szukajka

ADSENSE

Bestiariusz Słowiański w popkulturze

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 


WiedźminOd wielu lat kultura masowa zalewa nas postaciami wampirów, wilkołaków, zombie czy elfów. Pojawiają się one zarówno w literaturze, filmach, jak i grach. W większości reprezentują wierzenia i opowieści krajów zachodnich. Zapełniają strony baśni celtyckich, nordyckich, germańskich, lecz także Słowianie posiadają wiele, od niedawna powracających do łask, bestii i zjaw godnych naszej uwagi. Choć przez dziesięciolecia próbowano o nich zapomnieć, bo wiązały się z wiarą pogańską, to jednak dziś bogunki, rusałki, kikimory, biesy i płanetnicy coraz częściej znajdują swoje miejsce w kulturze popularnej.

Chyba najbardziej znanym, nie tylko w Polsce, lecz na całym świecie, dziełem poruszającym tematykę słowiańskich postaci jest „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego. Za książką, która okazała się świetną porcją fantastyki w rodzimym klimacie, poszedł serial, cykl gier, a także film, który niestety nie był w stanie dorównać pozostałym pozycjom. Dzięki Sapkowskiemu przenosimy się do czasów dawnych Słowian, gdy to Geralt wędrując po wioskach poluje na potwory.

Wspomniałam już o grze stworzonej na podstawie „Wiedźmina”, jednak nie jest ona jedyną, powstałą na bazie słowiańskich wierzeń. „Słowianie Nawija” to internetowe MMORPG oparte na bogatej w demony krainie naszych przodków. Powstało też coś dla fanów spotkań towarzyskich- „Slavika” to karcianka, która z  łatwością przenosi wyobraźnię uczestników do świata Południc, Wiedźm i Płanetników. Ze względu na szatę graficzną, jak i historię wojowników i upiorów toczących ze sobą boje, zasługuje na polecenie fanom gier i wszystkim miłośnikom fantastyki.

Kolejnym sposobem na przekazanie podań słowiańskich w popkulturze, stała się muzyka. Istnieje sporo zespołów, które zarówno tekstem,  jak i Donatan melodią wracają do kultury bliskiego nam ludu, a jest wśród nich, m.in. zespół Jar. Posiadające wiele odwołań do zjaw i bestii, choć mocniejsze brzmienia, tworzy Żywiołak. Również Lao Che, który tworzy muzykę alternatywną, całą płytę „Gusła” wypełnił upiorami nadbałtyckimi. W kontekście wierzeń słowiańskich w popkulturze, ciężko nie wspomnieć o Donatanie, mającym na swym koncie płytę „Równonoc”. Tu zdecydowanie warte obejrzenia są teledyski, które owiane są nawiązaniami do zjaw. W samej muzyce, choć zdecydowanie odnosi się ona do współczesności, pojawiają się wzmianki o demonach słowiańskich.

Powracając na chwilę do książek, warta uwagi jest powieść „Królowa Cieni” Marcusa Sedgwicka, w której, mimo iż nie w samej historii, lecz w epilogu, pojawia się nawiązanie do pochodzenia wampira.

Zaciekawiła mnie również pozycja polskich reżyserów: Kornela Danielewicza i Kamila Bernatka, którzy są w trakcie tworzenia horroru „Odludzie” mającego opierać się m.in. na wierze w demony słowiańskie.

Jak widać, coraz częściej można spotkać się z powrotami do dawnych obyczajów i religii Słowian promowanych w popkulturze. Dzięki takiej popularyzacji możemy przypomnieć sobie o naszej dawnej demonologii, która wcale nie była gorsza od zombie czy elfów dostarczanych nam w dziełach zachodnich. Warto czasem sięgnąć po rodzime historie, bo „cudze chwalimy,a swego nie znamy”.

Nowości - Fantastyka naszym okiem


ThrillerLęk przed śmiercią towarzyszył człowiekowi od zawsze. Boimy się tego, czego nie znamy, tego, że może nas zabraknąć. Nie ma w tym nic dziwnego, nie dziwnym jest też ożywianie tego lęku, co czyniono już wielokrotnie, stwarzając różne zjawy i bestie. Ze strachu przed śmiercią i pośmiertnym zachowaniem ciała ludzkiego, wymyślono nieumarłych. Przez wiele lat objawiali się w różnych postaciach: zombie, wampirów czy innych upiorów. Znane od wielu lat, dziś tłumnie wbijają się do kultury masowej, zarówno w książkach, grach, serialach, filmach, jak i komiksach.

Jednak spróbujmy przyjrzeć się im z osobna. Na początek poświęćmy chwilę, tak ostatnio osławionym zombie. Dziś zawładnęły głównie Ameryką, co wcale nie jest dziwne, gdyż narodziły się właśnie tam. Swój początek mają w kulcie Voodoo praktykowanym na Haiti i w południowym USA. Wierzono, że kapłani, zwani nougan, mambo lub bokor uśmiercali człowieka, a w kilka dni po pogrzebie nieszczęśnika, potrafili przywrócić go do życia. Może nie całkiem, ponieważ ożywiali jedynie ciało, które zamieszkiwał duch śmierci Guédé. Po co to robili? Takie zombie, a właściwie cadavre, używany był do prac w polu i w gospodarstwie. To dopiero tania siła robocza! Jednakże nie każdy prawie umarły pomocnik służył gospodarzowi po wsze czasy (i to dosłownie), gdyż wystarczyło, by poczuł on smak soli, a natychmiast uświadamiał sobie, że nie żyje i szedł na cmentarz, by się na nim zakopać. Choć brzmi to całkiem zabawnie, należy pamiętać, że zombie, co jak co, ale żywią się mięsem i mózgami.

Jak łatwo się domyślić, alternatywa stania się zombie nie była zbyt kusząca, dlatego też rodzina zmarłego starała się uchronić go przed tym losem przebijając pierś kołkiem lub obcinając ręce i nogi. Sama wizja przemiany w bezmyślne zwłoki powodowała dodatkowy lęk przed śmiercią.Walking Dead

Dzisiaj zombie rozprzestrzeniły się w popkulturze. Już od lat 60-tych natykamy się na filmy o nich. Pierwszym i najpopularniejszym jest „Noc żywych trupów” George’a Romera. Te postaci przewinęły się również w świecie muzyki- tu idealnym przykładem jest teledysk do piosenki „Thriller” Michaela Jacksona. Aktualnie podbijają świat w grze „Dying Light”, czy też w serialu „The walking dead”.

Mówiąc o umarłych, ciężko nie wspomnieć o wampirach. Ich postać wywodzi się m.in. od wierzeń słowiańskich, w których funkcjonowała pod nazwą wąpierza. W przeciwieństwie do zombie, w przemianę wampirów nie mieszano magii. Jak więc powstawały? Są różne teorie. Wierzono, że tworzyły się z niepogrzebanych lub niespalonych zwłok, przez gwałtowną śmierć, przez rzucenie na żywego przekleństwa, a także przez profanację zwłok, czy ugryzienie przez innego wampira. Podejrzewano też, iż nieumarłymi mogły stawać się wiedźmy oraz samobójcy. Jak w przypadku zombie, o spokój duszy i ciała zmarłego zadbać musiała rodzina. Gdy nie wypełniła tego obowiązku, narażona była na dręczenie przez wampira.


Co robimy w ukryciuCiekawym jest, że dawniej ludzie obawiali się zamiany w wampira po śmierci, a w dzisiejszych dziełach, w których upiory te są coraz bardziej spersonifikowane, lęk przed odejściem występuje również w nich samych. Tak, tak, nie dość, że wampiry obawiają się swojej niezbyt przyjemnej śmierci, to na dodatek ludzie chcąc się przed nią uchronić, nierzadko proszą krwiożerczych przyjaciół o możliwość zamiany w ich pobratymców, co miało miejsce chociażby w filmie „Co robimy w ukryciu” Jemaine Clement’a i Taika Waititi. Tak ciekawą przemianę strachu przed śmiercią w dziełach fantasy widać w porównaniu „Miasteczka Salem” Stephena Kinga a „Kronik wampirów” Anne Rice, gdzie wampiry od bezmyślnych istot przeszły do postaci niemal ludzkiej.

Ostatnim działem, w który chcę się zagłębić, jest nekromancja, czyli ożywianie zwłok za pomocą magii. Był to dobry sposób na oswojenie się z tematem śmierci, która to dzięki czarom przestała być nieodwracalna. Zdolność wskrzeszania ciała wymagała potężnej mocy, jaką dysponowali nieliczni. Tego typu magię widać w opowiadaniach „Weźmisz czarno kure…” Andrzeja Pilipiuka, gdzie do życia przywrócony zostaje m.in. Lenin. O ile w tym przypadku kwestia nekromancji przedstawiona została z przymrużeniem oka, to już „Frankenweenie” ukazuje ogromną tęsknotę dziecka za pupilem, która stanowi pobudkę do przekraczania cienkiej granicy między życiem a śmiercią. Owa animacja pokazuje, że ciężko nam się pogodzić nie tylko ze swoją śmiercią, lecz także z odejściem najbliższych.

 

Jak widać, już od dawna człowiek próbował poradzić sobie z lękiem przed śmiercią. Tworzył postaci nieumarłych, którzy jedną nogą znajdowali się w grobie, a drugą wciąż zostawiali na ziemi. Choć obawa wcale się nie zmniejszyła, to jednak łatwiej nam oswoić strach materialny. W końcu prościej bać się tego co znamy, czyż nie?

   

 

Syriusz Black- piesMotyw zamiany w zwierzę przewija się w wielu filmach, książkach czy grach fantasy. Jest on ukazany na różne sposoby, zamiana może być bardziej czy mniej kontrolowana, pożądana bądź nie. Również przyczyny stania się osobą zdolną do zmiany kształtu mogą być rozmaite. Postanowiłam jednak pochylić się nad pytaniem, moim zdaniem, dość istotnym przy tym temacie, a mianowicie czy takie zmiany w zwierze są darem czy raczej przekleństwem? Tym razem na warsztat rzuciłam: serię książek „Animorphs” K. A. Applegate, „Harrego Pottera i więźnia Azkabanu” J. K. Rowling, „W niewoli zmysłów” Nalini Singh, a także serial „Czysta krew”.

Po książki z serii „Animorphs” sięgnęłam będąc jeszcze dzieckiem i już wtedy zainteresował mnie ukazany w nich temat morfowania. Bohaterowie powieści swoje niezwykłe moce zyskali od obcego, który przybył na Ziemię w celu ochrony jej przed wrogimi cywilizacjami. To historia dość odbiegająca od większości wyobrażeń o zmieniających się w zwierzęta, jednak na pewno wnosząca dużo świeżości do tej dziedziny. Główni bohaterowie to grupka młodych ludzi, którzy niejako wbrew sobie zostają obarczeni odpowiedzialnością za losy Ziemi. Zostają wciągnięci w kosmiczny spisek, a swoje nabyte zdolności muszą wykorzystać do obrony ludzi. W tym przypadku na pytanie, czy są one darem czy przekleństwem bohaterów, nie trudno odpowiedzieć, ponieważ kilka niewielkich korzyści, jakimi były np. posmakowanie lotu ptaka, czy doznanie siły tygrysa, nie przyćmi ogromnej odpowiedzialności rzuconej na tak młode osoby. Zamiana w zwierzęta była bardzo ryzykowna, wystarczyło zapomnieć się w obcym ciele i stawało się nim na zawsze. Co ze zwierzęcymi odczuciami? Dopóki było się ptakiem, koniem czy psem, były one całkiem przyjemne, lecz gdy sytuacja wymagała przeobrażenia się np. w jaszczurkę, uwięziony w owym ciele człowiek mógł nie zgadzać się na pożeranie much, na które jaszczurka z ogromną przyjemnością polowała. Dlaczego w takim razie nie mógł jej powstrzymać? Tutaj mamy kolejną wadę morfowania. Amator nie był w stanie od początku przemiany w pełni kontrolować swojej przeobrażonej postaci. Jego umysłem władała osoba i zwierzę, każde ze swoimi uczuciami, instynktami, lękami i przyzwyczajeniami. To tylko kilka argumentów, abstrahując oczywiście od głównej historii, w której bohaterowie narażeni są na śmierć w obronie ludzkości, świadczących o tym, że w serii „Animorphs” przemiana w zwierzę to zdecydowanie bardziej przekleństwo niż dar.

U J.K. Rowling z motywem zmiennokształtności stykamy się w trzeciej części, jaką jest „Harry Potter i Więzień Azkabanu”, gdzie poznajemy Syriusza Blacka. Jest on jednym ze zmiennokształtnych, tak jak i Glizdogon, czy zmarły James Potter. Grupka bohaterów, już za czasów szkolnych posiadła umiejętność przeobrażania się w zwierzęta. W przeciwieństwie do Animorphsów nie otrzymali od nikogo owej zdolności, lecz sami się jej nauczyli. Samo to, że musieli się jej nauczyć, świadczy o tym, że nie mogła być to niechciana umiejętność. Zdecydowanym jej plusem była możliwość zamiany w zwierzę na bardzo długi czas, bez praktycznie żadnych konsekwencji, tu idealnym przykładem jest Glizdogon żyjący w ciele szczura kilkanaście lat. Animagowie, bo tak nazywano czarodziejów potrafiących przybierać inne formy, zmieniali się przeważnie w jedno, wybrane przez siebie zwierzę. Ich wybór był w pełni świadomy, decydowali się na postać, której rzeczywiście potrzebowali, która mogła przynieść im jakieś korzyści. Bo któż będzie zwracał uwagę na animaga w postaci psa, który w ten sposób może chronić swoją rodzinę? A kto ośmieli się podejrzewać przyjaciela rodziny, jakim jest szczur, o posiadanie ludzkiego ciała i przybranie postaci zwierzęAnimorphscia tylko po to, by móc uciec przed zemstą? Raczej niewielu. To dowodzi, że zmiennokształtność, w tym przypadku, jest darem, choć ciężko mówić tu o darze, ponieważ umiejętność ta jest całkowicie wyuczona.

Nalini Singh zabiera nas w podróż do świata przyszłości, w której zmiennokształtni żyją na równi z Psi (rasa nadludzi wyszkolona niczym maszyny do wykonywania powierzonych celów). Sama powieść „W niewoli zmysłów” nie należy do literatury, którą mogłabym polecić fanom fantastyki, gdyż jej tematyka bliższa jest romansowi. Skupmy się jednak na samych zmiennokształtnych, których cechuje niezwykła żywiołowość. Zwierzęta, w które się zmieniają nie opuszczają ich nawet w ludzkiej postaci, są jakby ich wewnętrznym głosem. Często kierują nimi w sytuacjach pełnych emocji, zważając na tematykę książki, widać to szczególnie, gdy zmienni są podekscytowani płcią przeciwną. Umiejętność przemiany nie jest niczym wyuczonym, gdyż obdarzone nią osoby po prostu się takimi rodzą. Przez „siedzące w nich” zwierzęta są bardziej wrażliwe na bodźce, emocje, są także bardziej rodzinne i czułe. W tym przypadku nie bardzo mogę przytoczyć jakiekolwiek wady bycia zmiennokształtnym, więc zdecydowanie jest to dar.

Obraz zmieniających postaci w serialu „Czysta krew” przywołam jako ostatni, ponieważ tu sytuacja nieco się komplikuje. Osoby zdolne do wcielania się w inne postaci mogą przybrać kształt dowolnego zwierzęcia, które widziały. Teoretycznie, umiejętność zmiany jest niezwykłym przeżyciem, pozwala wyzwolić pokłady energii, daje poczucie wolności, umożliwia zapomnienie o negatywnych przeżyciach. Wydawać by się mogło, że nie ma w tym nic złego. To nie do końca prawda. Zmiennokształtność, gdy nie jest poznana przez osobę nią obdarzoną może stać się prawdziwym problemem i przyczyną niezrozumienia otoczenia i własnej osoby, jak to się stało z Samem Merlotte’em, który poznał siebie będąc nastolatkiem nie mającym oparcia w bliskich. Kolejnym ryzykiem jakie niesie ze sobą zamiana w zwierzę jest możliwość wykorzystania tego przez inne osoby dla własnych celów, o czym przekonał się Tommy, będący źródłem zysków dla swoich rodziców wysyłających go na walki psów. Jak widać życie zmiennych nie było tak proste. Dochodzi tu również aspekt przybrania ciała innego człowieka, jednak możliwy był on jedynie w przypadku morderstwa drugiej osoby. Wiązał się on z ogromnym bólem osoby, która się zmieniała i nie był do końca kontrolowany. Wydaje mi się, że w tej sytuacji zmiennokształtność ciężko określić jako dar czy przekleństwo.

 

Podsumowując, jak widać ile książek, filmów czy seriali, tyle opisów zmian w zwierzęta. W wielu sytuacjach charakter tej umiejętności jest z góry bardziej czy mniej dobry dla osoby nią obdarzonej, jednak zdarzają się i takie, gdy ma ona tyle samo wad, ile zalet. Właśnie z tego powodu ciężko mi jednoznacznie określić czy zmiennokształtność jest darem czy przekleństwem. Pozostawiam to więc do samodzielnej oceny każdego z Was.

Piękna i BestiaKto z Was pamięta chwile, gdy będąc dzieckiem oglądał „Króla Lwa”, „Pocahontas” czy „Mulan”? Wtedy, bajki te stanowiły doświadczenie o charakterze mocno emocjonalnym. Z łatwością  wczuwaliśmy się w role bohaterów, razem z nimi przeżywaliśmy przygody, rozterki, radości i smutki. Kto z Was nie płakał przy śmierci Mufasy czy nie życzył Mulan stania się najlepszą wojowniczką? Z animacji tych czerpaliśmy często wzorce do naśladowania, chcieliśmy być dzielni jak Pocahontas, silni jak Hercules i piękni jak Bella. To właśnie owe wzorce i nasza dziecięca wrażliwość sprawiły, że dziś „stary Disney” wydaje nam się dużo lepszy.

Czy rzeczywiście dziś wytwórnia nie ma nam do zaoferowania wartościowych treści? A może jest całkiem odwrotnie? Spójrzmy na jakość animacji jaką serwowano nam dawniej a tę , jaką otrzymujemy dziś. Przy filmach, takich jak „Kopciuszek” czy „Dzwonnik z Notre Dame”, widać kreskę rysownika, który włożył sporo pracy w wygląd bajki. Współcześnie jest to temat potraktowany w całości programem komputerowym. Animacje, choć piękne, czasem są zbyt wygładzone. Brakuje im nieco „szorstkości” ołówka. Dość wyraźna jest także zmiana kolorystyki bajek. Dawniej przytłumione i wyblakłe, dziś świecą feerią barw. To pozwala nam patrzeć na nie w bardziej pozytywny sposób.

Spójrzmy na stare produkcje Disneya: „Kopciuszek”, „Śnieżka” czy „Piękna i Bestia”, wszystkie one mają jedną, charakterystyczną cechę- księżniczkę i księcia. Schemat ten utrzymywany był przez lata w wielu animacjach. „Alladyn”, a nawet „Król Lew” również mogły się nim poszczycić. Faktem jest, że wiele z tych bajek było Planeta Skarbówreprodukcją baśni braci Grimm, które w oryginale ociekały przemocą , jednak Disney nadał im własny charakter. To przez nie zrodził się wzorzec disney’owskich księżniczek- pięknych, często uzależnionych od królewiczów, niewinnych istot. Przy współczesnych produkcjach odchodzi się od umieszczania bohaterów w tych stereotypowych rolach. Spójrzmy na najnowszą animację spod skrzydeł Disneya- „Vaianę- Skarb Oceanu”. Opowiada ona o dziewczynie, która sama walczy o rodzinną wyspę, jest odważna i dzielna. To samo można zaobserwować w „Lilo i Stich”. Dzięki takiemu ukazaniu kobiet, dziewczynki oglądające bajki są utwierdzane w przekonaniu, że mogą wiele, stają się bardziej samodzielne.

To wiąże się również z przewartościowaniem kultu ciała. Dziś wytwórnia pozwala sobie na stworzenie bohaterów nieco niedoskonałymi. Spójrzmy na Pocahontas a Vaianę. Różnica jest zauważalna. To zbliża nas jeszcze bardziej do bohaterów i pozwala się z nimi utożsamić.

VaianaWyraźna jest też zmieniona tematyka bajek. Dawniej opierała się ona w dużej mierze na szukaniu i zdobywaniu miłości. Teraz postaci szukają przygód , pragną odkrywać świat, przemierzać nieznane lądy, co widoczne jest w „Atlantydzie” czy „Planecie Skarbów”. To sprawia, że w oczach widza niemożliwe staje się możliwe i budzi się w nim chęć poznawania nowych rzeczy.

Oba typy bajek, ze „starego” i „nowego” Disneya, niosą ze sobą ważny przekaz i spory bagaż emocji. Zarówno miłość, jak i chęć odkrywania, stanowią ważny filar życia, który sprawia, że staje się ono pełniejsze. Wytwórnia odpowiada na otaczający świat i dostosowuje swoje animacje do potrzeb widzów. Choć nie wszystkie produkcje mają widoczny, wartościowy przekaz, bo często robione są jedynie dla rozrywki, to wśród nich można wyłapać perełki, dla których nadal warto śledzić twórczość Disney’a.


Wampiry i wilkołaki bardzo często razem pojawiają się w różnych dziełach literackich, filmowych, w grach czy generalnie rozumianej popkulturze. Czy to tylko wymysł autorów? Może łączenie ich we wspólnym motywie jest na tyle chwytliwym tematem, że warto to robić? A może związek między wampirem a wilkołakiem jest głębiej zakorzeniony?

Już w XIX- wiecznym „Draculi” Brama Stokera, mamy ukazaną niezwykłą zależność pomiędzy wampirem a wilkami. Dracula posiada moc pozwalającą mu panować nad tymi zwierzętami. Na jego wezwanie stają się agresywne i gotowe do obrony terytorium. Ta nadludzka umiejętność, sprawia, że zwierzęta tak dzikie dają się okiełznać.

Również w dzisiejszych dziełach mamy do czynienia z zetknięciem obu istot. Dobrze znany w popkulturze „Zmierzch” S. Meyer pokazuje dzielące je cechy. Początkowo obie rasy są do siebie wrogo nastawione i żyją w wieloletnim konflikcie. W tym przypadku żadna z nich nie posiada władzy nad drugą, jak miało to miejsce w „Draculi”. Podobnie jest w kinowej serii „Underworld”, w której to lykanie i wampiry od setek lat prowadzą ze sobą wojnę. Wilkołaki są ukazane w niej jako bezmyślne, dzikie bestie. To wampiry są istotami rozumnymi i sprytnymi, co sprawia, że zyskują w oczach widza.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w serialu „Czysta krew”, gdzie nie mamy podziału na dobre i złe postaci. Wszystkie charakteryzuje dualizm cech, co sprawia, że ciężko nam przywiązać się do jednej, konkretnej rasy. Co ważne, wampiry i wilkołaki nie mają między sobą większych konfliktów (poza nieciekawą sytuacją z wilkołakami- nazistami), choć specjalną sympatią też do siebie nie pałają.

Jak widać owe postaci występują razem w wielu dziełach. Początkowo żyją w zgodzie, z czasem jednak autorzy widocznie oddalają je od siebie i zamieniają we wrogów. Czy aby na pewno relacje wilkołaków i wampirów są tak płytkie jak przedstawia nam to współczesna popkultura?

Cofnijmy się o kilkaset lat i zajrzyjmy do przekazów europejskiej kultury. Wampiry znane były od dawna, szczególnie na terenach bałkańskich i słowiańskich. To tam, tak naprawdę, zrodziły się legendy i podania o tych krwiożerczych istotach. W epilogu książki „Królowa Cieni” Marcusa Sedgwicka, natykamy się na ówczesne określenia wampirów. Poza tak oczywistymi jak „nosferatu” czy „krvoijac”, pojawiają się również takie jak „vrykolak”, „varcolac”, czy też „wilkołak”. Myślę, że nieprzypadkowym jest nazwanie wampira wilkołakiem, gdyż dawniej istoty te postrzegano jako jednego upiora. Może przyczyniło się do tego ich nocne życie, a może dość paskudny wygląd? Wampiry i wilkołaki były, w owych przekazach, zezwierzęcone i niemal pozbawione cech ludzkich. Co ważne polowały też na ludzi, a jaki to przestraszony, uciekający człowiek były w stanie odróżnić wilkołaka od wampira?

 

Jak widać oba stworzenia mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. Choć korzenie, z których wyrosły, w popkulturze, już dawno zostały zatracone, to warto czasem sięgnąć do starych przekazów i zagłębić się w genezę potworów, które dziś podbijają ekrany kin. Możemy być zdziwieni tym, jak mało o nich wiemy, choć wyrosły z naszej kultury.


Legolas- Od dawna, w różnych kulturach, natykamy się na postaci zwane elfami. Pojawiają się w wielu filmach, książkach, bajkach dla dzieci. Każde z tych dzieł przedstawia je na swój sposób, jednak jest jedna cecha, która łączy wszystkie efly- spiczaste uszy. Zapytana o wyznaczniki ich wyglądu osoba na pewno wymieni uszy jako pierwszy bądź jeden z pierwszych. Rzecz komplikuje się nieco, gdy przychodzi nam zmierzyć się z ich charakterem. Tu dowolność jest ogromna. Jednak spróbuję sprawdzić czy elfy to bardziej dzielni wojownicy czy może uroczy pomocnicy. Porównam ze sobą: „Władcę Pierścieni” w wersji filmowej, serial „Czysta Krew”, film familijny „Elf” oraz „Romana Barbarzyńcę”- niestandardowy film animowany.

Kto z Was nie zaczął kojarzyć elfów z „Władcą Pierścieni” po jego hucznym pojawieniu się w kinach? Legolas podbijający serca swą niezwykłą odwagą i walecznością zdecydowanie pozwolił elfom zasłynąć w pozytywny sposób. Jako jeden z członków Drużyny Pierścienia wykazał się niespotykaną u tolkienowskich elfów tolerancją dla innych ras zamieszkujących owy świat. Ich odwieczny spór z krasnoludami nie przeszkodził mu w walce u boku Gimli’ego. Inaczej było z innymi elfami, które, zamknięte w sobie, żyły w niechęci do pozostałych ras. Dominowało w nich pragnienie ochrony swojego gatunku za wszelką cenę. Były przy tym niezwykle honorowe. Mimo że własne dobro było dla nich najważniejsze, respektowały obyczaje pozostałych ras.  Niechętnie wdawały się w relacje z innymi, co ułatwiał im zdecydowanie ich własny język jakim się posługiwali. Choć wydawać by się mogło, że Legolas jest tak odmienny od swych pobratymców, to jednak niewątpliwie łączył ich kunszt walki, w której posługiwali się łukami. Zwinność i gracja jaką prezentowały elfy, pozwalała nacieszyć nawet najbardziej wybredne oko.

Zupełnie inaczej wyglądają elfy w filmie familijnym „Elf”, w którym to ukazane są od strony pomocników św. Mikołaja. Jest to ich druga, najbardziej znana odsłona. Mimo iż cały film skupia się na człowieku, który myśli, że jest elfem, bo od małego był tak wychowywany, to jednak spróbuję skupić się na autentycznych postaciach pomocników Mikołaja. Są one uroczymi, niezwykle pracowitymi postaciami, które to przez cały rok dzielnie pomagają Świętemu przygotować się do tak wielkiego wydarzenia, jakim jest Boże Narodzenie. Praktycznie nie mają wad, ani słabości. Bo czyż tak idealne stworzenia mogą mieć wady? Chyba jedynym ich potknięciem, w całym filmie, było nie do końca miłe potraktowanie głównego bohatera, który swoim tempem pracy i zwinnością nieco odstawał od reszty. Jednak był to niewielki, niechlubny epizod, który został wybaczony elfikom. Również samym wyglądem znacznie odbiegają od postaci Tolkiena. Elfy z „Władcy Pierścieni” są wzrostu ludzi, są smukłe i posiadają atletyczne ciała, natomiast pomocnicy Mikołaja są niżsi od dorosłego człowieka, nie są tak smukli, co może być zasługą siedzącego trybu życia (całodzienne skręcanie zabawek i pakowanie prezentów ogranicza znacznie czas na ćwiczenia), a także braku walki, bo po co elfowi bożonarodzeniowemu umiejętność władania łukiem?

Kolejną odsłonę elfów ukazuje serial „Czysta Krew”. Istoty tam ukazane są pozornie rajskimi, żyjącymi w utopii postaciami, jednak skrywają swą demoniczną naturę. Co ciekawe, elfy w serialu są praktycznie tym samym co wróżki. Natykamy się na nie przez główną bohaterkę- Sookie, która jak się okazuje, również jest elfem. Trafia ona do krainy zamieszkanej przez przedstawicieli swojej rasy, która znajduje się w innym wymiarze. Spotkane tam istoty są piękne, żyjące w symbiozie z ludźmi, roztaczające wokół siebie aurę miłości i zrozumienia. Żyją w otoczeniu natury, kąpią się w jeziorze i jedzą dość niezwykły owoc podsuwany im przez rządzącą elfkę. Jak się okazuje, to on jest główną przyczyną postrzegania owego świata jako raju, gdyż nie jest niczym innym jak narkotykiem, mającym na celu omamić kosztujących go i sprawić, by czas w ich odczuciu znacząco zwolnił. Wracając jednak do elfów, są one obdarzone niezwykłymi mocami, takimi jak czytanie w myślach ludzi, zmiennokształtnych czy wilkołaków (wyjątek stanowią wampiry), a także umiejętność władania światłem, którym są w stanie ciskać w napastnika. Różnią się przez to zdecydowanie od elfów z „Władcy Pierścieni" czy pomocników św. Mikołaja. Nie można zapomnieć także o ich drugiej naturze ukazanej w „Czystej Krwi”. Elfy potrafią zmienić się w demony, z urodziwych istot przeobrażają się w brzydkie stwory. Tak dzieje się, gdy królowa, której są podwładni ukazuje swe prawdziwe, niezbyt dobre oblicze. Nie oznacza to jednak, że pod jej wpływem wszystkie elfy stają się tak samo złe. Kolejną ważną cechą, wyróżniającą je zdecydowanie spomiędzy innych przekazów o elfach, jest brak spiczastych uszu, tak charakterystycznych dla owej rasy. To może skłaniać do przypisania ich bardziej do kręgu wróżek niż elfów.

Postanowiłam sprawdzić również, choć nieco żartobliwie, jakie są elfy w filmie animowanym- „Roman Barbarzyńca”. Na wstępie chcę zauważyć, że niewybredne żarty i cięty humor ukazany w animacji, zdecydowanie wyklucza ją z kręgu nadających się dla młodszych widzów. Co też waży na samym odbiorze, jak również ukazaniu postaci elfa Lamerasa, gdyż nie ma on zupełnie nic wspólnego z sympatyczną postacią z familijnego „Elfa”. Jak więc jest przedstawiony? Z wyglądu niewiele różni się od tolkienowskich elfów, jest smukły, ma spiczaste uszy, włada łukiem. Za to charakterem odbiega zupełnie od dotąd omówionych postaci. Jest ogromnie zniewieściały, nieco strachliwy. Lameras posiada całą gamę erotycznych aluzji, którą zarzuca towarzyszy tej samej płci.Lameras- Zdecydowanie nie może być postawiony za przykład idealnego elfa i taki właśnie miał być zamiar twórców animacji.

Jak widać elfy mogą być tak różne jak różna jest wyobraźnia twórców dzieł, w jakich się pojawiają. Są cechy, które towarzyszą im prawie zawsze, m.in. charakterystyczne uszy czy umiejętność władania łukiem, jednak nawet one bywają pomijane bądź zmieniane. W związku z tym, ciężko jest jednoznacznie określić czy elfy są sympatycznymi istotkami czy dzielnymi wojami, ponieważ zależy to od sytuacji i charakteru dzieła w jakim są ukazywane. Jednak na dzień dzisiejszy są one chyba bardziej postrzegane jako walcząca, zwinna rasa, do czego w ogromnej mierze przyczynił się Tolkien. Również w naszej kulturze możemy spotkać się z elfami, co udowodnił nam Andrzej Sapkowski w „Wiedźminie”. Podsumowując, określenie charakteru elfów pozostawię Waszej własnej ocenie, w moim odczuciu będą jednak, mimo wszystko, trochę bardziej wojownikami niż pomocnikami Mikołaja.


Kopciusze""Kto z Was będąc dzieckiem nie słuchał czytanych do poduszki „Baśni” braci Grimm? Kto z uśmiechem nie wspomina przygód Czerwonego Kapturka, Śnieżki czy Kopciuszka. Każda z tych baśni, w formie przekazywanej nam w dzieciństwie, miała cudowne zakończenie, w którym sprawiedliwość i dobroć głównych bohaterów zwyciężała każde zło. Nieprzyjemne dla młodego czytelnika fragmenty, takie jak pożarcie przez wilka Kapturka i Babci, czy też siedmiu koźlątek złagodzono, tak by nie napędzić mu zbytnio stracha. Praktycznie w każdej baśni morałem mogłoby być stwierdzenie, że bycie prawym człowiekiem popłaca, bo dobre cechy zwalczą każde zło. Jednak początkowo baśnie braci Grimm wcale nie wyglądały tak kolorowo, a ich przesłanie nie było tak oczywiste. Spróbujmy prześledzić więc ewolucję tak znanych, dziecięcych historii.

Zacznijmy od baśni w dzisiejszym, nieco disney’owskim wydaniu. Jest ono chyba najbardziej popularną formą, którą zna większość z nas. Kopciuszek, który źle traktowany przez macochę i siostry, postanawia odmienić swoje życie i pójść na bal królewski, zostaje odwiedzony przez dobrą wróżkę. Pomaga ona naszej bohaterce przejść niesamowitą przemianę i zagościć na stałe w królewskim zamku i książęcym sercu. Macocha i złe siostry nie doznają żadnej krzywdy, poza urażoną dumą, gdyż Kopciuszek jako dobre dziewczę nie chce się na nich mścić.

Równie kolorowo wyglądają przygody Śnieżki, która choć otruta przez złą wiedźmę zaczarowanym jabłkiem, ocalona zostaje dzięki pocałunkowi księcia. Po tej sytuacji zostaje jego żoną i razem zamieszkują zamek. A co z krasnoludkami, które zaopiekowały się dziewczyną? Zostają one nagrodzone za swą troskliwość i dobroć.

Tak wygląda najdelikatniejsza wersja baśni Grimm. Jednak to nie jest ich oryginalny przekład. Jak zatem wyglądają „Baśnie” braci Grimm w wersji nieco mniej łagodnej, lecz takiej, którą bez problemu odnajdziemy w księgarniach? Na przykładzie „Kopciuszka” postaram się odnaleźć różnice między nimi. To co pierwsze rzuca nam się w oczy to owa dobra wróżka, której w oryginale brak. Jej miejsce zajmuje zmarła matka Kopciuszka, która niejako za pomocą drzewa kontaktuje się z dziewczyną. Kolejną istotną różnicą jest sposób mierzenia szklanego pantofelka przez córki złej macochy. Tu bracia Grimm zafundowali czytelnikom nieco dreszczyku. O ile w wersji, nazwijmy ją disney’owską, książę sam zakładał bucik na stopy panien, a gdy nie pasował, zwyczajnie szedł do kolejnej dziewczyny, o tyle we wcześniejszej wersji przyrodnie siostry mierzyły but w obecności matki. Nie byłoby to niczym niezwykłym, gdyby nie totalny brak czułości z jej strony i namowy do odcięcia sobie kawałka stopy, byleby bucik pasował. O zgrozo, jej córki się na to godziły i z krwawiącą stopą wsiadały na książęcego konia, by za chwilę usłyszeć głos gołąbków: „-Zawracaj koniczka!... Krew płynie z trzewiczka!... Trzewiczek za mały, a prawdziwa narzeczona w domu zostawiona!..” Takie poświęcenie na marne! Jednak, poza „okrojonymi” stopami, sióstr ani macochy nie spotkała większa krzywda.

„Śnieżka”, choć nie do końca zmieniona, różni się nieco od wersji disney’owskiej. Główną różnicą, która dzieli oba przekłady jest zdecydowanie sposób ukazania przebudzenia dziewczyny po zjedzeniu zatrutego jabłka. W tym przypadku to nie pocałunek księcia, lecz zwyczajne wstrząsy w szklanej trumnie sprawiły, że feralny kawałek jabłka opuścił przełyk królewny.Czerwony

Najstarsze przekazy zupełnie odmiennie ukazują tak dobrze nam znane baśni dla dzieci. Przede wszystkim warto zauważyć, że owe historie w żadnym stopniu nie były przeznaczone dla dzieci. Funkcjonowały one jako folkowe opowieści krążące wokół dorosłych podczas ich spotkań przy ognisku czy wspólnych pracach. Ich zadanie porównać można do tak popularnych ostatnio creepypast. Miały one głównie przestraszyć słuchacza ku uciesze opowiadającego, a także wprowadzić element rozrywkowy do niekiedy monotonnych czynności. Samo to może dać nam zarys tego, jak ogromnie musiały różnić się te historie od tak dobrze znanych bajek dziecięcych. Czy pamiętacie sympatycznego Czerwonego Kapturka, który z brzucha wilka zostaje uwolniony przez myśliwego? W tym przypadku historia nieco się różni. Wilk bowiem w brutalny sposób morduje babcię, a następnie karmi wnuczkę jej mięsem i poi krwią. Kolejna scena raczy nas przemocą na tle seksualnym, ponieważ wilk każe Kapturkowi rozebrać się do naga i położyć obok, a następnie go zjada. Jak łatwo się domyślić, próżno tu szukać happy endu.

Co z „Kopciuszkiem”? Historia swą brutalną naturę ujawnia pod koniec, gdy to siostry i macocha zostają pozbawione oczu przez ptaki, niejako nasłane przez księcia. Choć opowieść ma szczęśliwe zakończenie dla  głównej bohaterki, to jednak opowiadanie jej dzieciom nie jest najlepszym pomysłem.

Również opowieść o „Dziewicy Milenie” zaskakuje ogromem przemocy. W wersji nieco łagodniejszej historia rozgrywa się wokół niewinnej Mileny, która przechytrzona przez służkę nie może poślubić księcia. Jednak cała sytuacja wyjaśnia się, służka zostaje wygnana, a Milena szczęśliwie zostaje książęcą małżonką. Nieco inaczej prezentuje się to w wersji folkowej, w której Milena zostaje zaskoczona przez swego ukochanego w dość niecodziennej, choć dla niego oczywistej, sytuacji, gdy to kładzie on na stole młodą kobietę, rozbiera ją, ćwiartuje i zjada. W niektórych przekazach monarcha nie jest nawet człowiekiem, lecz przybiera postać ogra.

Jak widać nie każda opowieść jaką znamy od zawsze brzmi tak samo. Często zupełnie odbiega od przekazu ustnego sprzed lat. Nierzadko emanuje brutalnością na tle fizycznym, psychicznym czy seksualnym. Choć zmienione baśnie brzmią dziś niesamowicie pięknie, to choćby dla własnej wiadomości warto zainteresować się ich przeszłością. Co ciekawe, nie tylko bracia Grimm bazowali na pełnych przemocy historiach. Również w „Śpiącej Królewnie”, czy innych bajkach, spotykamy się z brutalnością. Nierzadko natykamy się na gwałty, kazirodztwa, morderstwa czy kanibalizm. Choć dziś prawie nie ma po nich śladu, może warto czasem zastanowić się nad genezą tego co czytamy? W końcu nie wszystko złoto co się świeci, a nie każda historia piękną była od początku swego istnienia, czyż nie?

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
niedziela, maj 20, 2018