banerro (kopiuj)

Mityczny Talent

Social

szukajka

ADSENSE

Prawdziwe oblicze "Baśni" Braci Grimm

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 


Kopciusze""Kto z Was będąc dzieckiem nie słuchał czytanych do poduszki „Baśni” braci Grimm? Kto z uśmiechem nie wspomina przygód Czerwonego Kapturka, Śnieżki czy Kopciuszka. Każda z tych baśni, w formie przekazywanej nam w dzieciństwie, miała cudowne zakończenie, w którym sprawiedliwość i dobroć głównych bohaterów zwyciężała każde zło. Nieprzyjemne dla młodego czytelnika fragmenty, takie jak pożarcie przez wilka Kapturka i Babci, czy też siedmiu koźlątek złagodzono, tak by nie napędzić mu zbytnio stracha. Praktycznie w każdej baśni morałem mogłoby być stwierdzenie, że bycie prawym człowiekiem popłaca, bo dobre cechy zwalczą każde zło. Jednak początkowo baśnie braci Grimm wcale nie wyglądały tak kolorowo, a ich przesłanie nie było tak oczywiste. Spróbujmy prześledzić więc ewolucję tak znanych, dziecięcych historii.

Zacznijmy od baśni w dzisiejszym, nieco disney’owskim wydaniu. Jest ono chyba najbardziej popularną formą, którą zna większość z nas. Kopciuszek, który źle traktowany przez macochę i siostry, postanawia odmienić swoje życie i pójść na bal królewski, zostaje odwiedzony przez dobrą wróżkę. Pomaga ona naszej bohaterce przejść niesamowitą przemianę i zagościć na stałe w królewskim zamku i książęcym sercu. Macocha i złe siostry nie doznają żadnej krzywdy, poza urażoną dumą, gdyż Kopciuszek jako dobre dziewczę nie chce się na nich mścić.

Równie kolorowo wyglądają przygody Śnieżki, która choć otruta przez złą wiedźmę zaczarowanym jabłkiem, ocalona zostaje dzięki pocałunkowi księcia. Po tej sytuacji zostaje jego żoną i razem zamieszkują zamek. A co z krasnoludkami, które zaopiekowały się dziewczyną? Zostają one nagrodzone za swą troskliwość i dobroć.

Tak wygląda najdelikatniejsza wersja baśni Grimm. Jednak to nie jest ich oryginalny przekład. Jak zatem wyglądają „Baśnie” braci Grimm w wersji nieco mniej łagodnej, lecz takiej, którą bez problemu odnajdziemy w księgarniach? Na przykładzie „Kopciuszka” postaram się odnaleźć różnice między nimi. To co pierwsze rzuca nam się w oczy to owa dobra wróżka, której w oryginale brak. Jej miejsce zajmuje zmarła matka Kopciuszka, która niejako za pomocą drzewa kontaktuje się z dziewczyną. Kolejną istotną różnicą jest sposób mierzenia szklanego pantofelka przez córki złej macochy. Tu bracia Grimm zafundowali czytelnikom nieco dreszczyku. O ile w wersji, nazwijmy ją disney’owską, książę sam zakładał bucik na stopy panien, a gdy nie pasował, zwyczajnie szedł do kolejnej dziewczyny, o tyle we wcześniejszej wersji przyrodnie siostry mierzyły but w obecności matki. Nie byłoby to niczym niezwykłym, gdyby nie totalny brak czułości z jej strony i namowy do odcięcia sobie kawałka stopy, byleby bucik pasował. O zgrozo, jej córki się na to godziły i z krwawiącą stopą wsiadały na książęcego konia, by za chwilę usłyszeć głos gołąbków: „-Zawracaj koniczka!... Krew płynie z trzewiczka!... Trzewiczek za mały, a prawdziwa narzeczona w domu zostawiona!..” Takie poświęcenie na marne! Jednak, poza „okrojonymi” stopami, sióstr ani macochy nie spotkała większa krzywda.

„Śnieżka”, choć nie do końca zmieniona, różni się nieco od wersji disney’owskiej. Główną różnicą, która dzieli oba przekłady jest zdecydowanie sposób ukazania przebudzenia dziewczyny po zjedzeniu zatrutego jabłka. W tym przypadku to nie pocałunek księcia, lecz zwyczajne wstrząsy w szklanej trumnie sprawiły, że feralny kawałek jabłka opuścił przełyk królewny.Czerwony

Najstarsze przekazy zupełnie odmiennie ukazują tak dobrze nam znane baśni dla dzieci. Przede wszystkim warto zauważyć, że owe historie w żadnym stopniu nie były przeznaczone dla dzieci. Funkcjonowały one jako folkowe opowieści krążące wokół dorosłych podczas ich spotkań przy ognisku czy wspólnych pracach. Ich zadanie porównać można do tak popularnych ostatnio creepypast. Miały one głównie przestraszyć słuchacza ku uciesze opowiadającego, a także wprowadzić element rozrywkowy do niekiedy monotonnych czynności. Samo to może dać nam zarys tego, jak ogromnie musiały różnić się te historie od tak dobrze znanych bajek dziecięcych. Czy pamiętacie sympatycznego Czerwonego Kapturka, który z brzucha wilka zostaje uwolniony przez myśliwego? W tym przypadku historia nieco się różni. Wilk bowiem w brutalny sposób morduje babcię, a następnie karmi wnuczkę jej mięsem i poi krwią. Kolejna scena raczy nas przemocą na tle seksualnym, ponieważ wilk każe Kapturkowi rozebrać się do naga i położyć obok, a następnie go zjada. Jak łatwo się domyślić, próżno tu szukać happy endu.

Co z „Kopciuszkiem”? Historia swą brutalną naturę ujawnia pod koniec, gdy to siostry i macocha zostają pozbawione oczu przez ptaki, niejako nasłane przez księcia. Choć opowieść ma szczęśliwe zakończenie dla  głównej bohaterki, to jednak opowiadanie jej dzieciom nie jest najlepszym pomysłem.

Również opowieść o „Dziewicy Milenie” zaskakuje ogromem przemocy. W wersji nieco łagodniejszej historia rozgrywa się wokół niewinnej Mileny, która przechytrzona przez służkę nie może poślubić księcia. Jednak cała sytuacja wyjaśnia się, służka zostaje wygnana, a Milena szczęśliwie zostaje książęcą małżonką. Nieco inaczej prezentuje się to w wersji folkowej, w której Milena zostaje zaskoczona przez swego ukochanego w dość niecodziennej, choć dla niego oczywistej, sytuacji, gdy to kładzie on na stole młodą kobietę, rozbiera ją, ćwiartuje i zjada. W niektórych przekazach monarcha nie jest nawet człowiekiem, lecz przybiera postać ogra.

Jak widać nie każda opowieść jaką znamy od zawsze brzmi tak samo. Często zupełnie odbiega od przekazu ustnego sprzed lat. Nierzadko emanuje brutalnością na tle fizycznym, psychicznym czy seksualnym. Choć zmienione baśnie brzmią dziś niesamowicie pięknie, to choćby dla własnej wiadomości warto zainteresować się ich przeszłością. Co ciekawe, nie tylko bracia Grimm bazowali na pełnych przemocy historiach. Również w „Śpiącej Królewnie”, czy innych bajkach, spotykamy się z brutalnością. Nierzadko natykamy się na gwałty, kazirodztwa, morderstwa czy kanibalizm. Choć dziś prawie nie ma po nich śladu, może warto czasem zastanowić się nad genezą tego co czytamy? W końcu nie wszystko złoto co się świeci, a nie każda historia piękną była od początku swego istnienia, czyż nie?

Nowości - Fantastyka naszym okiem

Legendarny smokLegendy, mity i podania stanowią ogromną część dziedzictwa każdej kultury. Są źródłem wiedzy o człowieku z przeszłości, a także podwaliną i inspiracją dla człowieka współczesnego. Dziś, w czasach niesamowitego rozwoju nauki, techniki i ogólnie cywilizacji, coraz mniej jest dla nich miejsca. Człowiek, przekonany że wszystko można wyjaśnić logicznie, wymyśla legendarne stworzenia i historie już wyłącznie dla rozrywki. Dawniej powody ich wymyślania były różnorakie. Służyły one przede wszystkim wytłumaczeniu niezrozumiałych zjawisk, ale pełniły też np. funkcję wychowawczą (z resztą do dziś rodzice niejednokrotnie opowiadają swym dzieciom straszne historie aby wymusić na nich konkretne zachowanie), często były też wykorzystywane dla własnych celów, dla osiągnięcia korzyści majątkowych, pozbycia się kogoś niewygodnego, czy dla uniknięcia odpowiedzialności za własne czyny. Niezależnie od powodów, potwory towarzyszą ludziom od wieków i z pewnością sporo racji ma Geralt Sapkowskiego, który stwierdza, że „ludzie lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Gdy piją na umór, oszukują, kradną, leją żonę lejcami, morzą głodem babkę staruszkę, tłuką siekierą schwytanego w paści lisa (...), lubią myśleć, że jednak potworniejsza od nich jest mora wchodząca do chat o brzasku. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć”.

Pojawia się jednak pytanie, czy aby na pewno wszystkie potwory są jedynie wynikiem wybujałej wyobraźni prostego niewykształconego ludu? Stare przysłowie mówi, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Czy możemy więc przyjąć, że niektóre legendarne stworzenia faktycznie żyły obok człowieka, choć nie pozostawiły po sobie jednoznacznego, potwierdzonego przez badaczy dowodu na ich istnienie? Jest jedna szczególna postać, która każe nam zastanowić się nad odpowiedzią na to pytanie, postać wybijająca się ponad pozostałe, od wieków zaprzątająca umysły ludzi i rozbudzająca wyobraźnię, postać która pojawia się jednocześnie w wielu niezależnych od siebie kulturach – smok.

Mitologia mezopotamska, perska, egipska, żydowska, grecka, nordycka, słowiańska, bałtyjska, germańska, anglosaska, chińska, japońska, wedyjska...wszystkie posiadają swoje smoki. Pierwsze wzmianki o nich pojawiły się już ok. III tysiąclecia p.n.e.. Od początku były one powiązane ze sprawami boskimi.Indie- smok

Bardzo ważną kwestią jest jednak fakt, że przez wieki smok był określany jako „skrzydlaty wąż” i czasem trudno rozdzielić starożytne mityczne smoki i węże, a te drugie pojawiają się w postaci bóstw uczestniczących w tworzeniu świata m.in. u Summerów, Azteków, Majów, Indian czy Aborygenów. Historycznie więc występują nie tylko jako stworzenia nacechowane negatywnie, choć "zły PR" towarzyszy wężom od bardzo dawna, wizerunki złych węży można znaleźć już na egipskich naczyniach z IV tysiąclecia p.n.e. Wróćmy jednak do smoków i przyjrzyjmy się stworzeniom, które były określane nazwami dziś tłumaczonymi właśnie jako "smok".

Za moment powstania Wed - świętych ksiąg hinduizmu, przyjmuje się początek II tysiąclecia p.n.e. W bogatych księgach (ich objętość jest 6 razy większa niż Biblii) świat istot nadprzyrodzonych jest bardzo rozbudowany,  na jego szczycie stoją Dewy – bogowie, zaś ich głównymi przeciwnikami są Asurowie – demony, pierwotnie dobre duchy/bogowie, które świadomie wybrały zło. Prawdopodobnie najsilniejszym z nich jest Wrytra, pojawiający się
 w najważniejszym micie Rygwedy[1] o uwolnieniu wód i światła. Wrytra ma postać gigantycznego węża lub smoka. Według legendy miał ukraść chmury deszczowe zatrzymując rozwój wszechświata. Ostatecznie zabija go król bogów – Indra. Domniemuje się, że wszelkie praindoeuropejskie legendy o smokach zawdzięczają swoje istnienie właśnie Wrytrze.

W babilońskim eposie Enuma Elisz (datowanym na koniec II tysiąclecia p.n.e.) na temat początków świata i człowieka, smoki zostają powołane do życia aby pomóc pramatce Tiamat w walce z bogami pierwszego pokolenia, którzy zabili praojca Apsu: „dostarczyła im broni, jakiej nie ma równej: zrodziła wielkie smoki Z ostremi zębami, z pazurami nie oszczędzającemi nikogo. Jadem, jako krwią, wypełniła ich ciało. Straszne potwory przyodziała w grozę, zaopatrzyła je w blask, zrobiła je podobnemi do bogów. Kto na nie spojrzy, Smok mezopotamskiginie od strachu, -Ich ciało podnosi się nie odwraca się ich pierś”. Oprócz tego sama Tiamat na podobiznach była przedstawiana pod postacią smoka.

Muszhuszu natomiast, wąż-smok, miał być pupilem kilku mezopotamskich bogów, doczekał się także swych podobizn na bramie Isztar w Babilonie. 

U starożytnych Egipcjan wąż-smok Apopis (opisany podczas II tysiąclecia p.n.e.) jest ucieleśnieniem złych mocy, odwiecznym wrogiem Re, który co dnia próbuje powstrzymać wędrówkę słońca, mimo że nigdy mu się to nie udaje.

Skrzydlate węże pojawiają się w starożytnym Egipcie nie tylko w mitologii czy w sztuce, zdają się być częścią tamtejszej fauny, co znajduje odzwierciedlenie w źródłach historiograficznych. Herodot, przebywający w Egipcie w połowie V w p.n.e., napisał w Dziejach: „W okolicy Teb znajdują się święte węże, zupełnie nieszkodliwe dla ludzi. Są one niedużej wielkości i mają dwa rogi, które im wyrastają ze szczytu głowy. Gdy zdechną, grzebie się je w świątyni Zeusa; temu bowiem bogu mają być poświęcone.

Jest w Arabii miejscowość, leżąca mniej więcej naprzeciw miasta Buto, do której sam się udałem, aby zasięgnąć wiadomości o uskrzydlonych wężach. Przybywszy tam, ujrzałem kości węży i kręgosłupy w ilości niemożliwej do opisania; leżały tam kupy kręgosłupów, jedne większe, drugie mniejsze, inne jeszcze mniejsze, a było ich mnóstwo. MiejscowośćSmok- wąż Apopis, gdziSmok- wąż Egipskie te kręgosłupy były zsypane, taki ma wygląd: z przełęczy górskiej jest dostęp do wielkiej równiny, która przylega do Równiny Egipskiej. Otóż jest podanie, że z wiosną skrzydlate węże przylatują z Arabii do Egiptu, a ptaki ibisy zachodzą im drogę u wejścia do tego kraju i nie przepuszczają węży, tylko je zadziobują”.

Podobny opis tych stworzeń można znaleźć także u żydowskiego historyka Józefa Flawiusza: "Tymczasem Mojżesz, zanim wrogowie dowiedzieli się o jego wyprawie, powiódł wojsko do walki, wybrawszy drogę nie przez rzekę, ale przez ląd. Podczas tej przeprawy wspaniale okazał swoją roztropność. Droga bowiem była niezmiernie trudna z powodu mnóstwa wężów, od których roją się owe miejsca; a są tam takie węże, jakich nigdzie więcej nie można spotkać, niezwykłe siłą, złośliwością i przedziwnym wyglądem; niektóre z nich mają nawet skrzydła, tak że mogą nacierać na ludzi wynurzając się z kryjówek w ziemi, albo niespodziewanie spadając na nich z przestworzy. Aby przeprowadzić wojsko bezpiecznie i bez szkody, Mojżesz wynalazł taki oto sposób, wielce przemyślny: kazał upleść z kory papirusowej kosze na kształt skrzyń i nieść je napełnione ibisami. Ten ptak jest wielkim nieprzyjacielem wężów. Na widok ibisa wąż rzuca się do ucieczki, a wtedy ibis chwyta go jak jeleń i połyka”.

Wciąż jednak jesteśmy dalecy od wizerunku smoka jaki wszyscy znamy. Być może mowa tu o dwóch a nawet większej ilości różnych gatunków.

 


[1] Rygwenda - jeden ze zbiorów Wed, najstarszy zabytek literacki indoaryjski

 

wilkołakOd wieków lesiste tereny Europy stwarzały zagrożenie dla ludzi. Wewnątrz borów czyhały przeróżne niebezpieczeństwa począwszy od drapieżnych zwierząt, przez tajemnicze mary, nieustępliwe wichry, po korzenie drzew pod nogami. Jednym z najgroźniejszych stworzeń, które spędzało chłopom sen z powiek był wilkołak.

 

Ludzie-wilki miały niszczycielską siłę, ostre pazury i ogromne zębiska. Wyostrzone zmysły pomagały im poruszać się w ciemności zwinnie i bezszelestnie, a włochate cielska były odporne na ciosy. Ogarnięte dziką furią brały na cel każdego, nikt bowiem nie stanowił dla nich zagrożenia. Jak więc się przed nimi bronić? Zwykłą bronią nic nie wskóramy, potrzebujemy specjalnych metod, które chciałbym Wam przedstawić zaczynając od, w mojej ocenie, najbardziej skutecznych. Opatrzę je również rysunkami, które w łatwy i przystępny sposób pomogą zrozumieć i przyswoić tę lekcję.

 

1.    Srebro

Użyj srebra lub święconej wody (wersja dla ubogich) , by stworzyć broń o zabójczych dla wilkołaka właściwościach. Wiadome jest, że metal ten ma w sobie moc niszczenia demonicznej tkanki. Najlepiej jest wytopić kulę i wpakować ją zwierzowi prosto w serce. Można oczywiście użyć broni białej, lecz trzeba się wtedy liczyć z możliwością bycia rozszarpanym i pogryzionym.

srebro

2.    Nóż ze stopionego krucyfiksu

Krótka broń o wielkiej sile. Tak jak wyżej należy trafić w serce lub w pysk. Jest to niezwykle trudne i zarazem skuteczne. Minusem jest zasięg ostrza, lecz takim dobrze wyważonym nożem można przecież rzucić.

 krucyfiks

3.    Ogień
Nie ma pewności co do możliwości uśmiercenia bestii ogniem, lecz wilcze futro bardzo dobrze się pali, co w najgorszym razie sprowokuje stwora do ucieczki. Mamy tutaj pole do popisu jeśli chodzi o sposoby podpalenia, wystarczy użyć nieco wyobraźni.

ogien

4.    Rzut widłami
Ciśnij widły między oczy. Muszą być osinowe (to bardzo ważne!). Nie znam skutecznych przypadków użycia drwa przeciw wilkołakowi. Być może to zadanie przerasta niedoświadczonych obrońców.

widły

5.    Magia
Prawdopodobnie skuteczniejsze od powyższego sposobu, jednak prawie niewykonalne ze względu na niedobór czarowników. Odpowiednie zaklęcia mogą uśmiercić potwora, sprowadzić go do ludzkiej postaci, w której łatwiej go zabić, bądź całkiem odczarować, by napić się potem razem w szczęściu i harmonii.

magia

6.    Odrąbanie łap
Szanujący siebie wilkołak nie pozwoli sobie odciąć łapy. Gdyby jednak się to udało efekt jest zdumiewający. Wraca on bowiem na stałe do swojej ludzkiej postaci, lecz niestety bez uciętych kończyn.

łapy

7.    Amulety
Przeróżne świecidełka, kamienie znalezione w górach połączone z liśćmi roślin o odpychającym zapachu powinny odstraszyć stwora.

amulety

8.    Czosnek

Panaceum na wszystkie zagrożenia, zupełnie nieskuteczne przeciw wilkołakowi. Być może zawieszenie kilku główek na drzwiach pozwoli umknąć wilczej furii wywołując w potworze litość i śmiech.

czosnek

 

Jak widać sposobów na pokonanie bądź wystraszenie wilkołaka jest wiele. W sieci można znaleźć ich jeszcze więcej, lecz przed użyciem każdego z nich należy się porządnie zastanowić, bowiem w sytuacji zagrożenia warto jest mieć przy sobie najskuteczniejsze środki.

   
Kamień filozoficznyW fantastyce przewijają się już od dawna. Szczególne miejsce znalazły sobie w dziale science fiction. O czym mowa? O teoriach, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zupełnie niemożliwe, lecz mają swoje podstawy w realnym świecie. Jest ich dość sporo, lecz w tym artykule skupimy się na kamieniu filozoficznym.

Kamień filozoficzny wziął swą nazwę od idei Arystotelesa, głoszącej, iż materia składa się z materii i formy, czyli ducha. Kamień poprzez proces tworzenia miał stanowić niejakie potwierdzenie owej teorii. Dlaczego? Według niej, duch może opuszczać materię, a w przypadku mitycznego kawałka skały objawia się to poprzez zmiany zarówno stanu skupienia, jak i rodzaju metalu, który go tworzy. Badania nad kamieniem filozoficznym rozpoczęły się już w I wieku n.e. w Egipcie, gdzie pracowali nad nimi kapłani. W II wieku dziedzina ta rozpatrywana była też w Aleksandrii, w której to idea wędrującej duszy kwitła. Kolejne stulecia stanowiły rozwój alchemii, a co za tym idzie, intensywniejsze eksperymenty nad legendarnym kamieniem. Alchemicy, których pozwolę sobie określić mianem filozofów- praktyków, w tym, m.in. Zosimos z Panopolis, Michał Sędziwój, Arnold de Villanowa, czy też Nicolas Flamel, coraz odważniej poczynali sobie w badaniach nad transmutacją. Temu ostatniemu, jak głoszą plotki, udało się stworzyć tę niezwykłą substancję, lecz nie wiadomo ile jest w tym prawdy. Gdyby było to prawdą, teoretycznie powinien stać się nieśmiertelny…

Choć nakreśliłam już nieco historię kamienia filozoficznego, warto byłoby dowiedzieć się, czemu powstało tyle zamieszania wokół kawałka skały. Otóż ten niepozorny twór, dzięki swym właściwościom, miał zamieniać metale nieszlachetne w szlachetne (głównie w złoto i srebro, choć czasem reakcja zatrzymywała się na rtęci), a także działać odmładzająco i uzdrawiająco na ciało człowieka. Nic dziwnego, że cieszył się popularnością, gdyż odkrywał przed ludźmi wizję nieśmiertelności. Samym swym wyglądem nie wzbudzał sensacji, najczęściej Harry Potterprzedstawiany był jako czerwony kamyk. Choć inne przekazy mówiły o widzianej w nim grze kolorów przypominającej pawi ogon. Był też niepalny i higroskopijny (nie pochłaniał wody). Posiadał jeszcze więcej specyficznych cech, które jednak pozwolę sobie pominąć.

Kamień filozoficzny stał się wdzięcznym tematem dla współczesnej fantastyki, w końcu jego teoria brzmi dość nierealnie. Temat kamienia rozpowszechniła J.K. Rowling w pierwszej części serii o Harrym Potterze. Co ciekawe, powołała do życia wspomnianego już Nicolasa Flamela, odkrywcę mitycznej substancji. W jej książce, jak i w realnym świecie, tylko on jedyny miał znać sekretną recepturę potrzebną do jego wytworzenia.

Niezwykły twór jest również głównym tematem mangi i anime- „Fullmetal Alchemist”. Stanowił on cel poszukiwań dwóch braci, którzy pragnęli przywrócić do życia swą zmarłą matkę. Niestety, wiedza jaką otrzymali chcąc tego dokonać, kosztowała utratę ciała jednego z braci i prawej ręki drugiego. Kamień miał przywrócić im ciała i pomóc w realizacji planu.

Motyw magicznej substancji przewinął się także w powieści „Indiana Jones i kamień filozoficzny” M. McCoya, czy serii A. Pilipiuka: „Kuzynki”, „Księżniczka” oraz „Dziedziczki”.

Jak zdołano dowieść na przestrzeni wieków, zamiana innego metalu w złoto jest możliwa, lecz zupełnie nieopłacalna. To jednak jest mała strata, w momencie, gdy możemy zanurzyć się w świecie fantastyki opartym na teorii kamienia filozoficznego. A może nawet zawdzięczamy mu też dość ciekawe wyrażenie językowe, bo w końcu zamiana metalu w złoto jest jak „przekuwanie zła w dobro”, czyż nie? 

 

Po raz kolejny, na Pyrkonie, miałam możliwość wypróbowania kilkudziesięciu gier indie. Wiele z nich okazało się naprawdę ciekawymi i wartymi uwagi pozycjami.

 

Czym właściwie są gry indie?

 

Są to gry, dawniej komputerowe, dziś tworzone także na konsole czy VR, które tworzy jedna osoba, bądź niewielki zespół pasjonatów i zapalonych programistów. Twórcy ci nie są wspierani finansowo przez wydawców. Choć to ogranicza budżet gry, to daje ogromne pole do popisu w kwestii struktury, wyglądu czy treści gier. Często o takich tytułach dowiadujemy się podczas konwentów czy innych tego typu imprezach, które stanowią idealną okazję do promocji.

 

Co odróżnia gry indie od kasowych tytułów?

 

Główną różnicą jest możliwość nieograniczonego tworzenia, jaką mają autorzy „indyków”. Zespół, tworzący gry dla wydawnictw, jest zmuszony do działania według pewnych planów i norm. Musi robić gry, które będą się sprzedawać, a więc najczęściej w znanym i lubianym przez graczy schemacie.

 

Czy warto grać w gry indie?

 

Jak najbardziej! „Indyki” dają możliwość poznania innego świata gier i oderwania się od kasowych tytułów. Często, niezależni twórcy, robią pozycje na poziomie tych znanych, a niekiedy nawet przewyższające je fabułą, bądź grywalnością.

Gry indie tworzą ludzie z pasją, a nie korporacje. To sprawia, że są one wyjątkowe. Twórcy nie boją się wykorzystywać w nich swojej ogromnej wyobraźni.

Gry indie często są swego rodzaju pionierami i przecierają nowe szlaki w Gamerskim świecie. To sprawia, że rozgrywka staje się bardziej emocjonująca i nieprzewidywalna, a co za tym idzie, również atrakcyjniejsza dla gracza.

Dzisiaj, gdy gry reklamuje się coraz intensywniej, a YouTube dostarcza nam informacji, a także gameplayów, zewsząd jesteśmy zasypywani znanymi tytułami. To sprawia, że szukamy czegoś innego, mniej oklepanego. Dlatego właśnie „indyki” zyskują na sile i coraz więcej osób po nie sięga.

 

Mi udało się przetestować wiele tytułów, a kilka z nich polecam szczególnie, ponieważ zrobiły na mnie spore wrażenie. Oto twórcy, którzy je wykonali: Monster Couch, Doji, Ende Games, Pigmentum Studio, Crimson Pine Games, Deusald Studio, Blue Sunset Games, Artifex Mundi oraz Fat Dog Games. Zachęcam do zajrzenia na ich profile!

 

 

Zajrzyjcie też na stronę Poznańskiej Gildii Graczy, bo robią oni świetną robotę i umożliwiają odkrywanie nowych, ciekawych gier!  

 

Myśląc o magii, wyobrażBalrogamy sobie efektowne zaklęcia, rytuały i inkantacje. W fantastyce potężni czarodzieje miotają kule ognia, przyzywają wichry i błyskawice niczym słowiański Perun. Nasze uwielbienie do tej niezrozumiałej potęgi sprawia, że na tym koncentrujemy naszą uwagę. Z pewnością wzbudzają tym szacunek i strach wśród pozostałych bohaterów, ale czy jest to ich jedyny arsenał?

Najpierw przyjrzyjmy się krótko archetypowi maga, dokładnie samemu jego powstawaniu. Większość znanych nam z powieści czarowników musiało przejść długotrwałe szkolenie. Następnie przez kolejne lata ćwiczyli oni swoje talenty, żeby opanować je do perfekcji. Właściwie nigdy nie kończyli oni swojej nauki. Tutaj widzimy ich klucz do sukcesu. Ciągły trening umysłu doprowadził do sytuacji, w której stali się na tyle błyskotliwi, że sama magia przestała być im niezbędna i zaczęli ją wykorzystywać jedynie doraźnie. Później właśnie to, oraz sławetne czyny stanowiły o ich statusie.

Jedną z umiejętności, którą czarodzieje opanowali do perfekcji, jest posługiwanie się sugestią. Poprzez dobrze skonstruowany przekaz wywierają oni wpływ na swojego rozmówcę, który zaczyna się zachowywać tak jak to przewidzieli i tak jak sobie tego życzyli. Jest to bardzo podstępny proces. Odbiorca sugestii, nawet spodziewając się jej, nie zawsze jest w stanie ją odeprzeć, bądź nawet zauważyć tę drobną myśl, która utkwiła w nim po wysłuchaniu słów maga. Działa ona zarówno na przyjaciół jak i wrogów. Oczywiście, żeby dokonać skutecznego wpływu, nie trzeba nawet wymawiać słów. Mogą być to gesty, postawa ciała, czy rozsiana plotka. To ostatnie jest niezwykle niebezpieczne, gdyż zasłyszane pośrednio przez człowieka z tłumu, ukrywa prawdziwego nadawcę. Wskażmy kilka przykładów zastosowania tej techniki w utworach literackich.koń-trojański

Jak to się stało, że mały Hobbit z Shire zwany Frodo Baggins został bohaterem, po wypełnieniu niezwykle trudnej, graniczącej z niemożliwością misji? Był strachliwy i z pewnością nie wyruszyłby na tę wyprawę, gdyby nie Gandalf. Ten zauważył jego ukrytą odwagę i zdolność do poświęcenia. Poprzez swoją postawę zaszczepił we Frodzie obowiązek wypełnienia zadania. Na pewno ważna była tu informacja, którą udzielił Hobbitowi mówiąc o jego niezwykłej odporności na działanie pierścienia. Wynikiem tych działań i późniejszych wydarzeń było zgłoszenie się Froda do niebezpiecznej misji. Nie wiemy czy Gandalf zrobił to celowo, lecz z pewnością się tego spodziewał i uznał za najlepsze rozwiązanie. Jak wiemy kierował on później walką ludów sprzymierzonych przeciwko Mordorowi. Poruszał wszystkich do działania swymi słowami, niezwykle rzadko czarował. Stary czarodziej wykorzystywał wiele technik różnych od sugestii, o których opowiemy innym razem.

Z dzieła mistrza gatunku, wróćmy się do chyba najbardziej klasycznego utworu wszechczasów – Iliady. Czy koń trojański zostałby wciągnięty w obręb murów miasta, gdyby nie użyto sugestii? Ta wyrażała się w spaleniu obozu i odpłynięciu Greków. Wskutek tych niewielu informacji koń został przetransportowany do cytadeli jako dar dla bogini Ateny. Byli oczywiście przeciwnicy tego czynu, którzy wietrzyli spisek. Wkrótce schwytano szpiega Achajów i przepytano go. Ten jednak pouczony wcześniej przez Odyseusza, powiedział o utracie względów wspomnianej bogini i zbudowaniu daru w celu przebłagania jej, a sam koń rzekomo miał być taki wielki, żeby Trojanie nie mogli przenieść go do miasta. Kolejna sugestia przesądziła sprawę i na to liczyli Grecy.

Podobne rozwiązanie znalazł mag Arivald, chcąc uchronić Wybrzeże przed napadem piratów. Wystawił on na wybrzeżu kukły, które imitowały żołnierzy. W ten sposób bandyci zwyczajnie przestraszyli się i zrezygnowali z ataku. Było to proste i przebiegłe. Wymagało przeanalizowania stosunków między piratami, a magiem Vargalerem, który uczestniczył wraz z nimi w ataku.

Oczywiście sugestihousea nie jest domeną tylko uzdolnionych magicznie jak można zauważyć w przypadku historii Troi. Tę metodę wykorzystywano w zamierzchłych czasach i wykorzystuje się do dziś we wszystkich kręgach społecznych. Często używamy jej nieświadomie, nie tylko bardzo dosadnie ziewając, lecz również podczas rozmowy. Są też tacy, którzy specjalizują się w używaniu technik umysłowych. O ile zmieniające się obrazki po prawej nie przeszkadzały Ci wcześniej w czytaniu, to myślę, że teraz już będą. Gdzie powędrował twój wzrok? Ja z pewnością nie jestem biegły w tej technice, lecz bez wątpienia czarodzieje i mędrcy są jej mistrzami, dlatego będziemy również omawiać używane przez nich techniki inne od sugestii.

Miłego ziewania!


Legolas- Od dawna, w różnych kulturach, natykamy się na postaci zwane elfami. Pojawiają się w wielu filmach, książkach, bajkach dla dzieci. Każde z tych dzieł przedstawia je na swój sposób, jednak jest jedna cecha, która łączy wszystkie efly- spiczaste uszy. Zapytana o wyznaczniki ich wyglądu osoba na pewno wymieni uszy jako pierwszy bądź jeden z pierwszych. Rzecz komplikuje się nieco, gdy przychodzi nam zmierzyć się z ich charakterem. Tu dowolność jest ogromna. Jednak spróbuję sprawdzić czy elfy to bardziej dzielni wojownicy czy może uroczy pomocnicy. Porównam ze sobą: „Władcę Pierścieni” w wersji filmowej, serial „Czysta Krew”, film familijny „Elf” oraz „Romana Barbarzyńcę”- niestandardowy film animowany.

Kto z Was nie zaczął kojarzyć elfów z „Władcą Pierścieni” po jego hucznym pojawieniu się w kinach? Legolas podbijający serca swą niezwykłą odwagą i walecznością zdecydowanie pozwolił elfom zasłynąć w pozytywny sposób. Jako jeden z członków Drużyny Pierścienia wykazał się niespotykaną u tolkienowskich elfów tolerancją dla innych ras zamieszkujących owy świat. Ich odwieczny spór z krasnoludami nie przeszkodził mu w walce u boku Gimli’ego. Inaczej było z innymi elfami, które, zamknięte w sobie, żyły w niechęci do pozostałych ras. Dominowało w nich pragnienie ochrony swojego gatunku za wszelką cenę. Były przy tym niezwykle honorowe. Mimo że własne dobro było dla nich najważniejsze, respektowały obyczaje pozostałych ras.  Niechętnie wdawały się w relacje z innymi, co ułatwiał im zdecydowanie ich własny język jakim się posługiwali. Choć wydawać by się mogło, że Legolas jest tak odmienny od swych pobratymców, to jednak niewątpliwie łączył ich kunszt walki, w której posługiwali się łukami. Zwinność i gracja jaką prezentowały elfy, pozwalała nacieszyć nawet najbardziej wybredne oko.

Zupełnie inaczej wyglądają elfy w filmie familijnym „Elf”, w którym to ukazane są od strony pomocników św. Mikołaja. Jest to ich druga, najbardziej znana odsłona. Mimo iż cały film skupia się na człowieku, który myśli, że jest elfem, bo od małego był tak wychowywany, to jednak spróbuję skupić się na autentycznych postaciach pomocników Mikołaja. Są one uroczymi, niezwykle pracowitymi postaciami, które to przez cały rok dzielnie pomagają Świętemu przygotować się do tak wielkiego wydarzenia, jakim jest Boże Narodzenie. Praktycznie nie mają wad, ani słabości. Bo czyż tak idealne stworzenia mogą mieć wady? Chyba jedynym ich potknięciem, w całym filmie, było nie do końca miłe potraktowanie głównego bohatera, który swoim tempem pracy i zwinnością nieco odstawał od reszty. Jednak był to niewielki, niechlubny epizod, który został wybaczony elfikom. Również samym wyglądem znacznie odbiegają od postaci Tolkiena. Elfy z „Władcy Pierścieni” są wzrostu ludzi, są smukłe i posiadają atletyczne ciała, natomiast pomocnicy Mikołaja są niżsi od dorosłego człowieka, nie są tak smukli, co może być zasługą siedzącego trybu życia (całodzienne skręcanie zabawek i pakowanie prezentów ogranicza znacznie czas na ćwiczenia), a także braku walki, bo po co elfowi bożonarodzeniowemu umiejętność władania łukiem?

Kolejną odsłonę elfów ukazuje serial „Czysta Krew”. Istoty tam ukazane są pozornie rajskimi, żyjącymi w utopii postaciami, jednak skrywają swą demoniczną naturę. Co ciekawe, elfy w serialu są praktycznie tym samym co wróżki. Natykamy się na nie przez główną bohaterkę- Sookie, która jak się okazuje, również jest elfem. Trafia ona do krainy zamieszkanej przez przedstawicieli swojej rasy, która znajduje się w innym wymiarze. Spotkane tam istoty są piękne, żyjące w symbiozie z ludźmi, roztaczające wokół siebie aurę miłości i zrozumienia. Żyją w otoczeniu natury, kąpią się w jeziorze i jedzą dość niezwykły owoc podsuwany im przez rządzącą elfkę. Jak się okazuje, to on jest główną przyczyną postrzegania owego świata jako raju, gdyż nie jest niczym innym jak narkotykiem, mającym na celu omamić kosztujących go i sprawić, by czas w ich odczuciu znacząco zwolnił. Wracając jednak do elfów, są one obdarzone niezwykłymi mocami, takimi jak czytanie w myślach ludzi, zmiennokształtnych czy wilkołaków (wyjątek stanowią wampiry), a także umiejętność władania światłem, którym są w stanie ciskać w napastnika. Różnią się przez to zdecydowanie od elfów z „Władcy Pierścieni" czy pomocników św. Mikołaja. Nie można zapomnieć także o ich drugiej naturze ukazanej w „Czystej Krwi”. Elfy potrafią zmienić się w demony, z urodziwych istot przeobrażają się w brzydkie stwory. Tak dzieje się, gdy królowa, której są podwładni ukazuje swe prawdziwe, niezbyt dobre oblicze. Nie oznacza to jednak, że pod jej wpływem wszystkie elfy stają się tak samo złe. Kolejną ważną cechą, wyróżniającą je zdecydowanie spomiędzy innych przekazów o elfach, jest brak spiczastych uszu, tak charakterystycznych dla owej rasy. To może skłaniać do przypisania ich bardziej do kręgu wróżek niż elfów.

Postanowiłam sprawdzić również, choć nieco żartobliwie, jakie są elfy w filmie animowanym- „Roman Barbarzyńca”. Na wstępie chcę zauważyć, że niewybredne żarty i cięty humor ukazany w animacji, zdecydowanie wyklucza ją z kręgu nadających się dla młodszych widzów. Co też waży na samym odbiorze, jak również ukazaniu postaci elfa Lamerasa, gdyż nie ma on zupełnie nic wspólnego z sympatyczną postacią z familijnego „Elfa”. Jak więc jest przedstawiony? Z wyglądu niewiele różni się od tolkienowskich elfów, jest smukły, ma spiczaste uszy, włada łukiem. Za to charakterem odbiega zupełnie od dotąd omówionych postaci. Jest ogromnie zniewieściały, nieco strachliwy. Lameras posiada całą gamę erotycznych aluzji, którą zarzuca towarzyszy tej samej płci.Lameras- Zdecydowanie nie może być postawiony za przykład idealnego elfa i taki właśnie miał być zamiar twórców animacji.

Jak widać elfy mogą być tak różne jak różna jest wyobraźnia twórców dzieł, w jakich się pojawiają. Są cechy, które towarzyszą im prawie zawsze, m.in. charakterystyczne uszy czy umiejętność władania łukiem, jednak nawet one bywają pomijane bądź zmieniane. W związku z tym, ciężko jest jednoznacznie określić czy elfy są sympatycznymi istotkami czy dzielnymi wojami, ponieważ zależy to od sytuacji i charakteru dzieła w jakim są ukazywane. Jednak na dzień dzisiejszy są one chyba bardziej postrzegane jako walcząca, zwinna rasa, do czego w ogromnej mierze przyczynił się Tolkien. Również w naszej kulturze możemy spotkać się z elfami, co udowodnił nam Andrzej Sapkowski w „Wiedźminie”. Podsumowując, określenie charakteru elfów pozostawię Waszej własnej ocenie, w moim odczuciu będą jednak, mimo wszystko, trochę bardziej wojownikami niż pomocnikami Mikołaja.

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
czwartek, luty 22, 2018