banerro (kopiuj)

Mityczny Talent

Social

szukajka

ADSENSE

Bestiariusz Słowiański w popkulturze

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 


WiedźminOd wielu lat kultura masowa zalewa nas postaciami wampirów, wilkołaków, zombie czy elfów. Pojawiają się one zarówno w literaturze, filmach, jak i grach. W większości reprezentują wierzenia i opowieści krajów zachodnich. Zapełniają strony baśni celtyckich, nordyckich, germańskich, lecz także Słowianie posiadają wiele, od niedawna powracających do łask, bestii i zjaw godnych naszej uwagi. Choć przez dziesięciolecia próbowano o nich zapomnieć, bo wiązały się z wiarą pogańską, to jednak dziś bogunki, rusałki, kikimory, biesy i płanetnicy coraz częściej znajdują swoje miejsce w kulturze popularnej.

Chyba najbardziej znanym, nie tylko w Polsce, lecz na całym świecie, dziełem poruszającym tematykę słowiańskich postaci jest „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego. Za książką, która okazała się świetną porcją fantastyki w rodzimym klimacie, poszedł serial, cykl gier, a także film, który niestety nie był w stanie dorównać pozostałym pozycjom. Dzięki Sapkowskiemu przenosimy się do czasów dawnych Słowian, gdy to Geralt wędrując po wioskach poluje na potwory.

Wspomniałam już o grze stworzonej na podstawie „Wiedźmina”, jednak nie jest ona jedyną, powstałą na bazie słowiańskich wierzeń. „Słowianie Nawija” to internetowe MMORPG oparte na bogatej w demony krainie naszych przodków. Powstało też coś dla fanów spotkań towarzyskich- „Slavika” to karcianka, która z  łatwością przenosi wyobraźnię uczestników do świata Południc, Wiedźm i Płanetników. Ze względu na szatę graficzną, jak i historię wojowników i upiorów toczących ze sobą boje, zasługuje na polecenie fanom gier i wszystkim miłośnikom fantastyki.

Kolejnym sposobem na przekazanie podań słowiańskich w popkulturze, stała się muzyka. Istnieje sporo zespołów, które zarówno tekstem,  jak i Donatan melodią wracają do kultury bliskiego nam ludu, a jest wśród nich, m.in. zespół Jar. Posiadające wiele odwołań do zjaw i bestii, choć mocniejsze brzmienia, tworzy Żywiołak. Również Lao Che, który tworzy muzykę alternatywną, całą płytę „Gusła” wypełnił upiorami nadbałtyckimi. W kontekście wierzeń słowiańskich w popkulturze, ciężko nie wspomnieć o Donatanie, mającym na swym koncie płytę „Równonoc”. Tu zdecydowanie warte obejrzenia są teledyski, które owiane są nawiązaniami do zjaw. W samej muzyce, choć zdecydowanie odnosi się ona do współczesności, pojawiają się wzmianki o demonach słowiańskich.

Powracając na chwilę do książek, warta uwagi jest powieść „Królowa Cieni” Marcusa Sedgwicka, w której, mimo iż nie w samej historii, lecz w epilogu, pojawia się nawiązanie do pochodzenia wampira.

Zaciekawiła mnie również pozycja polskich reżyserów: Kornela Danielewicza i Kamila Bernatka, którzy są w trakcie tworzenia horroru „Odludzie” mającego opierać się m.in. na wierze w demony słowiańskie.

Jak widać, coraz częściej można spotkać się z powrotami do dawnych obyczajów i religii Słowian promowanych w popkulturze. Dzięki takiej popularyzacji możemy przypomnieć sobie o naszej dawnej demonologii, która wcale nie była gorsza od zombie czy elfów dostarczanych nam w dziełach zachodnich. Warto czasem sięgnąć po rodzime historie, bo „cudze chwalimy,a swego nie znamy”.

Nowości - Fantastyka naszym okiem

 

W fantastyce, od zawsze, przewija się mnóstwo dziwnych stworzeń. Niektóre przypominają ludzi, inne zwierzęta, jeszcze inne nie są podobne do niczego, co chodzi po Ziemi. Zdarzają się stworzenia, które są bardzo sympatyczne, ale też na wskroś złe.

Przekrój istot fantastycznych pod względem zarówno wyglądu, jak i charakteru, jest ogromny. To jednak nie zniechęciło nas do wybrania, spośród prawie czterdziestu postaci, naszego rankingu 10 najlepszych i najciekawszych. Każde z nich ocenialiśmy pod kątem: mocy (zarówno fizycznej, jak i magicznej czy umysłowej), wyglądu oraz charakteru.

Tak właśnie przedstawia się nasze Top 10 fantastycznych stworzeń:

 

1.    Smok

 Smok

 

To niezaprzeczalny zwycięzca naszego rankingu! Zarówno jego siła, jak i wygląd czy charakter zdecydowanie zasłużyły na najwyższe noty. Smoki to bardzo wyraziste mityczne stworzenia, które już od dawna budziły postrach wśród prostych ludzi. Do dziś są one inspiracją dla wielu autorów filmów oraz książek.

Więcej o nich dowiecie się z naszego poprzedniego artykułu: Historia smoków cz.1

 

2.    Nimfa

 Nimfa

 

Nimfy znane były już w starożytności, gdy to miały strzec przyrody, chronić pola i lasy. Niekiedy zdarzało im się uprowadzić jakiegoś młodzieńca. Co jakiś czas stawały się także kochankami bogów greckich. Nie bez powodu stały się uosobieniem płodności. Na naszych terenach z nimfami utożsamić możemy rusałki, które również były strażniczkami natury i przebiegłymi uwodzicielkami.

Nimfy zdobyły nasze serca swoim pięknem i niezwykłym wdziękiem, choć nie są silne, a ich charakter nie jest tak wyrazisty, jak w przypadku smoków, to naszym zdaniem (a także decyzją matematycznych algorytmów) zasługują na drugie miejsce.

 

3.    Tytan

 Tytan

 

Tytani to kolejne mityczne postaci w naszym rankingu. Pochodzą z Grecji, w której to istnieli jeszcze przed bogami. Byli to ogromni i bardzo silni mężczyźni wywodzący się z pokolenia olbrzymów. Wśród tytanów były też kobiety- Tytanidy.

Tytani dostali od nas najwyższe noty za siłę. Ich wygląd i charakter też wypadł nie najgorzej, choć to nieludzka moc przesądziła o trzecim miejscu wśród pozostałych istot fantastycznych.

 

4.    Diabeł

 Diabeł

 

Możecie zastanawiać się, co diabeł robi w naszym rankingu. Mimo, iż na pierwszy rzut oka nie jest bardzo wyróżnioną postacią fantastyczną, to jednak od dawna pojawia się w wielu znanych bestiariuszach na całym świecie. Diabła przedstawia się bardzo różnie, czasem jako człowieka z rogami, czasem człowieka- kozła. Jedno jest pewne, niezależnie od podań, jest on złą postacią wyrządzającą liczne szkody.

Diabeł, za swoją moc, otrzymał od nas największą liczbę punktów. Choć może fizycznie nie jest bardzo silny to liczne sztuczki umysłowe, które stosuje zasługują na taką ocenę. Wygląd i charakter tej postaci także nie wypadają źle.

 

5.    Feniks

 Feniks

 

Tego przepięknego, płonącego ptaka, stanowiącego symbol Słońca i nowego życia nie mogło tu zabraknąć. Feniksy także znamy już od dawna, gdyż przewijały się w wielu mitach. Każdy z przekazów jakie znamy opisywał  te ptaki jako istoty niezwykle urodziwe i majestatyczne.

My też daliśmy im najwyższe noty za wygląd oraz moc. W końcu efektowne stanięcie w płomieniach jest nie lada wyczynem. Słabszą cechą feniksów jest za to charakter, ale czy to ważne przy tak niezwykłej mocy?

 

6.    Sfinks

 Sfinks

 

Egipski król zagadek znany od starożytności. Pół człowiek- pół lew o nieprzeciętnym umyśle, z powodzeniem wykorzystujący zdolności logicznego myślenia. Tak przedstawiała się postać, którą dziś możemy oglądać pod postacią wielkiego posągu wśród piramid.

Za swoją moc manipulacji ludzkimi umysłami, Sfinks otrzymał od nas prawie najwyższą notę. Całkiem nieźle wypadł też jego wygląd i charakter, którego mu zdecydowanie nie brakuje.

 

7.    Dżin

 Dżin

 

Dżiny wywodzą się z wierzeń arabskich, gdzie mają postaci dobrych bądź złych duchów. Można było je więzić w słoikach, butelkach, czy lampach, by nie wyrządzały szkód lub spełniały trzy życzenia. Jednym z najbardziej znanych w popkulturze Dżinów jest ten mieszkający w lampie Alladyna.

Dżiny to postaci o mocnych charakterach, co nierzadko objawiało się w niespełnianiu życzeń tak, jakby chciała tego osoba o nie prosząca. Ciekawego wyglądu i niezwykłej, magicznej mocy również nie możemy im odmówić.

 

8.    Wilkołak

 Wilkołak

 

Wilkołaki to postaci zdecydowanie bliższe nam kulturowo, gdyż ich początki sięgają wierzeń słowiańskich i germańskich. Te wielkie mieszanki człowieka z wilkiem ujawniały się dopiero przy pełni księżyca. Choć wprawny umysł, potrafił dostrzec zmiany w osobie będącej likantropem także za dnia.

Wilkołaki były niezwykle silne, prezentowały się również nieźle, jedynym mankamentem mógł być ich dość słaby charakter. Nic dziwnego, będąc opętanym rządzą krwi ciężko jest zachować trzeźwość umysłu.

 

9.    Czarodziej

 Czarodziej

 

Czarownik, mag, czarnoksiężnik- wszystkie te określenia opisują człowieka parającego się magią i zgłębiającego jej tajniki. Istnieją czarodzieje źli i dobrzy, Ci chcący ulepszyć świat i nim zawładnąć.

Czarodzieje posiadali ogromną moc, nabytą lub wrodzoną, która pozwalała im rzucać potężne zaklęcia bądź sporządzać różnorodne mikstury. Musieli przy tym zachować silny charakter. Często jednak ich wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Nic dziwnego, nie tak łatwo jest dbać o wygląd siedząc w lochach i opanowując magiczne sekrety.

 

10.  Hydra

 Hydra

 

Na końcu naszego rankingu swoje miejsce odnalazła hydra. Była ona, posiadającym wiele głów, wężem wodnym pochodzącym z mitologii greckiej. Jej charakterystyczną cechą była niezwykła żywotność. Nie mógł jej zgładzić pierwszy lepszy wojownik, ponieważ po odcięciu jednej z głów bestii, na jej miejsce wyrastały dwie nowe.

Za tę niezwykłą umiejętność hydra otrzymała od nas maksymalną liczbę punktów. Jej wygląd także oceniliśmy wysoko. Jedynym słabym punktem okazał się charakter, a raczej jego praktyczny brak.

 

 

Mamy nadzieję, że nasz ranking się Wam spodobał. A jak wyglądałby Wasz podział potworów i postaci fantastycznych?

 

W pierwszej części postawiłem tezę, że za określeniem „smok” mogą kryć się różne gatunki zwierząt. Warto w tym miejscu dodać, że o wspomnianych już skrzydlatych wężach w Egipcie piszą nie tylko starożytni historycy. Żyjący w XVI w. włoski botanik Prospero Alpini w swym dziele Historiae „Aegypti naturalis” (1581-1584) wymienia gatunek latających węży. Gatunek ten, wg niego, posiada coś w rodzaju grzywy (mały kawałek skóry na głowie), długi ogon o grubości palca zakończony płatem skóry przypominającym liść, a całkowita długość jednego osobnika mierzy tyle ile gałązka palmy. Alpini był człowiekiem nauki, skończył medycynę i opisał wiele gatunków roślin wcześniej nieznanych europejskim botanikom, latających węży więc raczej nie zmyślił. Wątpliwe też by pisał o czymś jedynie na podstawie historycznych źródeł, zwłaszcza że spędził w Egipcie 3 lata. Najrozsądniejszym wydaje się więc przyjęcie tezy, że na Bliskim Wschodzie jeszcze kilka wieków temu mógł istnieć gatunek węży, które w jakiś sposób były w stanie unosić się w powietrzu, choćby na niewielką wysokość i na krótką chwilę, i tym właśnie był smok w tamtych rejonach.

A co z naszym powszechnie znanym smokiem - majestatycznym stworzeniem o ognistym oddechu? Na jego temat również nie brakuje źródeł.

Powszechnie znana jest legenda o świętym Jerzym, który miał pokonać smoka. Nie każdy jednak wie, że św. Jerzy jest traktowany jako postać historyczna. Żył on w III w., sama legenda pochodzi jednak z XI w., z okresu wypraw krzyżowych. W tym miejscu warto wspomnieć, że smok pojawia się w Biblii kilkanaście razy i tak samo jak wąż jest uosobieniem szatana, prawdopodobnie więc nieprzypadkowo właśnie w takim okresie rozwinęła się historia o pokonaniu smoka przez chrześcijańskiego świętego. Niestety w legendzie nie znajdziemy opisu tego stworzenia.

Opis dostarczy nam natomiast inna święta, żyjąca w XII w. Hildegarda z Bingen - wizjonerka, mistyczka, i uzdrowicielka. Według jej zapisków, smok:

"(...) ma suchą skórę i niezwykłą temperaturę. Jego mięso nie jest we wnętrzu ani trochę ogniste. Za to oddech ma taki ostry, że się na powietrzu rozżarza jak iskra wykrzesana z kamienia. Człowieka bardzo nienawidzi i ma diabelską naturę. Kiedy oddycha jadowitym oddechem, otrząsa się powietrze. Mięso i kości z niego nie nadają się na lekarstwa, tyko sadło. Jak smok wyda ostatnie tchnienie, jego krew wysycha i nie płynie, ale jak zatrzyma w sobie oddech, jego krew wilgnie i płynie, i nie można jej używać do celów leczniczych.”

Z podobnego okresu pochodzi opis francuskiego mnicha i kronikarza Fulko z Chartres:

"Smoki charakteryzują się długimi, wstrętnymi pyskami, ostrymi zębami i ognistym językiem, uszy mają podobne do rogów, kark jest długi a ciało jaszczurcze. Dwie nogi są podobne do orlich pazurów, a skrzydła mają jak nietoperze. Smoki mieszkają w Indiach i w Etiopii, gdzie stale jest lato. Są to największe zwierzęta na świecie." 

Opisy skupiają się na innych cechach, ale pod jednym względem można zauważyć prawdopodobieństwo, „ostry oddech” i „ognisty język” – to już ten smok, którego znamy.

Przenieśmy się teraz o 200 lat w przód, do XIV wieku, kiedy żył Konrad z Megenbergu, którego najsłynniejsze dzieło „Księga przyrody” (1349) dostarcza następującego opisu:

 "Smok jest jednym z największych zwierząt na świecie. To zwierzę nie ma jadu. Gardło ma wąskie, a chodząc wystawia język. Paszczę rozwiera szeroko i wydaje skomlące dźwięki, zębami nie szkodzi. Ale przecież i nieznaczne jego ugryzienie jest szkodliwe. Szkoda jednak nie pochodzi z zębów, ale z tego, że pożera jadowite rzeczy. Smok trzyma się najwięcej w jaskiniowych skałach, szczególnie w ciasnych miejscach między skalnymi ścianami. Robi tak z powodu nadmiernej ciepłoty swojego ciała. Takie miejsca wyszukuje przede wszystkim wtedy, kiedy długo lata po kraju albo kiedy w lecie jest nadmiernie gorąco. W krainach, gdzie żyje, bywa też bardzo gorąco natychmiast po wschodzie słońca. Głosem i krzykiem straszy ludzi. Ludzie nie mogą wytrzymać jego spojrzenia i natychmiast umierają... Jeden rodzaj smoków nie ma nóg i pełza na brzuchu, a inny rodzaj, rzadszy, ma nogi."

Opis ten trochę odbiega od poprzednich i najbardziej kojarzy się z bazyliszkiem, którego w I w. opisywał rzymski historyk Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej” jako węża z jaśniejszą plamą na głowie w kształcie korony, którego spojrzenie rozsadza kamienie i wypala zieleń. W księdze tej były opisane również smoki, który miały być największymi wrogami...słoni.

Koniec średniowiecza nie oznacza końca smoków, nadal znajdujemy wzmianki o nich u takich nowożytnych twórców jak:

- Konrad Gesner (1516-1565) - szwajcarski uczony, który podłożył podwaliny pod nauki przyrodnicze. Był autorem kilku dzieł, w których pisał o smokach, sklasyfikował smoki, podał ich różne opisy i miejsce bytowania, wspominał też o innych potworach, jak bazyliszek oraz siedmiogłowa hydra. Wizerunki i opisy smoków stworzone przez Konrada Gesnera stały się wzorem, na którym bezkrytycznie opierali się późniejsi badacze tematu smoków.

Smok

- Ulisses Aldrovandi (1552-1605) – włoski uczony, przyrodnik, autor „Monstrorum historia” – księgi o potworach.

Smok

 

- Athanasius Kircher - niemiecki teolog, jezuita, wynalazca, konstruktor i medyk. Kircher twierdził, że w świecie podziemnym , w korytarzach wulkanów żyją diabelskie istoty, a wśród nich są też smoki. Wskazywał on też na Alpy jako miejsce ich przebywania. Uważał, że skoro wielu autorów pisało o smokach to należy przyjąć, że one istnieją powoływał się też na autorytet Biblii. Jednym z jego argumentów na rzecz istnienia smoków był rzekomy szkielet jednego z nich znajdujący się wówczas w Rzymie w Muzeum kardynała Franciszka Barberiniego.

Smok

- Edward Topsell - angielski duchowny anglikański i pisarz, jeden z twórców podstaw nauki angielskiej. Jego dziełem jest „The History of four-footed beasts and serpents”, które zostało wydane w 1607 roku i wznowione w 1658 roku. Topsell informuje w nim, że istnieją różne rodzaje smoków na całym świecie, są tu nawet takie informacje, że smoki bardzo lubią jeść sałatę, ale unikają jabłek, ponieważ powodują one rozstrój żołądka.

Smok

 

O smokach wspominali w swych dziełach także m.in. holenderski zoolog Albertus Seba czy Johann Jakob Scheuchzer - szwajcarski przyrodnik, prekursor paleobotaniki, kartograf, lekarz, historyk i matematyk. Opisy znajdziemy też u polskich autorów tego okresu, według Jakuba Hauera „Smokowie rodzą się w Etiopijej, części świata Afryki, którzy są okrutni, jadowici, bystrzy, śmiali i natarczywi; wzrost abo wielkość ich w sobie, gdy jako ma być dorośnie, do podziwienia jest na łokci dwadzieścia, ma na sobie kudły kędzierzawe, żyje ścierwem różnym, gdy im już w którym miejscu nie stanie pożywienia, w dalszy kraj wędrują i pomykają się, dlatego z miejsca na miejsce przez różne wody, rzeki, jeziora płyną, łeb swój do góry jako wąż podniosszy.” Natomiast w pierwszej polskiej powszechnej encyklopedii wydanej w 1745 roku, której autorem jest Benedykt Chmielowski znajdziemy ilustracje takie jak „smoki rysowane z natury” czy „szkielet i rekonstrukcje smoka” jak i obszerne opisy: „SMOK jest także z Wężów rodzaju; gdy Wąż w miejscu ukrytym, wygodnym przez długość lat, do wielkiego przyjdzie wzrostu, nawet i skrzydła mający, nie z piór morę Ptaków, ale z błonek i skóry jak nietoperz. Natale solum daje mu Pliniusz Murzyńską Ziemię. Ex mente Kirchera rodzą się SMOCY jako i inne Monstra z pomieszania nasienia circa coitum. Gdzie Orłów i Sępów wiele, tam mało tych strasznych bestii, Teste Kirchero. DRACO u Greków nazwany od widzenia bystrego i czujnego.”

 Od ok. połowy XVIII wieku upadła wiara w istnienie smoków i zaprzestano o tym pisać w ramach nauk przyrodniczych. Przyczyniła się do tego Wielka Encyklopedia Francuska, w której jasno napisano, że smoki to istoty bajeczne.

O ile w starożytności i średniowieczu opisywano smoki jako coś namacalnego i znanego powszechnie, w nowożytności pisano o nich powołując się na wcześniejsze źródła, brak jednak opisów bezpośrednich spotkań. Czy to oznacza, że we wcześniejszych epokach cechowała ludzi większa wyobraźnia? A może smoki wyginęły pod koniec średniowiecza? Lub stały się bardzo rzadkimi okazami?

Jak podają w swojej książce "The Book of the Dragon" Judy Allen i Jeanne Griffith, jedną z jaskiń niedaleko Rzymu zamieszkiwał w 1691 r. potwór określany jako "skrzydlaty smok", który podobno miało terroryzować okolicznych mieszkańców. W posiadaniu niejakiego Ingegniero Cornelio Meyera zachował się jedyny sporządzony przez niego w tamtym okresie szkic, przedstawiający szkielet owego stworzenia. W 1998 roku John Goertzen zidentyfikował je jako gatunek znany pod nazwą "Scaphognathus Crassirostris", czyli pterozaur z rodziny Rhamphorhynchoidea. „Dokładny opis skóry powyższego zwierzęcia, kształt płatów na głowie, uszy oraz dokładny kształt błony na skrzydłach dowodzi, iż nie mamy tutaj do czynienia z rysunkiem skamieniałości, ale realnymi resztkami ciała po żyjącym w tamtym czasie stworzeniu." Czy to możliwe, że pojedynczy przedstawiciele gatunków uznanych za dawno wymarłe mogli przetrwać? Istnieje jeszcze kilka historii, które mogą popierać tę tezę.

Wspomniany już Athanasius Kircher w 1678 roku w swojej książce „Mundus Subterraneus” opisał dzieje pewnego mężczyzny o imieniu ‘Winkelried’, który miał rzekomo zabić smoka w czasie budowy swojej osady na terenie Szwajcarii. Zamieszczony w książce przez Kircher’a rysunek owego smoka okazał się być tyle przekonujący, że nawet słynny niemiecki paleontolog Peter Wellnhofer opublikował go w swojej książkce „Wielka encyklopedia pterozaurów” z 1993 roku (strona 20), jako najprawdopodobniej bazowaną na przypadkowo odkrytych skamieniałych szczątkach pterozaura z okresu Mezozoiku.

Zachodnioamerykański historyk Mari Sandoz napisał o "latającym wężu", który był widziany nad Missouri przez pasażerów parowca w latach 50-tych XIX wieku. Dekadę później, w latach 60-tych, doniesienia z czasów wojny secesyjnej informowały o zestrzeleniu przez żołnierzy Unii kilku wielkich, nieznanych nauce ptaków, nazywanych przez miejscowych "ptakami gromu" (Thunderbirds). Z tego okresu zachowało się kilka fotografii, przedstawiających żołnierzy z martwym stworzeniem bardzo przypominającym pterodaktyla.

Znaleziony pterodaktyl

W 1923 roku pewien przyrodnik o nazwisku Frank Melland napisał książkę na temat wierzeń i obyczajów plemienia Kaonde zamieszkującego tereny dzisiejszej Zambii. Opisał on w swoim dziele pewne spotykane w tamtym regionie, rzekomo bardzo niebezpieczne zwierzęta, określane mianem 'Kongamato' (zgniatacze łodzi). Według zebranych przez niego relacji i opisów, stworzenia te traktowane są przez lokalne plemiona jako niezwykle uporczywe szkodniki, a opisywane są jako latające stwory bez piór, o gładkiej skórze koloru czarnego lub czerwonego, o rozpiętości skrzydeł 4-7 stóp i posiadające długi dziób pełen ostrych zębów. Według relacji bestie te są podobno niezwykle agresywne, wielokrotnie miały one atakować i wręcz wywracać łódki rybackie pływające po rzekach oraz bagnach w dystrykcie Mwinilunga w zachodniej Zambii, niedaleko granicy Kongo i Angoli. Zdarzały się również rzekomo przypadki pożywiania się przez Kongamato wygrzebywanymi spod ziemi zwłokami zmarłych oraz ataki ludzi, którzy tylko ośmielili się na nie popatrzeć. Członkowie lokalnego plemienia Kaonde, którym przedstawiono książkę z ilustracjami pterozaurów, zgodnie identyfikowali Kongamato jako przedstawiciela gatunku Pterodactylus, żyjącego niegdyś na terenie Europy i Afryki, wymarłego (według oficjalnego stanowiska współczesnej paleontologii) w okresie późnej Jury.

Pterodaktyle

 

W latach 1932-33 miała miejsce ekspedycja do Afryki Zachodniej, wysłana przez British Museum, na której czele stał Ivan Sanderson, znany pisarz i zoolog. W dzienniku wyprawy zanotował on spotkanie z pewnym tajemniczym, niezwykle interesującym stworzeniem, które zaatakowało go wieczorem podczas polowania nad rzeką. Według opisu Sanderson'a napotkane zwierzę było niezwykle agresywne, posiadało "wielkie, czarne, podobne do Draculi skrzydła, wydające dźwięk 'shss-shssing' ", oraz „dużą paszczę najeżoną ostrymi zębami". Podobnych relacji, opisujących spotkania ze zwierzętami przypominającymi pterozaury aż po dziś dzień jest bardzo wiele, z czego najwięcej pochodzi od tubylczych plemion afrykańskich z okolic Zambii, Kenii, Rodezji, Zimbabwe, Angoli, Namibii, Tanzanii oraz Kongo - zarówno z terenów lesistych, jak i pustynnych.

W roku 1956 inżynier J.P.F. Brown twierdził, że widział Kongamato nad jeziorem Bengwelu, niedaleko miasta Fort Rosebery w Zambii (dawnej Północnej Rodezji). Według jego relacji, około godziny 6 wieczorem zauważył przelatujące powoli nad jego głową dwie istoty wyglądające na prehistoryczne, z których każda miała skrzydła o rozpiętości ok. 1 m, długi cienki ogon oraz cienką i wąską głowę, którą Brown przyrównał do wydłużonego psiego pyska. Długość całkowita zwierzęcia wynosiła ok. 1,5 m. Rok po tym wydarzeniu (w 1957 r.), w tym samym regionie, do szpitala w Fort Rosebery trafił pacjent z cieżkimi obrażeniami torsu, który twierdził, iż został zaatakowany przez ogromnego ptaka na bagnach Bengwelu. Pacjent został poproszony o narysowanie zwierzęcia, które spowodowało tak poważne obrażenia. Ku zdziwieniu wszystkich, poszkodowany oddał lekarzom szkic stworzenia o wiele bardziej przypominającego swoją budową pterozaura niż jakikolwiek możliwy do spotkania w tamtym regionie gatunek ptaka. Niestety nie przetrwały do dziś żadne szczegółowe informacje ani też kopie wspomnianego rysunku.

Czy istnieje szansa, że na Ziemi występują nadal lub do niedawna występowały pterodaktyle? Argumentem za może być fakt, że takie rzeczy się zdarzają. 22 grudnia 1938 roku południowo-afrykańskie morze wyrzuciło na brzeg trzonopłetwą latimerię, która rzekomo wymarła mniej więcej w tym samym czasie, co dinozaury. Jak się okazało około 1000 dorosłych osobników latimerii zamieszkuje dziś jaskinie w szelfach Oceanu Indyjskiego.

Latimeria

 

Co do smoków, jedno jest pewne. W ich kwestii nic nie jest oczywiste. Od lat mamy na ich temat więcej pytań niż odpowiedzi i niezależnie od tego, czy faktycznie istniały w takiej formie jaką znamy, a nawet przetrwały do dziś, czy są niewymarłymi dinozaurami lub innymi gatunkami, czy wreszcie nigdy nie istniały i są tylko hybrydą ludzkich doświadczeń i wyobrażeń, prawdopodobnie nie przestaną nigdy istnieć w naszych głowach i rozbudzać naszej wyobraźni.

Piękna i BestiaKto z Was pamięta chwile, gdy będąc dzieckiem oglądał „Króla Lwa”, „Pocahontas” czy „Mulan”? Wtedy, bajki te stanowiły doświadczenie o charakterze mocno emocjonalnym. Z łatwością  wczuwaliśmy się w role bohaterów, razem z nimi przeżywaliśmy przygody, rozterki, radości i smutki. Kto z Was nie płakał przy śmierci Mufasy czy nie życzył Mulan stania się najlepszą wojowniczką? Z animacji tych czerpaliśmy często wzorce do naśladowania, chcieliśmy być dzielni jak Pocahontas, silni jak Hercules i piękni jak Bella. To właśnie owe wzorce i nasza dziecięca wrażliwość sprawiły, że dziś „stary Disney” wydaje nam się dużo lepszy.

Czy rzeczywiście dziś wytwórnia nie ma nam do zaoferowania wartościowych treści? A może jest całkiem odwrotnie? Spójrzmy na jakość animacji jaką serwowano nam dawniej a tę , jaką otrzymujemy dziś. Przy filmach, takich jak „Kopciuszek” czy „Dzwonnik z Notre Dame”, widać kreskę rysownika, który włożył sporo pracy w wygląd bajki. Współcześnie jest to temat potraktowany w całości programem komputerowym. Animacje, choć piękne, czasem są zbyt wygładzone. Brakuje im nieco „szorstkości” ołówka. Dość wyraźna jest także zmiana kolorystyki bajek. Dawniej przytłumione i wyblakłe, dziś świecą feerią barw. To pozwala nam patrzeć na nie w bardziej pozytywny sposób.

Spójrzmy na stare produkcje Disneya: „Kopciuszek”, „Śnieżka” czy „Piękna i Bestia”, wszystkie one mają jedną, charakterystyczną cechę- księżniczkę i księcia. Schemat ten utrzymywany był przez lata w wielu animacjach. „Alladyn”, a nawet „Król Lew” również mogły się nim poszczycić. Faktem jest, że wiele z tych bajek było Planeta Skarbówreprodukcją baśni braci Grimm, które w oryginale ociekały przemocą , jednak Disney nadał im własny charakter. To przez nie zrodził się wzorzec disney’owskich księżniczek- pięknych, często uzależnionych od królewiczów, niewinnych istot. Przy współczesnych produkcjach odchodzi się od umieszczania bohaterów w tych stereotypowych rolach. Spójrzmy na najnowszą animację spod skrzydeł Disneya- „Vaianę- Skarb Oceanu”. Opowiada ona o dziewczynie, która sama walczy o rodzinną wyspę, jest odważna i dzielna. To samo można zaobserwować w „Lilo i Stich”. Dzięki takiemu ukazaniu kobiet, dziewczynki oglądające bajki są utwierdzane w przekonaniu, że mogą wiele, stają się bardziej samodzielne.

To wiąże się również z przewartościowaniem kultu ciała. Dziś wytwórnia pozwala sobie na stworzenie bohaterów nieco niedoskonałymi. Spójrzmy na Pocahontas a Vaianę. Różnica jest zauważalna. To zbliża nas jeszcze bardziej do bohaterów i pozwala się z nimi utożsamić.

VaianaWyraźna jest też zmieniona tematyka bajek. Dawniej opierała się ona w dużej mierze na szukaniu i zdobywaniu miłości. Teraz postaci szukają przygód , pragną odkrywać świat, przemierzać nieznane lądy, co widoczne jest w „Atlantydzie” czy „Planecie Skarbów”. To sprawia, że w oczach widza niemożliwe staje się możliwe i budzi się w nim chęć poznawania nowych rzeczy.

Oba typy bajek, ze „starego” i „nowego” Disneya, niosą ze sobą ważny przekaz i spory bagaż emocji. Zarówno miłość, jak i chęć odkrywania, stanowią ważny filar życia, który sprawia, że staje się ono pełniejsze. Wytwórnia odpowiada na otaczający świat i dostosowuje swoje animacje do potrzeb widzów. Choć nie wszystkie produkcje mają widoczny, wartościowy przekaz, bo często robione są jedynie dla rozrywki, to wśród nich można wyłapać perełki, dla których nadal warto śledzić twórczość Disney’a.


Wampiry i wilkołaki bardzo często razem pojawiają się w różnych dziełach literackich, filmowych, w grach czy generalnie rozumianej popkulturze. Czy to tylko wymysł autorów? Może łączenie ich we wspólnym motywie jest na tyle chwytliwym tematem, że warto to robić? A może związek między wampirem a wilkołakiem jest głębiej zakorzeniony?

Już w XIX- wiecznym „Draculi” Brama Stokera, mamy ukazaną niezwykłą zależność pomiędzy wampirem a wilkami. Dracula posiada moc pozwalającą mu panować nad tymi zwierzętami. Na jego wezwanie stają się agresywne i gotowe do obrony terytorium. Ta nadludzka umiejętność, sprawia, że zwierzęta tak dzikie dają się okiełznać.

Również w dzisiejszych dziełach mamy do czynienia z zetknięciem obu istot. Dobrze znany w popkulturze „Zmierzch” S. Meyer pokazuje dzielące je cechy. Początkowo obie rasy są do siebie wrogo nastawione i żyją w wieloletnim konflikcie. W tym przypadku żadna z nich nie posiada władzy nad drugą, jak miało to miejsce w „Draculi”. Podobnie jest w kinowej serii „Underworld”, w której to lykanie i wampiry od setek lat prowadzą ze sobą wojnę. Wilkołaki są ukazane w niej jako bezmyślne, dzikie bestie. To wampiry są istotami rozumnymi i sprytnymi, co sprawia, że zyskują w oczach widza.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w serialu „Czysta krew”, gdzie nie mamy podziału na dobre i złe postaci. Wszystkie charakteryzuje dualizm cech, co sprawia, że ciężko nam przywiązać się do jednej, konkretnej rasy. Co ważne, wampiry i wilkołaki nie mają między sobą większych konfliktów (poza nieciekawą sytuacją z wilkołakami- nazistami), choć specjalną sympatią też do siebie nie pałają.

Jak widać owe postaci występują razem w wielu dziełach. Początkowo żyją w zgodzie, z czasem jednak autorzy widocznie oddalają je od siebie i zamieniają we wrogów. Czy aby na pewno relacje wilkołaków i wampirów są tak płytkie jak przedstawia nam to współczesna popkultura?

Cofnijmy się o kilkaset lat i zajrzyjmy do przekazów europejskiej kultury. Wampiry znane były od dawna, szczególnie na terenach bałkańskich i słowiańskich. To tam, tak naprawdę, zrodziły się legendy i podania o tych krwiożerczych istotach. W epilogu książki „Królowa Cieni” Marcusa Sedgwicka, natykamy się na ówczesne określenia wampirów. Poza tak oczywistymi jak „nosferatu” czy „krvoijac”, pojawiają się również takie jak „vrykolak”, „varcolac”, czy też „wilkołak”. Myślę, że nieprzypadkowym jest nazwanie wampira wilkołakiem, gdyż dawniej istoty te postrzegano jako jednego upiora. Może przyczyniło się do tego ich nocne życie, a może dość paskudny wygląd? Wampiry i wilkołaki były, w owych przekazach, zezwierzęcone i niemal pozbawione cech ludzkich. Co ważne polowały też na ludzi, a jaki to przestraszony, uciekający człowiek były w stanie odróżnić wilkołaka od wampira?

 

Jak widać oba stworzenia mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. Choć korzenie, z których wyrosły, w popkulturze, już dawno zostały zatracone, to warto czasem sięgnąć do starych przekazów i zagłębić się w genezę potworów, które dziś podbijają ekrany kin. Możemy być zdziwieni tym, jak mało o nich wiemy, choć wyrosły z naszej kultury.


Muzyka filmowaMuzyka towarzyszy człowiekowi od tysiącleci. Poznano ją już w prehistorii, choć wtedy nie brzmiała jak dzisiejsze hity, nie przypominała nawet folku. Tworzona była wtedy  w oparciu o odgłosy otaczającej przyrody. To ludzka ciekawość i chęć tworzenia, objawiająca się również poprzez malowidła naścienne czy gliniane naczynia, sprawiła, że człowiek próbował naśladować dźwięki przeróżnych zwierząt czy zjawisk atmosferycznych. Początkowo, jedynym instrumentem, jaki wykorzystywali pierwotni ludzie, były struny głosowe. Dopiero na przestrzeni lat i wieków zaczęto konstruować pierwsze, prymitywne narzędzia muzyczne. Od antyku, ta dziedzina sztuki zaczęła nabierać rozmachu i z każdą epoką rozwijała się coraz bardziej. Dziś robiona jest na wiele różnych sposobów: z wykorzystaniem instrumentów, komputerów, głosu, a nawet naczyń. Jednym słowem, stanowi mieszankę wszystkich, wykorzystywanych wcześniej metod wydobycia dźwięku.

Z biegiem lat zaczęto łączyć różne gałęzie sztuki tworząc animacje i filmy. Nie mogło zabraknąć w nich muzyki, która pojawiała się już przy kinie niemym. Nie była ona, tak jak teraz, spojona z filmem, lecz grana na żywo podczas seansu. Wtedy stanowiła uzupełnienie, pozbawionego dialogów, materiału filmowego.

Z czasem, muzyka wykorzystywana w filmach, zaczęła nabierać też innego znaczenia. Do dziś jej ważną funkcją jest rysowanie tła danej produkcji. Co to oznacza? Nic innego, jak to, że muzyka pozwala nam przenieść się do czasów, w jakich dzieje się akcja. Pokazuje również charakter miejsca, w jakim rozgrywa się film. Tak więc, podczas sceny na cmentarzu, naMuzycy egipscy którym grasuje horda upiorów, nie usłyszymy melodii rodem z „Dumy i uprzedzenia”. Chyba, że zamysłem autora było szokowanie odbiorcy, czy stworzenie groteski.

Muzyka filmowa ma też inne, chyba najważniejsze zadanie, jakim jest wywoływanie w widzach określonych emocji. Zdawać by się mogło, iż scena śmierci jednego z „dobrych” bohaterów już sama w sobie wywoła smutek, jednak odpowiednio dobrana melodia pozwala poczuć się wciągniętym w emocjonalny dół po jego stracie. Niezwykle wdzięcznym przykładem gry na emocjach są wszelakie horrory. W większości przypadków, dreszczowiec oglądany bez dźwięku traci swoją moc straszenia widza. W horrorach muzyka buduje napięcie. Jest ona puszczana w momentach, które same w sobie nie wywołują niepokoju, by przygotować odbiorcę i zwiększyć stopniowo jego lęk, tak aby akcja kulminacyjna okazała się najbardziej przerażającym, filmowym przeżyciem. Również w produkcjach fantasy muzyka jest Wiolonczelistkatematem bardzo znaczącym. Czy pamiętacie sceny walki we „Władcy Pierścieni”? Otrzymujemy w nich dawki melodii mających obudzić w nas ducha walki, sprawić, byśmy zechcieli znaleźć się na polu bitwy pośród drużyny Gandalfa.

Niekiedy muzyka w filmie ma służyć uzupełnieniu niezbyt porywającego fragmentu. Tak więc, podczas spaceru, przygotowań do pracy, czy rutyny dnia codziennego naszego bohatera, w której nie pojawiają się żadne dialogi, usłyszymy odpowiedni utwór. Pozwala on gładko przemknąć przez mniej fascynującą, aczkolwiek ważną pod względem opisu miejsca akcji, czy życia bohatera scenę.

Wydaje mi się, że coraz częściej muzyka filmowa ma też inne, bardziej „przyziemne” zadanie. W czasach, kiedy nasze mózgi, z każdej strony, bombardowane są ogromem bodźców, ciężko skupić się na jednym elemencie. Coraz trudniej jest skierować myśli na czysty obraz. Muzyka ma nas utrzymać przy dziele filmowym i sprawić, byśmy nie znudzili się brakiem wielu, przyciągających naszą uwagę impulsów.

 

Muzyka filmowa od początku swojego istnienia ma ogromny popyt. Nic dziwnego, że rodzi się tak wielu jej twórców, jak chociażby Danny Elfman czy Hans Zimmer. Z każdą kolejną produkcją rozwija się ona ogromnie, a dzięki swojemu niemałemu znaczeniu w przemyśle filmowym, możemy być pewni, że nie przestanie być jedną z muzycznych kategorii. Warto więc wiedzieć jak działa na nas- widzów.

 

 

 

Na koniec chciałabym polecić Wam również autora tworzącego muzykę z gatunku fantasy, który jest mniej znany, lecz na pewno warty uwagi:

 

 djembed

 

 

 

Jak zapewne wiecie, Ziemia w 70 % składa się z wody. Otaczają nas morza i oceany, z których zaledwie 5 % zostało zbadane. To oznacza, że w głębinach mogą kryć się stworzenia o jakich nam się nie śniło. Powstało wiele legend i teorii na temat Nessie zamieszkującego szkockie jezioro, ogromnego Krakena, czy też Lewiatana. Jednak o nich wiemy już dość dużo. O wielu innych istotach nie mamy pojęcia lub nasza wiedza jest niewielka. Postanowiłam wybrać spośród wodnych stworów dziesięć mniej znanych i bliżej je przedstawić.


Kelpie

      Kelpie- to, pochodzący z wierzeń Celtów, wodny koń pojawiający się w rzekach i jeziorach . Jak głoszą podania, przybiera on formę łagodnego konia, który diametralnie zmienia swój charakter, gdy ktoś go dosiądzie. Porywa on jeźdźca i topi w głębinach zbiornika wodnego. Zdarzają się też przyjazne odmiany, które ostrzegają przed nadchodzącymi burzami. Kelpie, w wierzeniach szkockich, przedstawiany jest też jako człowiek o niebieskiej skórze, który wznieca sztormy, straszy konie i krzyżuje szlaki żeglarzom.

 Umibozu

Umibōzu- stwór z japońskich legend, który, w zależności od przekazu, ma ciało dobrze znanego żółwiaka chińskiego lub czarnego, wielkiego potwora. W pierwszej postaci jest niegroźny, a wręcz bojaźliwy. Jako olbrzym wyrządza zaś duże szkody, m.in. przewraca statki, gdy tylko ktoś na niego spojrzy lub wypowie jego imię. Czasem Umibōzu rzuca się na ludzi i pokrywa ich czarną mazią lub porywa dzieci i topi je w głębinach.

 Nahuelito

Nahuelito- to potwór z Patagońskiego jeziora, który zadziwiająco przypomina Nessie. Ukazywany jest jako wielki wąż lub żyjący miliardy lat temu Plezjozaur. Pierwsze doniesienia o tym stworzeniu pochodzą z lat 20-tych dwudziestego wieku. Z czasem zaczęło pojawiać się coraz więcej zdjęć , na których rzekomo można zauważyć stwora. Nie wiadomo jednak, czy jak w przypadku potwora z Loch Ness, dowody te nie są zwykłą ściemą.

 Makara

Makara- jest to stworzenie z paszczą krokodyla i ogonem ryby lub też pół słoń- pół ryba, wywodzący się z mitologii indyjskiej. Często symbolizuje hinduskie bóstwa wodne. Jak głoszą podania, może mieć od dwóch do czterech łap.

 Ninki Nanka

Ninki Nanka- to stwór wprost z zachodniej Afryki. Według podań ma on postać gada z długim ciałem, najprawdopodobniej przypominającego smoka. Do tego jest bardzo niebezpieczny i porywa niegrzeczne dzieci.  Historie o nim nie zostały nigdzie zapisane, lecz do dziś przekazywane są w tradycji ustnej między ludnością zachodnioafrykańską.

 Mussie

Mussie- kolejny potwór z jeziora, tym razem kanadyjskiego. Według opisów może on pochodzić od morsa lub jakiejś ryby. Jeszcze inne źródła mówią o jego podobieństwie do znanego już Nessie, z niewielką różnicą w postaci trzeciego oka i ostrzejszych zębów. Jak twierdzą niektórzy, może być to pojedynczy przedstawiciel starego gatunku, który jakimś cudem przetrwał wiele lat. Wzmianki o nim pojawiły się już w 1916 roku w opowiadanych anegdotkach.

 Ningen

Ningen- jest to stwór badany przez japońskich kryptozoologów. Według doniesień przypomina połączenie człowieka z wielorybem. Jest biały i długi na 20-30 metrów. Obserwowany był w okolicach Antarktydy. Podejrzewa się, że Ningen może być  humanoidem, który przenosząc się z lądu do wody, przystosował się do życia w niej. Może coś w tym jest, skoro nawet rząd japoński postanowił zająć się tą sprawą.

 Bunyip

Bunyip- stworzenie to wywodzi się z wierzeń australijskich Aborygenów i zazwyczaj ukazywane jest w postaci zwierzęcia z ogonem konia oraz płetwami i zębami morsa. Jak głoszą legendy, Bunyipy zamieszkują rzeki i bagna, przeraźliwie wyją i... żywią się głównie kobietami. Kreatury te przewijają się w relacjach podróżników już od XIX wieku. Mimo wielu doniesień, naukowcy próbują racjonalnie wytłumaczyć owe sygnały i tak oto przypisują je różnym rybom, gadom, a nawet ludzkiej psychice.

 Mamlambo

Mamlambo- jest to dość dziwne stworzenie z południowoafrykańskich wierzeń. Jak podają źródła, ma ono mieć rzekomo 20 metrów długości, ciało ryby, głowę konia, szyję węża i krótkie nóżki. Jakby absurdalnego wyglądu było mało, w nocy świeci na zielono. Dodatkowo zjada ludzkie twarze i wysysa mózgi. Czyżby był wodnym zombie?

 Pinatubo

Pinatubo- doniesienia o nim pochodzą z Filipin, gdzie to widywany jest przez lud Aeta. Potwór ma podobno ogromne rozmiary i przypomina mieszankę rekina z sumem. Przez coraz to nowsze wzmianki o nim, panika wśród ludności narosła do tego stopnia, że zbadanie sprawy zlecono specjalnej ekipie.

 

Jak widać, legend i relacji o morskich stworach jest bardzo dużo. Spora część z nich jest zapewne wynikiem bujnej wyobraźni lub chwytem marketingowym mającym ściągnąć turystów, lecz w każdej opowieści jest ziarnko prawdy. Kto wie, może rzeczywiście zamieszkują one wody Ziemi. A może w głębinach kryją się jeszcze dziwniejsze potwory, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić?

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
czwartek, luty 22, 2018