szukajka

ADSENSE

Elf- dzielny wojownik czy sympatyczny pomocnik?

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 


Legolas- Od dawna, w różnych kulturach, natykamy się na postaci zwane elfami. Pojawiają się w wielu filmach, książkach, bajkach dla dzieci. Każde z tych dzieł przedstawia je na swój sposób, jednak jest jedna cecha, która łączy wszystkie efly- spiczaste uszy. Zapytana o wyznaczniki ich wyglądu osoba na pewno wymieni uszy jako pierwszy bądź jeden z pierwszych. Rzecz komplikuje się nieco, gdy przychodzi nam zmierzyć się z ich charakterem. Tu dowolność jest ogromna. Jednak spróbuję sprawdzić czy elfy to bardziej dzielni wojownicy czy może uroczy pomocnicy. Porównam ze sobą: „Władcę Pierścieni” w wersji filmowej, serial „Czysta Krew”, film familijny „Elf” oraz „Romana Barbarzyńcę”- niestandardowy film animowany.

Kto z Was nie zaczął kojarzyć elfów z „Władcą Pierścieni” po jego hucznym pojawieniu się w kinach? Legolas podbijający serca swą niezwykłą odwagą i walecznością zdecydowanie pozwolił elfom zasłynąć w pozytywny sposób. Jako jeden z członków Drużyny Pierścienia wykazał się niespotykaną u tolkienowskich elfów tolerancją dla innych ras zamieszkujących owy świat. Ich odwieczny spór z krasnoludami nie przeszkodził mu w walce u boku Gimli’ego. Inaczej było z innymi elfami, które, zamknięte w sobie, żyły w niechęci do pozostałych ras. Dominowało w nich pragnienie ochrony swojego gatunku za wszelką cenę. Były przy tym niezwykle honorowe. Mimo że własne dobro było dla nich najważniejsze, respektowały obyczaje pozostałych ras.  Niechętnie wdawały się w relacje z innymi, co ułatwiał im zdecydowanie ich własny język jakim się posługiwali. Choć wydawać by się mogło, że Legolas jest tak odmienny od swych pobratymców, to jednak niewątpliwie łączył ich kunszt walki, w której posługiwali się łukami. Zwinność i gracja jaką prezentowały elfy, pozwalała nacieszyć nawet najbardziej wybredne oko.

Zupełnie inaczej wyglądają elfy w filmie familijnym „Elf”, w którym to ukazane są od strony pomocników św. Mikołaja. Jest to ich druga, najbardziej znana odsłona. Mimo iż cały film skupia się na człowieku, który myśli, że jest elfem, bo od małego był tak wychowywany, to jednak spróbuję skupić się na autentycznych postaciach pomocników Mikołaja. Są one uroczymi, niezwykle pracowitymi postaciami, które to przez cały rok dzielnie pomagają Świętemu przygotować się do tak wielkiego wydarzenia, jakim jest Boże Narodzenie. Praktycznie nie mają wad, ani słabości. Bo czyż tak idealne stworzenia mogą mieć wady? Chyba jedynym ich potknięciem, w całym filmie, było nie do końca miłe potraktowanie głównego bohatera, który swoim tempem pracy i zwinnością nieco odstawał od reszty. Jednak był to niewielki, niechlubny epizod, który został wybaczony elfikom. Również samym wyglądem znacznie odbiegają od postaci Tolkiena. Elfy z „Władcy Pierścieni” są wzrostu ludzi, są smukłe i posiadają atletyczne ciała, natomiast pomocnicy Mikołaja są niżsi od dorosłego człowieka, nie są tak smukli, co może być zasługą siedzącego trybu życia (całodzienne skręcanie zabawek i pakowanie prezentów ogranicza znacznie czas na ćwiczenia), a także braku walki, bo po co elfowi bożonarodzeniowemu umiejętność władania łukiem?

Kolejną odsłonę elfów ukazuje serial „Czysta Krew”. Istoty tam ukazane są pozornie rajskimi, żyjącymi w utopii postaciami, jednak skrywają swą demoniczną naturę. Co ciekawe, elfy w serialu są praktycznie tym samym co wróżki. Natykamy się na nie przez główną bohaterkę- Sookie, która jak się okazuje, również jest elfem. Trafia ona do krainy zamieszkanej przez przedstawicieli swojej rasy, która znajduje się w innym wymiarze. Spotkane tam istoty są piękne, żyjące w symbiozie z ludźmi, roztaczające wokół siebie aurę miłości i zrozumienia. Żyją w otoczeniu natury, kąpią się w jeziorze i jedzą dość niezwykły owoc podsuwany im przez rządzącą elfkę. Jak się okazuje, to on jest główną przyczyną postrzegania owego świata jako raju, gdyż nie jest niczym innym jak narkotykiem, mającym na celu omamić kosztujących go i sprawić, by czas w ich odczuciu znacząco zwolnił. Wracając jednak do elfów, są one obdarzone niezwykłymi mocami, takimi jak czytanie w myślach ludzi, zmiennokształtnych czy wilkołaków (wyjątek stanowią wampiry), a także umiejętność władania światłem, którym są w stanie ciskać w napastnika. Różnią się przez to zdecydowanie od elfów z „Władcy Pierścieni" czy pomocników św. Mikołaja. Nie można zapomnieć także o ich drugiej naturze ukazanej w „Czystej Krwi”. Elfy potrafią zmienić się w demony, z urodziwych istot przeobrażają się w brzydkie stwory. Tak dzieje się, gdy królowa, której są podwładni ukazuje swe prawdziwe, niezbyt dobre oblicze. Nie oznacza to jednak, że pod jej wpływem wszystkie elfy stają się tak samo złe. Kolejną ważną cechą, wyróżniającą je zdecydowanie spomiędzy innych przekazów o elfach, jest brak spiczastych uszu, tak charakterystycznych dla owej rasy. To może skłaniać do przypisania ich bardziej do kręgu wróżek niż elfów.

Postanowiłam sprawdzić również, choć nieco żartobliwie, jakie są elfy w filmie animowanym- „Roman Barbarzyńca”. Na wstępie chcę zauważyć, że niewybredne żarty i cięty humor ukazany w animacji, zdecydowanie wyklucza ją z kręgu nadających się dla młodszych widzów. Co też waży na samym odbiorze, jak również ukazaniu postaci elfa Lamerasa, gdyż nie ma on zupełnie nic wspólnego z sympatyczną postacią z familijnego „Elfa”. Jak więc jest przedstawiony? Z wyglądu niewiele różni się od tolkienowskich elfów, jest smukły, ma spiczaste uszy, włada łukiem. Za to charakterem odbiega zupełnie od dotąd omówionych postaci. Jest ogromnie zniewieściały, nieco strachliwy. Lameras posiada całą gamę erotycznych aluzji, którą zarzuca towarzyszy tej samej płci.Lameras- Zdecydowanie nie może być postawiony za przykład idealnego elfa i taki właśnie miał być zamiar twórców animacji.

Jak widać elfy mogą być tak różne jak różna jest wyobraźnia twórców dzieł, w jakich się pojawiają. Są cechy, które towarzyszą im prawie zawsze, m.in. charakterystyczne uszy czy umiejętność władania łukiem, jednak nawet one bywają pomijane bądź zmieniane. W związku z tym, ciężko jest jednoznacznie określić czy elfy są sympatycznymi istotkami czy dzielnymi wojami, ponieważ zależy to od sytuacji i charakteru dzieła w jakim są ukazywane. Jednak na dzień dzisiejszy są one chyba bardziej postrzegane jako walcząca, zwinna rasa, do czego w ogromnej mierze przyczynił się Tolkien. Również w naszej kulturze możemy spotkać się z elfami, co udowodnił nam Andrzej Sapkowski w „Wiedźminie”. Podsumowując, określenie charakteru elfów pozostawię Waszej własnej ocenie, w moim odczuciu będą jednak, mimo wszystko, trochę bardziej wojownikami niż pomocnikami Mikołaja.

Nowości - Fantastyka naszym okiem

Fantastyka jest niesamowicie szerokim gatunkiem. Bierze się to stąd, że właściwie każdej istniejącej sytuacji, w każdym momencie istnienia świata (lub nie), można nadać nadprzyrodzonych właściwości. Stąd, w jej nurcie, mamy między innymi strzelających z łuków elfów, którzy zwykle wychodzą z jakiejś tajemniczej kniei, chociaż mogą też wyjechać na żubrach z puszczy białowieskiej. Kto im zabroni? Są również czarodzieje machający różdżkami, gałęziami, gitarami w rytm rock&rolla w Śródziemiu, w Londynie, na planecie wielkich latających żab. Czemu nie? W ciemnych uliczkach miasta czają się wampiry, Joker, mutanty chodzące na trzech nogach, a naprzeciw nim staje nastolatek z shotgunem lub/i magicznymi shurikenami. Być może od dziecka należy do tajnej organizacji, albo chce uratować swoją dziewczynę. Kto wie? Nikt nie jest w stanie przewidzieć w jakich kierunkach rozrastać się będzie ten wspaniały gatunek, wciąż powstają nowe. Te istniejące zostały już jednak sklasyfikowane i chociaż granice między nimi się zacierają, to warto się z tym podziałem zapoznać. Rozpoznając swój ulubiony podgatunek, łatwiej jest poruszać się po świecie fantastyki w poszukiwaniu dobranych do własnego gustu utworów. Postanowiliśmy zebrać jak najwięcej informacji o rozpoznanych do tej pory rodzajach i nurtach, żeby móc przedstawić je tu wszystkie razem i w krótki, klarowny sposób opisać.

 

High Fantasy

 Władca Pierścieni

Jest to chyba najpowszechniejsza odmiana. Fantastyka w niej jest wszechobecna. Akcja dzieje się w całości lub częściowo wymyślonym świecie, a postacie mają fikcyjne właściwości i posiadają nadnaturalne moce.

Główne cechy:

  •            Świat w całości lub częściowo wymyślony przez autora.
  •            Świat rzeczywisty nie istnieje lub jest bardzo odległy w miejscu/czasie, bądź jest częścią fikcyjnego świata.
  •            Najczęściej wątkiem głównym jest wielkie zło, które należy pokonać.
  •            Występują nadprzyrodzone zjawiska, fizyka i przyroda jest często odmienna od naszej.
  •            Istnieje cała gama ras, potworów i potężnych artefaktów.
  •            Magia często się ujawnia.

Sztandarowym przykładem jest „Władca Pierścieni”. Pasują tu przede wszystkim serie, w których tytule znajduje się nazwa świata tak jak: „Świat Dysku”, „Świat Czarownic”, „Opowieści z Narnii”, „Alicja w Krainie Czarów”, „Saga Xanth”, „Ziemiomorze”, ale również inne jak „Harry Potter” i „Mieczy Prawdy”. Jest to oczywiście duże uproszczenie, jednak wyjątkowo trafne. Te dzieła zyskały największą popularność.

 

Low Fantasy

Saga Lodu i Ognia

Jest to przeciwieństwo High Fantasy. Akcja dzieje się w świecie rzeczywistym lub do niego zbliżonym, a elementów fikcyjnych jest znikoma ilość.

Główne cechy:

  •           Świat jest realny.
  •            Pewne wydarzenia mają nienaturalne właściwości.
  •           Jest duża rozpiętość jeśli chodzi o wątek główny.
  •          „Nieludzie” i magia występują sporadycznie.
  •            Bohaterowie zazwyczaj są zwykłymi ludźmi.

Dobrym przykładem są pierwsze części „Sagi Lodu i Ognia”, kolejne już coraz bardziej zaczynają przypominać High Fantasy, gdyż nadchodzi wielkie zło, a magia powraca do świata. W większości ciężko jest określić przynależność danego tytułu do Low Fantasy. Powinniśmy to trochę tłumaczyć jak „z elementami fantastyki”, gdyż motywem przewodnim może być coś zupełnie innego.

 

Heroic Fantasy

Conan

Jeżeli graliście w gry typu RPG, to już wiecie o co chodzi. W tym podgatunku spotykamy się z bohaterem przez duże „b”. Często jest on dosłownie przeznaczony do wielkich czynów. Jego życie to nieustanna walka. Podróżuje po świecie i nabija levele, aż nadchodzi ostateczna próba, którą zazwyczaj jest bardzo zły boss do pokonania.

Główne Cechy:

  •           Fabuła jest prosta i powtarzalna.
  •           Wszystko skupione jest na jednym lub grupie wybitnie uzdolnionych herosów.
  •           Występuje motyw wędrówki i przemiany bohatera.
  •           Po raz kolejny wątkiem przewodnim jest walka dobra ze złem.
  •           Rozstrzygnięcie następuje w wyniku finalnego pojedynku z głównym czarnym charakterem.

Tutaj prekursorem jest Robert E. Howard i jego cykl opowiadań o „Conanie”. Z gier natomiast najbardziej znane są te oparte na zasadach „Dungeons & Dragons” np. „Baldur’s Gate” i „Neverwinter Nights”.

 

Dark Fantasy

Diablo

Generalnie są dwie definicje Dark Fantasy. Możemy mówić o fantastyce z elementami horroru, bądź po prostu o dziełach z ciężkim i mrocznym klimatem.

Główne cechy:

  •           Posiada elementy horroru.
  •           Akcja często rozgrywa się w ciemnościach, w nocy.
  •           Występują demony, duchy, nieumarli i inne wszelkie plugastwa.

Tu przykładów jest mnogo. Przede wszystkim tytuły z motywem wampirów i zombie stały się w ostatnich czasach niezwykle popularne, większość jednak została stworzona raczej pod publikę. W tych lepszych znajdują się na pewno „Kroniki Wampirów”. Do gier natomiast należy seria „Diablo”.

 

Urban Fantasy

Jakub Wędrowycz

Jak sama nazwa wskazuje akcja dzieje się w miastach. Jest to właściwie jedyny główny wyznacznik, gdyż cała reszta jest zróżnicowana i z tego co wiem bywa czasem naprawdę dziwna. Istnieje jeszcze odmiana, która zwie się Rural Fantasy. Tu analogicznie jak wyżej, tyle że na wsi.

Główne cechy:

  •           Akcja rozgrywa się w mieście. (na wsi dla Rural Fantasy)
  •           Elementy magii i techniki mieszają się.

Osobiście nie gustuję w tym podgatunku. W internecie na pewno znajdzie się wiele niezłych pozycji. Z Rural Fantasy godna polecenia jest seria książek o „Jakubie Wędrowyczu”.

 

Historical Fantasy

Historical Fantasy

Fantasy historyczne jest połączeniem gatunków. Całość przedstawia znaną nam historię, w którą wplecione są elementy fantastyki. Wykorzystane są zazwyczaj do stworzenia pewnego rodzaju otoczki przeszłych wydarzeń i mają na nie znaczący wpływ.

Główne Cechy:

  •           Akcja rozgrywa się obok faktów historycznych.
  •           Występuje związek pomiędzy strefami wydarzeń rzeczywistych i fantastycznych.

Dobrym polskim przykładem tego subgatunku jest „Trylogia Husycka” Andrzeja Sapkowskiego.

 

Science Fantasy

Dragon Ball

Jeżeli od fantastyki odróżnimy Science Fiction, to czym jest Science Fantasy? Ciężko powiedzieć. Ramy Science Fantasy nie są jasno określone. Możemy mówić o tej odmianie przede wszystkim jeśli obok tradycyjnego SF natkniemy się na magię.

Wiele gier i mang/anime łączy obie cechy, chociażby bardzo znany „Dragon Ball”.

 

 


Alicja w krainie czarówPewnie wiele razy w życiu spotkaliście się ze stwierdzeniem, że powinno się rozwijać  swoją wyobraźnię. Sposoby na to nie są wielką tajemnicą: czytanie książek, w tym  fantasy, które wprowadzają wasz umysł na najwyższe obroty, rozwiązywanie zagadek  logicznych, pisanie opowiadań, wymyślanie komiksów, gier, jak również słuchanie  muzyki, sprawia, że wizualizujemy sobie wiele miejsc,    sytuacji, obrazów. Rozwijanie  wyobraźni wcale nie wymaga od nas wielkich  przygotowań, żadnego nakładu pieniędzy,  nawet nie potrzebujemy do tego  specjalnie wyznaczonego czasu, bo do świata wyobraźni  można przenieść się w  czasie jazdy autobusem, podczas sprzątania czy przed snem. Jak  widać rozwijanie  wyobraźni wcale nie jest trudne, lecz po co właściwie ją rozwijać? Do  czego nam  się przydaje?

Jak większość dzieciaków, przygodę z tworzeniem świata wewnętrznego zaczęłam dość wcześnie, bo już w wieku kilku lat bawiłam się w wymyślanie różnych przygód jakie przeżywam ja, moje lalki, misie, czy koledzy i koleżanki. Całkiem szybko zaczęłam też czytać i niemal natychmiast stałam się molem książkowym. Potrafiłam spędzać godziny na siedzeniu w szafie z lampką i książką w ręce (niech rzuci kamieniem ten, kto nie miał swoich dziwnych przyzwyczajeń). Wcielałam się w postaci z powieści, które chłonęłam, widziałam świat ich oczyma, nawet długo po przeczytaniu lektury. To wszystko było dla mnie tak naturalne, że niespecjalnie zastanawiałam się nad korzyściami jakie może przynieść mi bujna wyobraźnia. Jednak po wielu latach i skończonych szkołach zaczęłam szukać swojego miejsca na ziemi. Pewnie zastanawiacie się co do tego ma wyobraźnia? Bardzo dużo!

Wielu pracodawców wymaga od swoich pracowników kreatywności, a czym ona właściwie jest? Niczym innym jak tylko wcielaniem w życie swoich pomysłów, które biorą się z wyobraźni. Bogaty umysł może pomóc Ci osiągnąć zamierzone cele. W końcu to osoby kreatywne częściej awansują na wyższe stanowiska, bo są one w stanie wnieść do firmy więcej niż pochłonięty życiem codziennym, niezbyt pomysłowy pracownik. To one będą przekraczać ramy przyzwyczajenia i wyglądać w przyszłość, w taką przyszłość jaka ich zdaniem może okazać się lepsza.

 A co w momencie, gdy korporacyjne życie, nawet z możliwością rozwoju, nie jest naszym marzeniem? Tutaj wyobraźnia jest niezastąpiona! Czy wyobrażacie sobie, by Microsoft, Apple, Facebook, nawet przydrożna restauracja czy sklep pani Jadzi, powstały bez jej udziału? Założyciele każdej z tych firm czy działalności musieli na początku wykazać się kreatywnością, by zdecydować czym będą się zajmować, na jakich zasadach będą działać, do jakich klientów kierują swoje usługi, a nawet jak ustawią swój towar czy nazwą działalność. Choć może się to wydawać abstrakcyjne, to nasz bogaty umysł jest napędem każdej z tych rzeczy. Możecie pomyśleć, że przecież nie ma osoby, która nie jest w stanie otworzyć warzywniaka. To prawda, każdy może to zrobić, ale tylko człowiek kreatywny będzie w stanie utrzymać się na rynku. Tylko osoba z pomysłem zachęci swoich klientów do kupna akurat u niej. Wiadomym jest, że Apple czy Facebook wymagały większej wyobraźni, bo już samo odkrycie potencjału w takiej działalności jest nie lada wyzwaniem. A co z Wami czytelnicy? Pomyślicie sobie, w porządku, nie mam ochoty otwierać sklepu, a drugiego Facebooka nie będę zakładać, więc co mogę zrobić? Tu z pomocą przybywa nie kto inny, jak własna wyobraźnia! Zastanówcie się co lubicie robić, jakie są wasze pasje, zainteresowania. To na nich budujcie swoją przyszłość! Przecież nie ma nic piękniejszego od robienia w życiu tego co kochamy! Wystarczy odrobina pomysłowości.

Jak wiadomo bogata wyobraźnia wpływa też na humanistyczną stronę naszego życia. Pisarz bez wyobraźni byłby nijaki, a wręcz niezdolny do stworzenia jakiegokolwiek dzieła. Spróbujcie wyobrazić sobie (oto wasze ćwiczenie na kreatywność) Tolkiena, który nie rozwijał nigdy umysłu, pomyślcie, że tak ogromny talent mógłby być zmarnowany na rzecz np. podrzędnego poradnika o ogrodnictwie, który jakby nie patrzeć wymaga dużo mniej wyobraźni. Sam warsztat, jakim jest pisanie, da się wyćwiczyć, lecz pisanie kreatywne i ciekawe wymaga naszego wkładu. Tak samo jest z tworzeniem muzyki, scenariuszy do filmów czy spektakli, nawet z rysowaniem. Wszystkie artystyczne działy wymagają od autora ogromnych pokładów kreatywności. Co dziwne, wyobraźnia ma też wielkie znaczenie w naukach ścisłych. Jako osoba zawsze podzielona pomiędzy humanizm, nauki ścisłe, a artystyczne nie dostrzegałam jak dużą rolę rozwój umysłu odgrywa w każdej z tych dziedzin. Łącząc wszystko w jedną całość jest mi łatwiej przyswajać wiedzę z każdej po trochę. Jednak udało mi się spotkać osobę, która mając problem z matematyką, uświadomiła mi, jak ogromną mocą włada nasz mózg. Nie mając nigdy większych problemów z liczbami, nie zastanawiałam się jak postrzegam działania na nich. Rozmowa z ową osobą pomogła mi zrozumieć, że zawsze widziałam je oczami wyobraźni, przenosiłam matematykę z kartki do umysłu. U niej natomiast wytworzyła się bariera nie pozwalająca zobaczyć liczb. To może oznaczać, że bogata wyobraźnia, lecz rozwijana na wielu płaszczyznach, co jest niezwykle ważne, pozwala nam łatwiej funkcjonować w codziennym życiu.

Zalet rozwiniętej wyobraźni jest o wiele więcej, lecz na tych kilku najważniejszych poprzestanę. Resztę z nich pozostawię Waszej własnej wyobraźni . A kończąc chciałabym Was zachęcić do nawet najmniejszego wysiłku włożonego w kształtowanie kreatywności i rozwoju umysłu. Kilka stron książki dziennie, wizualizacja fantastycznego świata, opis niezwykłego wydarzenia czy miejsca, a nawet muzyka instrumentalna, pozwala w znaczny sposób pobudzić pracę umysłu, która jak widać potrzebna jest nam nawet na co dzień. A co najważniejsze, świat osób posiadających bogatą wyobraźnię jest bardziej kolorowy i ciekawy. W końcu wyobraźnia pobudza w nas też ciekawość do poznawania nowych rzeczy, miejsc czy ludzi.


dezinformacjaWojna jest częstym motywem w utworach fantasy. Gdy strony konfliktu walczą ze sobą często porównujemy do siebie stan ich wojska, wyposażenia i umiejętności. Następnie jesteśmy zdziwieni obrotem spraw i zastanawiamy się, dlaczego wyżej wymienione czynniki nie decydują o wyniku brutalnych starć.  Z pewnością byłoby prościej skonfrontować je z grą w szachy, gdzie cała plansza oraz figury są odkryte, a liczą się jedynie umiejętności gracza i odpowiednie podejście. Trafniej jednak jest odnieść zbrojne spory do rozgrywki pokera. W sytuacji zakrytych kart pokerzysta stara się przechytrzyć pozostałych uczestników uważnie ich obserwując i starając się jednocześnie zachować nieprzeniknioną twarz. Pomimo różnic w rozdaniu, właśnie ta strategia ma decydujący wpływ na ostateczny rezultat. Czym właściwie ona jest i jaką moc posiada?

Dezinformację najczęściej kojarzymy z oszustwem, jest ona jednak bardziej złożona. Określa się ją jako narzędzie, które ma na celu wywołanie określonych zachowań. Oddziałuje ona na ludzką świadomość, w skutek czego człowiek zaczyna myśleć i pragnąć tak jak sobie tego życzy posługujący się tą techniką. Jej skuteczność możemy zaobserwować w wielu utworach fantasy.

Jak rabuś, gwałciciel i morderca stał się członkiem Kapituły Czarodziejów, w której jego słowo miało decydujące znaczenie? Vilgefortz w „Wiedźminie” przede wszystkim ukrył swoje pochodzenie. Był niezwykle utalentowany i przystojny. Wyrażał się szczerze i przekonująco. Tą postawą przyćmił swoją przeszłość do tego stopnia, że pozostali mieli go za wspaniałego, szlachetnego człowieka. Takich czynów również się dopuścił. Był przywódcą w bitwie pod Sodden, gdzie wykazał się poświęceniem w obronie ludu, a w radzie zawsze popierał działania dążące do pokoju. To wszystko jednak miało tylko ukryć jego prawdziwe oblicze. Vilgefortz pragnął władzy nad wieloma światami, co chciał osiągnąć dzięki Ciri. Gdy jego intencje wyszły na jaw, sytuacja była już beznadziejna. Na powyższym przykładzie widać jak dzięki dezinformacji i nie tylko, ten stosunkowo młody czarodziej manipulował myślami innych. „Saga o Wiedźminie” ukazuje nam wiele innych przykładów takich jak rozpowszechnianie informacji o stworzeniach, które w ukryciu wspomagają bunt elfów, czy o barbarzyńskiej postawie driad. Wywoływały one wrogość w umysłach ludzi i były podstawą dla późniejszych prześladowań.palpatine

„Dobrze, niechże szaleństwo będzie kamuflażem, który skryje nasze zamiary przed oczyma wroga”. Taki kamuflaż jako rodzaj dezinformacji został użyty przez siły dobra pod przewodnictwem Gandalfa we „Władcy Pierścieni”. Sauron oczekiwał próby użycia siły pierścienia przeciw niemu, nawet do „oka” nie przyszła mu myśl, że ów przedmiot zostanie powierzony małemu hobbitowi i wysłany do Mordoru, w ognie Góry Przeznaczenia. Podejrzewał, że drużyna zmierza w kierunku Minas Tirith, skąd wyda mu wojnę z całą mocą pierścienia. Chcąc wyprzedzić swojego przeciwnika, zaatakował pierwszy i zostawił niewielki garnizon strzegący tajemnego przejścia, prowadzącego w głąb jego krainy. Tą drogą przeszli Frodo i Sam, wykonując niebezpieczną misję i ostatecznie pokonując Władcę Ciemności.

Kolejny przykład dezinformacji możemy napotkać  w części z cyklu Gwiezdnych Wojen” pt: „Zemsta Sithów”. Kanclerz Palpatine posądza Zakon Jedi o zamach stanu, usprawiedliwiając tym samym atak na świątynie i późniejsze represje. W opinii publicznej rycerze Jedi z bohaterów jakimi niewątpliwie byli, zmienili się w kryminalistów i wrogów Republiki. Sam Palpatine, pozbywając się swoich odwiecznych przeciwników, bez przeszkód mianuje siebie imperatorem.

Działania przedstawione wyżej dają nam już pojęcie, jaki wpływ potrafi mieć osoba sprawnie posługująca się dezinformacją. Sabotuje ona nasz umysł i programuje myśli. Może nawet dojść do sytuacji, w której okupant zostaje postawiony w pozycji wybawcy narodu. Taką moc z pewnością można porównać do magii najwyższego stopnia.

 

 

SlendermanW internecie coraz częściej możemy natknąć się na różnorodne, niepokojące historie, zdjęcia czy filmy, mające do złudzenia przypominać  rzeczywistość. Niekiedy przybierają też postać legend miejskich. Są one tworzone przez wielu użytkowników w celu wystraszenia sieciowych eksploratorów. Nazywa się je Creepypastami lub bardziej żartobliwie- Strasznomakaronami.

Creepypasty mają swoje korzenie już w historiach z dreszczykiem, opowiadanych przy ognisku. Jednak termin ten, po raz pierwszy, użyty został w 2007 roku w serwisie 4chan. Oznacza on „straszną historię, skopiowaną i wklejoną przez użytkowników”. Popularność Strasznomakaronów przybrała na sile w 2010- 2011 roku i wciąż rośnie.

Jedną z najbardziej popularnych Creepypast jest historia o Slender Manie, wysokim mężczyźnie bez twarzy, który chodzi po lesie i porywa dzieci. Swoje podłoże ma ona już w babilońskich, czy germańskich wierzeniach. Istnieje też dużo innych Creepypast, m.in. Jeff the Killer, Red Mist czy Ben Drowned, a dzięki licznym fanom takich opowieści, wciąż powstają nowe.

Dlaczego właściwie owy gatunek zyskał taką popularność? Czy naprawdę lubimy się bać?

Z psychologicznego punktu widzenia, straszne historie mogą pomóc nam oswoić strach. Jak to możliwe? Otóż siedząc wygodnie przed ekranem, w zaciszu własnego domu, wiemy, że nic nam nie grozi. Wiemy też, że film, gra, opowiadanie kiedyś się skończy, a my wrócimy do realnego, dobrze znanego nam świata. To pomaga nam zmniejszyć strach przed tym, na co możemy natknąć się w przyszłości, ponieważ nasz umysł będzie miał już w pamięci „happy end” z ostatniego, takiego spotkania.

Obojętna naszym strachom nie pozostaje także biochemia. Gdy  się boimy, nasz organizm zaczyna produkować adrenalinę. Jest to hormon, który ma na celu pobudzenie nas do ucieczki. Dzięki niemu, nasze naczynia krwionośne rozszerzają się, tak samo jak źrenice. Dostajemy potężny zastrzyk energii, a nasze serce pracuje na najwyższych obrotach. SBungeekutki działania adrenaliny mogą przypominać nieco czynność całkiem niezwiązaną ze strachem, jaką jest seks. Dokładnie! Podczas miłosnych igraszek, nasz organizm produkuje noradrenalinę, która jest bardzo bliska adrenalinie i najczęściej wraz z nią wyrzucana jest podczas stresowych sytuacji. Co ciekawe, seks uwalnia też mnóstwo endorfin, tzw. „hormonów szczęścia”, które nas rozluźniają i wywołują radość.

Przykład biegacza lepiej pokaże, jak dziwne jest zestawienie, tak przeciwnych sobie hormonów. Wyobraźmy sobie olimpijczyka, który przygotowuje się do startu. Jest on spięty i zestresowany.  To jego życiowa szansa. Zaczyna produkować adrenalinę, która dodaje mu energii i pcha do biegu. Po przekroczeniu pewnej granicy wysiłku, do jego organizmu docierają też endorfiny. Takie sytuacje pokazują, jak cienka jest linia oddzielająca nasz biologiczny strach i szczęście.

Nic dziwnego, że wiele osób łaknie mocnych wrażeń w postaci skoku na bungee, ze spadochronem, czy też oglądania horrorów. Dlatego powstaje tak dużo Creepypast. Ludzie chcą się bać, by później odczuć szczęście, ulgę, móc powrócić do normalnego życia. Dlatego też strach jest czasem dobry, ale tylko, gdy dostarczamy go w małych ilościach.

 

 

 

Ku uciesze Makaronomaniaków, poniżej zamieszczam postaci z Creepypast w wersji rysukowej:

 

Creepypasty

 


Czysta KrewHomoseksualizm jest ostatnio dość popularnym tematem, goszczącym zarówno w polityce, życiu społecznym, jak i show biznesie. Owo zagadnienie nie mogło ominąć też sfer, takich jak kultura i sztuka. Również w dziełach fantastycznych natykamy się na nawiązania do homoseksualizmu. Co ciekawe, przybierają one różnoraki wydźwięk, w zależności od charakteru danej książki czy filmu.

Na początek pochylmy się nad dziełami, w których motyw homoseksualizmu ukazano w sposób bardzo poważny, niekiedy dramatyczny. Najczęściej, tego typu przedstawienie tematu, występuje w utworach o wampirach. Dobrym przykładem jest tu seria „Kronik wampirów” Anne Rice. Już w „Wywiadzie z wampirem” natykamy się na, jeszcze nie tak dosadnie ukazane, ciągoty Lestata w stosunku do młodych dziewcząt, jak i chłopców. Takie preferencje seksualne wiązały się w oczywisty sposób z rządzą krwi, a każde spotkanie kończyło się ucztowaniem na ofierze. Jednak zainteresowanie tą samą płcią, dużo wyraźniejsze staje się w „Wampirze Armandzie”, gdzie tytułowy bohater zdecydowanie gustuje w młodych mężczyznach. Zarówno w kwestiach fizycznych, jak i „gastronomicznych”.

W serialu „Czysta krew” motyw homoseksualizmu, choć poboczny, odgrywa znaczącą rolę w całej fabule. Najbardziej wyraźny jest on pomiędzy królem Missisipi- Russellem a Talbotem, który jest jego kochankiem. Obaj wampirzy dżentelmeni są do siebie niezwykle przywiązani, choć dopuszczają wzajemną zdradę. W przypadku króla jest ona skierowana również w stronę przeciwnej płci. Russell i Talbot nie traktują się jedynie jako maszyny do zaspokajania potrzeb seksualnych, lecz darzą się dużym uczuciem. Przekonujemy się o tym po ataku na królewskiego kochanka. Władca przysięga wtedy zemstę na napastniku, który odebrał mu tak zaufaną osobę.Gwiezdne jaja

Zupełnie inaczej do tematu seksualności podeszli twórcy filmu animowanego „Roman Barbarzyńca”. Obśmiane w nim są zachowania zarówno hetero, jak i homoseksualistów. W animacji umieszczono postać Lamerasa, który jest niezwykle zniewieściałym elfem. Jego pociąg do tej samej płci ukazano wyraźnie podczas spotkania z tytułowym Romanem, gdy to używa dwuznacznym sformułowań. Takżepod koniec filmu Lameras potwierdza swoje seksualne preferencje masując jednego z barbarzyńców w  zbyt intymny sposób. Tak jak wspominałam, również postaci bardziej przychylne przeciwnej płci, pokazano w krzywym zwierciadle, czego najlepszym przykładem jest wioska pełna niewyżytych erotycznie Amazonek.

Kolejnym filmem, który na wszelakiej seksualności nie zostawia suchej nitki, są „Gwiezdne jaja- Zemsta Świrów”. Akcja produkcji rozpoczyna się w odległej galaktyce, gdzie na pokładzie Apolla podróżuje zespół nieco kontrowersyjnych postaci: Pana Ćmoka, Dzidzi i Lameraskapitana Kirxa wraz z załogą. Bardzo kobiece zachowania kapitana i jego pomocników widoczne są już od początku filmu. Między bohaterami widać też sporą zażyłość, szczególnie pomiędzy Ćmoczkiem a Kirxem. Przewijają się również aluzje odnoszące się do seksualności głównych postaci, m.in. gatunek, do jakiego należy Pan Ćmok, a jakim jest Gejzerella, a także scena, w której Rock (taksówkarz) pokazuje mu swoją zabawkę rozpoczynając dość dwuznaczny dialog, okraszony sugestywnym obrazkiem. W przeciwieństwie do wesołej drużyny, Rock jest stuprocentowym samcem Alfa, co również zostaje wyśmiane w filmie.

W fantastyce, temat homoseksualizmu, jak widać, ukazany jest zazwyczaj bardzo poważnie lub prześmiewczo. Złoty środek znaleźli Japończycy, którzy ukazują temat ten z większym dystansem. Zresztą, jest on w Japonii szeroko rozwinięty, o czym świadczy ogromna ilość anime i mang z motywem homoseksualizmu. Dorobiły się one nawet osobnych kategorii: Yuri- lesbijskie anime lub manga, a Yaoi- gejowskie. W randze animacji japońskich zajmują dość wysokie miejsca, gdyż temat związków jednopłciowych nie jest tam niczym niezwykłym, a mieszkańcy podchodzą do niego raczej na luzie. W przeciwieństwie do stron zachodnich, gdzie nie jest to motyw tak popularny w fantastyce. Choć widoczne są duże zmiany w sposobie i ilości nawiązań do odmiennych seksualności w różnych dziełach, to daleko nam do japońskich produkcji.

Każdy, kto choć raz obejrzał animację Tima Burtona, na pewno się ze mną zgodzi, że jego twórczość ma swój wyjątkowy klimat. Gnijąca panna młodaOd pierwszych sekund jesteśmy wciągani w świat Burtonowskiej wyobraźni, która odkrywa przed nami mroczne, posiadające charakterystyczny wygląd postacie. Jednak nie tylko one wyróżniają się w owych dziełach, również wątek każdej z historii jest specyficzny, gdyż zahacza w mniejszym bądź większym stopniu o śmierć. Nie wspominając  o ukazanym świecie, który to, przez cały czas, raczy nas awangardą. Większość filmów animowanych słynnego reżysera stworzona jest z myślą o dzieciach w wieku od 7, bądź też od 12 lat. Zastanawia mnie jednak czy taka twórczość, aby na pewno jest odpowiednia dla młodych ludzi? Żeby to sprawdzić postanowiłam jeszcze raz pochylić się nad trzema animacjami wprost ze scenariusza Tima Burtona, są nimi: „Gnijąca panna młoda” (2005 r.), „Frankenweenie” (2012 r.) oraz „Koralina i tajemnicze drzwi” (2009 r.).

Na początek zastanówmy się nad „Gnijącą panną młodą”. Jej świat osadzony jest w dwóch miejscach- krainie żywych i umarłych. Obie z nich charakteryzuje dość ponury klimat, jednak, co dziwne, to podziemie pełne ruchliwych trupów jest weselsze niż pozornie szczęśliwy świat tętniący życiem. Mieszkańcy górnego „piętra” prezentują się dość smutno, a ich otoczenie maluje się w szarych barwach. Już na samym początku wita nas niezwykła monotonia: człowiek zamiatający drogę w rytm cykania zegarów czy rybacy oporządzający ryby. Cała scenografia i ukazane postaci otoczone są brudem i przygnębieniem. Kraina umarłych przedstawiona jest w zupełnie przeciwny sposób- tętni kolorami, a zewsząd rozlegają się odgłosy zabawy. Zamieszkujące ją szkielety, zombie i inne indywidua są cały czas uśmiechnięte i „pełne życia”. Czy Burton nie posunął się za daleko igrając ze śmiercią w tak lekki sposób? Samo ukazanie sposobu umierania jest dość delikatne. Osoby odchodzące na świat „u dołu” zmieniają kolor skóry na niebieski pozostając w takim stanie jak za życia.

 A co z głównymi bohaterami, którzy jednak odgrywają dość istotną rolę w postrzeganiu całej animacji? Zarówno Victor, Victoria, jak i Emily charakteryzują się niezwykłą wrażliwością, której brakuje pozostałym osobistościom. Mimo dość istotnej rzeczy, która ich dzieli, mianowicie stanu życia w jakim się znajdują, potrafią odnaleźć wspólny język. Victor, będący niezwykle roztrzepanym i niezdarnym młodym mężczyzną, przez swoją nieuwagę oświadcza się nieżywej Emily, mimo iż kolejnego dnia miał brać ślub z przypisaną mu przez rodziców Victorią. Poplątana historia? Cóż, Burton nie lubi prostych rozwiązań. Skupmy się jednak na wyglądzie naszych bohaterów. Na początek Victoria, która wygląda najbardziej „ludzko”. Zamieszkuje ona świat żywych, więc nic dziwnego, że nie posiada cech nieboszczki. Zdaje się być bardziej energiczna niż pozostali bohaterowie żyjący w krainie „na górze”. Co do Victora, który stał się prowodyrem całego zamieszania, cechuje go niezwykle szczupła sylwetka, bladość i chorobliwie podkrążone oczy. Jest on idealnym łącznikiem między dwoma przedstawionymi światami. To on prowadzi nas do Emily- gnijącej panny młodej, która tuż przed swoim ślubem została zamordowana przez swojego narzeczonego. Już sam wątek może być przerażający, a dochodzi jeszcze nieco demoniczny wygląd dziewczyny. Jak większość umarłych ma ona niebieską skórę. Chodzi w podartej i brudnej sukni ślubnej, którą miała na sobie w dniu śmierci. Jedna z dziur odsłania jej bogate wnętrze, i to dosłownie, gdyż uwydatnia nagie żebra. Duże oczy dziewczyny są niezwykle ruchliwe, jedno z nich co jakiś czas wypada, a w głowie zamieszkuje sympatyczny lokator- czerw, który w historii staje się poniekąd żywym sumieniem naszej bohaterki. Mimo odstraszającego wyglądu po pewnym czasie budzi sympatię. Uważam jednak, że młodszych widzów postać Emily może przestraszyć. Choć sympatyczna, balansuje zbytnio na granicy życia i śmierci. Faktem jest, że owa granica w animacjach amerykańskiego reżysera praktycznie nie istnieje, co wyróżnia go pośród innych i nadaje mu niepowtarzalny styl. Czy mimo wszystko dzieci oglądające takie kino nie są za małe na abstrakcję, którą im się serwuje?

Sama historia ukazana w „Gnijącej pannie młodej” również może przestraszyć: tańczące trupy, dążący tylko do uzyskania majątku rodzice Victorii i odstraszający zabójca żon, nie są tematami prostymi. Jednak jak w każdej historii pojawia się morał, który jest godny zapamiętania. Według mnie najważniejszymi wnioskami, które możemy wyłuskać z animacji są: wiara w prawdziwą miłość, której nie da się pozbyć i której nie powinno się zwalczać i świadomość, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze. Ważne jest również, by pamiętać, iż nie da się nikogo zmusić do uczucia, jeśli nas nim nie darzy.

Kolejną wartą poznania animacją jest „Frankenweenie”. Film osadzono w szarościach jak wcześniejsze dzieła Burtona. Jego akcja rozgrywa się w małym miasteczku, które samo w sobie nie jest przygnębiające, jak to miało miejsce w „Gnijącej pannie młodej”. PFrankenweenieoznajemy głównie mieszkające w nim dzieci, które łączy wspólna pasja do nauki i chęć wygrania jednego z konkursów, a także ogromna miłość do swych zwierząt. Pośród nich wyróżniają się szczególnie dwie postaci: Igor, który przypomina pomocnika dr Frankensteina oraz mała właścicielka kota o imieniu Pusiaczek posiadająca ogromne, wpatrzone w głąb człowieka oczy. Jest jeszcze nasz główny bohater- Victor Frankenstein. Myślę, że nawiązanie do nazwiska słynnego doktora z horrorów nie jest przypadkowe. Mały Victor jest dzieckiem zamkniętym w sobie, ma swój świat nauki i filmu oraz najlepszego przyjaciela- Korka. Mimo swej psiej natury Korek jest jego jedyną, poza rodzicami, bliską istotą. Niefortunne zdarzenie sprawia jednak, że psiak ginie, a nasz mały naukowiec, kierowany wiedzą wyniesioną ze szkoły, postanawia go ożywić, co mu się, o dziwo, udaje. Pech sprawia, że dowiadują się o tym inne dzieci, które budzą do świata żywych inne zwierzęta, nieświadomie tworząc z nich potwory. Już sama fabuła filmu balansująca, kolejny raz, na pograniczu życia i śmierci, nie do końca przeznaczona jest dla dzieci. Jednak reżyser postanowił posunąć się o krok dalej i dostarczyć nam mocnych wrażeń w postaci wykopywania zwierzęcych zwłok na cmentarzu, dość brutalnej śmierci pana Pusiaczka, który zamienił się w latającą bestię, a także wyskakującego zza ściany zmutowanego szczura. Tak oto bajka przeznaczona dla widzów od 7, bądź od 10 lat, staje się straszakiem, który potrafi zaskoczyć niejednego dorosłego. Film zdecydowanie nie nadaje się dla młodszych dzieci i dla widzów o słabych nerwach. Klimat Burtonowski zdecydowanie został w nim utrzymany. Jak w każdej historii, tak i w tej  zawarty został morał, który mówi, że wszystko co robimy powinno mieć właściwe pobudki. Oglądając pierwszy raz „Frankenweeniego” myślałam, iż pozwoli on pogodzić się z odejściem bliskiej osoby i pokaże śmierć jako coś naturalnego, co musimy zaakceptować. Tu Burton poszedł jednak krok dalej i na koniec filmu ożywił Korka. Pewien morał uciekł z historii, lecz mamy w niej szczęśliwe zakończenie zdecydowanie lepsze dla młodszych widzów.

Jednak to wszystko było jedynie moją subiektywną opinią. Jestem świadoma tego, że odczucia dzieci po obejrzeniu owych filmów znacznie różnią się od moich, gdyż pierwszy z nich obejrzałam może cztery lata temu, więc byłam dużo starsza od docelowej grupy widzów. Postanowiłam więc zasięgnąć opinii najmłodszych i trochę przeszukać sieć w celu odkrycia wrażeń jakie zrodziły się w dzieciach po obejrzeniu animacji. „Frankenweenie”, który zaklasyfikowano jako film dla dzieci od 7, bądź 10 lat w zależności od źródła informacji, dorosłym fanom Tima Burtona przypadł do gustu, jednak dzieci wystraszyły się już samego zwiastunu. Choć animacja zdecydowanie jest warta obejrzenia, to jednak młodsi odbiorcy mogą mieć problem z wyłuskaniem jej przekazu. Wrażliwi na bodźce widzowie, przez atmosferę grozy i mroczne sceny, wystawiani są na próbę. Co dziwne, „Gnijąca panna młoda”, która widnieje jako film od 12 roku życia, zdaje się być delikatniej ukazaną historią niż „Frankenweenie”. Dlatego też protesty pod jej nazwą nie są tak zaognione.

 

Zgadzam się, że część z filmów Burtona przeznaczonych dla dzieci powinna mieć podniesiony wiek widza. Jednocześnie jestem zdania, iż animacje te są jak najbardziej warte obejrzenia, bo zawierają cenny morał, a sama historia ukazana jest w zupełnie odmienny sposób niż bajki Disney’owskie. Choć nie dla odbiorców o słabych nerwach, to jak najbardziej godne uwagi. Nawet nieco starsze dzieci nie powinny mieć problemu z formą owych filmów. Analiza Burtonowskich animacji daje nam jednak podstawy do twierdzenia, że nie każda bajka, nie każdy film animowany nadaje się dla dzieci. A może to tylko nasze dorosłe uprzedzenia nie pozwalają nam podać najmłodszym czegoś zupełnie innego niż wesołe, rozmowne zwierzęta i księżniczki? 

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
sobota, kwiecień 21, 2018