banerro (kopiuj)

Mityczny Talent

Social

szukajka

ADSENSE

O sztucznej i superinteligencji, science-fiction i innych

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

WestworldSztuczna inteligencja – temat rzeka. Nad możliwością jej stworzenia ludzkość myśli od dawna, i choć rozważania te zaczęły najbardziej nabierać tempa w miarę rozwoju komputerów, nie oznacza to, że nie chodziły ludziom po głowach już wcześniej. Najlepszym tego przykładem niech będzie fakt, że tak powszechnie znane dziś określenie jak robot po raz pierwszy pojawiło się w dramacie R.U.R. (dzieło warte przeczytania, niestety, z nieznanych mi przyczyn, nie doczekało się polskiego wydania), napisanym przez czeskiego pisarza Karela Čapka w 1920 roku, czyli 16 lat przed tym, zanim Alan Turing wymyślił swoją maszynę Turinga, która stała się swego rodzaju pierwowzorem dla komputera.

Robot Čapka nie był jednak tym, co obecnie rozumiemy zwykle pod tym pojęciem, czyli maszyną zbudowaną z mechanicznych elementów, a organizmem żywym wytworzonym w laboratorium na podstawie wieloletnich badań nad innymi żywymi organizmami. W skrócie, historia dramatu przedstawia się następująco: naukowiec Rossum planuje stworzyć idealną kopię człowieka, po to żeby udowodnić, że nie ma boga, jednak „człowiek”, którego tworzy po latach badań, po kilku dniach umiera. Wtedy do akcji wkracza bratanek naukowca, który postanawia stworzyć maszyny pracujące – roboty, o mimimalnych potrzebach, wyposażone wyłącznie w elementy niezbędne do funkcjonowania. Te są wkrótce produkowane na masową skalę, doprowadzają do obfitości wszystkich dóbr i zastępują ludzi w każdej czynności. Tu jednak kończy się sielanka, bezproduktywni ludzie tracą możliwość rozmnażania się, pewien doktor wyposaża roboty w świadomość, a te uznają, że ludzie są bezużyteczni i należy ich eksterminować.

Widzimy więc, że czeski pisarz miał prawie 100 lat temu takie same obawy, jakie my mamy dzisiaj – że jeśli wyposażymy maszyny wydajniejsze od nas w świadomość, mogą one uznać nas za zbędny gatunek. „Człowiek – według Čapka – nie jest w stanie ani przewidzieć skutków swojej ingerencji w dzieło natury, ani też opanować jej rezultatów“. O ile jednak kilkadziesiąt lat temu były to rozważanie przede wszystkim dla twórców fantastyki naukowej (kolejny dobry przykład to Prawa robotów Asimova z 1942 roku), to dzisiaj tą kwestiąHotel obsługiwany przez maszyny zajmują się ludzie nauki i techniki. Wystarczy wymienić takie nazwiska jak Stephen Hawking, Elon Musk, czy Bill Gates żeby wiedzieć, że sprawa nie jest błaha. Ci dwaj pierwsi współuczestniczyli niedawno w tworzeniu 23 Zasad z Asimolar, które mają przygotować ludzkość na nadejście superinteligencji, czyli inteligencji znacznie przewyższającej najlepsze ludzkie umysły. Rodzi się pytanie, czy pojawienie się takowej jest faktycznie tylko kwestią czasu?

Wyścig w kierunku superinteligencji już się rozpoczął i uczestniczą w nim wszystkie czołowe światowe korporacje. Wiemy, że komputery potrafią już dziś przewyższyć nas w niektórych zadaniach logicznych, takich chociażby jak liczenie, gra w szachy czy Scrabble. Są w swych działaniach szybsze i dokładniejsze i w wielu czynnościach są w stanie nas zastąpić. Co rusz dochodzą do nas ze świata doniesienia o postępującej robotyzacji, w Japonii funkcjonuje już np. hotel obsługiwany przez maszyny. Wielu uważa, że świat, w którym większość pracy wykonują roboty, to kwestia kilkudziesięciu lat. Bill Gates np. jest zdania, że dla nas zostaną praktycznie tylko zawody wymagające ludzkiej empatii, a społeczeństwo powinno się utrzymywać m.in. dzięki opodatkowaniu pracy robotów. Innym, coraz częściej wymienianym, przyszłościowym źródłem utrzymania jest dochód gwarantowany, który dostawać miałby każdy. Wspomniany już wcześniej Musk uważa natomiast, że rozwiązaniem tego problemu jest cyborgizacja społeczeństwa, dzięki której mielibyśmy dotrzymać maszynom kroku.

Czy faktycznie za naszego życia doczekamy się świata, w którym nie trzeba pracować? Czy już za chwilę maszyny Transcendencjaprzegonią nas intelektualnie? Ciężko wyrokować, a jeszcze ciężej przewidywać, jak, jako ludzkość, zareagowalibyśmy na takie zmiany.


Nie wiem czy roboty kiedykolwiek osiągną naszą wszechstronność, ale nie muszą tego robić, by zastąpić nas w pracy. W końcu nie potrzebujemy, aby robot-taksówkarz potrafił też zrobić kanapkę. Na pocieszenie można powiedzieć, że już w erze rewolucji przemysłowej ludzie bali się, że zastąpią ich maszyny. Myślę też, że droga do superinteligencji jest jeszcze daleka, choć oczywiście mogę się mylić. W kwestii ewentualnych przeszkód możemy wiele dowiedzieć się z książki Kwintet w Cambridge, napisanej w wymyślonym przez autora gatunku – scientific fiction. To strawna popularnonaukowa pozycja, w której podczas wyimaginowanego spotkania w Cambridge w 1949 roku o wątpliwościach dotyczących myślącej maszyny rozmawiają ówczesne tuzy nauki.


Jedno jest pewne – jeśli superinteligencja się kiedyś narodzi, będzie to koniec świata, który znamy. Możliwe, że staniemy przed dylematami, przed którymi obecnie stają bohaterowie filmów i seriali: czy mamy moralne prawo wykorzystywać inteligentne maszyny zgodnie z własnym uznaniem? (Westworld, Humans) Czy możemy zaufać sztucznej inteligencji do złudzenia przypominającej człowieka? (Ex machina) Czy jesteśmy w stanie odgadnąć zamiary czegoś, co przewyższa nas inteligencją i czy ważniejszy jest postęp, czy niezależność? (Transcendencja

Szczególnie dwa ostatnie z wymienionych tytułów są według mnie warte uwagi. Mam nadzieję, że czeka nas jeszcze wiele lat oglądania ciekawych produkcji o tej tematyce, zanim sami będziemy musieli zmierzyć się z podobnymi problemami.

Nowości - Fantastyka naszym okiem


HoverboardScience fiction od zawsze ukazywało nam alternatywny, najczęściej futurystyczny świat, w którym aż roiło się od niezwykłych wynalazków. Latające pojazdy, machiny przenoszące w czasie, czy wielofunkcyjne roboty, to tylko niektóre z gadżetów przewijających się przez ten gatunek filmów i książek. We wcześniejszych artykułach opisałam fenomen wehikułu czasu i teleportacji, więc teraz skupię się na innych, przyszłościowych patentach.

Większość z Was pewnie kojarzy filmy z serii „Powrotu do przyszłości” Roberta Zemeckisa. Zeszłego roku, dokładnie 21 października, miało miejsce dość znaczące dla fanów owego sci-fi wydarzenie. Tego dnia bowiem, Marty i Doc znaleźli się w przyszłości. Nie sposób nie zauważyć, że świat pokazany w filmie zdecydowanie odbiegał od tego, którego doświadczamy na własnej skórze.

Choć od 1989 roku technologia zrobiła ogromne postępy, to nadal na ulicach nie spotkamy tak promowanych w filmie Hoverboard’ów. Czy jednak nie poczyniono prób ich wykonania?

Dla wielbicieli „Powrotu do przyszłości” mam bardzo dobrą wiadomość. W sierpniu 2015 r., firma Lexus ukazała światu swoje dzieło rodem z fikcji naukowej. Jest nim lewitująca na 4 cm deska bambusowa z wbudowanymi magnesami i nadprzewodnikami, które dzięki ogromnemu chłodzeniu za pomocą ciekłego azotu są w stanie pokonać grawitację. Jednakże nie jest to możliwe bez specjalnego, magnetycznego podłoża. Mimo, iż deska nie pozwala, póki co, na jazdę po ulicach, a sam Lexus stworzył dopiero jej prototyp, to niezaprzeczalnie jest to olbrzymi ukłon w stronę jeszcze większego rozwoju technologii.Powrót do przyszłości

Pozostańmy przy temacie latania. W „Powrocie do przyszłości”, jak również w wielu innych dziełach science fiction, pojawiają się latające samochody i podobne im maszyny. Napędzane paliwem rakietowym, czy kosmiczną energią, cudeńka potrafiły „jeździć” po niebie, niczym po asfalcie.

Dziś motoryzacja rozwinęła się na tyle, że mamy samochody elektryczne, ułatwiające nam jazdę w każdej możliwej sytuacji, a nawet potrafiące pływać- amfibie. A jak wygląda sprawa podniebnych podróży? Całkiem nieźle, bo choć nie mamy latających aut, to powstają projekty takowych. Jednym z nich jest Helimac, który miałby zostać stworzony w Polsce. Swym wyglądem przypominać ma nieco gokarta z wiatrakami, które tak naprawdę są silnikami mającymi umożliwić maszynie wzbicie się w przestworza.

 A.I. Sztuczna inteligencjaOdnośnie maszyn, dość znaczącą kwestię stanowią roboty, które wyglądem przypominają, niemalże w stu procentach, człowieka. Takie wynalazki pojawiają się m.in. w książce „Hurysy z katalogu” Edwarda Guziakiewicza, czy w filmie „A.I. Sztuczna inteligencja” Stevena Spielberga. W obu przypadkach, roboty miały  głównie zabawiać ludzi i dotrzymywać im towarzystwa. Ukazane w dziełach „żywe maszyny” miały być zaprogramowane na uczucia, lecz same ich nie odczuwać.

Czy w dzisiejszych czasach, stworzenie ludzkiego robota jest możliwe? Jak najbardziej! Co więcej, od dobrych kilku, a nawet kilkunastu lat konstruowane są takie maszyny. W badaniach nad humanoidalnymi robotami przoduje Japonia. To w niej powstają, zarówno ukierunkowane na odpowiednie odwzorowanie motoryki ciała, jak i mimiki twarzy, dzieła technologiczne. W tej dziedzinie najbardziej rozwinięte okazują się firmy: Kawada, Toyota i Honda, których roboty niebezpiecznie przypominają ludzi. Znaczna część z nich ukierunkowana jest tak, jak filmowe i książkowe maszyny, na towarzyszenie i pomoc ludziom w domowych warunkach.

 

Jednak, czy możliwa jest też przewijająca się często w science fiction wizja opanowania przez sztuczną inteligencję świata? Nie wiadomo, w końcu technologia z każdym dniem szybciej galopuje do przodu, tworząc coraz to sprytniejsze gadżety.

 

Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądają takie humanoidalne roboty, koniecznie zobaczcie Robo- Einsteina o bardzo rozwiniętej mimice:

 

djembed

 

Gra o tronJak wiadomo, w dzisiejszych czasach, duża część teledysków, reklam, filmów naszpikowana jest różnymi scenami erotycznymi. W związku z tym, erotyzmu nie mogło zabraknąć również w fantastyce. Jaką pełni w niej rolę? Czy ma tylko przykuć uwagę widza, bądź czytelnika?

 Na pierwszy ogień idzie wulkan erotyzmu ostatnich lat- „Gra o tron”. Jeśli ktoś śledzi serialowe zmagania Starków i Lannisterów, wie, że zwrot ten nie został użyty na wyrost. Już pierwszy odcinek odkrywa przed nami stosunek kazirodczy brata i siostry. A to dopiero początek. Jesteśmy świadkami niepohamowanych rządz Tyriona Lannistera, czasem obserwujemy sadystyczne zapędy Joffrey’a, a w prawie każdym odcinku przedstawiane są nam czyjeś nagie pośladki. Długo można by wymieniać sceny seksu serwowane przez twórców serialu. Po co właściwie pojawiają się one w historii? Na pewno przyciągają uwagę widza, co jest zapewne jednym z ważniejszych powodów. Poza tym budują charakter postaci, co widać szczególnie na przykładzie Tyriona- miłośnika kobiecych wdzięków, czy bezwzględnego Joeffrey’a. Poza tym, sceny te pokazują nam zawiłości kontaktów panujących w rodach i między nimi.

Nie da się ukryć, że najwięcej erotyzmu przewija się w tekstach, filmach, czy serialach o wampirach. Widać to m.in. w filmie „Królowa Potępionych”, stworzonym na podstawie „Kronik Wampirów” Anne Rice. Występuje w nim dość znacząca scena kąpieli Lestata i Akash’y, podczas której wampiry piją swoją krew. Pokazuje ona, jak silnym uzależnieniem dla wampira jest krew… szczególnie drugiego wampira. A także przedstawia niezwykłą siłę królowej potępionych, która, dając się ugryźć,  przejmuje na pewien czas kontrolę nad uczuciami Lestata. W tym przypadku sceny erotyczne mają za zadanie ukazać, jak piękne są ciała nieumarłych i jak wiele mocy skrywają.

Mówiąc o przywiązaniu do wampira, nie mogę nie wspomnieć o „Cyrku potępieńców” Laurell K. Hamilton, w którym główna bohaterka- Anita Blake zostaje połączona niezwykłą więzią z Jean-Claudem, Mistrzem Miasta. Ten, wykorzystując ową więź, zsyła dziewczynie sny i wizje ze swoją nad wyraz kuszącą osobą. Są one tak realne, że Anicie niekiedy ciężko jest odróżnić je od jawy. Jean- Claude, za pomocą tych scen, próbuje zbliżyć do siebie bohaterkę. Jak widać, w tej powieści erotyzm nie ma za zadanie przykuć uwagę czytelnika, lecz odgrywa ważną rolę w relacji głównych bohaterów.Królowa potępionych

Pozostając w temacie wampirów, przyjrzyjmy się serialowi „Czysta krew”, który także wykorzystuje sceny erotyczne, by przedstawić przywiązanie do krwiopijcy. Sookie, która miała okazję spróbować krwi dwóch przedstawicieli owego gatunku, podobnie jak Anita Blake, ma niezwykłe sny. Są one jednak bardziej sugestywne, gdyż dziewczyna fizycznie doświadcza w nich obecności obu wampirów. Tak, jak w „Cyrku potępieńców”, wizje te sprawiają, że dziewczyna zbliża się do mężczyzn.

W „Czystej krwi” pokazano też homoseksualne sceny erotyczne, które poza dość istotną rolą w fabule,  stanowią dobre ukazanie piękna wampirzych ciał i ich słabość do kontaktów seksualnych z innymi przedstawicielami gatunku.  

Dzisiaj, praktycznie w każdej dziedzinie, możemy spotkać się z wątkami erotycznymi. Często wrzucane są one dla podbicia oglądalności, w końcu seks sprzedaje się niezwykle dobrze w każdej postaci. Jednak, szczególnie w fantastyce, która sama w sobie jest bardzo zróżnicowana i atrakcyjna dla odbiorcy, posiada on również inne, nieco głębsze znaczenia. Dzięki temu, erotyzm w niej, w większości przypadków, nie rzuca się tak bardzo w oczy, a stanowi jedynie przyjemne uzupełnienie dzieła.


Powrót do przyszłościKto z nas nie chciał, choć raz w życiu, przenieść się w czasie? Niekiedy po to, by przeżyć jakąś chwilę jeszcze raz, czasem, by naprawić popełniony błąd, a może ujrzeć swoją przyszłość. Mimo, iż pragnienie to nie jest dla człowieka niczym obcym, to jednak takie podróże wydają się nam na tyle abstrakcyjne, że umiejscawiamy je jedynie w powieściach czy filmach science fiction. Czy słusznie?

Już od dawna wiemy, że czas nie jest wartością do końca mierzalną, gdyż w zależności od materii i energii płynie w różny sposób. Jest za to elastyczny i nieuchwytny, co udowodnić próbował, już w IV wieku, św. Augustyn z Hippony. Przypuszczenia te potwierdził ostatecznie Albert Einstein poprzez teorię względności. On też pierwszy użył określenia „czasoprzestrzeni”. Dzisiejsi naukowcy badający ten temat nie wykluczają możliwości przemieszczania się w czasie, lecz, jak twierdzą, jest ona aktualnie niemożliwa do realizacji pod względem technicznym, ponieważ masa człowieka jest za duża. Jednak, mimo tej teorii, zdarzały się przypadki prawdopodobnego podróżowania w czasie.

Rudolph Fentz był jednym z bardziej znanych „podróżników”. Wspomnienia o nim pochodzą z 1950 r., z Nowego Jorku. To właśnie tego roku, jak podawali świadkowie, dziwnie ubrany Rudolph krzycząc coś wbiegł wprost pod jadącą taksówkę. Znalezione przy mężczyźnie dokumenty datowane były na XIX w., choć ich stan zupełnie na to nie wskazywał. Policji udało się odnaleźć jego synową, która twierdziła, że Rudolph zaginął 80 lat wcześniej w niewiadomych okolicznościach. Jak się okazało, adres zamieszkania, który podała kobieta, zgadzał się z tym znalezionym w dokumentach.

Choć przypadek ten wydaje się nad wyraz nierealny, nie jest wcale odosobniony. Być może bardziej znany stał się John Titor, który zasłynął w 2000 roku na forum internetowym. Twierdził, że pochodzi z przyszłości i cofnął się w czasie, by zapobiec kolejnej wojnie. Miał tego dokonać przenosząc jeden z  komputerów IBM do swoich lat. W internetowej społeczności funkcjonował przez rok, by następnie, po oznajmieniu swojego powrotu do przyszłości, zniknąć bez śladu. Jedynym, na co natknęli się poszukujący go, była firma na nazwisko Titor, posiadająca zaledwie skrytkę pocztową.Zmieniacz czasu

Te i inne opowieści o podróżnikach w czasie zainspirowały wielu autorów fantastycznych i science fiction. Najlepszym przykładem jest film „Powrót do przyszłości” Roberta Zemechisa z 1985 r., w którym to amerykański nastolatek, za namową szalonego naukowca, testuje wehikuł czasu i wraz z doktorem przenosi się do przeszłości. Film ten zyskał na tyle dużą popularność, że powstały kolejne jego części.

Również Andrzej Pilipiuk w powieści „Operacja Dzień Wskrzeszenia” użył motywu podróży w czasie jako tematu przewodniego. Tym razem jest ona użyta w wyższym celu. Bohaterowie powieści muszą odwrócić losy świata spustoszonego przez wojnę atomową. W tym celu udają się do przeszłości, by tam unieszkodliwić Pawła Citko, prezydenta odpowiedzialnego za marny los całej Ziemi. Właściwie chcą zapobiec narodzinom Pawła, pozbawiając jego ojca możliwości płodzenia dzieci.

W „Harrym Potterze” również pojawia się możliwość podróży w czasie, a dzieje się to za sprawą magicznej, niepozornej klepsydry- zmieniacza czasu, który przenosi osobę korzystającą z jego mocy, do odpowiedniego dnia, a nawet chwili. Przy korzystaniu z niej istnieje ryzyko zdemaskowania przez „siebie z przeszłości”, co doprowadzić może do nieodwracalnych zmian w historii.

 Opowieść wigilijnaCzy pamiętacie może jedną z lektur, opowiadającą o skąpcu nienawidzącym świąt? Tak, chodzi mi o „Opowieść Wigilijną”, w której motyw podróży w czasie pojawia się, choć nie jest ukazany tak, jak w innych dziełach. Tutaj, Ebenezer Scrooge doświadcza możliwości ujrzenia swojej przeszłości i przyszłości dzięki duchom świąt. Podróże te mają na celu ukazanie błędów popełnianych przez mężczyznę i wzbudzenie w nim chęci poprawy.

Jak widać, podróże w czasie, wehikuły i chęć ujrzenia tego, co było lub będzie, natchnęła wielu twórców do stworzenia dzieł o tej tematyce. Choć, póki co, przewija się w książkach i w kinie, to możliwe, iż kiedyś takie podróżowanie stanie się dla nas codziennością. Jednak, wiedząc jak ryzykownym by to było, czy na pewno chcielibyśmy skakać w czasie?

 

Bardzo często, kiedy myślimy o fantastyce, przed oczami stają nam półki pełne książek, sceny z kultowych filmów czy też gry wideo. Fantastyka nie ogranicza się jednak tylko do powieści i ruchomych obrazów. Nurt ten zaobserwować można także na nieruchomym obrazie- w malarstwie, fotografii czy grafice.

Choć fantastyka nie kojarzy się jednoznacznie z malarstwem, to jej elementy możemy zauważyć już w obrazach o tematyce mitologicznej. Pierwsze z nich powstawały w okresie antycznym. Na płótnach często pojawiały się wtedy Amory, Pegaz i wszelkie mitologiczne istoty.

 

       Kupidyn;                              

          Kupidyn z obrazu "Porwanie Heleny" Guido Reni          "Meduza z odciętą głową przez Perseusza" Edward Burne-Jones

                                                  

Przez lata motywy te powielano dorzucając do puli coraz nowsze stworzenia, m.in. smoki, które często przewijały się na obrazach wraz ze świętymi.

 

                                             Miniatura z żywota św. Klemensa

              "Św. Jerzy zabijający smoka" Juliusz Kossak                                     Miniatura z żywota św. Klemensa

 

Z czasem malarze zaczęli tworzyć na płótnach całe fantastyczne pejzaże, nie ograniczając się tylko do jednego elementu. Taki artystą był chociażby Grek- Tilemachos Pilitsidis, znany jako Telemach.

 

           Pejzaż Telemach                          

 

Mówiąc o malarstwie fantastycznym nie można nie wymienić , chyba najważniejszego twórcy tego gatunku- Zdzisława Beksińskiego. Każdy obraz osadzony jest w wyobrażonym świecie artysty, oderwanym znacznie od rzeczywistości. Jego dzieła emanują niepokojem, co widać szczególnie na twórczości z lat 60-tych, 70-tych. Beksiński skupiał się wtedy na postaciach.

 

        Zdzisław Beksiński                    Zdzisław Beksiński

 

Fantastyka bardzo mocno osadziła się w grafice komputerowej. Głównie za sprawą gier elektronicznych, które pod względem obrazu dopracowuje się, z każdym nowym tytułem, coraz bardziej.

Nie zapominajmy jednak, że grafika to nie tylko gry, lecz chociażby oprawy książek, które rozwijały się jeszcze dużo przed twórczością komputerową jaką znamy dziś. Jednym z artystów rysujących okładki był Frank Frazetta. Tworzył on ilustracje do Conana Barbarzyńcy.

 

                                        

                 "Conan the Barbarian" Frank Frazetta                                             "Sorcerer" Frank Frazetta

 

Bardzo popularne są także grafiki Josh’a Kirby ilustrującego „Świat Dysku” Terry’ego Pratchetta.

 

             

                     Okładka książki "Kosiarz" T. Pratchett'a                                         Okładka książki "Maskarada" T. Pratchett'a

 

Książki ilustrował również Michael Whelan. Spod jego ręki wyszło ponad 350 okładek.

 

                              

                            "Eric Demonslayer"                                                                        "Dragonsbane"

 

Nie można zapominać o twórcach grafik do gier bez prądu. Jednym z nich był Larry Elmore, ilustrator kultowej gry fabularnej Dungeons & Dragons.

 

                                  

                            "Crimson Dawn"                                                                                       "Castle of Deception"

 

Kolejnym autorem obrazów do gier, m.in. karcianki „Magic: The Gathering”, był Donato Giancola.

 

                        

                                      "Eowyn and the Lord of the Nazgul"

 

Fantastyka znalazła swoje miejsce także w rozległej dziedzinie, jaką jest fotografia. Wielu artystów postanowiło uciec w świat wyobraźni.

Przykładem takiej fotografki może być Annie Leibovitz, która stworzyła serię zdjęć opartą na Disney’owskich postaciach.

 

      Annie Leibovitz          

 

Na uwagę zasługują również fotografie Kirsty Mitchell, która wykonała kilka ciekawych, fantastycznych albumów, m.in. Wonderland.

 

                Kirsty Mitchell

 

Jak widać, fantastyka rozpowszechniła się nie tylko w świecie książek czy filmu. Bardzo dużo jej śladów znaleźć można również w innych dziedzinach sztuki. Nic dziwnego, w końcu mianem fantastyki określić można wszystko, co powstało w naszej wyobraźni i nie ma zbyt dosłownego odzwierciedlenia w świecie realnym.

 

 

 

Zachęcam Was również do zajrzenia na moją stronę- Fantimage, na której znajdziecie fotografie opierające się głównie na słowiańskich wierzeniach. Nie brakuje tam zjaw i fantastycznych postaci J

 

 Przyłożnik               Kania

 

 

 

SlendermanW internecie coraz częściej możemy natknąć się na różnorodne, niepokojące historie, zdjęcia czy filmy, mające do złudzenia przypominać  rzeczywistość. Niekiedy przybierają też postać legend miejskich. Są one tworzone przez wielu użytkowników w celu wystraszenia sieciowych eksploratorów. Nazywa się je Creepypastami lub bardziej żartobliwie- Strasznomakaronami.

Creepypasty mają swoje korzenie już w historiach z dreszczykiem, opowiadanych przy ognisku. Jednak termin ten, po raz pierwszy, użyty został w 2007 roku w serwisie 4chan. Oznacza on „straszną historię, skopiowaną i wklejoną przez użytkowników”. Popularność Strasznomakaronów przybrała na sile w 2010- 2011 roku i wciąż rośnie.

Jedną z najbardziej popularnych Creepypast jest historia o Slender Manie, wysokim mężczyźnie bez twarzy, który chodzi po lesie i porywa dzieci. Swoje podłoże ma ona już w babilońskich, czy germańskich wierzeniach. Istnieje też dużo innych Creepypast, m.in. Jeff the Killer, Red Mist czy Ben Drowned, a dzięki licznym fanom takich opowieści, wciąż powstają nowe.

Dlaczego właściwie owy gatunek zyskał taką popularność? Czy naprawdę lubimy się bać?

Z psychologicznego punktu widzenia, straszne historie mogą pomóc nam oswoić strach. Jak to możliwe? Otóż siedząc wygodnie przed ekranem, w zaciszu własnego domu, wiemy, że nic nam nie grozi. Wiemy też, że film, gra, opowiadanie kiedyś się skończy, a my wrócimy do realnego, dobrze znanego nam świata. To pomaga nam zmniejszyć strach przed tym, na co możemy natknąć się w przyszłości, ponieważ nasz umysł będzie miał już w pamięci „happy end” z ostatniego, takiego spotkania.

Obojętna naszym strachom nie pozostaje także biochemia. Gdy  się boimy, nasz organizm zaczyna produkować adrenalinę. Jest to hormon, który ma na celu pobudzenie nas do ucieczki. Dzięki niemu, nasze naczynia krwionośne rozszerzają się, tak samo jak źrenice. Dostajemy potężny zastrzyk energii, a nasze serce pracuje na najwyższych obrotach. SBungeekutki działania adrenaliny mogą przypominać nieco czynność całkiem niezwiązaną ze strachem, jaką jest seks. Dokładnie! Podczas miłosnych igraszek, nasz organizm produkuje noradrenalinę, która jest bardzo bliska adrenalinie i najczęściej wraz z nią wyrzucana jest podczas stresowych sytuacji. Co ciekawe, seks uwalnia też mnóstwo endorfin, tzw. „hormonów szczęścia”, które nas rozluźniają i wywołują radość.

Przykład biegacza lepiej pokaże, jak dziwne jest zestawienie, tak przeciwnych sobie hormonów. Wyobraźmy sobie olimpijczyka, który przygotowuje się do startu. Jest on spięty i zestresowany.  To jego życiowa szansa. Zaczyna produkować adrenalinę, która dodaje mu energii i pcha do biegu. Po przekroczeniu pewnej granicy wysiłku, do jego organizmu docierają też endorfiny. Takie sytuacje pokazują, jak cienka jest linia oddzielająca nasz biologiczny strach i szczęście.

Nic dziwnego, że wiele osób łaknie mocnych wrażeń w postaci skoku na bungee, ze spadochronem, czy też oglądania horrorów. Dlatego powstaje tak dużo Creepypast. Ludzie chcą się bać, by później odczuć szczęście, ulgę, móc powrócić do normalnego życia. Dlatego też strach jest czasem dobry, ale tylko, gdy dostarczamy go w małych ilościach.

 

 

 

Ku uciesze Makaronomaniaków, poniżej zamieszczam postaci z Creepypast w wersji rysukowej:

 

Creepypasty

 

 

Myśląc o magii, wyobrażBalrogamy sobie efektowne zaklęcia, rytuały i inkantacje. W fantastyce potężni czarodzieje miotają kule ognia, przyzywają wichry i błyskawice niczym słowiański Perun. Nasze uwielbienie do tej niezrozumiałej potęgi sprawia, że na tym koncentrujemy naszą uwagę. Z pewnością wzbudzają tym szacunek i strach wśród pozostałych bohaterów, ale czy jest to ich jedyny arsenał?

Najpierw przyjrzyjmy się krótko archetypowi maga, dokładnie samemu jego powstawaniu. Większość znanych nam z powieści czarowników musiało przejść długotrwałe szkolenie. Następnie przez kolejne lata ćwiczyli oni swoje talenty, żeby opanować je do perfekcji. Właściwie nigdy nie kończyli oni swojej nauki. Tutaj widzimy ich klucz do sukcesu. Ciągły trening umysłu doprowadził do sytuacji, w której stali się na tyle błyskotliwi, że sama magia przestała być im niezbędna i zaczęli ją wykorzystywać jedynie doraźnie. Później właśnie to, oraz sławetne czyny stanowiły o ich statusie.

Jedną z umiejętności, którą czarodzieje opanowali do perfekcji, jest posługiwanie się sugestią. Poprzez dobrze skonstruowany przekaz wywierają oni wpływ na swojego rozmówcę, który zaczyna się zachowywać tak jak to przewidzieli i tak jak sobie tego życzyli. Jest to bardzo podstępny proces. Odbiorca sugestii, nawet spodziewając się jej, nie zawsze jest w stanie ją odeprzeć, bądź nawet zauważyć tę drobną myśl, która utkwiła w nim po wysłuchaniu słów maga. Działa ona zarówno na przyjaciół jak i wrogów. Oczywiście, żeby dokonać skutecznego wpływu, nie trzeba nawet wymawiać słów. Mogą być to gesty, postawa ciała, czy rozsiana plotka. To ostatnie jest niezwykle niebezpieczne, gdyż zasłyszane pośrednio przez człowieka z tłumu, ukrywa prawdziwego nadawcę. Wskażmy kilka przykładów zastosowania tej techniki w utworach literackich.koń-trojański

Jak to się stało, że mały Hobbit z Shire zwany Frodo Baggins został bohaterem, po wypełnieniu niezwykle trudnej, graniczącej z niemożliwością misji? Był strachliwy i z pewnością nie wyruszyłby na tę wyprawę, gdyby nie Gandalf. Ten zauważył jego ukrytą odwagę i zdolność do poświęcenia. Poprzez swoją postawę zaszczepił we Frodzie obowiązek wypełnienia zadania. Na pewno ważna była tu informacja, którą udzielił Hobbitowi mówiąc o jego niezwykłej odporności na działanie pierścienia. Wynikiem tych działań i późniejszych wydarzeń było zgłoszenie się Froda do niebezpiecznej misji. Nie wiemy czy Gandalf zrobił to celowo, lecz z pewnością się tego spodziewał i uznał za najlepsze rozwiązanie. Jak wiemy kierował on później walką ludów sprzymierzonych przeciwko Mordorowi. Poruszał wszystkich do działania swymi słowami, niezwykle rzadko czarował. Stary czarodziej wykorzystywał wiele technik różnych od sugestii, o których opowiemy innym razem.

Z dzieła mistrza gatunku, wróćmy się do chyba najbardziej klasycznego utworu wszechczasów – Iliady. Czy koń trojański zostałby wciągnięty w obręb murów miasta, gdyby nie użyto sugestii? Ta wyrażała się w spaleniu obozu i odpłynięciu Greków. Wskutek tych niewielu informacji koń został przetransportowany do cytadeli jako dar dla bogini Ateny. Byli oczywiście przeciwnicy tego czynu, którzy wietrzyli spisek. Wkrótce schwytano szpiega Achajów i przepytano go. Ten jednak pouczony wcześniej przez Odyseusza, powiedział o utracie względów wspomnianej bogini i zbudowaniu daru w celu przebłagania jej, a sam koń rzekomo miał być taki wielki, żeby Trojanie nie mogli przenieść go do miasta. Kolejna sugestia przesądziła sprawę i na to liczyli Grecy.

Podobne rozwiązanie znalazł mag Arivald, chcąc uchronić Wybrzeże przed napadem piratów. Wystawił on na wybrzeżu kukły, które imitowały żołnierzy. W ten sposób bandyci zwyczajnie przestraszyli się i zrezygnowali z ataku. Było to proste i przebiegłe. Wymagało przeanalizowania stosunków między piratami, a magiem Vargalerem, który uczestniczył wraz z nimi w ataku.

Oczywiście sugestihousea nie jest domeną tylko uzdolnionych magicznie jak można zauważyć w przypadku historii Troi. Tę metodę wykorzystywano w zamierzchłych czasach i wykorzystuje się do dziś we wszystkich kręgach społecznych. Często używamy jej nieświadomie, nie tylko bardzo dosadnie ziewając, lecz również podczas rozmowy. Są też tacy, którzy specjalizują się w używaniu technik umysłowych. O ile zmieniające się obrazki po prawej nie przeszkadzały Ci wcześniej w czytaniu, to myślę, że teraz już będą. Gdzie powędrował twój wzrok? Ja z pewnością nie jestem biegły w tej technice, lecz bez wątpienia czarodzieje i mędrcy są jej mistrzami, dlatego będziemy również omawiać używane przez nich techniki inne od sugestii.

Miłego ziewania!

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
środa, listopad 22, 2017