ADSENSE

Fantastyka naszym okiem

 

Czy jesteś ciekaw jak zespół Mitycznego Talentu postrzega różne zagadnienia fantastyczne? Interesuje Cię analiza potworów, a może charakterystyka wampirów czy też emocje, które wywołują w nas różni bohaterowie? Jeśli na któreś z pytań odpowiedziałeś twierdząco, to jesteś w dobrym miejscu. W tym dziale znajdziesz wiele ciekawych artykułów pisanych naszą ręką i wyobraźnią.

 

Pokaż # 
Tytuł Odsłony
Bestiariusz Słowiański w popkulturze 4242
Prawdziwe oblicze "Baśni" Braci Grimm 4936
Co wspólnego mają wampiry i wilkołaki? 3894
Na czym polega fenomen popularności Jakuba Wędrowycza? 5979
Magia - dobra czy zła? 9170
Elf- dzielny wojownik czy sympatyczny pomocnik? 14214
Zamiana w zwierzę- dar czy przekleństwo? 8147
Wyobraźnia- jak wielką moc w sobie skrywa? 8720
Animacje Tima Burtona- czy to na pewno bajki dla dzieci? 18264
Motyw ucieczki ze świata realnego do fantastycznej krainy 17949

Nowości - Fantastyka naszym okiem

 

W fantastyce, od zawsze, przewija się mnóstwo dziwnych stworzeń. Niektóre przypominają ludzi, inne zwierzęta, jeszcze inne nie są podobne do niczego, co chodzi po Ziemi. Zdarzają się stworzenia, które są bardzo sympatyczne, ale też na wskroś złe.

Przekrój istot fantastycznych pod względem zarówno wyglądu, jak i charakteru, jest ogromny. To jednak nie zniechęciło nas do wybrania, spośród prawie czterdziestu postaci, naszego rankingu 10 najlepszych i najciekawszych. Każde z nich ocenialiśmy pod kątem: mocy (zarówno fizycznej, jak i magicznej czy umysłowej), wyglądu oraz charakteru.

Tak właśnie przedstawia się nasze Top 10 fantastycznych stworzeń:

 

1.    Smok

 Smok

 

To niezaprzeczalny zwycięzca naszego rankingu! Zarówno jego siła, jak i wygląd czy charakter zdecydowanie zasłużyły na najwyższe noty. Smoki to bardzo wyraziste mityczne stworzenia, które już od dawna budziły postrach wśród prostych ludzi. Do dziś są one inspiracją dla wielu autorów filmów oraz książek.

Więcej o nich dowiecie się z naszego poprzedniego artykułu: Historia smoków cz.1

 

2.    Nimfa

 Nimfa

 

Nimfy znane były już w starożytności, gdy to miały strzec przyrody, chronić pola i lasy. Niekiedy zdarzało im się uprowadzić jakiegoś młodzieńca. Co jakiś czas stawały się także kochankami bogów greckich. Nie bez powodu stały się uosobieniem płodności. Na naszych terenach z nimfami utożsamić możemy rusałki, które również były strażniczkami natury i przebiegłymi uwodzicielkami.

Nimfy zdobyły nasze serca swoim pięknem i niezwykłym wdziękiem, choć nie są silne, a ich charakter nie jest tak wyrazisty, jak w przypadku smoków, to naszym zdaniem (a także decyzją matematycznych algorytmów) zasługują na drugie miejsce.

 

3.    Tytan

 Tytan

 

Tytani to kolejne mityczne postaci w naszym rankingu. Pochodzą z Grecji, w której to istnieli jeszcze przed bogami. Byli to ogromni i bardzo silni mężczyźni wywodzący się z pokolenia olbrzymów. Wśród tytanów były też kobiety- Tytanidy.

Tytani dostali od nas najwyższe noty za siłę. Ich wygląd i charakter też wypadł nie najgorzej, choć to nieludzka moc przesądziła o trzecim miejscu wśród pozostałych istot fantastycznych.

 

4.    Diabeł

 Diabeł

 

Możecie zastanawiać się, co diabeł robi w naszym rankingu. Mimo, iż na pierwszy rzut oka nie jest bardzo wyróżnioną postacią fantastyczną, to jednak od dawna pojawia się w wielu znanych bestiariuszach na całym świecie. Diabła przedstawia się bardzo różnie, czasem jako człowieka z rogami, czasem człowieka- kozła. Jedno jest pewne, niezależnie od podań, jest on złą postacią wyrządzającą liczne szkody.

Diabeł, za swoją moc, otrzymał od nas największą liczbę punktów. Choć może fizycznie nie jest bardzo silny to liczne sztuczki umysłowe, które stosuje zasługują na taką ocenę. Wygląd i charakter tej postaci także nie wypadają źle.

 

5.    Feniks

 Feniks

 

Tego przepięknego, płonącego ptaka, stanowiącego symbol Słońca i nowego życia nie mogło tu zabraknąć. Feniksy także znamy już od dawna, gdyż przewijały się w wielu mitach. Każdy z przekazów jakie znamy opisywał  te ptaki jako istoty niezwykle urodziwe i majestatyczne.

My też daliśmy im najwyższe noty za wygląd oraz moc. W końcu efektowne stanięcie w płomieniach jest nie lada wyczynem. Słabszą cechą feniksów jest za to charakter, ale czy to ważne przy tak niezwykłej mocy?

 

6.    Sfinks

 Sfinks

 

Egipski król zagadek znany od starożytności. Pół człowiek- pół lew o nieprzeciętnym umyśle, z powodzeniem wykorzystujący zdolności logicznego myślenia. Tak przedstawiała się postać, którą dziś możemy oglądać pod postacią wielkiego posągu wśród piramid.

Za swoją moc manipulacji ludzkimi umysłami, Sfinks otrzymał od nas prawie najwyższą notę. Całkiem nieźle wypadł też jego wygląd i charakter, którego mu zdecydowanie nie brakuje.

 

7.    Dżin

 Dżin

 

Dżiny wywodzą się z wierzeń arabskich, gdzie mają postaci dobrych bądź złych duchów. Można było je więzić w słoikach, butelkach, czy lampach, by nie wyrządzały szkód lub spełniały trzy życzenia. Jednym z najbardziej znanych w popkulturze Dżinów jest ten mieszkający w lampie Alladyna.

Dżiny to postaci o mocnych charakterach, co nierzadko objawiało się w niespełnianiu życzeń tak, jakby chciała tego osoba o nie prosząca. Ciekawego wyglądu i niezwykłej, magicznej mocy również nie możemy im odmówić.

 

8.    Wilkołak

 Wilkołak

 

Wilkołaki to postaci zdecydowanie bliższe nam kulturowo, gdyż ich początki sięgają wierzeń słowiańskich i germańskich. Te wielkie mieszanki człowieka z wilkiem ujawniały się dopiero przy pełni księżyca. Choć wprawny umysł, potrafił dostrzec zmiany w osobie będącej likantropem także za dnia.

Wilkołaki były niezwykle silne, prezentowały się również nieźle, jedynym mankamentem mógł być ich dość słaby charakter. Nic dziwnego, będąc opętanym rządzą krwi ciężko jest zachować trzeźwość umysłu.

 

9.    Czarodziej

 Czarodziej

 

Czarownik, mag, czarnoksiężnik- wszystkie te określenia opisują człowieka parającego się magią i zgłębiającego jej tajniki. Istnieją czarodzieje źli i dobrzy, Ci chcący ulepszyć świat i nim zawładnąć.

Czarodzieje posiadali ogromną moc, nabytą lub wrodzoną, która pozwalała im rzucać potężne zaklęcia bądź sporządzać różnorodne mikstury. Musieli przy tym zachować silny charakter. Często jednak ich wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Nic dziwnego, nie tak łatwo jest dbać o wygląd siedząc w lochach i opanowując magiczne sekrety.

 

10.  Hydra

 Hydra

 

Na końcu naszego rankingu swoje miejsce odnalazła hydra. Była ona, posiadającym wiele głów, wężem wodnym pochodzącym z mitologii greckiej. Jej charakterystyczną cechą była niezwykła żywotność. Nie mógł jej zgładzić pierwszy lepszy wojownik, ponieważ po odcięciu jednej z głów bestii, na jej miejsce wyrastały dwie nowe.

Za tę niezwykłą umiejętność hydra otrzymała od nas maksymalną liczbę punktów. Jej wygląd także oceniliśmy wysoko. Jedynym słabym punktem okazał się charakter, a raczej jego praktyczny brak.

 

 

Mamy nadzieję, że nasz ranking się Wam spodobał. A jak wyglądałby Wasz podział potworów i postaci fantastycznych?

dezinformacjaWojna jest częstym motywem w utworach fantasy. Gdy strony konfliktu walczą ze sobą często porównujemy do siebie stan ich wojska, wyposażenia i umiejętności. Następnie jesteśmy zdziwieni obrotem spraw i zastanawiamy się, dlaczego wyżej wymienione czynniki nie decydują o wyniku brutalnych starć.  Z pewnością byłoby prościej skonfrontować je z grą w szachy, gdzie cała plansza oraz figury są odkryte, a liczą się jedynie umiejętności gracza i odpowiednie podejście. Trafniej jednak jest odnieść zbrojne spory do rozgrywki pokera. W sytuacji zakrytych kart pokerzysta stara się przechytrzyć pozostałych uczestników uważnie ich obserwując i starając się jednocześnie zachować nieprzeniknioną twarz. Pomimo różnic w rozdaniu, właśnie ta strategia ma decydujący wpływ na ostateczny rezultat. Czym właściwie ona jest i jaką moc posiada?

Dezinformację najczęściej kojarzymy z oszustwem, jest ona jednak bardziej złożona. Określa się ją jako narzędzie, które ma na celu wywołanie określonych zachowań. Oddziałuje ona na ludzką świadomość, w skutek czego człowiek zaczyna myśleć i pragnąć tak jak sobie tego życzy posługujący się tą techniką. Jej skuteczność możemy zaobserwować w wielu utworach fantasy.

Jak rabuś, gwałciciel i morderca stał się członkiem Kapituły Czarodziejów, w której jego słowo miało decydujące znaczenie? Vilgefortz w „Wiedźminie” przede wszystkim ukrył swoje pochodzenie. Był niezwykle utalentowany i przystojny. Wyrażał się szczerze i przekonująco. Tą postawą przyćmił swoją przeszłość do tego stopnia, że pozostali mieli go za wspaniałego, szlachetnego człowieka. Takich czynów również się dopuścił. Był przywódcą w bitwie pod Sodden, gdzie wykazał się poświęceniem w obronie ludu, a w radzie zawsze popierał działania dążące do pokoju. To wszystko jednak miało tylko ukryć jego prawdziwe oblicze. Vilgefortz pragnął władzy nad wieloma światami, co chciał osiągnąć dzięki Ciri. Gdy jego intencje wyszły na jaw, sytuacja była już beznadziejna. Na powyższym przykładzie widać jak dzięki dezinformacji i nie tylko, ten stosunkowo młody czarodziej manipulował myślami innych. „Saga o Wiedźminie” ukazuje nam wiele innych przykładów takich jak rozpowszechnianie informacji o stworzeniach, które w ukryciu wspomagają bunt elfów, czy o barbarzyńskiej postawie driad. Wywoływały one wrogość w umysłach ludzi i były podstawą dla późniejszych prześladowań.palpatine

„Dobrze, niechże szaleństwo będzie kamuflażem, który skryje nasze zamiary przed oczyma wroga”. Taki kamuflaż jako rodzaj dezinformacji został użyty przez siły dobra pod przewodnictwem Gandalfa we „Władcy Pierścieni”. Sauron oczekiwał próby użycia siły pierścienia przeciw niemu, nawet do „oka” nie przyszła mu myśl, że ów przedmiot zostanie powierzony małemu hobbitowi i wysłany do Mordoru, w ognie Góry Przeznaczenia. Podejrzewał, że drużyna zmierza w kierunku Minas Tirith, skąd wyda mu wojnę z całą mocą pierścienia. Chcąc wyprzedzić swojego przeciwnika, zaatakował pierwszy i zostawił niewielki garnizon strzegący tajemnego przejścia, prowadzącego w głąb jego krainy. Tą drogą przeszli Frodo i Sam, wykonując niebezpieczną misję i ostatecznie pokonując Władcę Ciemności.

Kolejny przykład dezinformacji możemy napotkać  w części z cyklu Gwiezdnych Wojen” pt: „Zemsta Sithów”. Kanclerz Palpatine posądza Zakon Jedi o zamach stanu, usprawiedliwiając tym samym atak na świątynie i późniejsze represje. W opinii publicznej rycerze Jedi z bohaterów jakimi niewątpliwie byli, zmienili się w kryminalistów i wrogów Republiki. Sam Palpatine, pozbywając się swoich odwiecznych przeciwników, bez przeszkód mianuje siebie imperatorem.

Działania przedstawione wyżej dają nam już pojęcie, jaki wpływ potrafi mieć osoba sprawnie posługująca się dezinformacją. Sabotuje ona nasz umysł i programuje myśli. Może nawet dojść do sytuacji, w której okupant zostaje postawiony w pozycji wybawcy narodu. Taką moc z pewnością można porównać do magii najwyższego stopnia.

Piękna i BestiaKto z Was pamięta chwile, gdy będąc dzieckiem oglądał „Króla Lwa”, „Pocahontas” czy „Mulan”? Wtedy, bajki te stanowiły doświadczenie o charakterze mocno emocjonalnym. Z łatwością  wczuwaliśmy się w role bohaterów, razem z nimi przeżywaliśmy przygody, rozterki, radości i smutki. Kto z Was nie płakał przy śmierci Mufasy czy nie życzył Mulan stania się najlepszą wojowniczką? Z animacji tych czerpaliśmy często wzorce do naśladowania, chcieliśmy być dzielni jak Pocahontas, silni jak Hercules i piękni jak Bella. To właśnie owe wzorce i nasza dziecięca wrażliwość sprawiły, że dziś „stary Disney” wydaje nam się dużo lepszy.

Czy rzeczywiście dziś wytwórnia nie ma nam do zaoferowania wartościowych treści? A może jest całkiem odwrotnie? Spójrzmy na jakość animacji jaką serwowano nam dawniej a tę , jaką otrzymujemy dziś. Przy filmach, takich jak „Kopciuszek” czy „Dzwonnik z Notre Dame”, widać kreskę rysownika, który włożył sporo pracy w wygląd bajki. Współcześnie jest to temat potraktowany w całości programem komputerowym. Animacje, choć piękne, czasem są zbyt wygładzone. Brakuje im nieco „szorstkości” ołówka. Dość wyraźna jest także zmiana kolorystyki bajek. Dawniej przytłumione i wyblakłe, dziś świecą feerią barw. To pozwala nam patrzeć na nie w bardziej pozytywny sposób.

Spójrzmy na stare produkcje Disneya: „Kopciuszek”, „Śnieżka” czy „Piękna i Bestia”, wszystkie one mają jedną, charakterystyczną cechę- księżniczkę i księcia. Schemat ten utrzymywany był przez lata w wielu animacjach. „Alladyn”, a nawet „Król Lew” również mogły się nim poszczycić. Faktem jest, że wiele z tych bajek było Planeta Skarbówreprodukcją baśni braci Grimm, które w oryginale ociekały przemocą , jednak Disney nadał im własny charakter. To przez nie zrodził się wzorzec disney’owskich księżniczek- pięknych, często uzależnionych od królewiczów, niewinnych istot. Przy współczesnych produkcjach odchodzi się od umieszczania bohaterów w tych stereotypowych rolach. Spójrzmy na najnowszą animację spod skrzydeł Disneya- „Vaianę- Skarb Oceanu”. Opowiada ona o dziewczynie, która sama walczy o rodzinną wyspę, jest odważna i dzielna. To samo można zaobserwować w „Lilo i Stich”. Dzięki takiemu ukazaniu kobiet, dziewczynki oglądające bajki są utwierdzane w przekonaniu, że mogą wiele, stają się bardziej samodzielne.

To wiąże się również z przewartościowaniem kultu ciała. Dziś wytwórnia pozwala sobie na stworzenie bohaterów nieco niedoskonałymi. Spójrzmy na Pocahontas a Vaianę. Różnica jest zauważalna. To zbliża nas jeszcze bardziej do bohaterów i pozwala się z nimi utożsamić.

VaianaWyraźna jest też zmieniona tematyka bajek. Dawniej opierała się ona w dużej mierze na szukaniu i zdobywaniu miłości. Teraz postaci szukają przygód , pragną odkrywać świat, przemierzać nieznane lądy, co widoczne jest w „Atlantydzie” czy „Planecie Skarbów”. To sprawia, że w oczach widza niemożliwe staje się możliwe i budzi się w nim chęć poznawania nowych rzeczy.

Oba typy bajek, ze „starego” i „nowego” Disneya, niosą ze sobą ważny przekaz i spory bagaż emocji. Zarówno miłość, jak i chęć odkrywania, stanowią ważny filar życia, który sprawia, że staje się ono pełniejsze. Wytwórnia odpowiada na otaczający świat i dostosowuje swoje animacje do potrzeb widzów. Choć nie wszystkie produkcje mają widoczny, wartościowy przekaz, bo często robione są jedynie dla rozrywki, to wśród nich można wyłapać perełki, dla których nadal warto śledzić twórczość Disney’a.


ThrillerLęk przed śmiercią towarzyszył człowiekowi od zawsze. Boimy się tego, czego nie znamy, tego, że może nas zabraknąć. Nie ma w tym nic dziwnego, nie dziwnym jest też ożywianie tego lęku, co czyniono już wielokrotnie, stwarzając różne zjawy i bestie. Ze strachu przed śmiercią i pośmiertnym zachowaniem ciała ludzkiego, wymyślono nieumarłych. Przez wiele lat objawiali się w różnych postaciach: zombie, wampirów czy innych upiorów. Znane od wielu lat, dziś tłumnie wbijają się do kultury masowej, zarówno w książkach, grach, serialach, filmach, jak i komiksach.

Jednak spróbujmy przyjrzeć się im z osobna. Na początek poświęćmy chwilę, tak ostatnio osławionym zombie. Dziś zawładnęły głównie Ameryką, co wcale nie jest dziwne, gdyż narodziły się właśnie tam. Swój początek mają w kulcie Voodoo praktykowanym na Haiti i w południowym USA. Wierzono, że kapłani, zwani nougan, mambo lub bokor uśmiercali człowieka, a w kilka dni po pogrzebie nieszczęśnika, potrafili przywrócić go do życia. Może nie całkiem, ponieważ ożywiali jedynie ciało, które zamieszkiwał duch śmierci Guédé. Po co to robili? Takie zombie, a właściwie cadavre, używany był do prac w polu i w gospodarstwie. To dopiero tania siła robocza! Jednakże nie każdy prawie umarły pomocnik służył gospodarzowi po wsze czasy (i to dosłownie), gdyż wystarczyło, by poczuł on smak soli, a natychmiast uświadamiał sobie, że nie żyje i szedł na cmentarz, by się na nim zakopać. Choć brzmi to całkiem zabawnie, należy pamiętać, że zombie, co jak co, ale żywią się mięsem i mózgami.

Jak łatwo się domyślić, alternatywa stania się zombie nie była zbyt kusząca, dlatego też rodzina zmarłego starała się uchronić go przed tym losem przebijając pierś kołkiem lub obcinając ręce i nogi. Sama wizja przemiany w bezmyślne zwłoki powodowała dodatkowy lęk przed śmiercią.Walking Dead

Dzisiaj zombie rozprzestrzeniły się w popkulturze. Już od lat 60-tych natykamy się na filmy o nich. Pierwszym i najpopularniejszym jest „Noc żywych trupów” George’a Romera. Te postaci przewinęły się również w świecie muzyki- tu idealnym przykładem jest teledysk do piosenki „Thriller” Michaela Jacksona. Aktualnie podbijają świat w grze „Dying Light”, czy też w serialu „The walking dead”.

Mówiąc o umarłych, ciężko nie wspomnieć o wampirach. Ich postać wywodzi się m.in. od wierzeń słowiańskich, w których funkcjonowała pod nazwą wąpierza. W przeciwieństwie do zombie, w przemianę wampirów nie mieszano magii. Jak więc powstawały? Są różne teorie. Wierzono, że tworzyły się z niepogrzebanych lub niespalonych zwłok, przez gwałtowną śmierć, przez rzucenie na żywego przekleństwa, a także przez profanację zwłok, czy ugryzienie przez innego wampira. Podejrzewano też, iż nieumarłymi mogły stawać się wiedźmy oraz samobójcy. Jak w przypadku zombie, o spokój duszy i ciała zmarłego zadbać musiała rodzina. Gdy nie wypełniła tego obowiązku, narażona była na dręczenie przez wampira.


Co robimy w ukryciuCiekawym jest, że dawniej ludzie obawiali się zamiany w wampira po śmierci, a w dzisiejszych dziełach, w których upiory te są coraz bardziej spersonifikowane, lęk przed odejściem występuje również w nich samych. Tak, tak, nie dość, że wampiry obawiają się swojej niezbyt przyjemnej śmierci, to na dodatek ludzie chcąc się przed nią uchronić, nierzadko proszą krwiożerczych przyjaciół o możliwość zamiany w ich pobratymców, co miało miejsce chociażby w filmie „Co robimy w ukryciu” Jemaine Clement’a i Taika Waititi. Tak ciekawą przemianę strachu przed śmiercią w dziełach fantasy widać w porównaniu „Miasteczka Salem” Stephena Kinga a „Kronik wampirów” Anne Rice, gdzie wampiry od bezmyślnych istot przeszły do postaci niemal ludzkiej.

Ostatnim działem, w który chcę się zagłębić, jest nekromancja, czyli ożywianie zwłok za pomocą magii. Był to dobry sposób na oswojenie się z tematem śmierci, która to dzięki czarom przestała być nieodwracalna. Zdolność wskrzeszania ciała wymagała potężnej mocy, jaką dysponowali nieliczni. Tego typu magię widać w opowiadaniach „Weźmisz czarno kure…” Andrzeja Pilipiuka, gdzie do życia przywrócony zostaje m.in. Lenin. O ile w tym przypadku kwestia nekromancji przedstawiona została z przymrużeniem oka, to już „Frankenweenie” ukazuje ogromną tęsknotę dziecka za pupilem, która stanowi pobudkę do przekraczania cienkiej granicy między życiem a śmiercią. Owa animacja pokazuje, że ciężko nam się pogodzić nie tylko ze swoją śmiercią, lecz także z odejściem najbliższych.

 

Jak widać, już od dawna człowiek próbował poradzić sobie z lękiem przed śmiercią. Tworzył postaci nieumarłych, którzy jedną nogą znajdowali się w grobie, a drugą wciąż zostawiali na ziemi. Choć obawa wcale się nie zmniejszyła, to jednak łatwiej nam oswoić strach materialny. W końcu prościej bać się tego co znamy, czyż nie?

   

Jakub WędrowyczW Polsce, od kilku dobrych lat, przygody Jakuba Wędrowycza cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Na półkach księgarni zobaczyć można całą serię książek, a także notesy Wędrowycza, czy inne gadżety. W bibliotekach ciężko znaleźć interesującą nas część z Jakubowej kroniki, gdyż fani Pilipiuka łapią je jak świeże bułeczki. Dlaczego tak się dzieje? Co właściwie wyróżnia Wędrowycza pośród innych, serwowanych przez polskich czy zagranicznych autorów, bohaterów fantastycznych?

Na  początek warto wspomnieć, że A. Pilipiuk jest jednym z nielicznych polskich autorów fantasy, którzy cieszą się aż taką popularnością. Samo to sprawia, że chętniej zwracamy uwagę na jego książki. Jednak nie tylko popularność pisarza, lecz również powołany przez niego do życia Wędrowycz, powoduje, że tak chętnie czytamy jego twórczość.

Jakub nie jest bohaterem fantastycznym jakich wielu. Posiada kilka niezwykłych zdolności, którymi nie chwali się specjalnie przed światem, lecz nawet zmarli (a może szczególnie zmarli) o nim słyszeli. To właśnie sprawia, że staje się on atrakcyjną dla czytelnika postacią. Dodatkowo, istotną kwestią jest to, iż nasz bohater mieszka na polskiej wsi i jest stuprocentowym Polakiem, co pozwala nam bardziej się z nim utożsamić. Kolejną ważną cechą Wędrowycza jest jego „swojska” osobowość. To swój chłop, z którym można pogadać, usiąść do kieliszka (co jest wręcz wskazane!) czy zabić parę potworów. To kolejne rzeczy zmniejszające dystans między czytelnikiem, a bohaterem książek.

Jakub, jak już delikatnie napomknęłam, jest miłośnikiem wysokoprocentowych trunków. W ramach ciągłego rozwoju i zgłębiania swych pasji, sam również produkuje owe napoje, a dokładnie bimber o śmiertelnym, dla przeciętnego wyjadacza chleba, stężeniu alkoholu. Jak na prawdziwego bimbrownika przystało, Wędrowycz nie poda niesprawdzonego trunku gościom, więc każdy z nich skrupulatnie kosztuje (czasem aż do ostatniej kropli… tak dla pewności). Często pomagają mu w tym dobrzy przyjaciele, w końcu co trzy głowy to nie jedna.

Poza wyjątkowo odporną na procenty głową, nasz bohater dysponuje także inną fantastyczną zdolnością, a jest nią umiejętność skutecznego zwalczania potworów. Jak zwykł się mianować Wędrowycz, jest on egzorcystą amatorem. Jest to nad wyraz skromne określenie dla człowieka, któremu udało się pokonać setki wampirów, zombie i innej „paranormalnej gadziny”. Skromność też zdecydowanie odróżnia Jakuba od pozostałych bohaterów fantasy, co otwiera jego świat przed czytelnikiem.

Egzorcysta, choć stara się nie mieszać w konflikty bezpośrednio go nie dotyczące, potrafi wplątać się w różne afery. Jego butność i bezczelność, a także ogromna energia, jaką dysponuje mimo podeszłego wieku, zdecydowanie nie pomagają mu w takich sytuacjach. O dziwo, zawsze udaje mu się wymigać od nawet największych kłopotów, a widok służb mundurowych stał się dla niego chlebem powszednim.

Jakub otwarcie przyznaje, że nie czyta książek. Uważa je za zło konieczne i sięga do nich tylko, gdy potrzebuje czaru czy innego skutecznego sposobu na bestię, z którą nie potrafi sobie poradzić. Mimo swej niechęci do słowa pisanego, Wędrowycz jest niezwykle inteligentnym człowiekiem, a wiedzą potrafi przerosnąć niejednego studenta. Jego znajomość wielu zagadnień bierze się z niezliczonej ilości doświadczeń, z jakimi dane mu było zmierzyć się w ciągu swojego, nie tak krótkiego, życia. W oczach czytelnika, poza mianem pijaka, egzorcysty amatora czy bimbrownika, zyskuje też określenie mędrca z dużym doświadczeniem i, chcąc nie chcąc, mądrością.

Wydaje mi się, że dość solidne, choć nieliczne, argumenty przytoczone powyżej, skutecznie odpowiadają na pytanie o popularność Wędrowycza. Pomimo szczytnego miejsca wśród bohaterów dzieł fantastycznych jakie zajmuje, Jakub nie jest tak wyidealizowany, a wręcz przeciwnie, jest nieco „oswojony”, co sprawia, że łatwiej, o zgrozo, utożsamiamy się z nim. A więc, jeśli jeszcze nie sięgnęliście po przygody egzorcysty opisane przez Andrzeja Pilipiuka, mam nadzieję, że po tym artykule, postanowicie zapoznać się z nimi!


Kopciusze""Kto z Was będąc dzieckiem nie słuchał czytanych do poduszki „Baśni” braci Grimm? Kto z uśmiechem nie wspomina przygód Czerwonego Kapturka, Śnieżki czy Kopciuszka. Każda z tych baśni, w formie przekazywanej nam w dzieciństwie, miała cudowne zakończenie, w którym sprawiedliwość i dobroć głównych bohaterów zwyciężała każde zło. Nieprzyjemne dla młodego czytelnika fragmenty, takie jak pożarcie przez wilka Kapturka i Babci, czy też siedmiu koźlątek złagodzono, tak by nie napędzić mu zbytnio stracha. Praktycznie w każdej baśni morałem mogłoby być stwierdzenie, że bycie prawym człowiekiem popłaca, bo dobre cechy zwalczą każde zło. Jednak początkowo baśnie braci Grimm wcale nie wyglądały tak kolorowo, a ich przesłanie nie było tak oczywiste. Spróbujmy prześledzić więc ewolucję tak znanych, dziecięcych historii.

Zacznijmy od baśni w dzisiejszym, nieco disney’owskim wydaniu. Jest ono chyba najbardziej popularną formą, którą zna większość z nas. Kopciuszek, który źle traktowany przez macochę i siostry, postanawia odmienić swoje życie i pójść na bal królewski, zostaje odwiedzony przez dobrą wróżkę. Pomaga ona naszej bohaterce przejść niesamowitą przemianę i zagościć na stałe w królewskim zamku i książęcym sercu. Macocha i złe siostry nie doznają żadnej krzywdy, poza urażoną dumą, gdyż Kopciuszek jako dobre dziewczę nie chce się na nich mścić.

Równie kolorowo wyglądają przygody Śnieżki, która choć otruta przez złą wiedźmę zaczarowanym jabłkiem, ocalona zostaje dzięki pocałunkowi księcia. Po tej sytuacji zostaje jego żoną i razem zamieszkują zamek. A co z krasnoludkami, które zaopiekowały się dziewczyną? Zostają one nagrodzone za swą troskliwość i dobroć.

Tak wygląda najdelikatniejsza wersja baśni Grimm. Jednak to nie jest ich oryginalny przekład. Jak zatem wyglądają „Baśnie” braci Grimm w wersji nieco mniej łagodnej, lecz takiej, którą bez problemu odnajdziemy w księgarniach? Na przykładzie „Kopciuszka” postaram się odnaleźć różnice między nimi. To co pierwsze rzuca nam się w oczy to owa dobra wróżka, której w oryginale brak. Jej miejsce zajmuje zmarła matka Kopciuszka, która niejako za pomocą drzewa kontaktuje się z dziewczyną. Kolejną istotną różnicą jest sposób mierzenia szklanego pantofelka przez córki złej macochy. Tu bracia Grimm zafundowali czytelnikom nieco dreszczyku. O ile w wersji, nazwijmy ją disney’owską, książę sam zakładał bucik na stopy panien, a gdy nie pasował, zwyczajnie szedł do kolejnej dziewczyny, o tyle we wcześniejszej wersji przyrodnie siostry mierzyły but w obecności matki. Nie byłoby to niczym niezwykłym, gdyby nie totalny brak czułości z jej strony i namowy do odcięcia sobie kawałka stopy, byleby bucik pasował. O zgrozo, jej córki się na to godziły i z krwawiącą stopą wsiadały na książęcego konia, by za chwilę usłyszeć głos gołąbków: „-Zawracaj koniczka!... Krew płynie z trzewiczka!... Trzewiczek za mały, a prawdziwa narzeczona w domu zostawiona!..” Takie poświęcenie na marne! Jednak, poza „okrojonymi” stopami, sióstr ani macochy nie spotkała większa krzywda.

„Śnieżka”, choć nie do końca zmieniona, różni się nieco od wersji disney’owskiej. Główną różnicą, która dzieli oba przekłady jest zdecydowanie sposób ukazania przebudzenia dziewczyny po zjedzeniu zatrutego jabłka. W tym przypadku to nie pocałunek księcia, lecz zwyczajne wstrząsy w szklanej trumnie sprawiły, że feralny kawałek jabłka opuścił przełyk królewny.Czerwony

Najstarsze przekazy zupełnie odmiennie ukazują tak dobrze nam znane baśni dla dzieci. Przede wszystkim warto zauważyć, że owe historie w żadnym stopniu nie były przeznaczone dla dzieci. Funkcjonowały one jako folkowe opowieści krążące wokół dorosłych podczas ich spotkań przy ognisku czy wspólnych pracach. Ich zadanie porównać można do tak popularnych ostatnio creepypast. Miały one głównie przestraszyć słuchacza ku uciesze opowiadającego, a także wprowadzić element rozrywkowy do niekiedy monotonnych czynności. Samo to może dać nam zarys tego, jak ogromnie musiały różnić się te historie od tak dobrze znanych bajek dziecięcych. Czy pamiętacie sympatycznego Czerwonego Kapturka, który z brzucha wilka zostaje uwolniony przez myśliwego? W tym przypadku historia nieco się różni. Wilk bowiem w brutalny sposób morduje babcię, a następnie karmi wnuczkę jej mięsem i poi krwią. Kolejna scena raczy nas przemocą na tle seksualnym, ponieważ wilk każe Kapturkowi rozebrać się do naga i położyć obok, a następnie go zjada. Jak łatwo się domyślić, próżno tu szukać happy endu.

Co z „Kopciuszkiem”? Historia swą brutalną naturę ujawnia pod koniec, gdy to siostry i macocha zostają pozbawione oczu przez ptaki, niejako nasłane przez księcia. Choć opowieść ma szczęśliwe zakończenie dla  głównej bohaterki, to jednak opowiadanie jej dzieciom nie jest najlepszym pomysłem.

Również opowieść o „Dziewicy Milenie” zaskakuje ogromem przemocy. W wersji nieco łagodniejszej historia rozgrywa się wokół niewinnej Mileny, która przechytrzona przez służkę nie może poślubić księcia. Jednak cała sytuacja wyjaśnia się, służka zostaje wygnana, a Milena szczęśliwie zostaje książęcą małżonką. Nieco inaczej prezentuje się to w wersji folkowej, w której Milena zostaje zaskoczona przez swego ukochanego w dość niecodziennej, choć dla niego oczywistej, sytuacji, gdy to kładzie on na stole młodą kobietę, rozbiera ją, ćwiartuje i zjada. W niektórych przekazach monarcha nie jest nawet człowiekiem, lecz przybiera postać ogra.

Jak widać nie każda opowieść jaką znamy od zawsze brzmi tak samo. Często zupełnie odbiega od przekazu ustnego sprzed lat. Nierzadko emanuje brutalnością na tle fizycznym, psychicznym czy seksualnym. Choć zmienione baśnie brzmią dziś niesamowicie pięknie, to choćby dla własnej wiadomości warto zainteresować się ich przeszłością. Co ciekawe, nie tylko bracia Grimm bazowali na pełnych przemocy historiach. Również w „Śpiącej Królewnie”, czy innych bajkach, spotykamy się z brutalnością. Nierzadko natykamy się na gwałty, kazirodztwa, morderstwa czy kanibalizm. Choć dziś prawie nie ma po nich śladu, może warto czasem zastanowić się nad genezą tego co czytamy? W końcu nie wszystko złoto co się świeci, a nie każda historia piękną była od początku swego istnienia, czyż nie?