę „na własnej skórze”.

Kolejnym ciekawym rozwiązaniem, jakie oferują nam dzieła science fiction, są hologramy. Ukazano je w wielu filmach, jak chociażby „Gwiezdne wojny”, czy „Powrót do przyszłości”. Hologramy bardzo często stosowano jako „realne” połączenie z drugą osobą, nie raz były one wyposażone w urządzenia pozwalające porozumieć się również werbalnie.Star Wars

To zagadnienie, pod kątem wyświetlania obrazu, przestało być dla nas fikcją, a hologramy, choć nie są codziennością w życiu większości ludzi, nie stanowią dużej sensacji. Są one używane podczas wystąpień scenicznych, wykładów, a chętni mogą nawet stworzyć hologram 3D na własnym telefonie. A jak powstają takie obrazy? Są one tworzone za pomocą wysokoenergetycznych wiązek lasera, wysyłanych w przestrzeń pod takim kątem, by mogły się przeciąć i wytworzyć plazmę, która obrazuje nam daną rzecz w formie voseli (odpowiednik piksla).

Ciekawym zagadnieniem są także kapsuły regeneracyjne, umożliwiające zebranie energii i potrzebnych ciału składników odżywczych w krótszym od przeciętnego czasie. Taka forma odzyskiwania sił ukazana była m.in. w książce „Hurysy z katalogu”. Dzięki kapsule bohaterowie mogli odzyskać sprawność fizyczną, by, w tym przypadku, powrócić do służenia ludziom.


Kapsuła regeneracyjnaMaszyna taka powstała również w naszym świecie. Wyprodukowana została przez niemiecką firmę i prawdopodobnie dostępna jest już do użytku na większą skalę. Jej specjalne właściwości regeneracyjne opierają się na działaniu fal biomagnetycznych, które, przy odpowiedniej częstotliwości drgań, podnoszą aktywność komórek organizmu, a tym samym wspomagają pracę wielu narządów. Podobno kapsuła ma też właściwości odmładzające i rzekomo potrafi wydłużyć życie.

Jak widać, z biegiem lat, science fiction przestało być tak fikcyjne, jak mogłoby się wydawać. Przez ostatnie kilkanaście lat technologia nabrała niewyobrażalnego tempa, tym samym dając podłoże dla wielu niesamowitych wynalazków. Z każdym dniem przyspiesza, co oznacza, że niedługo możemy dogonić wyobrażenia twórców sci-fi sprzed lat, a latanie samochodami, rozmowa z humanoidalnym robotem, czy nawet podróże w czasie staną się normą.

 

 

 

Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda tworzenie hologramów na iPadzie, zerknijcie na film poniżej:

djembed

 


Powrót do przyszłościKto z nas nie chciał, choć raz w życiu, przenieść się w czasie? Niekiedy po to, by przeżyć jakąś chwilę jeszcze raz, czasem, by naprawić popełniony błąd, a może ujrzeć swoją przyszłość. Mimo, iż pragnienie to nie jest dla człowieka niczym obcym, to jednak takie podróże wydają się nam na tyle abstrakcyjne, że umiejscawiamy je jedynie w powieściach czy filmach science fiction. Czy słusznie?

Już od dawna wiemy, że czas nie jest wartością do końca mierzalną, gdyż w zależności od materii i energii płynie w różny sposób. Jest za to elastyczny i nieuchwytny, co udowodnić próbował, już w IV wieku, św. Augustyn z Hippony. Przypuszczenia te potwierdził ostatecznie Albert Einstein poprzez teorię względności. On też pierwszy użył określenia „czasoprzestrzeni”. Dzisiejsi naukowcy badający ten temat nie wykluczają możliwości przemieszczania się w czasie, lecz, jak twierdzą, jest ona aktualnie niemożliwa do realizacji pod względem technicznym, ponieważ masa człowieka jest za duża. Jednak, mimo tej teorii, zdarzały się przypadki prawdopodobnego podróżowania w czasie.

Rudolph Fentz był jednym z bardziej znanych „podróżników”. Wspomnienia o nim pochodzą z 1950 r., z Nowego Jorku. To właśnie tego roku, jak podawali świadkowie, dziwnie ubrany Rudolph krzycząc coś wbiegł wprost pod jadącą taksówkę. Znalezione przy mężczyźnie dokumenty datowane były na XIX w., choć ich stan zupełnie na to nie wskazywał. Policji udało się odnaleźć jego synową, która twierdziła, że Rudolph zaginął 80 lat wcześniej w niewiadomych okolicznościach. Jak się okazało, adres zamieszkania, który podała kobieta, zgadzał się z tym znalezionym w dokumentach.

Choć przypadek ten wydaje się nad wyraz nierealny, nie jest wcale odosobniony. Być może bardziej znany stał się John Titor, który zasłynął w 2000 roku na forum internetowym. Twierdził, że pochodzi z przyszłości i cofnął się w czasie, by zapobiec kolejnej wojnie. Miał tego dokonać przenosząc jeden z  komputerów IBM do swoich lat. W internetowej społeczności funkcjonował przez rok, by następnie, po oznajmieniu swojego powrotu do przyszłości, zniknąć bez śladu. Jedynym, na co natknęli się poszukujący go, była firma na nazwisko Titor, posiadająca zaledwie skrytkę pocztową.Zmieniacz czasu

Te i inne opowieści o podróżnikach w czasie zainspirowały wielu autorów fantastycznych i science fiction. Najlepszym przykładem jest film „Powrót do przyszłości” Roberta Zemechisa z 1985 r., w którym to amerykański nastolatek, za namową szalonego naukowca, testuje wehikuł czasu i wraz z doktorem przenosi się do przeszłości. Film ten zyskał na tyle dużą popularność, że powstały kolejne jego części.

Również Andrzej Pilipiuk w powieści „Operacja Dzień Wskrzeszenia” użył motywu podróży w czasie jako tematu przewodniego. Tym razem jest ona użyta w wyższym celu. Bohaterowie powieści muszą odwrócić losy świata spustoszonego przez wojnę atomową. W tym celu udają się do przeszłości, by tam unieszkodliwić Pawła Citko, prezydenta odpowiedzialnego za marny los całej Ziemi. Właściwie chcą zapobiec narodzinom Pawła, pozbawiając jego ojca możliwości płodzenia dzieci.

W „Harrym Potterze” również pojawia się możliwość podróży w czasie, a dzieje się to za sprawą magicznej, niepozornej klepsydry- zmieniacza czasu, który przenosi osobę korzystającą z jego mocy, do odpowiedniego dnia, a nawet chwili. Przy korzystaniu z niej istnieje ryzyko zdemaskowania przez „siebie z przeszłości”, co doprowadzić może do nieodwracalnych zmian w historii.

 Opowieść wigilijnaCzy pamiętacie może jedną z lektur, opowiadającą o skąpcu nienawidzącym świąt? Tak, chodzi mi o „Opowieść Wigilijną”, w której motyw podróży w czasie pojawia się, choć nie jest ukazany tak, jak w innych dziełach. Tutaj, Ebenezer Scrooge doświadcza możliwości ujrzenia swojej przeszłości i przyszłości dzięki duchom świąt. Podróże te mają na celu ukazanie błędów popełnianych przez mężczyznę i wzbudzenie w nim chęci poprawy.

Jak widać, podróże w czasie, wehikuły i chęć ujrzenia tego, co było lub będzie, natchnęła wielu twórców do stworzenia dzieł o tej tematyce. Choć, póki co, przewija się w książkach i w kinie, to możliwe, iż kiedyś takie podróżowanie stanie się dla nas codziennością. Jednak, wiedząc jak ryzykownym by to było, czy na pewno chcielibyśmy skakać w czasie?

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
sobota, kwiecień 21, 2018